Jubileusz 75-lecia urodzin o. Adama Żaka SJ, 17.04.2026 Kraków
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
75. rocznica urodzin o. Adama Żaka SJ
17 kwietnia 2026
Bazylika Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie
Siostry i Bracia,
Martin Buber w swojej niewielkiej książeczce zatytułowanej Droga człowieka według nauczania chasydów, umieścił rozdział pod dość intrygującym tytułem: Nie zajmować się wyłącznie sobą. Zapisał w nim, że samo wezwanie do tego, aby zapomnieć o sobie i pomyśleć o świecie, na pierwszy rzut oka zdaje się przeczyć temu wszystkiemu, co zostało już wcześniej powiedziane. Dowiedzieliśmy się już bowiem – jak wspomina nasz Autor – że każdy powinien szukać we własnym sercu, wybrać swą indywidulaną drogę, doprowadzić swoje istnienie do jedności, zacząć od samego siebie. I oto teraz – jak zauważa – słyszymy, że człowiek powinien zapomnieć o sobie. Gdy jednak przyjrzymy się bliżej temu nakazowi – wyjaśnia Autor bodaj najbardziej znanej książki filozoficznej pt. Ja i Ty – spostrzeżemy, że nie tylko jest on spójny z pozostałymi, lecz co więcej – doskonale pasuje do całości. Trzeba jedynie zadać pytanie – kontynuuje – po co? Po co mam wybierać własną drogę? Po co scalać swoje życie? Odpowiedź brzmi: nie dla siebie samego. Dlatego właśnie poprzedni nakaz głosił: zacząć od siebie samego. Zacząć, lecz na sobie samym nie skończyć, nie traktować siebie jako cel. Próbować siebie zrozumieć, lecz nie zajmować się jedynie sobą. Szukać więc we własnym sercu, wybrać swą indywidualną drogę, zacząć od samego siebie, ale po co? Tak, nigdy przecież nie jedynie dla samego siebie, ale dla drugiego, wraz z drugimi i dla drugich. Co więcej, jak napisał kiedyś w jednym ze swych artykułów Ojciec Adam Żak SJ, że pomiędzy ja i ty, w ich głosach, współbrzmi głos wiecznego Ty, który umożliwia ja i ty jako odpowiedź i wołanie razem. A ów głos wiecznego Ty – jak wtedy nam tłumaczył jeszcze Ojciec – nie jest wprowadzony na zasadzie postulatu, lecz odkryty jako współbrzmiące w dialogu między ja i ty, mnie i ciebie ku wolności wyzwalające, wszystkiemu nadające sens słowo miłość.
Moi Drodzy!
Nie bez przyczyny zacząłem od Martina Bubera i nie bez przyczyny przywołałem dziś, w tym dniu, w którym za chwilę, po Eucharystii będziemy wręczać Księgę Jubileuszową Ojcu Adamowi te właśnie słowa. Zdaje mi się bowiem, że stanowią one pewien fundament i pewien klucz, którego – przyznam szczerze – w pocie czoła szukałem, do zrozumienia życia i posługi naszego Drogiego Jubilata. Czytane nam dziś, w tym paschalnym czasie, kolejne fragmenty Księgi Dziejów Apostolskich, a więc księgi początków Kościoła ukazują nam przecież, że oprócz zdecydowania i odwagi, oprócz wspomnianej w dzisiejszym fragmencie gotowości, a wręcz nawet i jakiejś radości, że tutaj uczniowie Zmartwychwstałego stali się godni cierpieć dla Imienia Jezusa, od samych początków cechowała ich przecież szczególna uważność na drugiego, na to ja i ty, i tak właśnie w mocy Ducha Świętego otwartość, w której – mówiąc jeszcze raz słowami Ojca Adama – współbrzmi głos wiecznego Ty, który umożliwia ja i ty jako odpowiedź i wołanie razem. Może właśnie widząc tę ich wspólną siłę, widząc – jak czytamy jeszcze w Dziejach Apostolskich – że wiele znaków i cudów działo się wśród ludu przez ręce Apostołów, ale dostrzegając również, że trzymali się wszyscy razem, poważany przez cały lud, a wspomniany dziś przez świętego Łukasza rabbi Gamaliel, jeden z siedmiu najwybitniejszych nauczycieli prawa żydowskiego, ostrzegał i powstrzymał Sanhedryn przed pochopnością i ostatecznie dopomógł do tego, aby – jak czytaliśmy w zakończeniu dzisiejszego fragmentu – apostołowie nie przestawali co dzień nauczać w świątyni i po domach i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie. Swoje obserwacje ich działania ujął bowiem w jakże przekonującą i jasną zasadą, że jeśli od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, szybko się rozpadnie, a jeżeli rzeczywiście od Boga nikt i nigdy nie będzie mógł i nie będzie potrafił ani jej zatrzymać ani zniszczyć.
