Pielgrzymka maturzystów, 9.03.2026 Jasna Góra

9Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. podczas pielgrzymki maturzystów z archidiecezji gnieźnieńskiej na Jasną Górę
9 marca 2026
kaplica Cudownego Obrazu

Dlaczego słowa Jezusa wzbudziły dziś, w odczytanej nam przed chwilą Ewangelii, taką właśnie reakcję słuchających? Czym ich Jezus tak wzburzył, że – jak relacjonuje nam święty Łukasz – wszyscy unieśli się gniewem, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, aby Go strącić? Co spowodowało, że nie tylko nie mieli ochoty więcej Go już słuchać, ale że tak ich mocno zirytował? Wydaje się to tym bardziej jeszcze szokujące, gdy zobaczymy, że kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu i swoim zwyczajem poszedł do synagogi i tam po odczytaniu fragmentu z księgi proroka Izajasza, zaczął mówić, zaczął nauczać, wszyscy – jak wspomina nieco wcześniej w swej Ewangelii święty Łukasz – przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. Sytuacja zmieniła się jednak teraz radykalnie, i to nie tylko dlatego, że na ich zdziwienie Jezus odpowiedział przysłowiem mówiąc im, że żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie, ale pewnie jeszcze bardziej wszystko się zaostrzyło, gdy zaraz przywołał im też dwa konkretne przykłady z historii Izraela: wdowy z Sarepty Sydońskiej i Syryjczyka Naamana. Oprócz tego, że w ten sposób Jezus przypominał im i postawił przed oczy jakichś obcych ludzi spoza Izraela, to także dobrze wiedzieli i poznali, że w ten sposób zaapelował właśnie do nich samych, aby teraz to oni otworzyli się na Jego słowo, które do nich powiedział, aby uwierzyli, że dziś, że właśnie teraz w Nim i dla nich spełnia się to, co do nich mówił. Tego jednak było już za wiele. Słuchają więc Jezusa i nawet im się to podoba, co mówi, ale nie chcą, by to, co mówił ich teraz dotknęło, ich przemieniało, zmieniało ich sposób myślenia, ich życie. Nawet jeśli uznają, że owszem, Jezus mówi nawet mądrze, to jednak są tak zamknięci w sobie, tak skoncentrowani na sobie, że w istocie to, co mówił do nich, odrzucają i nie przyjmują, nie uznają więc, że to, co Jezus mówi ma dotyczyć teraz ich życia. Słuchali i poznali i mają wiedzę, ale ona absolutnie nie zmienia ich życia. Nie dopuszczają jej tak naprawdę do siebie. Są bowiem na to, co usłyszeli, tak naprawdę zamknięci.

Moi Drodzy!

Na tym tle właśnie postać przywołanego przez Jezusa w Ewangelii Syryjczyka Naamana, o którego historii uzdrowienia opowiada nam pierwsze czytanie, może nas dziś nieco zainspirować do szukania również naszej osobistej odpowiedzi. Naaaman – jak czytaliśmy – był dowódcą wojsk. Miał więc władzę, wpływy i uznanie. Gdyby dziś żył, z pewnością moglibyśmy powiedzieć, że miał świetne CV, dobrą pracę i pewnie wielu ludzi wokół siebie, którzy chcieliby być na jego miejscu. A jednak w jego życiu była bardzo głęboka rana. Naaman był trędowaty. Można więc powiedzieć: miał prawie wszystko, wiele sukcesów, a jednak w ten sposób jego życie straciło sens. Spróbujmy odczytać tę historię dziś i dla nas. Spróbujmy może, aby ona nas na pewien sposób przeczytała. Myślę, że przygotowując się do matury, wiele razy i z różnych stron usłyszeliście, że to przecież najważniejszy egzamin w życiu. I oczywiście na tym etapie waszego życia, to prawda. Ale prawdą jest także i to, że jeszcze ważniejsze będą wasze decyzje, które przyjdą po niej. I to nie tylko te dotyczące samego wyboru kierunku studiów, podjęcia takiej czy innej pracy zawodowej czy też rozeznania drogi waszego życiowego powołania. Niewątpliwie na tej drodze pojawią się bowiem pytania dotyczące samej drogi życia, miejsca czy środowiska, w którym będziecie żyć i pracować, relacji, które będziecie nawiązywać i tworzyć, i za które czuć się będziecie naprawdę odpowiedzialnymi, wartości, których będziecie się trzymać i którym mimo prób i trudności, które się z pewnością pojawią, będziecie w życiu wierni. Dlatego zapytam was teraz bardzo prosto: czy bardziej boicie się matury, czy też decyzji, które przyjdą po niej? Bo przecież można zdać maturę a nie zdać, niestety, egzaminu z życia. Można mieć wiedzę, a zagubić mądrość. Można słuchać, ale żyć po swojemu. Ktoś postawił w tym właśnie kontekście takie pytanie: ile z tego, co wiecie, co się już nauczyliście, jest ważne, ale najważniejsze jest, co to z wami zrobi? Czy po tych wszystkich latach zdobywania wiedzy jesteście innymi ludźmi? Poddaliście się takiej mocy, która jest ukryta w prawdzie? I może jeszcze i to, o czym mówił kiedyś święty Jan Paweł II, że człowiek rozwija się nie tylko poprzez to, czego się w życiu uczy i jak się uczy, ale także poprzez to, w jaki sposób jest we wspólnocie z innymi, na ile potrafi drugich zauważać i wpierać, otworzyć się na nich i być dla nich. Człowiek rozwija się bowiem nie tyle poprzez abstrakcyjną wiedzę o prawdzie, ale właśnie poprzez wspólnotę z ludźmi, którzy są z nim w drodze, poprzez relacje, które nas wiążą.

