Uroczystość Objawienia Pańskiego, 6.01.2026 Gniezno
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Uroczystość Objawienia Pańskiego
6 stycznia 2026
katedra gnieźnieńska
O gwiazdo betlejemska zaświeć na niebie mym,
Tam szukam cię wśród nocy, tęsknię za światłem twym
Zaprowadź do stajenki, leży tam Boży Syn,
Bóg – Człowiek z Panny świętej, dany na okup win.
(por. O gwiazdo betlejemska)
Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!
Mędrcy ze Wschodu przyszli do Betlejem. Gdy bowiem Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu – jak słyszeliśmy przed chwilą w Ewangelii – wyruszyli, aby Go spotkać, aby Go zobaczyć. Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie – mówią – i przybyliśmy oddać Mu pokłon. Wiemy, że w betlejemską noc to pasterze jako pierwsi przyszli do Jezusa. Widzimy ich wraz Maryją i Józefem. Oni przyszli do Jezusa jako pierwsi i oni też jako pierwsi – jak mówi nam dalej Ewangelia – wielbili i wysławiali Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli. Dziś idą do Jezusa mędrcy ze Wschodu. Ci ludzie nie przyszli jednak do Niego – jak podpowiada nam papież Franciszek – idąc za wskazówkami jakiegoś tajnego kodu, ale za gwiazdą, którą zobaczyli, zauważyli i rozpoznali. Poszli za światłem, które ich oświeciło i pociągnęło. Dali się temu światłu poprowadzić. Rozpoznali w nim bowiem znak i jednocześnie przyjęli wezwanie, by ruszyć w drogę. Do Jezusa prowadziło ich więc światło gwiazdy. Gdy ujrzeli gwiazdę – jak nam opowiada święty Mateusz – bardzo się uradowali. W każde Boże Narodzenie i my zapalamy tak wiele świateł. Są widoczne na naszych ulicach, ale też na choinkach w naszych domach i kościołach. Cieszą nasze oczy i radują nasze serca. Mówią do nas, że choć i dziś -jak czytaliśmy w proroctwie Izajasza – ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, to właśnie pośród tych współczesnych mroków i ciemności, mroków niewiary, ciemności lęku, nienawiści i wojen, pośród smutku i ludzkiej rozpaczy, świeci światło z Betlejem, bo – jak prorokował Izajasz – ponad tobą jaśnieje Pan i Jego chwała jawi się nad tobą. Z Betlejem wschodzi gwiazda, wychodzi światło, które i nas dziś zaprasza, by ruszyć w drogę, by – jak kiedyś mędrcy ze Wschodu – dać się mu ogarnąć, dać się mu pociągnąć, dać się mu poprowadzić.
Moi Kochani!
Kiedyś, w swoim Komentarzu do Ewangelii Mateusza Chromacjusz z Akwilei, odczytując jeszcze raz dzisiejszą Ewangelię słusznie jednak wskazywał, że choć wszyscy ujrzeli gwiazdę, lecz nie wszyscy zrozumieli jej znaczenie. Jezus, nasz Pan i Zbawiciel – jak napisał – narodził się przecież dla wszystkich, ale nie wszyscy Go rozpoznali i przyjęli. Co przeszkodziło? Co przeszkadza? Co nie pozwala przyjąć tego światła, co wprost może uniemożliwia, by pójść za światłem gwiazdy, by szukać, by spotkać dziś Jezusa? Idąc za gwiazdą mędrcy ze Wschodu – jak opowiada nam Ewangelia – przybyli do Jerozolimy. Opisana w Ewangelii sytuacja, którą mędrcy tam spotkali mówi również trochę o nastrojach ludzi. Jedni, choć może nawet coś już o tym nawet gdzieś słyszeli, skoro – jak pamiętamy – przecież już betlejemscy pasterze opowiadali wszystkim o tym, co słyszeli i widzieli w Betlejem, tak byli jednak skupieni na tym, co codziennie mieli sami do załatwienia i do zrobienia, że nie przywiązywali do tego większej wagi. Coś może zdarzyło się w Betlejem, ale było to poza ich zasięgiem i ich uwagą. Tyle różnych wiadomości, tyle spraw, tyle problemów codziennie dociera. Ale to obojętność – jak wskazywał kiedyś Benedykt XVI – i codzienne troski są właśnie tym, co także nam, także ludziom tego czasu, wciąż na nowo zagrażają, że wygaśnie światło i uniemożliwiają nam znalezienie tego, co prawdziwe, jedynie konieczne, Pana. Może dlatego – jak pamiętamy – papież Leon XIV rozpoczynając swój pontyfikat mocno wzywał nas wszystkich: spójrzcie na Chrystusa! Zbliżcie się do Niego! Przyjmijcie Jego Słowo, które oświeca i pociesza! Posłuchajcie Jego propozycji miłości, aby stać się Jego jedyną rodziną: w jedynym Chrystusie jesteśmy jedno. I to jest droga, którą mamy iść razem. Bo to jest to światło, Boże światło, które jedynie ma moc nas dziś wszystkich naprawdę poprowadzić. Tego światła potrzebujemy w naszym życiu osobistym, w naszych rodzinach, w naszych wspólnotach, w Kościele i w świecie. Uczyliśmy się przecież w czasie jubileuszu, że wyruszenie w drogę jest typowe dla tych, którzy poszukują sensu życia, a droga do Jezusa sprzyja odkrywaniu na nowo wartości milczenia, wysiłku i tego, co w życiu naprawdę istotne.