Moi Kochani!
Wezwanie przychodzi od Boga, który pozwala nam je przyjąć, odczytać i pójść za nim. We wspomnianej już książeczce Buber przywołuje pytanie pewnego rabbiego kierowane do swego nauczyciela. Prosi on, aby mu wskazał jedyną główną drogę służenia Bogu. W odpowiedzi jednak usłyszał od niego, że tak naprawdę nie można powiedzieć człowiekowi, jaką drogę powinien obrać. Bo jedna droga służenie Bogu wiedzie przez studia, druga poprzez modlitwę, inna przez posty, a jeszcze inna przez jedzenie. Każdy winien uważanie sam zbadać, ku jakiej drodze skłania się jego serce, a następnie poświęcić się jej ze wszystkich sił. Z pewnością jezuicka formacja ma własną odpowiedź na pytanie o drogę służenia Bogu. I pewnie – jak nam przypominał kiedyś będąc na urzędzie prowincjała jezuitów Ojciec Adam – taki jest porządek w naszych sercach, że Bóg jest na pierwszym miejscu, Od Niego bierze początek nasza myśl – mówił – od Niego bierze również początek poruszenie naszych serc ku dobru. Od Niego biorą początek nasze pragnienia, które chcą być pragnieniami wielkich rzeczy, ale przede wszystkich pragnieniami rzeczy zgodnych z duchem Ewangelii. I ten właśnie duch Ewangelii, Duch Zmartwychwstałego Pana sprawiał – jak widzimy w tym paschalnym czasie – że w uczniach Zmartwychwstałego było prawdziwie jedno serce i ożywiał ich jeden duch. Byli jedno. Jeden duch i jedno serce ożywiały bowiem wszystkich, którzy uwierzyli (…) z wielką też mocą świadczyli więc o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wielka łaska spoczywała na wszystkich. Drugim więc swoistym słowem kluczem, ku któremu zmierza dialog między ja i ty jest bowiem jedność, a to znaczy zdolność bycia dla drugich i z drugimi, bycia ze sobą, razem, bo w sercu każdego człowieka – jak przypomniał nam papież Franciszek w swej encyklice o miłości ludzkiej i Bożej Serca Jezusa Chrystusa – zachodzi paradoksalny związek między dowartościowaniem siebie a otwartością na innych, między bardzo osobistym spotkaniem z samym sobą a darem z siebie dla innych. Człowiek staje się sobą dopiero wtedy, gdy nabywa zdolności rozpoznawania drugiego i spotyka się z drugim, który jest w stanie rozpoznać i zaakceptować własną tożsamość. I jakże to ważne – przyznajmy – nie tylko w naszych wzajemnych, codziennych przecież ludzkich relacjach, ale także w relacjach między narodami. Mówił nam w Wielkanoc papież Leon, że pokój, który przekazuje nam Jezus, nie jest tylko pokojem, który jedynie ucisza oręż, lecz tym, który dotyka i przemienia serce każdego z nas. Swoistym miejscem takiej właśnie przemiany serca była i jest Krzyżowa, jedno z tych umiłowanych miejsce na mapie życia i powołania naszego Drogiego Jubilata i podwaliny, które jako młody jezuita kładł wraz z innymi pod to dzieło przebaczenia i pojednania między Niemcami i Polakami. Z pewnością więc dziś, tutaj i za nie On sam jeszcze raz dziękuje wraz z nami i Bogu i ludziom.
