Wigilia Paschalna, 4.04.2026 Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Lituria Wigilii Paschalnej
Wielka Sobota 4 kwietnia 2026
katedra gnieźnieńska

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!

Gdy po upływie szabatu – jak nam opowiada dziś święty Mateusz – o świcie, pierwszego dnia tygodnia kobiety przyszły, aby obejrzeć grób Jezusa, z ust Anioła Pańskiego usłyszały radosną nowinę: szukacie Jezusa Ukrzyżowanego? Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał. I my, dziś tutaj zebrani razem na czuwanie i modlitwę, usłyszeliśmy przed chwilą w głoszonym nam tak uroczyście orędziu paschalnym, że tej właśnie nocy, Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani. Nie zebraliśmy się bowiem dziś razem tylko po to, aby jeszcze raz przypomnieć sobie o tym odległym wydarzeniu. Nie jesteśmy tutaj, aby jedynie wspominać to, co się kiedyś stało i może z nostalgią powracać myślą i pamięcią do tego, co kiedyś, przed wiekami, w dziejach świata i człowieka miało swoje miejsce. Wsłuchując się tej nocy jeszcze raz w świadectwa zapisane i przekazane nam w Ewangelii, że ukrzyżowany zmartwychwstał, idąc za światłem Bożego Słowa, tak obficie nam tej nocy odczytanego, a także wpatrując się w znak światła i wody, i my przeżywamy to wydarzenie wciąż na nowo, sami stając się teraz przez wiarę prawdziwie i rzeczywiście jego uczestnikami. Nie jesteśmy bowiem obserwatorami, ale uczestnikami tych wydarzeń, które tej nocy tutaj, razem jako Kościół przeżywamy. Dlatego rozpoczynając Wigilię Paschalną wszyscy usłyszeliśmy, że jeśli tak właśnie będziemy obchodzić pamiątkę Paschy Pana, jeśli tak będziemy przeżywać tę prawdę, że ukrzyżowany powstał z martwych, że przeszedł ze śmierci do życia, to możemy wszyscy mieć nadzieję, że i my otrzymamy udział w zwycięstwie Chrystusa nad śmiercią i wraz z Nim żyć będziemy w Bogu. Zebraliśmy się więc dziś nie po to, aby kolejny raz wspominać, ale po to, aby czuwając, modląc się, słuchając Bożego Słowa, a w Eucharystii sprawując i przeżywając Jego mękę i Jego zmartwychwstanie, mieć teraz udział w Chrystusowym zmartwychwstaniu i wraz z Nim, ze Zmartwychwstałym, prawdziwie żyć w Bogu. Nie jest to jednak ani proste, ani łatwe. Nie jest po ludzku przecież oczywiste, że ukrzyżowany zmartwychwstał. Wydaje się, że nie było to też tak proste i tak łatwe do przyjęcia wtedy, gdy kobiety – jak usłyszeliśmy dziś w Ewangelii – w ten pierwszy po szabacie dzień tygodnia przyszły o świcie, aby obejrzeć grób Jezusa. Choć bowiem same usłyszały, że ukrzyżowany zmartwychwstał, to jednak – jak zapisał święty Mateusz – szybko uciekły od grobu. Był w nich wciąż jakiś lęk i była w nich trwoga, a może nawet pewne zaskoczenie i pewne niedowierzanie, które mieszały się z radością i nadzieją. Aż dwukrotnie więc będą musiały usłyszeć: wy się nie bójcie, nie bójcie się! Idźcie i oznajmicie moim braciom! Papież Franciszek mówił kiedyś, że Zmartwychwstanie jest podobne do małych zalążków światła, które torują sobie drogę stopniowo, bez robienia hałasu, czasem wciąż zagrożone przez noc i niewiarę. I dlatego tej nocy, Bóg i nam powtarza: nie bójcie się! Przyjmijcie jeszcze raz tę prawdę, że zmartwychwstał, że powstał z martwych!

Drodzy Bracia i Siostry!

