Wprowadzenie relikwii św. Maksymiliana, 50-lecie HDK, 13.06.2026 Płonkowo

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
wprowadzenie relikwii św. Maksymiliana Marii Kolbego
50-lecie Honorowych Dawców Krwi koło w Janowcu Wlkp. 
13 czerwca 2025
Sanktuarium Kapłanów Męczenników w Płonkowie

O Krwi najdroższa, o Krwi odkupienia, napoju życia z nieba dla nas dany (…) o Krwi najdroższa, przez serce przeczyste, gdzie swoje źródło miałaś na tej ziemi, cześć Ci niesiemy, dzięki wiekuiste, z aniołami, ze świętymi.

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!

W tym szczególnym miejscu, oddając dziś cześć Bogu za wstawiennictwem świętych męczenników, patronów waszej parafii, świętego Maksymiliana i Pierwszych Męczenników Polskich, w naszym Archidiecezjalnym Sanktuarium Kapłanów Męczenników, wspominając Błogosławionego Księdza Mariana Skrzypczaka oraz kapłanów zamęczonych w czasie II wojny światowej, wraz z nimi uwielbiamy Tego, który jako prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek sam poniósł za nas śmierć, co więcej, zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami. Do Niego dziś przychodzimy dziękując Mu za to, że przez krzyż swój święty, przez swoją mękę i śmierć na krzyżu, przez krew wylaną dla naszego zbawienia, nas i świat odkupić raczył. Bóg bowiem – jak głosił nam dziś Apostoł Paweł – nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał. On zaś, umierając dla nas na krzyżu, otworzył zdroje łaski. Z Jego przebitego boku wypłynęła krew i woda – jak śpiewaliśmy wczoraj w prefacji o Najświętszym Sercu Pana Jezusa – i tam wzięły początek sakramenty Kościoła (…) abyśmy z radością czerpali ze źródeł zbawienia. Krew służy odkupieniu. Wylana na krzyżu dla nas i dla naszego zbawienia, oczyszcza nas z grzechów i sprawia, że i my, dzięki Temu, który nas właśnie tak, właśnie w ten sposób, prawdziwie do końca, do wylania swej krwi za nas, umiłował, możemy odnieść pełne zwycięstwo, możemy osiągnąć zbawienie. Gdy w Księdze Apokalipsy święty Jan ukazuje nam wizję ludzi zbawionych, ludzi ubranych w białe szaty, stojących przed tronem Boga i przed Barankiem, na pytanie: kim oni są i skąd przybyli, sam odpowiada: to ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty i we krwi Baranka je wybielili. Krew to życie. Chrystusowa Krew wylana za nas na krzyżu jest dla nas wszystkich źródłem życia. Dając nam więc w Eucharystii swoje Ciało i swoją Krew, Jezus Chrystus otworzył przed nami prawdziwie źródło życia. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije – mówił do swych uczniów – ma bowiem życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Karmienie się więc Eucharystią – jak uczył nas w swych katechezach o Eucharystii papież Franciszek – sprawia, że i my dajemy się przemieniać w to, co przyjmujemy (…) upodabniamy się coraz bardziej do Jezusa, bardziej przemieniamy się w Niego (…) Przyjmowanie Ciała i Krwi Pańskiej jednoczy nas bowiem z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, a także otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno z Nim.

Umiłowani Siostry i Bracia!

W życiu błogosławionych i świętych Eucharystia była zawsze dla nich źródłem życia. Żyjąc Nią na co dzień, potrafili – jak męczennicy, których dziś, tutaj wspominamy, święty Maksymilian Maria Kolbe i Pierwsi Polscy Męczennicy, a także błogosławiony ksiądz Marian i wszyscy nasi kapłani męczennicy – w godzinie próby, w godzinie nienawiści, oddając swe życie za Chrystusa i za braci, pełni tej miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, a której w ciągu swego życia doświadczyli i którą sami najpierw w Eucharystii przyjęli, prawdziwie odnieść ostateczne zwycięstwo nad złem, cierpieniem i śmiercią. Papież Franciszek zwracał kiedyś uwagę, że w ten sposób – jak sam mówił – w męczennikach objawiała się wierność wobec samego stylu Jezusa – stylu nadziei aż po śmierć. Dlatego – jak tłumaczył papież – choć w słowniku było przecież bardzo wiele określeń, którymi można byłoby opisać taką postawę, mówiąc, że to męczeństwo, że to bohaterstwo, że to heroizm, że to wyrzeczenie, to ofiara, poświęcenie się siebie, to już sami pierwsi chrześcijanie mówili, że przecież męczeństwo oznacza nade wszystko świadectwo. Martyr – to zarówno świadek, jak i męczennik. Męczennik jest świadkiem. Już pierwsi chrześcijanie nazwali to więc takim imieniem – jak nam wyjaśniał jeszcze papież Franciszek – które ma zapach bycia uczniem. Męczennicy nie żyją bowiem dla siebie, nie zmagają się, by potwierdzić swoje własne idee, i godzą się, że trzeba umrzeć jedynie ze względu na wierność Ewangelii. Męczeństwo nie jest przecież nawet najwznioślejszym ideałem życia chrześcijańskiego, ponieważ przewyższa je miłość, to znaczy miłość do Boga i bliźniego. Męczennicy ukazują wierność bycia Chrystusowym uczniem. Potwierdzają słowa Chrystusa, że sługa nie jest większy od swego Pana, że uczeń Jezusa jest wezwany do tego, by szedł Jego drogą, że męczeństwo, że oddanie życia jest dla Chrystusa i dla Jego Ewangelii, że – jak nam dziś przypomniał w Ewangelii sam Jezus – to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia. Dlatego też – jak powiadał papież Franciszek – czasem, czytając czy znając historie wielu męczenników dnia wczorajszego i dzisiejszego, którzy są liczniejsi niż męczennicy pierwszych wieków – jesteśmy zdumieni w obliczu męstwa, z jakim stawali w obliczu próby. To męstwo jest znakiem wielkiej nadziei, jaka ich ożywiała: nadziei pewnej, że nic i nikt nie może ich oddzielić od miłości Boga, danej nam w Jezusie Chrystusie. Źródłem tej miłości jest żywy Bóg, obecny w Eucharystii. On daje siłę, aby miłować taką miłością, jaką On sam do końca nas umiłował. Wprowadzając dziś tutaj, do naszego sanktuarium relikwie Świętego Maksymilian, przypominamy więc sobie tego, który w godzinie próby oddał życie za drugiego. Oddał życie za brata. Objawiła się więc w nim największa z możliwych miłości. Jest to miłość zdolna do ofiary z życia. Jest to miłość, która dosłownie daje swe życie za drugiego. Jest to miłość zdolna poświęcić swoje własne życie. I jest to miłość, która ostatecznie rodzi życie. Miłość bowiem wzrasta poprzez miłość. Tak, miłość ofiarująca swe życie dla drugiego wzrasta przez miłość. Heroiczny czyn Maksymiliana był owocem takiej miłości, która w tym człowieku dojrzewała w ciągu całego życia, przez jego jedność z Chrystusem w Eucharystii. Od tych pierwszy chwil swego powołania, gdy w notatkach z odbywanych medytacji często pisał: miłość jest źródłem siły i stałości – dozwól się prowadzić, aż po tę ostatnią decyzję, którą podjął na obozowym placu, dając się poprowadzić takiej miłości. Dojrzewała w nim więc miłość, a On sam dojrzewał do takiej miłości. Przyjmowanie Ciała i Krwi Pańskiej jednoczy nas bowiem z Jezusem Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, a także otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno z Nim.

