Rozpoczęcie Adwentu, 29.11.2025 Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
rozpoczęcie Adwentu 2025
29 listopada 2025 katedra gnieźnieńska 

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!

Rozumiejcie chwilę obecną – wezwał nas dziś w drugim czytaniu Święty Paweł. Wydaje się, że zrozumieliśmy, że odczytaliśmy jej znaczenie, że rozpoznaliśmy, skoro zgromadziliśmy się w ten wieczór w naszej katedrze, aby sprawując Eucharystię, razem rozpocząć Adwent. Adwent – jak wskazywał kiedyś wyjaśniając nam prawdziwy sens tego czasu papież Benedykt XVI – nie oznacza wcale oczekiwania, jak się ogólnie przyjmuje, lecz jest tłumaczeniem greckiego słowa parusia, które oznacza obecność, a jeszcze dokładniej nadejście, tzn. rozpoczętą obecność (…) Adwent oznacza więc – jak tłumaczył papież – rozpoczętą obecność – mianowicie rozpoczętą obecność samego Boga. A zatem, Adwent przypomina nam – idąc dalej za myślą Benedykta – o dwóch sprawach: po pierwsze o tym, że obecność Boga w świecie już się rozpoczęła, że jest On już w sposób ukryty obecny; a po drugie o tym, że Jego obecność właśnie się rozpoczęła, ale nie jest dopełniona, lecz jeszcze jest ciągle w fazie wzrostu, stawania się, dojrzewania. Odczytana nam przed chwilą Ewangelia mówi nam, że wobec tej rozpoczętej obecności samego Boga, wobec Adwentu, trzeba zatem czuwać i być w gotowości. Trzeba uważności i otwarcia serca na obecność Tego, który przychodzi. Benedictus qui venit in nomine Domini! Adwentu nie można bowiem potraktować tylko jako czasu naszego przygotowania na kolejne święta Narodzenia Pańskiego. Nie jest on bowiem tylko, i to kolejny raz w naszym życiu, oczekiwaniem na wspomnienie tego, co kiedyś się wydarzyło, gdy – jak wyznajmy w Credo On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Choć bowiem towarzysząc w tych dniach duchowo papieżowi Leonowi XIV w jego pielgrzymowaniu i wraz z Nim wspominając, że to właśnie 1700 lat temu, podczas pierwszego w historii Soboru Ekumenicznego w Nicei Kościół – jak czytamy w papieskim Liście apostolskim In unitate fidei – ogłosił wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego (…) w którym Bóg przyjął i odkupił całego człowieka, wraz z ciałem i duszą, to przecież wypowiadając dziś, za chwilę słowa sformułowanego wówczas Wyznania Wiary, nie chcemy tylko jeszcze raz przypomnieć sobie o tym, co kiedyś się wydarzyło, co się dawno temu stało, co miało miejsce w jakiejś odległej od nas przeszłości. Wyznając wiarę w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który przyjął ludzkie ciało i stał się człowiekiem, wierzymy bowiem tej rozpoczętej obecności samego Boga. Wierzymy, że Bóg w Jezusie Chrystusie jest dziś, z nami, teraz w tej Eucharystii, prawdziwie i rzeczywiście obecny, choć przecież wciąż jeszcze oczekując Jego przyjścia w chwale przyznajemy – jak to nam podpowiadał papież Benedykt – że choć Jego obecność już się rozpoczęła, ale nie jest dopełniona, lecz jeszcze jest ciągle w fazie wzrostu, stawania się, dojrzewania, ku pełni. Adwent to rozpoczęta obecność. Adwent więc to nie tylko i nie tyle wspomnienie jakiejś odległej przeszłości, ani też równie odległe wyglądanie tego, co kiedyś nadejdzie. Adwent to nasze tu i teraz, to nasza godzina, to nasz czas zbawienia. Nie wolno nam go zlekceważyć. Nie wolno nam go przegapić. Nie wolno nam go przespać. Adwent to rozpoczęta obecność samego Boga. Czuwajcie więc i bądźcie gotowi!

Moi Kochani!

