Ustanowienie Archidiecezjalnego Sanktuarium św. Rocha, 16.08.2026 Giewartów
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. z ustanowieniem Archidiecezjalnego Sanktuarium św. Rocha
16 sierpnia 2026
kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Giewartowie
Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!
W Martyrologium Rzymskim, czyli spisie świętych i błogosławionych Kościoła dziś czytamy: dnia 16 sierpnia w Krakowie w Polsce – uroczystość świętego Jacka, wyznawcy z Zakonu Kaznodziejskiego. Papież Klemens VIII ogłosił go świętym i uroczystość ku pamięci jego przełożył na dzień jutrzejszy. W Rzymie męczeństwo świętego Tytusa, diakona, który mając właśnie zamiar rozdzielenia pieniędzy między ubogich, został zabity przez przywódcę Gotów plądrujących miasto. W Nicei w Bitynii śmierć męczeńska świętego Diomeda, lekarza, zdobywcy palmy zwycięstwa w prześladowaniu dioklecjańskim, gdyż swe życie położył za wiarę (…) w Mediolanie pochowano świętego Symplicjusza, biskupa, o którym z wielką pochwałą wspominają święci Ojcowie Kościoła Ambroży i Augustyn (…) w Nikomedii pamiątka świętego Arsacjusza, wyznawcy, który po wybuchu licyniańskiego prześladowania z żołnierza stał się pustelnikiem i do takiej doszedł świętości, że wiele diabłów wypędził i okropnego smoka miał zabić. W Montpellier we Francji złożenie świętego Rocha, wyznawcy, który uwolnił od zarazy wiele miast włoskich (…) A gdzie indziej wielu innych świętych męczenników i wyznawców oraz świętych dziewic. I do tych wszystkich wspomnianych i wymienionych z imienia w rzymskim spisie błogosławionych i świętych teraz tutaj, w Giewartowie, idąc za wielowiekową tradycją, możemy jeszcze dodać, że także tutaj, jak we francuskim Montpellier, gdzie się urodził, przyzywamy wstawiennictwa świętego Rocha. Świadectwem kultu tego świętego, sięgającym już XVI i XVII wieku, jest bowiem to miejsce i – jak zaświadcza nam obecny ksiądz proboszcz – ponad 200-letnia tradycja corocznego pielgrzymowania do Giewartowa na jego święto, a zwłaszcza doświadczenie szczególnej opieki i wstawiennictwa świętego Rocha, o czym mówią zebrane świadectwa licznych osób. Wszystko to skłoniło mnie do tego, by przychylając się do wyrażonej po raz kolejny prośby Waszego proboszcza, podjąć decyzję, aby dziś, w liturgiczne wspomnienie świętego Rocha, tutaj przy kościele parafialnym ustanowić Archidiecezjalne Sanktuarium świętego Rocha. Wszyscy, na początku Eucharystii, byliście dziś tego świadkami. Ustanawiając sanktuarium, wskazałem i wyraziłem w ten sposób moje konkretne oczekiwanie, aby podejmowana i prowadzona w tym sanktuarium działalność duszpasterska zapewniła parafianom oraz przybywającym pielgrzymom obfite środki zbawienia przez gorliwe głoszenie Słowa Bożego, przez prowadzenie działalności o charakterze formacyjnym i informacyjnym, przez odpowiednie ożywienie życia liturgicznego, a zwłaszcza przez sprawowanie w należyty sposób sakramentów Eucharystii oraz Pokuty i Pojednania, a także przez kultywowanie uznanych za pożądane różnych form pobożności i podejmowanie dzieł miłosierdzia. I choć jestem świadomy, że kult świętego Rocha przez długie lata był związany właśnie z tym miejscem, z tym kościołem, tutaj na miejscowym cmentarzu, gdzie podtrzymując tradycję gromadzimy się w dniu Jego święta i tutaj sprawujemy odpustową Eucharystię, to jednak, aby umożliwić nam wszystkim godne warunki modlitwy, powołane do życia sanktuarium związaliśmy z parafialnym kościołem, gdzie dziś umieszczone są przecież sprowadzone do parafii relikwie i – jak wierzycie – łaskami słynący wizerunek Świętego Rocha.