Umiłowani Siostry i Bracia!

W naszym dojrzewaniu do miłości szczególne miejsce zajmuje Eucharystia. To bowiem, co tutaj, na tym ołtarzu sprawujemy pod sakramentalnymi znakami chleba i wina, co staje się dla nas Ciałem i Krwią Pańską, ma dojrzewać w naszym codziennym życiu. Dziś, zgromadzeni wraz z członkami Honorowych Dawców Krwi, którym od 2008 roku patronuje błogosławiony ksiądz Marian Skrzypczak, dziękujemy wraz z nimi Bogu za półwiecze ich działalności. Ten zaś wasz złoty jubileusz, który dziś wspólnie świętujemy, przypomina nam – jak mówił papież Franciszek – że ten bezinteresowny i anonimowy gest, jakim jest oddanie swojej krwi dla kogoś będącego w potrzebie, jest wymownym znakiem, który zwycięża obojętność i samotność, pokonuje granice i burzy ludzkie bariery. Nie jest on bowiem tylko gestem o wysokiej wartości moralnej i obywatelskiej, ale nade wszystko konkretnym wyrazem właśnie tej dojrzałej miłości, która zdolna jest do dzielenia się nie tylko tym, co się posiada, ale wprost dosłownie cząstką samego siebie. Zaraz po osiemnastych urodzinach poszłam pierwszy raz – przeczytałem w świadectwie jednej z osób oddających krew – było to dla mnie oczywiste, bo mój starszy brat oddawał krew. Robię to, bo to nic nie kosztuje, praktycznie nic nie boli, a może uratować komuś życie. Na początku czułam się trochę jak wielki bohater, a teraz patrzę na to, jak na taki naturalny odruch, przecież to nic nie kosztuje, a mogę komuś pomóc. Sama jednak nie namawiam, pozostawiam wolność wyboru, bo uświadamiam sobie, że nie wszyscy mogą i często, jeśli ktoś tego nie robi, ma z pewnością jakiś osobisty powód. Przytaczając jedno z tak wielu świadectw myślę, że nasi dzisiejsi jubilaci odnajdują się w tych słowach, a świadomość – jak powiadał papież Franciszek – że w ten sposób dajecie innym tak ważną część was samych, będzie prowadziła was do tej radości, która rodzi się wtedy, gdy potrafimy się dzielić. Więcej jest bowiem radości w dawaniu, aniżeli w braniu. Niech więc nasza dziękczynna modlitwa i uwielbienie Boga za pięćdziesiąt lat waszego takiego właśnie dojrzewania w miłości, przemienia się w słowa modlitwy: o Jezu, Zbawicielu, który powiedziałeś: wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili, spójrz łaskawie na ofiarę, którą Ci składamy. Udręki cierpiących sióstr i braci Twoich pobudzają nas do tego, abyśmy dali trochę naszej krwi, aby ratować życie i przywrócić im energię życia. Chcemy jednak, aby ten dar był czyniony również ze względu na Ciebie, który przelałeś swoją bezcenną krew za nas. Uczyń więc, Panie, nasze życie bogatym w dobro dla naszych bliskich. Umocnij nas w tym poświęceniu, aby było zawsze szlachetne, pokorne i ciche. Spraw, abyśmy potrafili odkryć Twoje oblicze w ubogich. Natchnij nasze działania i kieruj nimi płomieniem miłosierdzia. O Krwi najdroższa, o Krwi odkupienia, napoju życia z nieba dla nas dany (…) o Krwi najdroższa, przez serce przeczyste, gdzie swoje źródło miałaś na tej ziemi, cześć Ci niesiemy, dzięki wiekuiste, z aniołami, ze świętymi.