Święto Chrztu Polski, 14.04.2026 Ostrów Lednicki

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Święto Chrztu Polski
1060. rocznica chrztu Mieszka I
14 kwietnia 2026 Ostrów Lednicki

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia,

Już po raz trzeci w tym miejscu, w kaplicy palatium księcia Mieszka I i jego następców, w przestrzeni świętej wyspy na Ostrowie Lednickim, tym razem dokładnie w 1060. rocznicę Mieszkowego Chrztu wspólnie dziękujemy Bogu za to, że i nam dał przez chrzest święty powtórnie się narodzić. Nikodem, dostojnik żydowski, który – jak opowiada nam w swej Ewangelii święty Jan – przyszedł do Jezusa nocą, usłyszał, że trzeba się człowiekowi powtórnie narodzić, bo jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie – jak wyjaśniał mu wówczas Jezus – nie będzie mógł ujrzeć królestwa Bożego. Słysząc wtedy to jezusowe wezwanie, Nikodem nie ukrywał jednak, że są to dla niego słowa trudne i niezrozumiałe. Nie przystają bowiem do czysto ludzkich realiów, choćby do biologicznych praw ludzkiej natury, zgodnie z którymi przecież żaden starzec nie może stać się drugi raz dzieckiem. A swoiste zdziecinnienie na starość, o którym nieraz wśród ludzi się przecież słyszy, nie jest samo w sobie objawem żadnego odrodzenia czy zapowiedzią jakiś powtórnych narodzin, ale smutnym symptomem postępującego rozkładu naszej ludzkiej świadomości. Nie o takie więc odrodzenie i nie o takie powtórne narodzenie chodziło jednak Panu Jezusowi. Widząc wtedy malujące się może na twarzy Nikodema zdziwienie i słysząc wysuwane przez niego wątpliwości, sam Jezus wyjaśnił mu – jak usłyszeliśmy dziś w Ewangelii – że to nowe narodzenie odnosi się do każdego, który narodził się z Ducha. Jeśli się bowiem ktoś nie narodzi z wody i Ducha nie może wejść do królestwa Bożego. Woda, choć jest źródłem życia, nie ma jednak sama z siebie jakiejś cudownej mocy odradzania, rodzenia człowieka na nowo. Owszem, ratuje was ona w chrzcie – jak przypominał chrześcijanom w swym liście święty Piotr Apostoł – jednak nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zobowiązanie dobrego sumienia wobec Boga – dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Tak, do takiego odrodzenia człowieka, do takiego nowego narodzenia, które rodzi – mówiąc słowami Księcia Apostołów – zobowiązanie dobrego sumienia wobec Boga, potrzebny jest za każdym razem Duch Żyjącego Boga, owoc męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, owoc męki, śmierci i zmartwychwstania Syna Człowieczego dosłownie wywyższonego na krzyżu, aby każdy kto w Niego wierzy, miał życie Krzyż bowiem, znak poniżenia i hańby, staje się w ten sposób źródłem odrodzenia i życia. Stwórca świata, który – jak przypominał nam w minioną Wielkanoc papież Leon XIV – podobnie jak na początku dziejów dał nam istnienie z niczego, tak właśnie na krzyżu, aby nam ukazać swoją bezgraniczną miłość, obdarzył nas życiem.

Drodzy Siostry i Bracia!

I tym razem zwołał nas – jak usłyszeliśmy – zaprosił nas wszystkich jeszcze raz do tej dziękczynnej modlitwy zanoszonej tutaj, na świętej wyspie, głos naszego jubileuszowego dzwonu. Trwający, tutaj na tym właśnie miejscu, wśród historycznych świadectw naszych początków, ad gloriam et honorem ducis Mesconis et ducissae Dobrauae, na cześć i chwałę księcia Mieszka i księżnej Dobrawy, swym pięknym dźwiękiem wciąż nam wskazuje i głosi, że być może właśnie i to lednickie miejsce stało się – jak nam przypominał nieodżałowanej pamięci profesor Marek Wyrwa – za sprawą nieskończonej łaski, jakiej książę Mieszko dostąpił w Wielką Sobotę Roku Pańskiego 966, przyjmując chrzest za namową czeskiej księżniczki Dobrawy, błogosławionym, świętym miejscem naszych chrześcijańskich początków. Błogosławiony Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Tysiąclecie, sześćdziesiąt lat temu, w czasie jubileuszowych obchodów Millenium Chrztu Polski, otwierając wówczas w Bazylice Prymasowskiej uroczystą sesję naukową zorganizowaną z okazji Te Deum Narodu na Wzgórzu Lecha w tysięcznym roku Chrztu Polski wskazywał, że książę Mieszko właśnie swoim chrztem rozpoczął ten błogosławiony ciąg łaski, świateł i mocy Bożych, który trwa do dziś dnia. Nasz władca dobrze bowiem rozumiał – jak tłumaczył jeszcze Prymas Tysiąclecia – że wspaniałe wartości narodu polskiego, które już wtedy się kształtowały, muszą być ubogacone przez Boże moce, przez światła Ewangelii Chrystusowej, przez zbawczą miłość nadprzyrodzoną (…) Chrześcijanka zaś ubogacona w księgę Ewangelii, wsparta o Krzyż, przybyła tutaj, aby przez Gniezno, Poznań, Ostrów Lednicki wraz z zespołem misjonarzy wprowadzić swojego małżonka w otwarta bramę, nowego, Bożego życia. I tu, na tym miejscu więc, po tysiącu z górą lat zabrzmiał, tym razem dla nas, dla Słowian, jeszcze raz głos samego Jezus Chrystusa: trzeba wam się powtórnie narodzić. Trzeba wam się narodzić z wody i Ducha Świętego. Trzeba, aby tutaj, na tej piastowskiej ziemi, stanął Krzyż Chrystusa, aby każdy, kto w Niego wierzy, kto Mu uwierzył i siebie zawierzył, miał życie wieczne.