Drodzy Siostry i Bracia!
Cieszę się, że możemy dziś, w doroczne święto ku czci świętego Rocha, sprawując Eucharystię nie tylko dziękować Bogu za świadectwo życia tego świętego, ale przekonani o jego wstawiennictwie przed Bogiem, polecać Bogu siebie, nasze rodziny, naszą parafię, przybywających tutaj pielgrzymów i ich intencje, które ze sobą przynoszą, ufając, że zostaniemy wysłuchani. To także okazja dla nas, abyśmy słuchając Słowa Bożego i uczestnicząc w tej Eucharystii odnajdowali naszą drogę do Boga i tak jak święty Roch, otwierali nasze serca na tych, którzy dziś potrzebują pomocy i wsparcia. Choć bowiem wyłaniająca się z dość odległej przeszłości historia życia św. Rocha nie obfituje w zbyt wiele konkretnych szczegółów, niemniej to, co z niej zostało do naszych czasów przekazane ukazuje nam, że był on człowiekiem niezwykle wrażliwym na potrzeby drugich, zwłaszcza ludzi cierpiących, doświadczonych różnymi chorobami i szerzącą się wówczas w Europie epidemią dżumy. Nie bacząc bowiem, że sam naraża się na niebezpieczeństwo, ludziom dotkniętym chorobą i cierpieniem spieszył z pomocą, nie szczędząc swych własnych sił i zdrowia. W uzasadnieniu prośby skierowanej do mnie, aby właśnie tutaj, w Giewartowie zostało ustanowione sanktuarium świętego Rocha, wasz proboszcz wskazywał na niego jako na szczególnego świadka nadziei. Święty Roch – jak dowodził – sam był przecież przez całe życie pielgrzymem wędrującym do Wiecznego Miasta (po sprzedaniu i rozdaniu majątku rodziców), który po drodze zatrzymywał się w miastach dotkniętych zarazą, aby przychodzić z pomocą chorym i ubogim. Sam doświadczył też dramatu choroby, kiedy zdany był na Opatrzność Bożą przebywając z dala od ludzi w lesie (Bóg karmił go posyłając do niego psa przynoszącego choremu pielgrzymowi chleb). W tym trudnym doświadczeniu nie tracił nadziei, podobnie jak wtedy, kiedy przez swego wuja nierozpoznany został uwięziony jako szpieg. Przebywając w więzieniu nie tylko sam nie utracił nadziei, ale również stawał się prorokiem nadziei dla współwięźniów. W swoich katechezach o nadziei papież Franciszek przypominając nam o obecności świętych i błogosławionych w naszym chrześcijańskim pielgrzymowaniu, w naszej drodze i w naszym życiu, wskazywał, że w ten sposób i my jesteśmy obdarowani towarzystwem tych „starszych” braci i sióstr – świętych, którzy przeszli – jak nam tłumaczył papież – taką samą drogę, co my, zaznali tych samych trudów, co my i żyją na wieki w objęciach Boga. List do Hebrajczyków – jak zauważa papież – określa tę otaczającą nas grupę towarzyszącą nam wyrażeniem „mnóstwa świadków”. Takimi są święci – mnóstwem świadków (…) Ich istnienie, ich świadectwo mówi nam przede wszystkim, że życie chrześcijańskie nie jest nieosiągalnym ideałem. Jednocześnie nas pociesza: nie jesteśmy sami, Kościół składa się z niezliczonych sióstr i braci, często anonimowych, którzy nas poprzedzili i którzy poprzez działanie Ducha Świętego są zaangażowani w sprawy tych, którzy wciąż żyją na ziemi. Trudno to może nawet zrozumieć i także sobie wyobrazić, ale święci – jak przypominał nam papież Franciszek – są prawdziwie obecni w naszym życiu. Kiedy bowiem ktoś przywołuje jakiegoś świętego czy świętą, to po to, aby był blisko nas. Ich wstawiennictwo nas wspomaga. Wspomaga nas więc dziś obecność i wstawiennictwo świętego Rocha; wspomaga obecność świadka nadziei i niewątpliwie człowieka Chrystusowych błogosławieństw.
