Zakończenie Kongresu „Odkryj Małżeństwo”, 3.05.2026 Gniezno
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Zakończenie Kongresu „Odkryj Małżeństwo. Razem w Duchu Świętym”
3 maja 2026
katedra gnieźnieńska
Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!
Słowo Boże, którego dziś słuchamy, na zakończenie kolejnego, trzeciego już Międzynarodowego Kongresu i spotkania małżeństw tutaj, w Gnieźnie, wzywa nas wszystkich, także was złączonych sakramentalnym węzłem małżeńskim do ponownego odkrycia naszej chrześcijańskiej tożsamości. Mówi nam więc kim jako ludzie ochrzczeni jesteśmy i do czego nas tak naprawdę w życiu zobowiązuje nas chrzest. Wiemy, że stanowi on przede wszystkim fundament naszej chrześcijańskiej godności, a więc tego, że i my jesteśmy – jak to przypomniał nam dziś święty Piotr – ludźmi wybranymi i prawdziwie drogocennymi, niby żywe kamienie. Bóg wybrał nas sobie w Jezusie Chrystusie. My jesteśmy bowiem – jak pięknie nam to wyjaśniał kiedyś święty Jan Paweł II – Jego szczególną własnością, w sposób odmienny – jak zauważył wówczas papież – niż jakiekolwiek inne na tym świecie stworzenie. Jesteśmy własnością Boga na podstawie wyboru miłości. On bowiem w Jezusie Chrystusie – mówiąc za świętym Pawłem – rzeczywiście umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Bo Chrystus – jak powie jeszcze Jan Paweł II – przyjmując śmierć na krzyżu, równocześnie objawia nam i daje nam życie, albowiem zmartwychwstaje. Śmierć nad Nim nie ma już władzy. A kogo dotyka ta miłość – jak napisał z kolei w encyklice o chrześcijańskiej nadziei papież Benedykt XVI – ten z kolei teraz sam zaczyna mieć intuicję, czy właściwie jest życie (…) Życia bowiem we właściwym znaczeniu nie mamy nigdy sami w sobie, ani wyłącznie z samych siebie: jest ono relacją. Życie w Jego pełni jest relacją z Tym, który jest źródłem życia. Jeśli więc pozostajemy w relacji z Tym, który nie umiera, który sam jest Życiem i Miłością, wówczas tkwimy w życiu. Wówczas żyjemy. Żyjemy, bo zostaliśmy uświęceni krwią Chrystusa i ożywieni Duchem Zmartwychwstałego Pana. Żyjemy i – jak czytaliśmy jeszcze przed chwilą – jesteśmy budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, miłych Bogu przez Jezusa Chrystusa. Żyjemy, bo i my jesteśmy wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym po to, abyśmy ogłaszali, abyśmy naszym życiem głosili chwalebne dzieła Tego, który nas wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła.
Moi Kochani!
To zatem kim tak naprawdę jako ludzie ochrzczeni jesteśmy, co tak naprawdę stanowi o naszej chrześcijańskiej tożsamości, jest jednocześnie dla nas wezwaniem, jest zobowiązaniem, jest zaproszeniem, aby w ciągu naszego chrześcijańskiego życia, odpowiedzieć Bogu miłością na miłość. Jezus – jak usłyszeliśmy w odczytanej nam dziś Ewangelii – mówi więc wprost do swoich uczniów: niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! A przedstawiony nam w pierwszym czytaniu z Księgi Dziejów Apostolskich fragment z życia pierwotnego Kościoła przypomina wprost o służbie, o posługiwaniu, o dziełach miłości i miłosierdzia, które są owocem i sprawdzianem żywej wiary i przyjętego przez nas Słowa Bożego. Papież Franciszek zauważył kiedyś, że samo wezwanie do wiary, które dziś i my słyszymy może niekiedy wydawać się nam nawet radą trochę teoretyczną, abstrakcyjną. Jezus jednak – jak słusznie wskazuje dalej papież – chce nam powiedzieć coś konkretnego. On wie, że w życiu najgorszy niepokój, trwoga bierze się z poczucia, że nie jesteśmy w stanie sobie poradzić, z poczucia samotności i bez punktów odniesienia w obliczu tego, co się dzieje. Tego lęku – jak nam tłumaczył jeszcze papież Franciszek – w którym trudność następuje jedna po drugiej, nie da się jednak zwyciężyć w pojedynkę. Potrzebujemy pomocy i dlatego Jezus prosi nas, abyśmy w Niego wierzyli, to znaczy nie opierali się na sobie, ale na