Święcenia kapłańskie, 30.05.2026 Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. z udzieleniem święceń kapłańskich
30 maja 2026
katedra gnieźnieńska

Drogi Synu

Usłyszałeś wraz z nami postawione w dzisiejszej Ewangelii pytanie, z jakim zwrócono się do Pana Jezusa: jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał władzę, żebyś to czynił? Pytali Go, bo nie tylko – jak już zauważył kiedyś na początku swej Ewangelii święty Marek – słuchając Go, zdumiewali się Jego nauką, bo uczył ich jak ten, który ma władzę, ale także dlatego, że temu, co im wówczas mówił towarzyszyły znaki, zwłaszcza tak liczne uzdrowienia. Nieraz więc – jak zaświadcza w wielu miejscach Ewangelista – mówili między sobą i pytali siebie: Kim On właściwie jest (…). Słyszeli, czego ich uczył i co wiedzieli, co na ich oczach czynił, a jednak nie potrafili przyjąć, nie potrafili zobaczyć, nie potrafili rozeznać, czy to, co mówi i czyni pochodzi z nieba, czy też od ludzi. Kiedy więc wobec tego – jak słyszeliśmy – teraz sam Pan Jezus zadał im pytanie, kiedy teraz On sam ich zapytał, odpowiedzieli: nie wiemy. W dokładnym tłumaczeniu Święty Marek używa tutaj wprost greckiego słowa: eido, które znaczy najpierw w dokładnym przekładzie: widzieć. Możemy więc tutaj przetłumaczyć ich odpowiedź nie tylko, że nie wiedzą, ale wprost wręcz, że nie widzą. Słuchając Jezusa i patrząc na to, co On czyni tak naprawdę nie widzą. Nie tylko jednak ich oczy były – jak mówi nam w innym miejscu Ewangelia – niejako na uwięzi, tak że nie widzieli, że Go nie poznali, ale ich serce, ich wnętrze, to czym się tak naprawdę w życiu kierowali, za czym się opowiadali, co było dla nich istotne i ważne, tak ich jakoś wewnętrznie zaślepiło, tak skupiło na sobie samych, tak skoncentrowało na własnej władzy i pozycji, że patrząc nie widzieli, bo nie chcieli zobaczyć i nie wołali, aby przejrzeć. Potrzeba będzie dopiero Jezusowego Krzyża, potrzeba będzie Jego męki, śmierci i zmartwychwstania, potrzeba będzie spotkań ze Zmartwychwstałym, aby otworzyły się im oczy, aby nie tylko – jak ten setnik spod krzyża – poznali, że istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy, ale – jak zaświadcza w swojej Ewangelii święty Mateusz – mogli powtórzyć: prawdziwie, Ten był Synem Bożym.

Czytając dziś ten właśnie fragment Ewangelii, za chwilę po homilii, będę i ja Ciebie w imieniu Kościoła, Drogi Synu, wobec zgromadzonego tutaj Ludu Bożego, kapłanów i wiernych, pytał o – jak mówi nam obrzęd święceń – Twoją wolę przyjęcia święceń. Myślę, że i na te pytania, które Ci postawię, warto spojrzeć jako na swoiste rozwinięcie tych pytań, z którymi ludzie przychodzili do Jezusa. I Ciebie bowiem, Drogi nasz Bracie i Synu, będą być może ludzie pytać, zapytają może niejednokrotnie Ciebie wprost czy też nawet i nie wprost właśnie tak: jakim prawem to czynisz i kto ci dał władzę, żebyś to czynił? Pytać będą słysząc, jak i czego nauczasz, jak głosisz Chrystusową Ewangelię, ale przede wszystkim, patrząc na Twoje kapłańskie życie, widząc, jaki naprawdę jesteś i jak żyjesz. Papież Franciszek wielokrotnie nam, kapłanom przypominał, że w centrum naszego życia ma być zawsze Pan. Nie ja jestem w centrum, lecz Bóg – powtarzał i zachęcał, abyśmy to sobie powtarzali w modlitwie każdego ranka, o wschodzie słońca, także teraz, tutaj, dzisiaj, w mojej posłudze nie ja jestem w centrum, lecz Bóg. Przypominając nam jednak tak często i tak jasno o prymacie łaski Bożej w naszym kapłańskim życiu, On sam zdecydowanie jednak dopowiadał, że wcale to nie oznacza, że możemy spać spokojnie, nie biorąc na siebie naszej odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie, musimy zawsze myśleć o sobie – jak wskazywał papież Franciszek – jako o współpracownikach łaski Bożej. I tak, krocząc z Panem, każdego dnia siebie pytać: jak przeżywam moje kapłaństwo, moją konsekrację, moje bycie uczniem? To jest naprawdę ważne pytanie i to jest naprawdę ważna, życiowa odpowiedź – jak nam mówił papież – które nie pozwalają kapłanowi być zmielonym w rytmach i działaniach zewnętrznych, tracąc – jak powiadał papież – naszą wewnętrzną spójność i naszą kapłańską tożsamość.