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie!

Merseburski biskup Thietmar, nieprzychylny przecież naszemu księciu Mieszkowi, w swej słynnej średniowiecznej kronice zapisał, że kiedy książę przez chrzest zmył plamę grzechu pierworodnego, natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym władcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przyodziane, w poczet synów Chrystusa zostały zaliczone. Dobrze przecież już wiemy, że mimo tych pięknie brzmiących kronikarskich słów, sam początek chrześcijaństwa w Kraju Polan nie oznaczał jednak wcale zbyt szybkiego spełnienia. Podobny był raczej do rzuconego w ziemię ziarna, które powolnie i żmudnie samo obumierając, rodziło w tych i kolejnych pokoleniach swój Boży owoc na tej piastowskiej ziemi. Od początku był on narażony również – jak wiemy – na różne wewnętrzne i zewnętrzne napięcia i trudności, o czym przypomniało nam także trochę obchodzone przed rokiem tysiąclecie koronacji dwóch pierwszych władców Polski i naszej pierwszej królowej Rychezy. Trudny to był bowiem wybór – jak zauważa w jednej ze swych refleksji Autor Dziejów Polski – trudny wybór dla tych, którzy nie tylko wielożeństwem, ale i innymi elementami swej zakorzenionej w dotychczasowych obyczajach mentalności, nie chcieli się pogodzić z nowym porządkiem, nową organizacją duchowego świata. Do „mas” – jak uważa wspomniany historyk – nowa wiara i obyczaje na pewno docierały z trudem. Dopiero zbudowanie systemu parafialnego i reformy kościelne wprowadzone na polskich ziemiach w XIII wieku, zmienią ten stan rzeczy. Zostawiając dziś jednak na boku historyczne badania i spory, warto nam jeszcze raz za Prymasem Tysiąclecia właśnie tutaj, na tym miejscu powtórzyć, że i my pokorni wobec swoich ułomności, a zarazem dumni z wybrania Bożego, dziękujemy i śpiewamy Te Deum Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Znany nam wszystkim dziewiętnastowiecznym obraz Mistrza Jan Matejki, Zaprowadzenie chrześcijaństwa w Polsce, przechowywany na Zamku Królewskim w Warszawie, przypomina nam wciąż przecież istotę tego, co tutaj, tysiąc sześćdziesiąt lat temu miało swe błogosławione początki. Wsparty o Chrystusowy Krzyż nasz książę Mieszko, zdaje się nam bowiem wszystkim wciąż powtarzać: każdy kto w Niego wierzy, ma życie wieczne. Jest to siła – mówił papież Franciszek – nie mające sobie równych. To prawda, iż wiele razy wydaje się, że Bóg nie istnieje: widzimy niesprawiedliwość, złość, obojętność i okrucieństwo, które nie ustępują. Jednak jest tak samo pewne, że właśnie pośród ciemności zaczyna zawsze wzrastać coś nowego, co wcześniej czy później przynosi, co zrodzi obfity owoc.

Umiłowani!

Narodowe Święto Chrztu Polski może być dla nas pytaniem o naszą wierność tym korzeniom, z których wyrastamy. Gdy je odważnie tak sobie stawiamy, z pewnością w naszych uszach i sercach powracają do nas pamiętne słowa świętego Jana Pawła II: proszę was, abyście całe to dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy. Wierność bowiem naszym chrześcijańskim korzeniom, wierność temu, co tak naprawdę w sobie zawiera i niesie w sobie, i do czego zobowiązuje nas nasze chrześcijańskie dziedzictwo, nasza wierność Chrystusowej Ewangelii, nie może zostać dziś przez nas bezmyślnie roztrwonione, nie może być przez naszą arogancję zniszczone i wypaczone, przez naszą nonszalancję zdeptane, przez nasze zadowolenie z siebie przykryte i przyrzucone. Czytaliśmy przed chwilą w Księdze Dziejów Apostolskich, że jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich, którzy uwierzyli. I my mamy być ludźmi jednego serca i jednego ducha. Jedno bowiem było źródło, z którego wszyscy wzięliśmy. Jedno było źródło na Kawlarii, które z woli Chrystusa spłynęło w Chrzcie na wszystkie narody. Jedno też było źródło tu w polskiej ziemi (…) a w nim miłość jako prawo nadprzyrodzone, pokój i jedność, dary błogosławione.