Zakończenie Roku Jubileuszowego, 28.12.2025 Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. na zakończenie Roku Jubileuszowego 2025
Niedziela Świętej Rodziny
27 grudnia 2025
bazylika prymasowska w Gnieźnie

Spes non confundit!

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!

Dziś jako Świętowojciechowy Kościół Gnieźnieński wspólnie przeżywamy uroczyste zakończenie Roku Jubileuszowego. Kończymy Rok Święty, ale także rok obchodów tysiąclecia pierwszych koronacji królewskich w Gnieźnie. Jeszcze raz dziękujemy też przed Bogiem za 1025 lat istnienia naszej prymasowskiej archidiecezji. Był to więc dla nas, dla każdej i dla każdego z nas niewątpliwie szczególny czas łaski. Dziś, przeżywając zakończenie jubileuszu jesteśmy wdzięczni Bogu Ojcu przez Jezusa Chrystusa, że dał nam na różne sposoby w tym właśnie czasie doświadczyć swego miłosierdzia i przebaczenia. Ustawiony na rozpoczęcie Roku Świętego na ołtarzu naszej katedry jubileuszowy Krzyż Chrystusa przypominał nam wciąż – jak niejednokrotnie za bullą jubileuszową w tym roku powtarzałem – że nadzieja rodzi się w istocie z miłości i opiera na miłości, która wypływa z Serca Jezusa przebitego na krzyżu. To ono jest ostatecznie źródłem tej siły i tej mocy zdolnej wpierw samemu przyjąć Boże przebaczenie, aby – jak z kolei przypominał nam dziś w swym Liście do Kolosan Apostoł Paweł – wybaczać sobie nawzajem, jeśli ktoś miał coś do zarzucania drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. I tylko w ten właśnie sposób – jak nam wskazywał w jednej ze swych jubileuszowych katechez jeszcze papież Franciszek – rodzi się nadzieja, która nie zawodzi. Miłosierdzie bowiem przemienia ludzkie serce i sprawia, że uczymy się nadziei. Ono też pobudza nas do wyjścia ku drugim, do otwarcia naszych serc i dłoni, do zaangażowania, do uczestnictwa. Papież Leon XIV nazwał taką postawę swoistym programem życia tych, którzy – jak sam wyjaśniał w jednej ze swych katechez jubileuszowych – idą i oczekują, ale nie z założonymi rękami, lecz uczestnicząc. W ten sposób i my stajemy się prawdziwie pielgrzymami nadziei dla tego świata, niosąc miłość i głosząc wszystkim, że Bóg ma wnętrze pełne miłosierdzia, poprzez które nieustannie zradza. Mieć nadzieję to rodzić – jak mówił nam papież Leon – to widzieć, jak ten świat staje się światem Boga: światem, w którym Bóg, ludzie i wszystkie stworzenia znów przechadzają się razem w mieście-ogrodzie, nowej Jerozolimie. Szczęśliwy człowiek, który służy Panu i chodzi Jego drogami.

Moi Drodzy, Siostry i Bracia!

Ewangelia, którą odczytaliśmy przed chwilą o ucieczce Świętej Rodziny do Egiptu przypomina nam jednak z całą mocą, że ten świat wciąż nie jest jeszcze ową oczekiwaną z nadzieją nową Jerozolimą, ale miejscem zmagań i drogą, która owszem, do niej prowadzi. Na arenie świata wciąż bowiem krzyżują się wielorakie ludzkie drogi, którymi idą ludzie w poszukiwaniu życia i odpowiednich warunków dla jego rozwoju. Idą nimi rodzice, jak szli Józef i Maryja wpierw uciekając do Egiptu, a potem wracając z niego już do Nazaretu, tak bardzo zatroskani dziś o bezpieczne miejsce dla przyszłości i rozwoju swych dzieci. Idą ludzie wypędzeni z domów przez strach i głód, przez wojnę i ludzką nędzę, szukając, także tutaj, pośród nas, bezpiecznej i przyjaznej przestrzeni dla życia i własnego rozwoju. Idą nimi żyjący pośród nas ludzie samotni i odrzuceni przez drugich, wciąż jeszcze niosąc w sercu nadzieję na jakieś zainteresowanie się nimi, na pomoc i zmianę ich trudnego losu. Idą nimi ci, którzy cierpią, którzy nie mają już nic i stracili wszystko, w sercu nadal wciąż ufając, że znajdą jednak tych, którzy staną przy nich, którzy wyciągną do nich swą braterską i siostrzaną dłoń, którzy im konkretnie pomogą. Idą ludzie smutni, tak zalęknieni, ale też biegną nimi ci, którym wciąż jeszcze się wydaje, że w życiu sami dobrze sobie poradzą bez innych, że ich siła, młodość, sprawność trwać będą w nieskończoność, że nie trzeba i nie można się przecież w życiu oglądać się na innych, że wystarczy tylko to własne szczęście, wypracowany i osiągnięty własny dobrobyt i stabilność, że trzeba wszystko zrobić, by tego swojego dobrostanu nigdy nie utracić, nie zaniedbać, nie dać go sobie wydrzeć i zniszczyć.

