Szkolenie dla delegatek i delegatów ds. ochrony dzieci i młodzieży, 19.05.2026 Gniezno
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. w trakcie szkolenia dla delegatek i delegatów ds. ochrony dzieci i młodzieży w diecezjach i zakonach
19 maja 2026
kaplica w Centrum Edukacyjno-Formacyjnym w Gnieźnie
Siostry i Bracia w Chrystusie Panu,
Niewątpliwie to, co w pewien sposób łączy dziś ze sobą odczytany nam fragment z Dziejów Apostolskich z fragmentem pierwszej części Modlitwy Arcykapłańskiej Chrystusa, to jakaś wyraźna świadomość pewnego przełomu, pewnej przełomowej chwili, a więc czegoś, co się z jednej strony już kończy i domyka, a zarazem z drugiej, już teraz, zaraz niejako, otwiera się na to, co się niebawem wydarzy, co się wkrótce stanie, co nadejdzie, co czeka. Paweł w Milecie żegna się więc z Efezjanami, bo – jak jeszcze czytamy – śpieszył się, aby jeśli to możliwe, być na dzień Pięćdziesiątnicy w Jerozolimie. Jezus zaś przed czekającym Go niebawem pojmaniem i męką, kończy Ostatnią Wieczerzę ze swymi uczniami modlitwą, którą zanosi do Ojca. Dla Pawła – jak ktoś pięknie powiedział – rozpoczyna się teraz swoisty czas ewangelizacji przez świadectwo. I w podobny sposób dla Pana Jezusa, Jego pascha, Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie, stają się również i są przecież swoistym świadectwem, jakie Jednorodzony Syn będzie składał Ojcu. Ojcze, Ja Ciebie otoczyłem chwałą – jak mówił dziś Jezus – przez to właśnie, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A to Boże dzieło, to właśnie świadectwo szaleńczej wprost miłości Boga do człowieka, przypieczętowane krwią Chrystusa, które – jak nam przypomniał minionej niedzieli papież Leon XIV – obejmuje i angażuje całą rzeczywistość świata, podnosząc i odkupując człowieka z jego stanu grzechu, niosąc światło, przebaczenie i nadzieję tam, gdzie dotąd panowały ciemności, niesprawiedliwość i rozpacz, jest właśnie świadectwem ostatecznego zwycięstwa Paschy, w której On, Syn Boży, przez swoją śmierć zniweczył śmierć naszą i zmartwychwstając przywrócił nam życie. Apostoł Paweł, czekające na niego teraz, jak słusznie przewiduje, więzy i utrapienia, nazywa wprost okazją do świadectwa o Ewangelii łaski Bożej. Właśnie w ten sposób i w takich okolicznościach składał będzie bowiem świadectwo o tym, że Bóg obdarza nas swą łaską, że w trudach i przeciwnościach daje nam swą łaskę, że jest wciąż z nami i nam towarzyszy. Wszystko bowiem moje jest Twoje – jak w swej modlitwie do Ojca wyznaje jeszcze Jezus – a Twoje jest moje (…) a oni przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem oraz uwierzyli, że Ty Mnie im posłałeś.
Moi Drodzy!
