Szkolenie dla duszpasterzy osób skrzywdzonych, 30.09.2026 Gniezno
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. podczas szkolenia dla diecezjalnych i zakonnych duszpasterzy osób skrzywdzonych oraz sióstr posługujących w telefonie wsparcia Siostry dla Skrzywdzonych
30 września 2026
wspomnienie św. Hieronima
kaplica w Centrum Edukacyjno-Formacyjnym w Gnieźnie
Siostry i Bracia w Chrystusie Panu,
Autor jednego z ciekawszych komentarzy do Księgi Hioba, której fragment przed chwilą usłyszeliśmy, opatrzył swój komentarz, sądzę, bardzo trafnym i mocnym podtytułem, a mianowicie: Dramat Boga i człowieka. Bo choć to pewnie prawda – jak napisał z kolei rozpoczynając swój komentarz do Hioba w Praefatio in Librum Job patron dnia dzisiejszego święty Hieronim – że wyjaśniać Hioba to tak jakby utrzymać w rękach węgorza albo małą murenę – im bardziej się ją ściska, tym szybciej wymyka się z rąk, to jednak niewątpliwie mamy właśnie w tym obustronnym dramacie Boga i człowieka właśnie to, co Ravasi wskazuje jako nadzwyczajny przykład szlaku wiary i sprzeciwu, ale także głębokiego bólu i nadziei aż po ostateczne spotkanie. Modląc się dziś z wami, osobami wezwanymi w Kościele do duszpasterskiego towarzyszenia osobom skrzywdzonym wykorzystaniem seksualnym i całej wspólnocie Kościoła w jej wysiłku – jak to trafnie wskazał nam w ostatnich miesiącach papież Leon XIV – wzrastania w kulturze prewencji, która powinna być zawsze kulturą ewangelicznej troski i czuwania, mam głębokie poczucie właśnie tego, że i my wszyscy dziś w Kościele, przez to właśnie nasze uczestnictwo i zaangażowanie stajemy się swoistymi uczestnikami owego, współcześnie tak właśnie w całym Kościele w naszej sytuacji przeżywanego, swoistego dramatu Boga i człowieka. Z pewnością bowiem tak jak w przypadku Hioba, dobrze wiemy i rozumiemy, że to przecież nie sam Bóg jest – mówiąc o tym jedynie w naszych ludzkich kategoriach myślenia – odpowiedzialnym za takie czy inne niewinne cierpienie wykorzystanych i skrzywdzonych ludzi. Doznali oni przecież konkretnej krzywdy w Kościele i to od tych, którzy mieli ich chronić i bronić. Każdy jednak uczciwy człowiek – jak ktoś z kolei komentował – zna bardzo dobrze to napięcie; bo ostatecznie jest to pytanie o Boga: gdzie jesteś, gdy cierpię lub przyglądam się cierpieniu innych? Wskazując bowiem na religijny oraz duchowy wymiar krzywdy związanej z wykorzystaniem seksualnym możemy dostrzec – jak w swych licznych publikacjach próbuje nam to przybliżyć choćby ks. Jacek Prusak – że osoby wykorzystane przez duchownych mogą zaistniałą krzywdę odczuwać tak, jakby sam Bóg popełnił nadużycie, jakby godził się na nie lub w jakiś sposób był przy nim obecny. Gdzie więc jesteś, gdy cierpię lub przyglądam się cierpieniu innych?
Moi Drodzy!
Wiemy dobrze, że jest to pytanie trudne, pytanie iście hiobowe, na które – jak mówi nam dziś sam biblijny Hiob – nie ma żadnej pewności odpowiedzi, że gdy błaga o litość i woła, on sam nie ma pewności czy Bóg głos usłyszy. Jeśli zawołam, czy mi odpowie? Nie mam pewności czy głos mój usłyszy. Jest to jednak to pytanie, które w swej niewinności i w swoim skrzywdzeniu mają dziś prawo właśnie nam w Kościele stawiać i za Hiobem powtarzać również wszyscy wykorzystani. Pytanie – jak słusznie wskaże jeszcze papież Leon – które porusza i musi poruszać sumienie Kościoła, bo stanowi miarę jego zdolności do wyrażania autentycznej troski, to znaczy do ochrony, słuchania, zapobiegania i do niezostawiania nikogo samego. Pytanie, które jest jednocześnie trudnym i może nawet często wprost w słowach niewypowiedzianym, czy też po ludzku tak bardzo ułomnie wyrażonym wołaniem, bo wciąż jeszcze tak często naznaczonym mocnym gniewem i emocjami, pretensjami i bólem płynącym naprawdę z głębokiego zranienia człowieka i zawiedzenia nadziei, ale przecież kierowanym również i do was, w waszą stronę, w stronę tych, którzy chcą być, którzy przez swą posługę w Kościele właśnie są i mają być w tej sytuacji tak blisko i swoją wrażliwością, ale także umiejętnością, a więc zdolnością towarzyszenia drugim, będą mogli ich słuchać i im towarzyszyć. Wspólnota chrześcijańska – jak nas uczy papież Leon – przeżywa bowiem ewangeliczne nawrócenie właśnie wówczas, gdy nie broni się przed bólem tych, którzy cierpieli, lecz pozwala, by ten ból stawiał jej pytania, gdy nie umniejsza zła, lecz je uznaje; gdy nie zamyka się w lęku przed zgorszeniem, lecz przyjmuje wymagające drogi prawdy, sprawiedliwości i uzdrowienia.