Nim. Trzeba powierzyć się Jezusowi, dokonać swoistego skoku i to jest wyzwoleniem od trwogi. A Jezus zmartwychwstał i żyje właśnie po to, by być zawsze obok nas. Mówiliście sobie przez te minione dni i przypominaliście tutaj sobie pewnie nieraz, że przecież sakrament to łaska, to prawdziwa obecność Boga, to miłość, która nie opuszcza, nawet jeśli wszystko inne zwiodło. Sakrament bowiem to żywa i ożywiająca obecność Tego, który – jak to wciąż tak pięknie podpowiada nam Sobór Watykański II – jak niegdyś wyszedł na spotkanie swojemu ludowi poprzez przymierze miłości i wierności, tak teraz jako Zbawiciel ludzi i Oblubieniec Kościoła przez sakrament małżeństwa wychodzi na spotkanie chrześcijańskim małżonkom. Pozostaje nadal z nimi, aby jak On sam ukochał Kościół i wydał za niego samego siebie, tak też i małżonkowie we wzajemny oddaniu kochali się nawzajem z nieustanną wiernością. Pytającym o drogę wciąż więc powtarza, że to On jest przecież drogą i prawdą i życiem. On jest drogą, a zatem nasza wiara w Niego – jak trafnie powie papież Franciszek – nie jest i nie będzie nigdy jakimś „zbiorem idei”, w które należy uwierzyć i które należy posłusznie przyjąć, ale drogą, którą należy przebyć, podróżą, którą trzeba odbyć, życiową przygodą, pielgrzymowaniem, podążaniem w życiu z Nim i za Nim. Oczekującym, że Go wreszcie w swym życiu zobaczą, że Go ujrzą, że dostrzegą, że On jest i że jest konkretnie obecny, że przeżyją z Nim takie spotkanie i że tego prawdziwie doświadczą, niestrudzenie dziś jeszcze raz mówi, że przecież kto Go widzi, widzi także i Ojca, że jest w Ojcu, a Ojciec w Nim, że On i Ojciec są w Duchu Świętym jedno. Dar i łaska sakramentu są nieodwołalne. I nie ma innego sposobu zaświadczenia o pięknie sakramentu małżeństwa, bo małżeństwo uświęcone przez Boga – jak nam tłumaczył w swoich katechezach papież Franciszek – strzeże więź mężczyzny z kobietą, który sam Bóg pobłogosławił na zakończenie aktu stwórczego. I to jest jedyne źródło pokoju i dobra dla całego życia małżeńskiego i rodzinnego. Małżeństwo nie jest bowiem jakimś ideałem – jak z kolei w roku jubileuszowym przypominał nam papież Leon XIV – ale kanonem prawdziwej miłości między mężczyzną a kobietą: miłości całkowitej, wiernej, wyłącznej i płodnej.
Moi Drodzy!
Na zakończenie waszego spotkania, w tym swoistym teraz rozesłaniu, którym jest sprawowana tutaj, w katedrze, przy wojciechowych relikwiach Eucharystia, sądzę, że pragniecie ponieść dalej nie tylko piękną atmosferę tych minionych dni, ale nade wszystko napełnieni Duchem, którego Panu nieustannie użycza wam w sakramencie małżeństwa, w rzeczach prostych i zwyczajnych, w chwilach radosnych i trudnych, w sprawach małych i wielkich, w codziennych zmaganiach i radosnym dziękczynieniu uwidaczniać – jak mówił do małżonków w swoich katechezach święty Jan Paweł II – miłość, jaką Chrystus kocha swój Kościół, dając wciąż życie za niego, a więc kochać drugich tak, jak Chrystus nas kocha. Już bowiem nasze chrzcielne obdarowanie przypomina nam, że przecież przez chrzest jesteśmy zawsze włączeni w większą wspólnotę Ludu Bożego, we wspólnotę, która – jak trafnie wskazywał papież Benedykt XVI – przekracza czasy i miejsca i rzeczywiście jest rodziną Bożą. Chrześcijanin nie jest bowiem nigdy jedynie dla siebie, ale dla innych. W sakramencie małżeństwa jesteście i wy nawzajem odbiciem tej Bożej miłości, która – jak uczył nas w Amoris laetitia papież Franciszek – pod wpływem Ducha Świętego, otwiera się, wykracza poza swoje granice, aby obdarzać swoim dobrem również innych, aby otoczyć ich opieką i dążyć do ich szczęścia. Niech zatem doświadczenie tej miłości, niech czerpanie ze źródła, jakim jest sakrament małżeństwa, wciąż uzdalnia was do świadectwa, do głoszenia swoim życiem prawdy o łasce i miłości Tego, który – jak wskazywał dziś święty Piotr – wezwał nas do swego przedziwnego światła.