Moi Drodzy!

Historia Naamana pokazuje nam jeszcze coś bardzo ważnego. O możliwości uzdrowienia mówi mu niewolnica, uprowadzona przez Aramejczyków z Izraela młoda dziewczyna. Mała, bezimienna dziewczyna. Nie generał. Nie król. Nie ktoś ważny. Mówi ktoś, kogo świat w ogóle nie traktował zbyt poważnie. Czasem Bóg mówi do nas właśnie przez takich ludzi – cichych, prostych, niepozornych. Tak mówi do nas Bóg. Tak daje nam poznać, do czego nas wzywa i czego od nas oczekuje. A świat? Dziś świat tak często krzyczy. Krzyczą media. Krzyczy presja porównań. Krzyczy i stawia Ci pytanie: Czy jesteś wystarczająco dobry? Bóg zaś często mówi szeptem. Dlatego rozeznawanie życiowej drogi nie jest testem z odpowiedzią A, B albo C. Rozeznawanie to uczenie się słuchania. Dlatego słuchanie Słowa Boga, słuchanie Słowa w liturgii – jak napisał w swoim orędziu na tegoroczny Wielki Post papież Leon XIV – wychowuje nas do bardziej prawidłowego słuchania rzeczywistości; pośród wielu głosów, które przewijają się przez nasze życie osobiste i społeczne, Pismo Święte uzdalnia nas do rozpoznania tego wołania (…) aby nie pozostało bez odpowiedzi. Wejście w tę wewnętrzną postawę wrażliwości oznacza pozwolenie Bogu, aby pouczył nas dzisiaj. Najtrudniejszy moment w historii Naamana przychodzi bowiem wtedy, gdy przed drzwiami domu Elizeusza słyszy wezwanie. Prorok Elizeusz mówi mu: idź i zanurz się siedem razy w Jordanie. I wtedy Naaman się buntuje. Oczekiwał czegoś wielkiego, spektakularnego. Oczekiwał jakiegoś magicznego gestu. Cudu na miarę swojej społecznej pozycji. A dostał zwykłą rzekę Jordan. Dostał proste polecenie, tak bardzo w jego odczuciu nie przystające do całego dramatu, który przeżywał. I może właśnie w tym jesteśmy i my do niego tak bardzo podobni, tak bardzo i w naszych oczekiwaniach i reakcjach prawdziwie mu bliscy. Chcielibyśmy, żeby Bóg pokazał nam dokładny plan życia. Żeby wysłał wiadomość z tytułem: Twoja przyszłość – instrukcja w załączniku. Chcielibyśmy mieć pewność, że wybór studiów będzie idealny. Że wszystko się ułoży. A Bóg bardzo często mówi do nas inaczej: zrób mały krok. Bądź wierny. Pomódl się. To jest właśnie ten nasz tak zwyczajny Jordan. Naaman bał się wejść do tej wody, bo myślał, że coś straci. A tak naprawdę miał do stracenia tylko trąd. I to jest bardzo ważne: kiedy Bóg zaprasza do zmiany, nie chce zabrać nam przecież niczego z naszego życia. On chce zabrać to, co nas niszczy. Nie zabiera nam bowiem z życia nic z tego, co to życie czyni prawdziwie dobrym i pięknym, ale wszystko daje, abyśmy i my, jak biblijny Naaman, mogli się prawdziwie i jedynie przekonać, że naprawdę nie ma w życiu innego Boga.

Moi Drodzy!

Jesteśmy w Kaplicy Cudownego Obrazu. Jesteśmy w Domu Matki. Jesteśmy przed obliczem Tej kobiety, która pokazała w swym życiu, co znaczy słuchać Boga, ale także mówi nam wciąż i przypomina o wierności Bogu, o Jego miłości. Sama nie znała i nie miała przecież w swym życiu gotowych odpowiedzi. Nie wiedziała z góry, jak wszystko się ułoży. Ale wypowiadając w zaufaniu to jedno zdanie: niech mi się stanie według Twego Słowa, zawierzyła Bogu całe swe życie. To było w pewnym sensie Jej wejście do Jordanu. Ona była naprawdę kobietą zaufania. Wy stoicie dziś w miejscu wyboru. I może matura wcale nie jest i wcale nie będzie tym najważniejszym egzaminem waszego życia. Może najważniejszy jest i będzie właśnie wasz egzamin z zaufania. Będziecie go zdawać całe życie tak, jak kiedyś zdawał go Naaman, i jak lud zgromadzony w nazaretańskiej synagodze. Niech więc Maryja, u której stóp dziś, w tak ważnym momencie waszego życia jesteście, będzie dla was wzorem, jak przyjąć w życiu ten ogromny dar i jak Bogu zaufać. Niech Ona wspomaga was w waszych planach i marzeniach. Niech nie dopuści, aby już dziś ogarnęło was jakieś znużenie czy zniechęcenie. Niech budzi w waszych sercach nadzieję i radość. W tym pięknym okresie waszego życia, idźcie naprzód i nie odkładajcie tego, co Duch może w was dokonać.