Moi Drodzy!
Ewangelia, której dziś słuchaliśmy, wzywa nas do pójścia za Jezusem, ale jednocześnie przypomina o przeszkodach, jakie możemy w drodze spotkać. Spróbujmy to wezwanie i to słowo odnieść dziś trochę właśnie do naszego życia i naszej posługi w Kościele. Sequere me! Pójdź za Mną! Wezwany zapewnia, że pójdzie dokądkolwiek się Jezus uda. Na pierwszy rzut oka widać tutaj zdecydowanie i ochotę, aby pójść za Jezusem wszędzie tam, gdzie On będzie. Czy jednak pójdzie za Nim do końca, a więc również tam, gdzie Syn Człowieczy nie będzie miał miejsca, by głowę mógł położyć? Troska o skrzywdzonych nigdy nie jest i nie będzie zadaniem prostym i łatwym. Wiara jednak, która nie dotyka ran ciała i duszy ludzkiej – jak przestrzegał papież Leon – jest wiarą, która nie poznała jeszcze w pełni Ewangelii. Zranieni w Kościele mają bowiem prawo oczekiwać od nas, aby byli przyjmowani, chronieni i otaczani miłością. W wywiadzie opublikowanym w jubileuszowej książce z okazji swoich 75. urodzin o. Adam Żak na pytanie o to, jak powinna wyglądać dziś postawa Kościoła wobec skrzywdzonych, między innymi powiedział: naocznie się przekonałem, do czego prowadzi brak wsparcia osób skrzywdzonych. W Irlandii na przykład – mówił – skrzywdzeni zostali w pewnym sensie zgubieni czy wręcz utraceni przez Kościół, bo ten dość długo nie miał dla nich poważnej oferty duszpasterskiej. Z czasem to się zmieniło. Zrozumieli, że trzeba leczyć nie tylko psychiczne, ale też duchowe skutki wykorzystania seksualnego. Przecież osoby skrzywdzone w Kościele przez duchownych mają ogromny problem z wiarą, z Panem Bogiem, z sensem swojego życia. One potrzebują szczerej duszpasterskiej pomocy. Wiemy – powtórzę to jeszcze raz – że i my nie mamy tutaj łatwych i prostych rozwiązań. Wiemy, że naszą duszpasterską posługę skrzywdzonym tak często łączymy z innymi zadaniami, często także tak istotnymi i ważnymi, jak wskazane nam dziś przez Jezusa uczynki miłosierdzia czy troska o drugich. Ale myślę, że ważne jest i musi być z naszej strony zrozumienie, że trzeba nam wykorzystywać to, co jest dla nas dziś dostępne, co możemy podjąć i w co się rzeczywiście zaangażować, jak choćby przygotowanie, promowanie i przeżywanie w naszych kościelnych wspólnotach corocznego Dnia Modlitwy i Solidarności ze skrzywdzonymi. W tym sensie – jak nam przypominał papież Leon – właśnie takie działanie tych wszystkich, którzy podejmują najpierw własną formację, podejmują rozeznawanie, koordynację i upowszechnianie dobrych praktyk, stanowi naprawdę cenny wkład w dojrzewanie wspólnot bardziej gościnnych i bardziej świadomych.
Moi Kochani, Siostry i Bracia!
Bardzo dziękuję wam za to, że dziś jesteście na tym szkoleniu i w ten sposób pragniecie nie tylko doskonalić waszą odpowiedź w towarzyszeniu skrzywdzonym i w animowaniu dobrych praktyk w naszych kościelnych wspólnotach, ale przede wszystkim jeszcze raz wsłuchać się w to Chrystusowe wołanie, które dociera dziś do nas od ludzi zranionych w Kościele. Łukasz w swej Ewangelii przestrzegał nas, abyśmy idąc za Jezusem, nie oglądali się wstecz. Wychodźmy więc z tego aspiciens retro – jak tłumaczył to oglądanie się wstecz patron dnia dzisiejszego święty Hieronim – to znaczy, że trzeba nam, mimo wszystko, patrzeć z nadzieją do przodu i ufać, że sens jest w tej właśnie drodze, którą dziś jako Kościół idziemy. Nie zaprzeczając złu, ale – jak powiedział młodym na Stade de France papież Leon – widzieć, że w ciemności nocy światło jaśnieje jeszcze mocniej i że w Chrystusie każde zło ma swój kres, właśnie dlatego, że kres staje się – jak powiedział Leon – początkiem nowego i wiecznego życia. A zatem, non retro aspiciens, sed cum spe prospiciens. Nie oglądajmy się dziś wstecz, lecz patrzmy w przyszłość z nadzieją. Amen.