Nie możemy się więc dziwić, że Kościół wprowadzając nas w Adwent, wzywa nas do czuwania, do nawrócenia, do powstania ze snu, do podjęcia – jak czytaliśmy przed chwilą w Księdze proroka Izajasza – duchowej pielgrzymki. Chodźcie, wstąpmy na górę Pańską, do świątyni Boga Jakuba. Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Rozpoczęta obecność Boga domaga się naszej obecności. Obecność Boga domaga się – jak wskazywał kiedyś u progu Adwentu papież Franciszek – odpowiedzi na pytanie o naszą gotowość do spotkania z Nim. Czy zatem jestem świadomy tego, czym żyję – pytał wówczas papież – czy jestem czujny, czy jestem przebudzony? Czy staram się rozpoznać obecność Bożą w codziennych sytuacjach? Czy widzę Go w Słowie i przyjmuję w sakramentach? Nasze życie toczy się swoim torem. Jemy i pijemy, niektórzy się żenią, a inne za mąż wychodzą. Jedni kupują, inni zaś sprzedają. Gdy jedyni pracują, drudzy wypoczywają. Są tacy, co poszukują i cierpliwie szukają, i tacy, którzy odnaleźli. Niektórzy podróżują, inni zaś budują domy. Wiosną sieją, a jesienią zbierają i gromadzą w spichlerzach. Sadzą i wyrywają to, co już zostało zasadzone. Żyją i umierają. Od chrztu świętego – jak przypomniał nam dziś jeszcze raz Apostoł Paweł – wszyscy jednak przyobleczeni w Pana Jezusa Chrystusa, a więc wszyscy wezwani, by świadczyć o Nim przez nasze życie. Jesteśmy przecież uczniami-misjonarzami, a to znaczy – jak pisał nam w swej encyklice Eavangelii gaudium papież Franciszek – że jeśli ktoś rzeczywiście doświadczył miłości Boga, który go zbawia, nie potrzebuje wiele czasu, by zacząć Go głosić, nie może oczekiwać, aby mu udzielono wiele lekcji lub długich instrukcji. Na mocy chrztu świętego wszyscy staliśmy się przecież uczniami-misjonarzami, powołanymi do tego, by nieść Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelię temu światu. I choć to prawda, że nie wolno nam oczekiwać jakiś długich instrukcji, że nie powinien nas od tego powstrzymywać nasz strach i lęk, nasze lenistwo i małoduszność, to jednak wobec wyzwań, które nas w drodze czekają, wciąż nam potrzeba Bożej łaski i naszej ludzkiej i chrześcijańskiej dojrzałości. Być bowiem uczniem-misjonarzem, to być człowiekiem otwartym i słuchającym, to rzeczywiście pozwolić, by Ewangelia wpierw przemieniała nasze wnętrze i kształtowała nasze własne życie. Zanim głosić będziemy Chrystusa i dawać o Nim świadectwo innym, wpierw sami musimy otworzyć się na Niego i przyjąć Go w naszym życiu. I znów nie chodzi tylko o to, by czuwać i nie ulec pokusie, ale aby być otwartym i gotowym na ciągły wzrost, na rozwój, na pokonywanie przeszkód w naszym życiu. Odrzucić uczynki ciemności i przyoblec się w zbroję światła. Uczył nas papież Benedykt XVI i przypominał nam, że głosząc Chrystusa innym i dając o Nim świadectwo, musimy wpierw w sposób świadomy zadbać o rozwój naszej wiary, aby ona rzeczywiście przenikała wszystkie nasze postawy, myśli, działania i zamierzenia. Wiara bowiem – jak wyjaśniał papież – jest przecież obecna nie tylko w nastrojach i przeżyciach religijnych, ale przede wszystkim w naszym myśleniu i działaniu, w codziennej pracy, w zmaganiu się ze sobą, w życiu wspólnotowym i w apostolstwie, ponieważ ona sprawia, że nasze życie przeniknięte jest mocą samego Boga. Wiara może zawsze doprowadzić nas na nowo do Boga, nawet wtedy, gdy wyrządza nam krzywdę nasz własny grzech. Nowy rok duszpasterski, który dziś zaczynamy, to zawsze nowe wezwanie, by zadbać o nasz własny rozwój, o naszą wiarę, o naszą miłość do Chrystusa i do bliźnich, o naszą własną formację.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Adwent to rozpoczęta obecność samego Boga. Czuwajcie więc i bądźcie gotowi! Nie prześpijmy tego czasu. Wykorzystajmy go, aby przez nasze czuwanie i modlitwę zbliżyć się do Tego, który przychodzi. Jak przychodzi? Ukrywa się – powie papież Franciszek – w najbardziej pospolitych i zwyczajnych sytuacjach naszego życia. Przychodzi w spotkanym po drodze człowieku, często tym właśnie szukającym pomocy i wsparcia, obarczonym ciężarem niezrozumienia, może skrzywdzenia czy odrzucenia przez innych. Staje w pojawiających się nagle wyzwaniach i nieoczekiwanych zadaniach, których nie wolno nam zlekceważyć. Wychodzi w swoich wielorakich darach i łaskach, wzywając nas – także jako Kościół Gnieźnieński – do ciągłego rachunku sumienia, do przezwyciężenia naszych własnych obaw i lęków, do odważnego podjęcia nowych wyzwań. Niewątpliwie jedynym z nich, o którym dziś szczególnie myślimy i za które pragniemy, także teraz gorąco się modlić, jest otwarte od dziś w naszej archidiecezji przygotowanie do posługi stałego diakonatu. Adwent to rozpoczęta obecność samego Boga. On sam wychodzi do nas z chlebem połamanym w dłoniach. Wychodzi tak jak wtedy, jak w tamten wieczór, gdy usiadł w Emaus z uczniami przy stole, a oni wtedy poznali Go po łamaniu chleba. Ten połamany chleb w ludzkich dłoniach, to Jego obecność w Najświętszej Eucharystii. Eucharystia, chleb połamany w ludzkich dłoniach, chleb życia, żywy i prawdziwy Bóg pod postacią chleba. Święty dar miłości Boga do człowieka, który w Jezusie Chrystusie wydaje się za nas i za zbawienie świata. Ciało i Krew Chrystusa – jak napisał papież senior Benedykt XVI – to nie są przecież rzeczy, które można rozdać, ale osoba Jezusa Chrystusa ofiarująca się za nas. Eucharystia bowiem nie oznacza jedynie rozdania darów ani zwykłego „posiłku”. Eucharystia to żywa i prawdziwa obecność, rozpoczęta obecność samego Boga. Jeśli więc w tych następnych miesiącach i my wyjdziemy z naszego wieczernika z chlebem połamanym w dłoniach, pójdziemy, by nieść Jezusa Chrystusa światu, by nieść Go w nasz świat, w nasze życie, w nasze cierpienia i umieranie, w nasze zmagania i w nasze nadzieje. Nieść Go będziemy z nadzieją. W Nim jest źródło życia. On jest Żyjącym, miłośnikiem życia i zwycięzcą nad każdą śmiercią. I choć – jak mówi Leon XIV – nie zsyła odpowiedzi „z wysoka”, to jest naszym towarzyszem w często męczącej, bolesnej i tajemniczej podroży. Adwent przecież to dopiero rozpoczęta obecność, obecność w fazie wzrostu, stawania się, dojrzewania.