Zjazd ojców duchownych WSD diecezjalnych i zakonnych, 27.08.2026 Zabrze
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. na Zjeździe ojców duchownych WSD diecezjalnych i zakonnych
27 sierpnia 2026
kaplica pw. św. Barbary w kopalni Guido w Zabrzu
Drodzy Współbracia w Kapłaństwie,
Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą? W swej odpowiedzi święty Augustyn wskaże na każdego zwierzchnika Kościoła, który – jak powiada – musi pamiętać, że sam jest sługą, a nie właścicielem stada. Święty Hieronim doda, że to ten, który nie ulega w życiu złudzeniu, że powrót Pana jest daleki, lecz stale pracuje nad zbawieniem dusz i swoim własnym. Jan Chryzostom szukając odpowiedzi na to pytanie będzie ostrzegał tych, którzy – jak mówił w jednej ze swych homilii – nie okazują takiej troski o swoją duszę, jaką ludzie bojący się złodzieja mają o swój majątek. Podpowiadając nam więc w pewien sposób odpowiedź na tak postawione pytanie, z którym – jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii – sam Jezus zwrócił się do swoich uczniów, wspomniani przeze mnie Ojcowie Kościoła nie tylko usiłują określić o kogo tak naprawdę Jezusowi chodzi i do kogo adresuje On swoje wskazania, ale jednocześnie ukazują, co w tych słowach słuchanej dziś Ewangelii jest naprawdę istotne i ważne. Ważna jest bowiem najpierw sama świadomość tego, kim tak naprawdę jako uczniowie Jezusa jesteśmy. Niewątpliwie jesteśmy sługami, a nie panami, bo zadaniem sługi jest być gotowym i czekać na przyjście Pana. Jesteśmy sługami, którzy wierzą, więcej, są wręcz pewni tego, że trzeba być przygotowanym na Jego przyjście. Nie można i nie wolno nam więc tego danego nam czasu zmarnować. To zaś, co ma nas w życiu charakteryzować, to odpowiedzialna i dojrzała troska o samych siebie i o drugich, to pragnienie wzrostu, rozwoju, dojrzałości, których Pan od nas oczekuje, gdy przyjdzie. Wezwanie do czuwania, którym rozpoczyna dziś Jezus swoje słowo do uczniów, nie oznacza bowiem tylko – jak to pięknie tłumaczył kiedyś papież Franciszek – aby mieć fizycznie otwarte oczy, ale mieć serce wolne i nastawione we właściwym kierunku, to znaczy usposobione do daru i służby. Nie chodzi przecież o samą fizyczną obecność, o samo powołanie do bycia wraz z innymi i towarzyszenia innym w drodze. Chodzi o to bowiem, w jaki sposób tę wspólną drogę będziemy przemierzać i co dla nas i przez nas dla drugich będzie w tej wspólnej, wychowawczej drodze okazywać się wciąż naprawdę ważne i istotne. Ciekawe przy tym, że wyjaśniając jeszcze raz nieco głębiej tę postawę, wspomniany już przez mnie papież Franciszek podpowiada nam, że prawdziwe czuwanie sługi, który – mówiąc jeszcze raz za świętym Hieronimem – nie ulega złudzenie, że powrót Pana jest daleki, zaczyna się tak naprawdę nie od oczekiwania, lecz od zdumienia się w obliczu działania Boga, Jego niespodzianek i dawania Mu w ten sposób absolutnego pierwszeństwa. Czujność bowiem to nie własny pomysł na szczęście. Czujność to wrażliwość na Boga i otwarcie na drugiego. Czujność jeszcze – jak o tym mówił w kwietniu w dzień modlitw o powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego papież Leon XIV – to przede wszystkim czuwanie nad zagrodą naszego własnego serca i naszego życia, bowiem ten, kto do nich wchodzi, może pomnożyć radość albo też, niczym złodziej, może ją nam skraść. Może właśnie dlatego Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi nam o człowieku szczęśliwym, o szczęściu tego, którego Pan tak zastanie. Z jednej strony bowiem tylko taka postawa zdolna będzie obronić nas przed lękiem i niepewnością, przed ciągłym napięciem, które płynie z powagi stawianego przed nami zadania, a z drugiej niewątpliwie hamować już przed zbytnią śmiałością i brakiem roztropności, w które wpędza pokusa szukania łatwych i szybkich efektów. Ale nie jest to możliwe bez czuwania nad sobą, bez daru z siebie i służby.
Drodzy Bracia!