Siostry i Bracia!
Kiedy Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego – czytaliśmy dziś w Ewangelii – pytał uczniów: gdzie kupimy chleba, aby te tłumy się najadły? Skąd chleb? Skąd pomoc? Wszystkie Ewangelie, które przypominają nam to wydarzenie, również dzisiejsza Ewangelia według Świętego Jana, dalekie są od cudowności. Widać w nich strach i lęk uczniów, ich ludzką bezradność i poczucie wstydu, że przecież nie uda się to zrobić. Jest to poza zasięgiem ich własnych sił i możliwości. Wielokrotnie przekracza ich własne zasoby i zdolności. Jezus nie dokonuje jednak na ich oczach paradoksalnie jakiegoś spektakularnego cudu rozmnożenia chleba. On biorąc w swe ręce chleb, łamiąc go i rozdając ludziom sprawia, że i ten tłum, który schodził się do Niego nim się nasycił. Logika daru jest tak różna od naszej – mówił nam papież Franciszek i dodawał, że prawdziwym cudem, znakiem, który uczynił Jezus nie jest więc rozmnażanie, które powoduje sławę i władzę, ale dzielenie się, które powiększa miłość i pozwala Bogu dokonywać cudów. Dzielenie się sobą, swoim czasem, zdolnością do słuchania i przyjmowania, do brania na siebie ludzkich dramatów, do działania, które mimo głębokich zranień niesie pokój i pozwala Bogu działać. To chyba tak trudno jednak po ludzku wyrażalna istota posługi dla skrzywdzonych wykorzystaniem seksualnym w Kościele. Jak tworzyć kulturę otwartą na słuchanie ofiar? Jak słuchać, żeby ujawnianie się nie było kolejną wiktymizacją? Jak być przy tym, kto cierpi! Podstawowa kwestia – mówił kiedyś Ojciec Adam – to: uczyć, uczyć, uczyć, świadczyć, mówić. Nie ma innej drogi – dodawał – żeby dotrzeć do człowieka. Mówienie jest niezbędnym warunkiem, aby postawa odpowiedzialności i słuchania przeważyła nad lękiem i zaprzeczaniem. Skrzywdzeni muszą usłyszeć: chcemy was wysłuchać. Z tej postawy wobec wykorzystanych w Kościele i z gotowości do uczenia: uczyć, uczyć, uczyć – zrodziło się Centrum Ochrony Dziecka. I jak ta kropla, która drąży skałę, kościelną skorupę, jak ziarnko gorczycy, które wsiewa się w ziemię, ma już całkiem spore gałęzie i liście, które swą pracą i posługą w Kościele służą za lekarstwo.
Drogi Jubilacie! Inaugurujemy nasze dziękczynienie modlitwą, dlatego że taki jest porządek w naszych sercach, że Bóg jest na pierwszym miejscu. Kiedyś, nawiązując do świętego Ignacego Loyoli, powiedziałeś, że dobra droga w duchu świętego Ignacego oznacza drogę ku lepszemu, ku większemu dobru. Oznacza, że idąc, powinniśmy stawać się mądrzejszymi, lepszymi, jeszcze bardziej otwartymi na głos Boga i na potrzeby ludzi. Niech Zmartwychwstały będzie na tej drodze dla Ciebie światłem. Niech będzie obrońcą Twego życia. Niech da Ci prawdziwie kosztować Jego słodyczy. Amen.