Moi Drodzy!

W tym naszym świecie krzyżują się więc tak różne ludzkie drogi, nasze drogi, a ich prawdziwy splot przypomina nam może od czasu do czasu jeszcze raz tylko o tym, że te drogi nie zawsze schodzą się razem i prowadzą nas do wspólnego celu, nie zawsze są wyrazem naszych wspólnych dążeń i prawdziwej troski o wspólne dobro nas wszystkich. Trzeba więc może wciąż przypominać sobie – jak uczył nas święty Jan Paweł II – że jednak nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy „brzemię” dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być bowiem nigdy walka silniejsza od solidarności. Bo jeśli to jubileuszowe motto: pielgrzymi nadziei nie ma być i nie ma pozostać teraz jedynie sloganem, który za chwilę przeminie, o którym bardzo szybko zapomnimy i z którego nic w nas tak naprawdę po przeżyciu tego świętego roku na przyszłość nie pozostanie, to trzeba nam wciąż pamiętać i wracać do tego, także kończąc dziś uroczyście rok jubileuszowy, że przecież mieć nadzieję, to znaczy – jak wskazywał nam papież Leon – właśnie uczestniczyć. Narodziny Jezusa – wyjaśniał papież – ukazują nam bowiem Boga, który angażuje: Maryję, Józefa (…) Bóg nie jest poza tym światem, poza tym życiem, poza nami. Trzeba poszukiwać Go pośród realiów życia. Poszukiwać Go rozumem, sercem i z zakasanymi rękawami. A Sobór – jak jeszcze wskazywał i tłumaczył dobitnie w swej jubileuszowej katechezie papież – powiedział, że ta misja należy do nas wszystkich, do mężczyzn i kobiet, ponieważ Bóg, który stał się człowiekiem, spotyka nas w różnych sytuacjach każdego dnia. W problemach i w pięknie świata sam Jezus nas więc oczekuje i angażuje nas, prosi, abyśmy działali wraz z Nim. Bo przecież cokolwiek mówicie lub czynicie, wszystko niech będzie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Być wciąż pielgrzymami nadziei i żyć nadzieją, która zawieść nie może, to nieść w sobie i budzić w sercach drugich to przekonanie, że jeśli wciąż nasza rzeczywistość rodzi i przecież – jak możemy przewidywać – nadal rodzić będzie – jak na to wskazywała nam w zapowiedzi tego świętego czasu bulla jubileuszowa – naprawdę różne sprzeczne uczucia, od ufności do lęku, od pogody ducha do zniechęcenia, od pewności do zwątpienia, to jednak umocnieni łaską tych minionych dni, szli będziemy dalej z nadzieją, której źródłem jest Jezus Chrystus. W te święta papież Leon XIV w swoim słowie przed błogosławieństwem Urbi et orbi mówił, że choć za kilka dni zakończy się Rok Jubileuszowy, że zamkną się Drzwi Święte, to jednak Jezus Chrystus – nasza nadzieja – pozostaje z nami na zawsze! On jest Bramą zawsze otwartą, która prowadzi nas do Bożego życia (…) On jest Bogiem, który stał się człowiekiem; nie przychodzi, aby potępiać, ale aby zbawiać; Jego pojawienie się nie jest ulotne, przychodzi On, aby pozostać i siebie samego ofiarować. A my, wciąż mamy i możemy Go przecież rozpoznać i przyjąć. W jaki sposób? Kończąc rok jubileuszowy, kończąc dziś obchody tysiąclecia pierwszych koronacji królewskich w Gnieźnie, kończąc rok wdzięczności za nasz Świętowojciechowy Kościół zbudowany na wodzie chrztu świętego i męczeńskiej krwi świętego Wojciecha, biskupa i męczennika oraz świadectwie wiary i świętości jego przyrodniego brata błogosławionego Radzyma Gaudentego, naszego pierwszego biskupa gnieźnieńskiego, powtarzamy słowa uczniów z Emaus: mane nobiscum, Domine – zostań z nami, Panie! Słowo Twoje niech w nas mieszka w całym swym bogactwie! W sercach naszych niech panuje Twój pokój! A Twoja prawdziwa i rzeczywista obecność w łamanym dla nas i dla naszego zbawienia chlebie, w Przenajświętszej Eucharystii, niech ożywia w nas wciąż to pragnienie, by iść do drugich jako Twoi uczniowie – misjonarze niosąc im Ciebie, chleb żywy, który zstąpił z nieba, Ciebie, który jesteś naszą nadzieją, nadzieją każdego człowieka w tym życiu i po śmierci. Amen.