Jakim prawem to czynisz? To prawo, Drogi Bracia, daje Ci dziś przez sakramentalne namaszczenie sam Pan. On sam bowiem pozwala nam miłować tak, jak On sam umiłował i w ten sposób On sam, za Twoim pośrednictwem, miłuje i służy (…) bo ludzkie serce – jak czytamy w Dilexit nos – które daje przestrzeń miłości Chrystusa poprzez całkowite zaufanie i pozwala tej miłości przez jej ogień, rozprzestrzeniać się w swoim życiu, staje się zdolne do kochania innych jak Chrystus, stając się małym i bliskim wszystkim. Masz się więc zawsze Drogi Synu, kierować się Chrystusowym prawem miłości, tej pasterskiej miłości, która jedna i przebacza, która człowieka zanurza w Chrystusowej Ofierze Krzyża, która wyzwala i prowadzi wszystkich do prawdziwego źródła życia. Przyjmujesz święcenia w roku, w którym wszyscy pragniemy czerpać obficie z tego źródła, jakim jest żywy Bóg, obecny pośród nas rzeczywiście i prawdziwie w Najświętszej Eucharystii. On zawsze – jak nam przypomniał papież Leon – obficie karmi swój Kościół i umacnia nas w drodze swoim Ciałem. Bo to właśnie poprzez Eucharystię również nasze ręce stają się rękami Zmartwychwstałego, świadkami Jego obecności, Jego miłosierdzia, Jego pokoju, w znakach pracy, poświęcenia, choroby, upływu lat, które często na nich są wyryte, jak w geście czułości, uścisku czy miłości. Twoje namaszczone kapłańskie dłonie, w których codziennie będziesz trzymał Ciało i Krew Pańską, niech nie tylko pozwolą Tobie – jak za chwilę Ci przypomnę – rozważać, co będziesz czynić, abyś nie traktował nigdy sprawowanej przez Ciebie Eucharystii jako jakiejś rutynowej czynności, ale zawsze wzywać Cię będą od nowa do naśladowania tego, czego będziesz na ołtarzu dokonywać i będą dawać Ci moc i siłę do życia zgodnie z tajemnicą Pańskiego krzyża. Jeśli jest bowiem prawdą – jak nas uczył w swych katechezach o Eucharystii papież Franciszek – że sprawujemy Eucharystię po to, żeby uczyć się, jak stawać się mężczyznami i kobietami eucharystycznymi, to Ty, Drogi Synu, jako kapłan biorąc Ciało i Krew Pańską w Twoje namaszczone dłonie, masz pozwolić, aby Chrystus działał w Twoich czynach: aby Jego myśli, były Twoimi myślami, Jego uczucia Twoimi uczuciami, Jego wybory także Twoimi wyborami. A niosąc ten skarb zjednoczenia z Chrystusem w naczyniach glinianych, stale musimy powracać do świętego ołtarza.

