Uroczystość Wszystkich Świętych, 1.11.2017, Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej w uroczystość Wszystkich Świętych (1 listopada 2017) w kościele pw. świętych Piotra i Pawła na cmentarzu św. Piotra w Gnieźnie. 

W Tobie żyję, w Tobie Panie,
W Tobie umieram, w Tobie zmartwychwstaję!

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!

Popołudnie uroczystości Wszystkich Świętych i Msza święta sprawowana przez nas tutaj, w kościele świętych Piotra i Pawła, a przed nią również modlitwy na cmentarzu za naszych zmarłych, pozwalają nam głębiej spojrzeć na tajemnicę ludzkiego życia. Wpisana jest w nią niewątpliwie prawda o świętych obcowaniu, o wspólnocie wszystkich świętych, których właśnie dziś wspominamy, ale także prawda o naszym doczesnym życiu i umieraniu, o przechodzeniu przez bramę śmierci. W swych katechezach o nadziei papież Franciszek wskazał nam, że właściwie tak naprawdę dopiero śmierć ukazuje nasze życie. Z jednej bowiem strony pozwala odkryć, że nasze akty pychy, gniewu czy nienawiści były marnością, że często nie dość kochaliśmy i nie szukaliśmy tego, co było w tym życiu istotne. Z drugiej jednak, właśnie w obliczu śmierci widzimy również to, co zasialiśmy naprawdę dobrego: ukochani, dla których się poświęciliśmy, a którzy teraz troszczą się o nas. Śmierć odsłania więc życie. Śmierć ukazuje życie. Śmierć mówi nam o życiu. Mówi nam o życiu i o wieczności. Przypomina o tej miłości, jaką obdarzył nas Bóg, gdy – jak wskazywał nam dziś Jan Apostoł – zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Bóg Ojciec, przez Jezusa Chrystusa i w mocy Ducha Świętego, dokonał tego dla nas i w nas, w każdym i w każdej z nas, w sakramencie chrztu świętego. To wówczas otrzymaliśmy przecież nowe życie, życie z wody i Ducha Świętego. Zostaliśmy odrodzeni na życie wieczne. I nie chodzi tu tylko o to, że w ten sposób będziemy żyć wiecznie, że mamy nadzieję, gdy skończy się i dla nas życie na tej ziemi, wejść w nowe życie po śmierci, że – jak przecież wierzymy i wyznajemy – ludzkie życie zmienia się, ale się tak naprawdę nie kończy. Chodzi również o to – jak to określił papież Benedykt XVI – że w sakramencie chrztu świętego otrzymaliśmy prawdziwe życie, które całkowicie i bez zastrzeżeń, w całej pełni, po prostu jest życiem (…) Jest życiem, bo jest relacją z Tym, który jest źródłem życia (…) z Tym, który nie umiera, który sam jest Życiem i Miłością. Wszyscy więc możemy dziś powtórzyć: w Tobie żyję, w Tobie, Panie. Żyję pełnią tego życia, które od Ciebie otrzymałem. Żyję życiem, na którym Bóg w Jezusie Chrystusie położył swą pieczęć. Wziął nas w ten sposób za swoich. Obdarzył swą łaską i miłosierdziem. Odkupił nas krwią Baranka. Zbawił nas i wyzwolił. Sprawił, że jesteśmy do Niego podobni. Skoro więc błogosławieństwa kreślą nam najpierw sylwetę Chrystusa, to w konsekwencji także ukazują sylwetkę chrześcijanina. Ukazują życie człowieka, który – jak podkreśla papież Franciszek – szczyci się mianem ucznia Jezusa. Jesteśmy bowiem powołani – wyjaśnia dalej papież – by być błogosławionymi, uczniami Jezusa, zmagając się z cierpieniami i troskami naszego czasu, w duchu i z miłością Jezusa. Jesteśmy powołani, by iść przez ten świat, nasz świat, tak jak szedł On. Jesteśmy wezwani, by iść drogą Jezusowych błogosławieństw i mieć nadzieję, że i my będziemy świętymi.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Uczeń Jezusa, który w Nim żyje, w Nim też umiera. W Tobie żyje, w Tobie, Panie, w Tobie umieram. W jaki jednak sposób, żyjąc w Jezusie z Nim już teraz umieramy? Umieramy dla zła i grzechu, dla nieprawości i przewrotności, dla tego wszystkiego, co nas wciąż kusi i próbuje od Niego oddzielić i odłączyć. Umieramy z Nim, zwyciężając w tym świecie i w nas samych grzech i zło. Umieramy z Nim, mając wciąż w sobie – jak to nazwał papież Franciszek – nieuleczalną ufność, bo nie wierzymy, że siły negatywne i destrukcyjne mogą w tym życiu zwyciężyć. Ostateczne słowo odnośnie do historii człowieka to nie nienawiść, to nie śmierć, to nie wojna. Ostatecznym słowem jest On, Jezus Chrystus, który sam jest Życiem i Miłością. W naszych zmaganiach nie uczynił nas jednak bezradnymi i przegranymi. Czym zatem jesteśmy – pytał w swych katechezach o nadziei papież Franciszek – i sam szybko odpowiadał: jesteśmy prochem, który dąży do nieba. Nasze siły są słabe, ale potężna jest tajemnica łaski, która obecna jest w życiu chrześcijanina. Jesteśmy wierni tej ziemi, którą Jezus umiłował w każdej chwili swojego życia, ale wiemy, i chcemy żywić nadzieję w przemianę świata, w ostateczne wypełnienie, gdy w końcu nie będzie łez, niegodziwości i cierpienia. Wszyscy święci podtrzymują wciąż tę naszą wiarę. Wszyscy święci świadczą, że nasza wiara i nadzieja w przemianę tego świata ma sens. Wszyscy święci mówią nam, że nie dokonuje się to i nie dokona nigdy w jakiś spektakularny sposób, i nie ukaże się jedynie w wielkich dziełach lub w jakiś nadzwyczajnych sukcesach. Wszyscy święci przypominają o miłości Boga i braci, o miłości wiernej do tego stopnia, by zapomnieć o sobie i całkowicie oddać się innym. Wszyscy święci, w to święto świętości, wołają do nas, byśmy spróbowali żyć tak jak oni żyli. Wszyscy święci ukazują nam, że pomimo trudności można być świętymi. W swojej ubiegłoroczne homilii wygłoszonej w Malmoe, papież Franciszek wskazał nam bardzo konkretnie, w jaki sposób dziś możemy pójść drogą błogosławieństw, drogą uczniów Jezusa, drogą ludzi świętych: błogosławieni, którzy z wiarą znoszą cierpienia, jakie zadają im inni, i z serca przebaczają; błogosławieni, którzy patrzą w oczy odrzuconym i usuniętym na margines, okazując im bliskość; błogosławieni, którzy rozpoznają Boga w każdym człowieku i walczą o to, aby i inni to odkryli; błogosławieni, którzy chronią i dbają o wspólny dom; błogosławieni, którzy rezygnują ze swojego dobrobytu dla dobra innych; błogosławieni, którzy się modlą i pracują na rzecz pełnej jedności chrześcijan. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie. Ci, którzy tak bowiem czynić będą są – mówił jeszcze papież – nosicielami miłosierdzia i czułości Boga, i na pewno otrzymają do Niego zasłużoną nagrodę. Umierają bowiem z Jezusem dla siebie, tracą swoje życie jak ziarno wrzucone w ziemię, oddają je, by żyć z Nim i zmartwychwstać na wieki. W istocie logika ziarna, które obumiera, pokornej miłości, jest drogą Boga, i tylko ta logika wydaje owoc.