W jaki sposób możemy my, dziś przyjąć prawdę o zmartwychwstaniu? Jak jej doświadczyć, aby nie tylko o niej słuchać czy mówić, ale żyć nią na co dzień? Jak ona jest nam dostępna? Apostoł Paweł w drugim czytaniu wskazał nam drogę. My wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć (…) zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. Wszyscy w chrzcie świętym umarliśmy razem z Chrystusem i razem z Nim, jak On i przez Niego, powstaliśmy z martwych, zmartwychwstaliśmy do nowego życia. Jezus bowiem dla nas – jak wyjaśniał nam kiedyś papież Benedykt XVI – zstąpił w mroczne wody śmierci. A na mocy swojej krwi, został wyprowadzony ze śmierci: Jego miłość zjednoczyła się z miłością Ojca i dzięki temu z głębi śmierci mógł powstać do życia. A teraz – jak tłumaczył dalej papież – On sam z wód śmierci wynosi nas do prawdziwego życia. Tak, to właśnie dokonuje się w chrzcie: On przyciąga nas do siebie, wprowadza nas w prawdziwie życie. Przeprowadza nas przez tak mroczne często morze dziejów, którego chaos i niebezpieczeństwo mogą nas pochłonąć. W chrzcie bierze nas jakby za rękę, prowadzi nas drogą, która wiedzie przez dzisiejsze Morze Czerwone, i wprowadza nas do życia, do życia trwałego, prawdziwego i sprawiedliwego. Mocno więc uchwyćmy się dziś Jego dłoni! Cokolwiek się dzieje, cokolwiek nas spotyka, nie puszczajmy jej! Idźmy więc drogą, która prowadzi do życia. Noc zmartwychwstania jest więc dla nas wszystkich ochrzczonych niezwykłą okazją, aby jeszcze raz w życiu mocno chwycić się tej trzymającej nas dłoni Jezusa, aby się Go jeszcze raz pewnie i mocno uchwycić, aby sobie nie dać wyrwać tej Chrystusowej dłoni, która nas tak mocno trzyma, aby jej samemu z naszych własnych rąk nigdy nie puścić! W Jezusie Zmartwychwstałym – jak mówił nam papież Franciszek – mamy bowiem pewność, że nasza osobista historia i droga ludzkości, choć wciąż zanurzone w nocy, w której światła zdają się przyćmione, są w rękach Boga; a On, w swojej wielkiej miłości, nie pozwoli nam się zachwiać i nie dopuści, by zło miało ostatnie słowa. Zmartwychwstanie Pana naszego Jezusa Chrystusa – jak przypominał nam święty Augustyn – jest nowym życiem dla tych, którzy w Jezusa wierzą. Za chwilę więc, aby w tę Świętą Noc, w Noc Zmartwychwstania i życia, uchwycić się jeszcze raz dłoni Jezusa, która nas trzyma, razem odnowimy nasze chrzcielne przyrzeczenia. Wyznamy, że Jezus zmartwychwstał i wypowiemy Mu nasze tak, nasze chcę z Bożą pomocą. Nowe życie jest dla tych, którzy w Jezusa wierzą. Na tym – jak mówił jeszcze święty Augustyn – polega przecież tajemnica Jego męki i zmartwychwstania: powinniśmy – dodawał – dobrze ją poznać, w nią wierzyć, ją wyznawać i nią żyć.

Moi Kochani!

Wigilia Paschalna w ten sposób prowadzi nas za każdym razem na powrót do naszego chrztu świętego, do naszego chrzcielnego źródła, do źródła nowego życia. Mówi nam, że ono wciąż bije. Ono nie należy przecież jedynie do przeszłości. Nie wiąże się bowiem tylko z tym, co w nas wydarzyło się kiedyś i do czego – jako ludzie już od lat ochrzczeni – jakoś się przyzwyczailiśmy. Źródło zmartwychwstania i życia, źródło żywej wody wciąż przecież bije. Owszem, może jest ono niekiedy jakoś przysypane, przywalone ciężkimi kamieniami zmęczenia czy życiowego zniechęcenie, może jest w nas zarzucone przez nasze duchowe lenistwo i naszą gnuśność, nasz brak wiary i naszą letniość, może jest zablokowane przez rodzące się w nas wątpliwości i przez zgorszenia, przez kościelne skandale i brak odwagi do działania, może trudno nam się do niego dziś jakoś dostać, dogrzebać, przebić, bo przyzwyczailiśmy się już całkiem do tego, co zalewa nas z zewnątrz, co na nas z tego świata spływa, co mąci czystą źródlaną wodę, co ją wciąż skutecznie zatruwa i zanieczyszcza. Mówił nam w minionym czasie Wielkiego Postu papież Leon XIV, że sami nie potrafimy zobaczyć dogłębnie tajemnicy życia. Dlatego właśnie Bóg stał się człowiekiem w Jezusie, żeby błoto naszego człowieczeństwa, żeby to, co zostało w nas przysypane, przywalone, mogło otrzymać nowe światło, byśmy w końcu zobaczyli prawdziwie samych siebie, innych i Boga. W istocie – jak dodawał jeszcze papież Leon – to właśnie w zmartwychwstałym Chrystusie – zwycięzcy śmierci i żyjącym w nas za sprawą łaski chrztu – wydarzenia te znajdują swoje wypełnienie dla naszego zbawienia i pełni życia. A wówczas są i w nas, w każdej i w każdym z nas ochrzczonych, niczym źródło żywej, ożywczej, źródlanej wody, wody, która tryska ku życiu wiecznemu. Przez chrzest – jak mówił kiedyś Benedykt XVI – i my bowiem staliśmy się prawdziwie źródłami żywej wody. Chrystusowa woda, woda zmartwychwstania i życia, ma więc szansę płynąć również i przez nas. W ten sposób ma ona wciąż szansę nawadniać to, co w tym świecie, w naszym świecie już obumarłe i wysuszone, co wypalone i co zmieniło się już w niejedną duchową pustynię. Ma szansę nieść życie i przywracać życie. A jeśli to Chrystusowe źródło zmartwychwstania i życia będzie w nas naprawdę żywe, to stanie się również świadectwem dla innych. Będzie niosło orzeźwienie i ożywienie. A wtedy i my sami – jak mówił kiedyś papież Franciszek – rozpoznamy Go obecnego w naszej Galilei, w naszym codziennym życiu. Z Nim życie się zmieni, bo poza wszelką klęską, złem i przemocą, poza wszelkim cierpieniem i śmiercią, Zmartwychwstały żyje i kieruje historią. Powstał z martwych i idzie przed wami do Galilei. Tam, go ujrzycie!