Szukając tym razem w czasie tego waszego dorocznego spotkania odpowiedzi na kluczowe pytanie, jak więc dziś słuchać, aby usłyszeć Boga i drugiego człowieka, Ewangelia, która wzywa nas dziś do czujności, do czuwania proponuje nam niewątpliwie taką właśnie drogę, drogę bycia uważnym, czujnym, otwartym, ufnym i gotowym. Jak słuchać, by usłyszeć? Nie wystarcza raz na zawsze, ale ukazuje, że i ten proces jest i będzie ze swej istoty zawsze dynamiczny, że będzie trwał i się powtarzał, że dokonuje się niejako wciąż w przemierzanej przez nas wspólnie drodze, że domaga się współdziałania zgodnie z wezwaniem Pana, i że opiera się przecież na tej pewności, że to w Nim – jak przypomniał dziś Koryntianom Apostoł Paweł – zostaliśmy już wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i poznanie, że tak właśnie czuwając i tak oczekując nie doznajemy braku żadnej łaski i że On też sam będzie nas umacniał, bo Bóg jest wierny, gdy powołał nas do współuczestnictwa, do współdziałania z Synem swoim, Jezusem Chrystusem, Panem naszym. Jak słychać, by usłyszeć? Słuchać więc, czuwając, aby nie dać się zwieść lenistwu czy naszej własnej słabości, nie wmówić sobie, że przecież mój pan się ociąga z powrotem. Czuwać, by nie pozwolić – mówiąc jeszcze raz słowami papieża Leona – aby w ten sposób do naszego domu, do naszego serca, do naszego wnętrza wkradli się różni złodzieje, a więc przekonania i uprzedzenia, które nie pozwalają nam patrzeć pogodnym spojrzeniem na innych i życie; jakieś błędne idee, które mogą nas prowadzić do dokonywania negatywnych i fałszywych wyborów; nonszalancja i powierzchowność, które powodują wewnętrzną pustkę i rodzą pokusę do życia z dala od własnego wnętrza. Jak więc słychać, by usłyszeć? Słuchać, czuwając, czyli będąc uważnym i wrażliwym na drugiego, pozwolić – jak o tym powie jeszcze papież Franciszek – by nas wewnętrznie poruszyły jego potrzeby (…) nauczyć się przewidywania i uprzedzania, tak jak zawsze czyni to sam Bóg w stosunku do nas. Jak słuchać, by usłyszeć? Rozpoznać i przyjąć, że słowo Boga – jak z kolei podpowiadał nam w swych katechezach opartych na nauczaniu Soboru Watykańskiego II papież Leon XIV – ma przecież zawsze wymiar objawiający, to znaczy służy nie tylko i nie tyle do wymiany informacji i wiadomości, ale nade wszystko do ujawniania, do odsłonienia nam tego, kim my jesteśmy. Tworzy więc i buduje naszą relację z Bogiem i z drugim człowiekiem. Konieczne jest więc naprawdę uważne słuchanie, aby słowo przeniknęło do naszego umysłu i serca. I jednocześnie potrzebna jest modlitwa, w której przecież to nie my sami ostatecznie decydujemy i dysponujemy – jak mówił papież Leon – czego słuchać z Bożego Słowa, ale to Bóg sam przemawia do nas w głębi serca i umysłu. Tylko wtedy, gdy tak rozmawiamy z Bogiem, gdy tak będziemy wpierw sami Go słuchać – jak podsumował Ojciec Święty – możemy również dopiero o Nim mówić.
Drodzy Bracia!
Sądzę więc, że swoistym kluczem do odpowiedzi na pytanie, z którym w tym roku zebraliście się na kolejnym zjeździe ojców duchownych jest dzisiejsze jezusowe wezwanie: Złożona tożsamość waszej posługi przypomina, że wiele razy we wskazaniach Kościoła, które daje nam Droga formacji prezbiterów w Polsce, pada pod waszym adresem, pod adresem życia i posługi ojców duchownych słowo: towarzyszenie. Na etapie podstawowego rozeznania i wyboru drogi formacji ojciec duchowny towarzyszy w procesie wstępnego rozeznania powołania, wspierając w weryfikacji motywacji i dalszej drogi formacji. Na etapie stawania się uczniem Chrystusa towarzyszy z kolei w odczytywaniu historii życia alumnów oraz w przechodzeniu od spojrzenia powierzchownego i idealistycznego ku spojrzeniu realistycznemu i ewangelicznemu w ocenianiu siebie, Boga, innych świata, ucząc troski o wszystkie aspekty życia. Na etapie upodobania się do Chrystusa towarzyszy seminarzystom w dojrzewaniu tożsamości spójnej z prezbiterem, która ma nade wszystko charakter relacyjny i wymaga bliskości z Chrystusem. A na etapie syntezy drogi ucznia-misjonarza towarzyszy również w dalszym dojrzewaniu w relacjach międzyludzkich, w odczytywaniu własnego życia i posługi w świetle wiary oraz w przygotowaniu do święceń diakonatu i prezbiteratu. Wasze towarzyszenie zakłada więc słuchanie. Zakłada też uważność i czujność. Mówi bowiem, że jest i będzie polegać zawsze na swoistym cierpliwym budowania mostów, na zbudowaniu więc takiej więzi z tymi, którym się towarzyszymy, aby – jak to pięknie ujął kiedyś papież Leon – razem słuchać głosu Pana i słuchać siebie nawzajem w dialogu i patrzeć, i rozeznawać, do czego tak naprawdę Pan nas wzywa. Towarzyszyć słuchając, a więc dając również miejsce, dając konkretną przestrzeń drugiemu, by z góry nie wykluczać, nie zakładać, nie przyjmować, że przecież nikt inny nie ma nam nic do powiedzenia. A dzisiejsza Ewangelia nazywa nam wprost szczęśliwymi właśnie tych, których – jak mówi – Pan, gdy przychodzi, zastaje również przy tej czynności. A wtedy każdego dnia będę błogosławił Pana i na wieki wysławiał Jego imię. Amen.