Umiłowani w Panu!

Prawda o naszym życiu i umieraniu nie jest i nie byłaby pełna, gdybyśmy nie wierzyli, że z Nim, Zmartwychwstałym, również i my żyć będziemy, a Ten – jak pisał Koryntianom Apostoł Paweł – który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam. W Tobie żyję, w Tobie, Panie, z Tobą umieram, w Tobie zmartwychwstaję! Dziś, tutaj, w tej jesiennej scenerii naszego cmentarza, doświadczamy jak mali i bezradni jesteśmy w obliczu tajemnicy śmierci. Tak ona ukazuje i odsłania nasze życie, a jednak na zawsze pozostaje tajemnicą i bramą, za którą spotkamy zmartwychwstanie. Ja jestem zmartwychwstanie i życie – mówił swym uczniom Jezus. Nie jestem śmiercią, Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Czy wierzysz w to? Czy Ty w to wierzysz? Papież Franciszek w swej środowej katechezie o wierze, która oświetla tajemnicę śmierci, mówił nam, że to właśnie Jezus oświetla tajemnicę śmierci. Nie jest to jednak światło, które we wszystkim rozwiewa ludzkie obawy i lęki, jakie nam przecież towarzyszą. Jest to raczej płomień wiary, o który, jak o ten palący się na cmentarzu znicz, trzeba nam nieustannie zabiegać. Nie bój się, utrzymuj tylko zapalony płomień! Przyniesione przez nas dziś na cmentarz znicze wkrótce się wypalą. Pokażą jeszcze raz, że wszyscy jesteśmy bezradni w obliczu tajemnicy śmierci. Jednakże – mówił nam papież Franciszek – patrzmy jak wielką jest łaską to, jeśli strzeżemy w sercu płomienia wiary. Ona pozwala nam otwierać się na Jezusa. Ona pozwala już dziś spoglądać z nadzieją w tę chwilę, naszą chwilę, gdy Jezus przyjdzie do każdej i każdego z nas i weźmie nas za rękę ze swoją czułą łagodnością i miłością. Papież Franciszek na zakończenie audiencji generalnej prosił wszystkich, by na chwilę przymknęli oczy i pomyśleli o tej chwili. A potem prosił, by w swym sercu powtórzyli słowa Jezusa: Wstań, przyjdź! Wstań, powstań z martwych! To jest nasza nadzieja w obliczu śmierci. I dodał jeszcze: dla ludzi wierzących są to drzwi, które otwierają się całkowicie. Dla wątpiących jest to szczelina, przez którą wchodzi światło, sączy się z otworu, który nie zamknął się całkowicie. A dla nas wszystkich będzie łaską, kiedy to światło nas oświeci.

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter