Narodowe Święto Niepodległości, 11.11.2025 Gniezno
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. w intencji Ojczyzny w Narodowe Święto Niepodległości
11 listopada 2025 katedra gnieźnieńska
Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać (por. Łk 17,10)
Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!
W 107. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości zgromadziliśmy się w naszej bazylice prymasowskiej, aby dziękować Bogu za odzyskaną po latach zaborów wolność. W tym świątecznym dniu powracamy myślą i sercem do tych historycznych wydarzeń, aby nie tylko zachować je w naszej zbiorowej pamięci, ale czynić wciąż od nowa źródłem tej siły i tej mocy ducha, które pozwolą i nam, z odwagą i nadzieją, stawiać czoła dzisiejszym wyzwaniom życia społecznego i narodowego. A jest ich – jak widzimy i tego doświadczamy – niemało. Wspólnie więc, ale i każda i każdy z nas z osobna zobowiązany jest do troski i odpowiedzialności za ojczyznę, bo to – jak często powtarzamy za Norwidem – nasz wielki zbiorowy obowiązek. Dziś powtarzamy to w gnieźnieńskiej bazylice, przy relikwiach św. Wojciecha – głównego patrona Polski, w roku tysiąclecia pierwszych koronacji królewskich, świadomi, że to kolebka i źródło naszej narodowej tożsamości. Bo to przecież tutaj Polska się rodziła i umacniała na męczeńskiej krwi św. Wojciecha, w kontekście powstania pierwszego arcybiskupstwa i metropolii kościelnej na naszych ziemiach i wiekopomnego Zjazdu Gnieźnieńskiego. Powstawała scalana ogromnym wysiłkiem najpierw samego księcia Mieszka, a po nim i naszych koronowanych tutaj pierwszych władców. Tu był bowiem – jak wskazywał w naszej katedrze podczas pierwszego zebrania biskupów w niepodległej już Polsce ówczesny arcybiskup metropolita lwowski, dziś święty Józef Bilczewski – początek ducha Polski – stąd poczęła się ona rozwijać, krzepić i rosnąć. A dziękując za dar odzyskanej po latach zaborów wolności prosił, aby na nowych swoich drogach naród wskrzeszony przez moc Bożą do życia (…) złączył swą myśl i serce, by się na nowo odziać tym właśnie duchem, z którego się począł, którym żył, tężył się i olbrzmiał. Kości zaś świętego apostoła Polski – dodawał jeszcze arcybiskup lwowski – tu w gnieźnieńskiej katedrze złożone, niechajże nam wszystkim będą zawsze na wskazanie i uwagę, co było Polski siłą, przez co Polska z małych początków do tak wielkich rozrosła się kształtów, przez co żyła i wzrastała
Moi Drodzy!
To prawda – jak ktoś ostatnio, może i nawet dość prowokacyjnie napisał – że obchodzenie historycznych rocznic może być bez znaczenia lub mieć niewielką wagę. Jednak listopadowa rocznica – jak sam Autor tej wypowiedzi zaraz dodawał – jest jedyna w swoim rodzaju, bo przypomina, że żadne dobro nie jest absolutne, że każde można stracić i nikt się nami wtedy, gdy je stracimy, nie przejmie. Może więc warto bardziej to dobro cenić i jakoś mądrzej je pielęgnować. Czy więc ten dzień dzisiejszy, gdy po raz kolejny w wolnej Polsce wspominamy odzyskanie naszej niepodległości, nie jest właśnie najlepszą okazją do tego, by jeszcze raz dostrzec i zobaczyć, jak wielkim darem jest nasza wolność i niepodległość? Jaką cenę płacili za ich odzyskanie nasi przodkowie? Bo przecież – mówił tu w Gnieźnie pierwszy prymas Polski odrodzonej kardynał Edmund Dalbor – zawsze i wszędzie trzeba nam spełniać obowiązki nasze, ale gdy dom w niebezpieczeństwie, słusznie od każdego z domowników wymaga się zdwojonej czujności i najwierniejszego wykonania naszych obowiązków.
Umiłowani Siostry i Bracia!
Przypominając sobie dziś, w 107. rocznicę niepodległości jeszcze raz o tych początkach odzyskanej przez Polskę wolności i jeszcze raz dziękując przed Bogiem za tych wszystkich, którzy swoją pracą i cierpieniem, walką zbrojną i wytężonymi zabiegami dyplomatycznymi, przyczynili się do tego, że po latach niewoli powstała znów wolna i niepodległa Polska, może warto będzie jeszcze raz powtórzyć słowa, które wypowiadaliśmy tutaj, w Gnieźnie na Zjeździe Gnieźnieńskim w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości: Można mieszkać w wolnej ojczyźnie, można mieć swobody obywatelskie i pełne konto bankowe, a mimo to być niewolnikiem egoizmu, w ludziach obcych lub różnych od siebie widzieć jedynie wroga, żyć smutkiem niespełnienia i karmić się lękiem o przyszłość. Dlatego choć jesteśmy wyzwoleni przez śmierć Chrystusa, wciąż musimy dorastać ku wolności. Dobrze wiemy, że ostanie lata stały się dla nas wszystkich szczególną próbą tego wspólnego dorastania ku wolności. Wojna w Ukrainie, w Ziemi Świętej i wielu innych zakątkach świata, wciąż powoduje, że – jak o tym wspominaliśmy w czasie tegorocznego Zjazdu Gnieźnieńskiego – żyjemy w czasach wielowymiarowego kryzysu, który budzi lęk i osłabia poczucie bezpieczeństwa. Wiele instytucji, które dotąd dawały nam oparcie, dziś nie spełnia już swojej funkcji. Zamiast narracji prowadzącej do jedności i pokoju coraz częściej słyszymy język podziału – są tylko „nasi” i „obcy” (…) Dobro wspólne ustępuje logice dominacji i indywidualizacji. Kiedy więc wciąż tak trudno nam o zgodę i jedność, kiedy z różnych powodów i przez różne siły jesteśmy dzieleni i antagonizowani, kiedy w rodaku widzimy już nie brata, ale przeciwnika politycznego czy ideologicznego, kiedy od człowieka ważniejsze są jego sympatie czy antypatie polityczne i światopoglądowe, trzeba nam z mocą powtarzać i przypominać – jedyną drogą jest solidarność, zgoda narodowa i zwykłe ludzkie braterstwo. Zwłaszcza teraz, kiedy mierzymy się nie tylko z naszymi problemami wewnętrznymi, ale i z niebezpieczeństwem zewnętrznym.
Moi Drodzy, Siostry i Bracia!
Obchodzenie historycznych rocznic może nie mieć znaczenia czy mieć niewielką wagę. Może jednak obudzić i poruszyć nasze sumienie. Może nas przebudzić i wezwać do odpowiedzialności. Może – jak nas prosił święty Jan Paweł II w klimacie tego narodowego święta – dopomóc nam jeszcze raz przyjąć całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię wolna i niepodległa Polska, abyśmy w obliczu dzisiejszych wyzwań nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyśmy nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy i abyśmy mieli ufność, mieli wciąż nadzieję wbrew każdej naszej słabości. Potrzebujemy tej nadziei, zwłaszcza dzisiaj, gdy towarzyszy nam niepewność i lęk o przyszłość i bezpieczeństwo naszej ojczyzny, gdy spory i kłótnie wciąż biorą górę nad zdolnością do porozumienia i współpracy. Potrzeba tej nadziei, gdy słuszna walka o praworządność i przestrzeganie prawa przeradza się niekiedy w jakiś osobisty rewanżyzm, bez oglądania się na interes narodowy i zwykłą ludzką przyzwoitość. Potrzeba nam tej nadziei, która zdolna będzie odbudować prawdziwego ducha narodowej wspólnoty otwartej również dla tych, którzy uciekając przed wojną, pragną tutaj, razem z nami ją współtworzyć. Potrzeba tej nadziei, która zdolna będzie tworzyć trwałe wzajemne więzi. Naród bowiem – jak napisał i jasno przypomniał w encyklice Fratelli tutti papież Franciszek – przyniesie owoce i będzie zdolny do rodzenia jutra tylko o tyle, o ile zrodzi relacje przynależności między swoimi członkami, o tyle, o ile stworzy więzi integracyjne między pokoleniami i różnymi tworzącymi go wspólnotami; a także w takim stopniu, na ile przełamie spirale, które zaślepiają umysły, oddalając stale jedynych od drugich.
Kiedy jednak to wszystko będzie możliwe? Jezus przypomina nam dziś w Ewangelii, że tylko wtedy, gdy będzie w nas duch prawdziwiej służby. Słudzy nieużyteczni jesteśmy. To słowa, które nie są wezwaniem do rezygnacji. Wręcz przeciwnie – są zaproszeniem do dyspozycyjności, do działania, do sumiennego wypełniania swoich zadań. Tym jednak, co jest sprawdzianem i „termometrem” prawdziwej służby jest jej bezinteresowność i nasza pokora. Nie postawa wywyższania się i wynoszenia ponad drugich, nie pycha i działania dla własnych zysków czy korzyści. Ale bezinteresowność i pokora! Jakże ważna to lekcja dla nas, gdy myślimy o trosce o nasz wspólny ojczysty dom. Jak wskazywał kiedyś papież Franciszek, ta dzisiejsza Ewangelia mówi w istocie o pokornej służbie, której wzór dał nam Jezus, umywając nogi uczniom. Chcemy zatem służyć i dawać życie po to, aby nieść światu miłość Chrystusa, aby przełamywać bariery uprzedzeń i podziałów, aby Polska była rzeczywistym dobrem nas wszystkich. W stulecie niepodległości papież Franciszek przypomniał nam, że odzyskanie suwerenności było okupione poświęceniem wielu synów i córek Polski, którzy gotowi byli poświęcić swą wolność osobistą, swoje własne dobra, a nawet życie na rzecz utraconej Ojczyzny. Mówiąc słowami odczytanego dziś fragmentu z Księgi Mądrości – choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich jednak pełna była nieśmiertelności. Niech ich przykład, niech ich nadzieja, niech ich bezinteresowna służba przemówią dziś do nas wszystkich z nową mocą i będą dla nas wciąż żywym źródłem inspiracji w trosce o nasz wspólny ojczysty dom. Amen.