Moi Drodzy!
Ewangelia o mędrcach ze Wschodu mówi nam także, że ich droga do Jezusa, wzbudziła w Herodzie i mieszkańcach Jerozolimy – jak czytaliśmy – strach i przerażanie. Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Nie pojął i nie zrozumiał Herod, a ten jego lęk o władzę udzielił się też mieszkańcom Jerozolimy, że Jezus, który się narodził niczego nam przecież z życia nie zabiera, ale daje wszystko, co to życie czyni godnym, dobrym i pięknym. On jest światłem, które oświeca i ocala. To On przecież sprawia – jak przypominał i nam w swym Liście do Efezjan Apostoł Paweł – że w Nim, w Chrystusie Jezusie wszyscy już jesteśmy współdziedzicami i członkami Ciała i współuczestnikami obietnicy przez Ewangelię. Bo to światło jest dla nas wszystkich, aby nas prowadziło, aby nas podnosiło z upadków, aby nam pozwoliło z nadzieją i ufnością pójść dalej. Jesteśmy bowiem wezwani, by wyruszyć i wędrować, tak jak Mędrcy – przypominał papież Franciszek – podążając za Światłem, które zawsze chce nas prowadzić dalej i które czasami każe nam również szukać niezbędnych ścieżek prowadząc nas nowymi drogami. Dajmy się więc tylko temu światłu poprowadzić. Wiara nie chce nas nigdy trzymać w naszych lękach, nie chce nas obezwładniać i zamykać tylko w kręgu troski o samych siebie, o to, co nasze własne, co się ma i co się posiada. Nie chce też nigdy trzymać nas w naszych własnych zabezpieczeniach czy skłaniać do łatwych pewników i dawać jakichś szybkich i prostych, gotowych już recept na złożone problemy życiowe. Ona – jak Mędrców – wciąż wzywa nas do drogi, do pójścia za światłem, do spotkania z Jezusem, do przyjęcia Jego łaski i Jego propozycji miłości. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży z radości i prawdziwie się rozszerzy.
Moi Kochani!
Dziś, po raz kolejny chcemy i my przyjąć po tej Mszy świętej zaproszenie do wspólnej drogi. Pójdziemy więc za chwilę ulicami naszego miasta jako Orszak Trzech Króli. Pójdziemy po raz kolejny wraz z mędrcami ze Wschodu, aby oddać pokłon Jezusowi, naszemu Pani i Zbawicielowi. Może i tym razem trzeba będzie w sobie samym pokonać najpierw jakiś strach i lęk, które wtedy – jak usłyszeliśmy dziś w Ewangelii – nie pozwoliły Herodowi i przerażonym mieszkańcom Jerozolimy przyłączyć się wówczas do tego królewskiego orszaku. Może trzeba będzie pokonać najpierw w sobie jakąś własną opieszałość i nieufność, że przecież i tym razem nic się w nas nie zmieni. A może trzeba nam będzie właśnie zobaczyć, że tak jak mędrcy ze Wschodu możemy i my wrócić dziś od żłóbka Jezusa do siebie naprawdę już inną drogą, że to spotkanie, że ten pokłon Panu, że to światło z Betlejem ma naprawdę moc nas odmienić, ma moc przemieniać nasze życie, ma moc nas dźwigać i dalej z ufnością i w nadziei poprowadzić. I może właśnie tak piękny Orszak Trzech Króli na ulicach naszego miasta będzie nam wciąż w tym roku przypominać, że jesteśmy w drodze, że w drodze mamy iść razem, mamy się na niej wzajemnie wspierać, mamy sobie nawzajem pomagać, mamy mieć – jak to kiedyś pięknie powiedział papież Franciszek – oczy skierowane ku niebu i stopy kroczące twardo po ziemi. Bo dar wiary – jak mówił papież – nie jest nam dany po to, abyśmy stali i wpatrywali się w niebo, ale abyśmy szli drogami świata jako świadkowie Ewangelii. A zatem, przyłączmy się dzisiaj również do tych 1617 misjonarzy i misjonarek, wśród których pięciu jest z naszej archidiecezji, którzy w tak różnych częściach świata, wychodząc stąd, od nas, z Polski dają świadectwo Chrystusowej Ewangelii. Pójdźmy zatem z ufnością, aby jako mędrcy ze Wschodu spotkać Jezusa i Jego Matkę. Oni weszli do domu – jak poświadcza nam Ewangelia – i zobaczyli Dziecię z Matką jego Maryją. Jeśli bowiem brak prawdziwej nadziei – mówił kiedyś papież Benedykt XVI – szczęścia poszukuje się w upojeniu, zbytkach, nadużyciach, niszcząc samych siebie i świat (…) Dlatego potrzeba – jak wskazywał – ludzi o naprawdę wielkiej nadziei, a tym samym o wielkiej odwadze. Odwadze Mędrców, którzy wyruszyli w długą podróż za gwiazdą oraz potrafili uklęknąć przed Dzieciątkiem i złożyć Mu cenne dary.