Moi Drodzy!
Wsłuchujemy się dziś w Chrystusowe Błogosławieństwa. Jak krople skałę, drążą one powoli i nasze serca i sumienia. Każde z ośmiu błogosławieństw zaczyna się słowem błogosławieni. Pierwotnie – jak powie nam dość jasno papież Franciszek – termin ten nie wskazuje przecież na kogoś, kto ma pełny brzuch lub dobrze sobie radzi, ale na osobę, która znajduje się w stanie łaski, która dokonuje postępów w łasce Boga: cierpliwość, ubóstwo, służba dla innych, pociecha, która z tego wypływa: ci są szczęśliwi, tamci są szczęśliwi. To prawda, że mówiąc w ten sposób do swych uczniów, Jezus proponuje im swoiste życie pod prąd. Nie jest to jednak jakiś manifest społeczny czy też zachęta do wszczęcia jeszcze jednej społecznej rewolucji, ale dar i łaska, które mają najpierw dotknąć samego serca, uzdrowić i przemienić ludzkie wnętrze, pobudzić być może już uśpione sumienie. Owszem, wezwania Jezusa przeciwstawiają się temu, co czyni się zazwyczaj i co tak często spotyka się w społeczeństwie. Burzą więc nasze nawyki i stare przyzwyczajenia. Są wezwaniem do tego, aby uwalniać się od myślenia, że przecież zawsze tak było. Zawsze byli i są bogaci i biedni, radośni i nieszczęśliwi, syci i głodni, zdrowi i chorzy, ludzie nastawieni pokojowo i toczący wciąż wojny, prawi i grzeszni. Nie o ocenę innych tu jednak chodzi, ale o rozpoznanie prawdy naszego serca. Chodzi przecież o nas, o nasz sposób myślenia i wartościowania, o nasze decyzje i nasze wybory, o to, w czym my pokładamy ufność i nadzieję, co jest źródłem naszego życia i bezpieczeństwa. W tym sensie słusznie się niekiedy mówi, że błogosławieństwa są dowodem naszej tożsamości. Są więc swoistą magna charta naszego chrześcijańskiego życia. Są dla nas wezwaniem, ale – jak powiadał papież Leon XIV – są też rzeczywistymi światłami, które sam Pan zapala w półmroku dziejów, odsłaniając plan zbawienia, jaki Ojciec urzeczywistnia poprzez Syna mocą Ducha Świętego. One są więc najpierw autoportretem samego Chrystusa, który łącząc nas ze sobą przez chrzest święty, wpisuje w ten sposób w nasze serca to prawo, które odnawia nasze życie i czyni je dobrym, nawet wtedy, gdy światu wydaje się ono przegrane i nędzne. W tym sensie – jak nam wskazywał papież Leon – błogosławieństwa stają się dla nas probierzem szczęścia, skłaniając nas do zadania sobie pytania, czy to szczęście uważamy za zdobycz, którą można nabyć, wywalczyć, nawet w nieuczciwy sposób, czy też za dar, którym trzeba się dzielić; czy upatrujemy je w przedmiotach, w tym, co nas ma w życiu zaspokoić i zabezpieczyć, które i tak się zużywają, czy też w relacjach, które nam towarzyszą i które powinniśmy cierpliwie budować. Święty Roch był niewątpliwie człowiekiem szczęśliwym. Niech więc dziś, gdy wzywamy tutaj Jego wstawiennictwa, uczy nas i wspomaga, abyśmy i my, jak On żyli Ewangelią w naszym codziennym życiu.











