Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, 23.11.2025
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata
Święto patronalne Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży
23 listopada 2025
katedra gnieźnieńska
Siostry i Bracia w Chrystusie Panu,
Drodzy Młodzi Przyjaciele,
W uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata, odczytana nam przed chwilą Ewangelia prowadzi nas pod krzyż. Ukazując sam moment ukrzyżowania Jezusa, daje nam okazję do tego, abyśmy również i my, dziś właśnie w Jezusie Ukrzyżowanym, rozpoznali Króla Wszechświata. Z opisanej w Ewangelii reakcji tych, którzy byli wówczas na Golgocie, którzy tam byli – jak wskazywał święty Łukasz – gdy ukrzyżowano Jezusa, okazuje się jednak, że nie jest i nie będzie to wcale ani tak łatwe ani tak proste. Wydaje się bowiem, że nie pozwala nam już na to choćby samo to miejsce, a przede wszystkim przywołana tutaj chwila ukrzyżowania. Przykry widok ukrzyżowanego w żaden sposób nie kojarzy się przecież z królem. Zamiast władzy, widzimy bezsilność. Zamiast potęgi – słabość, bezradność i poniżenie. Zamiast królewskiego blasku i splendoru, tylko ból i okrutne krzyżowe cierpienie. Zamiast zwycięstwa i życia – konanie i śmierć. Tak naprawdę nic tutaj w takiej chwili, chyba tylko może jeszcze poza zawieszonym na drzewie prześmiewczym napisem, że to jest właśnie Król żydowski, nie ma żadnych kojarzonych w życiu ludzkim cech królewskich. Potęga została zastąpiona bezsilnością i bezradnością, czego najlepszym dowodem są przybite do belki krzyża ręce i nogi skazańca. Jak więc można w tym wszystkim zobaczyć i rozpoznać, że ten Ukrzyżowany jest jednak królem? Jak można prosić, by wspomniał i na nas, gdy przyjdzie do swego królestwa? Czym tak naprawdę jest to Jego królestwo? W jaki sposób właśnie On, Jezus Ukrzyżowany, jest naprawdę Królem Wszechświata? O jakie więc królowanie nam tutaj chodzi?
Moi Drodzy!
Może miał więc rację papież Franciszek, gdy kiedyś wskazywał, że tak naprawdę odpowiedzi na te pytania będą zależały również od tego, czy – jak to kiedyś wprost mówił papież – przyjmie się tutaj, wobec tego, co się wydarza, co się dzieje jedynie pozycję jakiś gapiów, czy też tych, którzy się angażują. Okazuje się bowiem, że tych pierwszych jest wielu. Ewangelia wymienia – jak słyszeliśmy – ot choćby ten bezmyślny tłum, który stał i patrzył, szydzących z ukrzyżowanego Jezusa członków żydowskiego Sanhedrynu, okrutnych i cynicznych oprawców, a więc rzymskich żołnierzy, którzy zrobili sobie z Nim świetne widowisko i pośmiewisko, rozgoryczonego skazańca, który naiwnie oczekiwał i domagał się od Niego jakiejś cudownej nagłej reakcji. Gapiów jest wielu – jak wskazywał papież – stanowią większość. Są widzami. Komentują, wyrażają swoje sądy i opinie. Narzekają i tak naprawdę trzymają się zawsze bezpiecznie z daleka. Królowanie bowiem kojarzy się im z posiadaniem władzy i siły, a nie z bezsilnością skazańca. Kto ma władzę, kto panuje, będzie z niej korzystał dla siebie. Wiecie – jak mówił kiedyś do swych uczniów Jezus – że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Władzę ma się przecież właśnie po to, by czerpać z niej korzyści dla siebie, by panować nad innymi, by im to pokazać i dać im to, może nieraz nawet i boleśnie, odczuć. Ukrzyżowany nie dopomina się tutaj jednak o samego siebie. Nie używa swej Boskiej potęgi i władzy, by innych zniszczyć. Gdyby królestwo moje było z tego świata – jak już to powiedział przesłuchującemu Go przed ukrzyżowaniem Piłatowi – słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Jego władza i Jego królestwo nie jest na ludzki obraz i ludzkie podobieństwo. Nie jest według tego, czego oczekują patrzący z boku gapie, którzy będą do Niego wołać, aby zszedł z krzyża, bo dopiero wtedy Mu uwierzą. Żeby ujrzeć i rozpoznać, że Jezus jest królem, żeby przyjąć Jego królestwo nie można się na Niego gapić, nie można być jedynie beznamiętnym widzem, chłodnym obserwatorem. Trzeba – jak jasno wskazuje nam dziś Ewangelia – dać się Mu pociągnąć, trzeba z ufnością za Nim zawołać: wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Gdy tak bowiem idziemy do Niego, gdy nie usprawiedliwiamy się, nie ukrywamy się, nie bagatelizujemy naszych błędów, ale z ufnością i szczerością powierzamy Mu siebie, wówczas – jak przypomniał nam w swym tegorocznym orędziu na przeżywany dziś w Kościele Światowy Dzień Młodzieży papież Leon XIV – rodzi się przyjaźń z Panem, ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. On przecież nie chce – jak wskazuje młodym papież – abyśmy byli sługami czy aktywistami jakiejś partii, ale abyśmy byli z Nim jako przyjaciele, aby nasze życie zostało przez Niego odnowione, zbawione, uratowane, abyśmy wraz z Nim królowali, to znaczy i my nauczyli się wraz z Nim królować, jak On służyć i dać życie.