W sakramencie święceń Jezus Chrystus daje Ci więc, Drogi Bracie, prawo i władzę, prawo do ludzkich serc i władzę w prowadzeniu ludzi do Boga, ale nie po to, abyś nad innymi panował, ale wszystkim służył. Nie dość więc przypominać sobie i siebie przestrzegać, i nad sobą nieustannie czuwać, aby tej Bożej łaski i tego Bożego daru nigdy i za żadną cenę nie wykorzystywać przeciw komuś. Im głębsza jest nasza więź z Chrystusem – mówił tegorocznym kandydatom do święceń prezbiteratu papież Leon – tym bardziej radykalna jest nasza przynależność do wspólnego człowieczeństwa. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek – tłumaczył święconym w tym roku przez siebie kandydatom do kapłaństwa – zwłaszcza tam, gdzie liczby wydają się wskazywać na dystans między ludźmi i Kościołem, trzymajcie drzwi otwarte. Jesteście kanałem, a nie filtrem – jak mówił im papież Leon – bądźcie odbiciem Jego cierpliwości i czułości. Należycie do wszystkich i jesteście dla wszystkich. Niech to będzie podstawowy rys waszej misji: trzymać drzwi otwarte, niczym ich nie zastawiać i wskazywać je, nie używając zbyt wielu słów. Drogi Bracie! Bądź więc zawsze jako nasz ksiądz drożnym i udrożnionym kanałem Bożej łaski dla innych, a nie kilkuwarstwowym filtrem, który blokuje ludziom i zasłania swoimi uprzedzeniami i swoimi nawykami dostęp do źródła życia i Bożego miłosierdzia. Masz bowiem razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa. Niech to będzie zawsze prawdziwa radość Twego kapłańskiego serca. Dla jedynych – jak wskazywał nam w pierwszym czytaniu Juda Apostoł – miejcie bowiem litość – dla tych, którzy mają wątpliwości (…) dla drugich – miejcie litość z obawą o ich zbawienie. A w tym wszystkim samych siebie budujecie na fundamencie wiary, modląc się w Duchu Świętym i w miłości Bożej strzegąc samych siebie.

Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę, żebyś to czynił? Pouczenie w obrzędzie święceń mówi nam, że Ty, Bracie, mocą Chrystusa będziesz nauczał, będziesz uświęcał i posługiwał, prowadząc ludzi do Boga. W ten sposób słowem i przykładem będziesz budować dom Boży, to jest Kościół. Choć więc idziesz dziś Eryku sam, ale nie idziesz w pojedynkę. Nie wyjdziesz z katedry samotnie. Jesteśmy z Tobą! Jest z Tobą nasz Świętowojciechowy Gnieźnieński Kościół, są kapłani, osoby konsekrowane i wierni świeccy. Idziemy razem! Razem – jak nam przypomniał papież Leon – łączymy niebo z ziemią. To prawda, że i my przecież – jak na to wskazywał jeszcze papież – także tutaj, u nas, w naszej archidiecezji z różnych powodów jesteśmy – jak to nazwał – narażeni na pułapki samotności, że i nam grozi tak często pokusa indywidualizmu, a jednak właśnie dziś, właśnie teraz, właśnie w takim momencie trzeba nam nie tylko jeszcze jednej mobilizacji, co nade wszystko poczucia kapłańskiego braterstwa, kapłańskiej bliskości, budowania dobrych relacji, odpowiedzialności za siebie nawzajem i konkretnego wsparcia. Wszyscy jesteśmy do tego wezwani i wszyscy zaproszeni. Słuchajmy się nawzajem i podążajmy razem. Za papieżem zaś Leonem i ja – jak ojciec i pasterz – proszę was, starajmy się być kapłanami wiarygodnymi i godnymi naśladowania. Jesteśmy świadomi ograniczeń naszej natury, ale Pan zna nas do głębi; otrzymaliśmy jednak niezwykłą łaskę – powierzono nam drogocenny skarb, którego jesteśmy szafarzami, sługami. A od sługi wymaga się wierności. Amen.