Dać więc świadectwo o Ewangelii łaski Bożej, być świadkiem tej miłości Ojca, która – jak mówił nam dziś Jezus – mocą władzy udzielonej Mu przez Ojca nad każdym człowiekiem daje życie wieczne wszystkim, to wpierw samemu doświadczać tej Bożej łaski i jednocześnie wobec innych dawać o niej przekonujące świadectwo. Takie świadectwo będzie się także realizować w tym, co jest naszym codziennym trudem i wyzwaniem. Jesteśmy bowiem posłani właśnie po to, aby przez nasze życie i naszą posługę, także tę posługę delegatek i delegatów dawać właśnie dziś, w tym świecie i wobec tych konkretnych, danych nam i zadanych skrzywdzonych i wykorzystanych przez ludzi Kościoła, dawać takie właśnie przekonujące świadectwo o Ewangelii łaski Bożej. Aby tak jednak było, musi być to więc zawsze świadectwo prawdziwie wyzwalające, jak wyzwalająca jest przecież sama łaska Boża; świadectwo, które – jak wskazywał papież Leon – nie oznacza i nie może oznaczać w naszych relacjach jednie samej poprawności, ale jest zawsze dla nas wymagającą formą miłości, która wyraża się – jak mówił papież – w strzeżeniu drugiego człowieka bez zawłaszczania go, w towarzyszeniu mu bez dominowania nad nim, w służeniu mu bez upokarzania. Ze spotkania z delegatem wyszłam zadowolona – jak czytałem w jednym ze świadectw osoby skrzywdzonej – Lekka. Byłam przekonana, że w końcu nie muszę już sama dźwigać na swoich barkach całego ciężaru tej sprawy, że jest ktoś, kto się na tym zna i kto poniesie ją teraz dalej. Jak wskazywał kiedyś podczas naszych spotkań jeden z delegatów, że bardzo ważne jest przecież to pierwsze spotkanie z pokrzywdzonym, podczas którego nigdy nie można dopuścić by doszło do jakiegoś powtórnego zranienia. Osoba zgłaszająca nie może mieć bowiem wątpliwości co do tego, czy jest uznawana za wiarygodną. W tym pierwszym kontakcie dramatem osoby wykorzystanej – jak wówczas twierdził – jest bowiem niekiedy właśnie to, że ona musi udowadniać swoje racje. Chodzi o słuchanie i przyjęcie. Chodzi o pomoc i rozeznanie. Chodzi o miłość i wrażliwość. Aby dobrze pełnić tę posługę – jak wskazywał w jednym ze swych przemówień do Papieskiej Komisji ds. Ochrony Nieletnich papież Franciszek – musimy więc i my sprawić, by uczucia Chrystusa stały się naszymi: Jego współczucie, Jego sposób dotykania ran ludzkości, Jego Serce przebite miłością do nas. Jezus to Ten, który stał się bliski (…) również my tego uczmy się od Niego: nie możemy pomóc bliźniemu nieść jego brzemienia, bez wzięcia owego brzemienia na własne barki, jeśli nie będziemy praktykować bliskości i współczucia. W naszej kościelnej posłudze ochrony bliskość z ofiarami wykorzystania nie jest nigdy abstrakcyjnym pojęciem: to bardzo konkretna rzeczywistość, na którą składa się słuchanie, interweniowanie, zapobieganie, pomaganie. Ta nasza odpowiedź tym, którzy zostali wykorzystani i skrzywdzeni i którzy pragną tę krzywdę zgłosić, musi pochodzić z tego spojrzenia serca, z tej bliskości, z takiej właśnie postawy, z naszego świadectwa o Ewangelii łaski Bożej.
Moi Drodzy!
Bardzo wam dziękuję za tak liczny udział w tym kolejnym szkoleniu dla delegatek i delegatów. Jest ono niewątpliwie zawsze okazją do podnoszenia waszych kwalifikacji i do poszerzania kompetencji. Jest też szansą, aby poprzez spotkania i rozmowy, poprzez wzajemną wymianę doświadczeń jeszcze raz dostrzec i zobaczyć, że oczekiwanym owocem waszej pracy i posługi ma być nie tylko dobrze, także z formalnego punktu widzenia, poprowadzony przez was ten pierwszy etap wstępnego dochodzenia i właściwe rozeznanie zgłoszenia, ale nade wszystko takie właśnie spotkanie i takie przyjęcie konkretnej osoby skrzywdzonej, w którym odczuje ona dla siebie, może niekiedy po długim czasie niestety po raz pierwszy, szacunek i miłość wspólnoty Kościoła. Ważne są więc z pewnością odpowiednie osobiste predyspozycje, ale niemniej ważna jest też wiedza i umiejętności, na które składają się choćby sama zdolności do właściwego kontaktu z osobami skrzywdzonymi. Szczególną bowiem troską – jak na jeszcze raz przypomniał papież Leon – należy otaczać osoby skrzywdzone: ich rany domagają się bowiem szczerej bliskości, pokornego słuchania i wytrwałości w poszukiwaniu tego, co słuszne i co będzie im przywracać, także przez prawidłowo prowadzone postępowanie w Kościele, poczucie sprawiedliwości.