Moi Drodzy Młodzi Przyjaciele!
Jak wiemy, uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata, jest dorocznym dniem patronalnym Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. W rocie przyrzeczenia członków KSM pada więc w tym dniu pytanie: czy jesteś gotów: kochać Boga, szerzyć Królestwo Chrystusowe w swej duszy, w swej rodzinie i w swym środowisku? Kto może odpowiedzieć na to pytanie? Z pewnością przyjaciel Jezusa nie aktywista. Świadectwo bowiem – jak wskazuje nam papież Leon – rodzi się z przyjaźni z Jezusem. Nie należy go nigdy mylić z propagandą ideologiczną, lecz jest ono prawdziwym źródłem przemiany wewnętrznej i społecznej wrażliwości. Chodzi bowiem o świadectwo osobistej więzi z Jezusem, które jest owocem wiary i miłości z Nim. Nie o same słowa tu chodzi. Nie chodzi też o jakieś puste deklaracje. Nie chodzi o wzniosłe zapewnienia. Papież Leon powie nam w swym orędziu do młodych, że chodzi przecież zawsze o styl życia. Młody człowiek, który spotkał Chrystusa – jak napisał papież – niesie wszędzie „ciepło” i „smak” braterstwa, a każdy, kto nawiązuje z nim albo z nią kontakt, zostaje zauroczony nowym i głębokim wymiarem, na który składa się bezinteresowna bliskość, szczere współczucie i wierna czułość. Duch Święty pozwala nam bowiem spojrzeć na bliźniego nowymi oczami: w drugim człowieku dostrzegam brata i siostrę. Czy jesteś więc gotów tak właśnie szerzyć Królestwo Chrystusowe w swej duszy, w swej rodzinie i w swym środowisku? Jeśli odpowiadasz, że tak, że jesteś gotowa, że jesteś gotów, to pamiętaj, że nigdy nie jesteś w tym sam. Kto wierzy nigdy nie jest sam. Jesteśmy bowiem umiłowanymi dziećmi – jak wskazuje nam papież Leon XIV – którym Bóg udzielił przebaczenia i wsparcia. On bowiem, przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie – jak przypominał nam dziś w swym Liście do Kolosan Święty Paweł – uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do swego królestwa. Do nas zaś – jak powie papież Franciszek – wciąż jednak zawsze należy wybór, czy chcemy być jedynie gapiami czy też ludźmi zaangażowanymi. Do nas należy wybór, czy brudzimy sobie ręce jak nasz Bóg przybity do krzyża, czy stoimy z rękami w kieszeniach i patrzymy. Do nas należy wybór, czy – jak ci ludzie z Jezusowej przypowieści – wciąż tylko będziemy nadal narzekać, że nas nikt nie najął, czy też zakaszemy rękawy, biorąc życie w swoje ręce, przejdziemy od „jeśli” od wymówek do „tak” modlitwy i posługi. Do nas należy wciąż jeszcze wybór! Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Zaprawdę, powiadam ci, będziesz ze Mną.











