Archidiecezjalny Dzień Katechetyczny, 30.08.2025 Gniezno
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej z okazji Archidiecezjalnego Dnia Katechetycznego, 31 sierpnia 2025, katedra gnieźnieńska.
Umiłowani w Panu Siostry i Bracia,
Ubiegłoroczną homilię, głoszoną tutaj, podczas naszego dnia katechetycznego rozpocząłem od przypomnienia, że strach jest naprawdę złym doradcą. Strach bowiem – jak wskazywał nam kiedyś papież Franciszek – zawsze paraliżuje i często sprawia, że podejmujemy błędne decyzje. Strach zniechęca też do podejmowania inicjatyw, bo skłania do uciekania się do rozwiązań bezpiecznych i gwarantowanych. Kontekstem tych słów były – jak wszyscy dobrze wiemy – dochodzące do nas wówczas w ciągu roku informacje o planowanych zmianach ministerialnych w nauczaniu religii w szkole. Były one i są nadal sprawdzianem naszego zaufania Bożej Opatrzności, a z drugiej strony powodem tak zrozumiałego zalęknienia wobec niepewnego jutra. Dziś, z perspektywy roku, możemy jednak powiedzieć, że choć to wyzwanie nie jest mniejsze, jest na pewno bardziej oswojone. Przez ostatnie miesiące wszyscy modliliśmy się o to i pracowaliśmy na to, aby zmiany w szkolnej katechezie uczynić jak najmniej dotkliwymi dla Waszych rodzin, dla Waszych osobistych celów zawodowych i dla całego systemu katechizowania w szkole. Pamiętając o trwającym jubileuszowym Roku Nadziei, zawierzmy te wszystkie nasze trudy i niepewności Panu, i jako pielgrzymi nadziei z odwagą wchodzimy dziś w ten kolejny etap, który jest przed nami. Nadzieja bowiem – jak przypomina nam o tym Rok Święty – jest obecna w sercu każdego człowieka jako pragnienie i oczekiwanie dobra, nawet jeśli nie wie, co przyniesie ze sobą jutro. Przecież – jak wam wskazałem w moim słowie na początek nowego roku szkolnego – wasza katechetyczna obecność w szkołach i parafiach to nie tylko codzienna praca – to wyjątkowa misja, która wpisuje się w serce Kościoła. A zatem, to także znak nadziei, która w obliczu trudności nie wycofuje się i nie dezerteruje. W gruncie rzeczy na tym bowiem polega nadzieja – uczy papież Leon XIV – na świadomości, że nawet jeśli my możemy zawieść, Bóg nie zawodzi nigdy. Nawet jeśli możemy zdradzić, On nie przestaje nas kochać.
Moi Kochani!
Słowo Boże, którego słuchaliśmy, niezwykle obficie umacnia nas łaską nadprzyrodzonej nadziei. Święty Paweł prosi nas, byśmy starali się zachować spokój. Spokój, o jakim mowa w liście do Tesaloniczan, nie wypływa jednak z beztroski lub bezczynności. Nie jest stanem otępienia, wspominania przeszłości lub odwrócenia się plecami od trudnych wyzwań, byleby nie mierzyć się ze stresem. Przeciwnie – zachowanie spokoju, do jakiego zachęca Paweł, wypływa z odwagi, z chęci zmierzenia się z tym, co przynosi życie. Pawłowy spokój, to ufne spojrzenie w przyszłość. Ze spokojem spełniajcie swoje obowiązki i doskonalcie się, mówi nam Apostoł. Może nam teraz przypomnieć się sprawdzona duchowa zasada agere contra, wedle której należy działać przeciwnie do rodzącej się w nas pokusy lub do napotkanej przeszkody. Agere contra! Nie bierność, nie żal, gorycz i rozpamiętywanie, ale odwaga, stałość w działaniu i jeszcze większa kreatywność – do tego zachęca nas dzisiaj pierwsze czytanie. Do tego samego, a więc pełnego nadziei patrzenia w przyszłość wzywa nas również ewangeliczna przypowieść o talentach. Wzywa nas do osobistej odpowiedzialności i takiej wierności, która zdolna jest efektywnie rozwijać i pomnażać to, co otrzymaliśmy, co zostało nam powierzone. Dar jest jednocześnie zadaniem. Nie jest po to, aby z lęku czy gnuśności ukryć go w ziemi. Otrzymane zadanie nie przekracza bowiem możliwości tych, którzy je otrzymali. Domaga się tylko jasnej, odważnej i twórczej odpowiedzi, zdolnej wyjść naprzeciw oczekiwaniom. Przypowieść nie mówi nam wprost o oczekiwaniach właściciela. Wydaje się, jakby nie chciał ich w jakikolwiek sposób innym narzucać. Słudzy, znając go jednak bardzo dobrze, wiedzą, czego od nich oczekuje i po co właśnie im powierza swój majątek. Nie chodzi tylko o zachowanie tego, co dostali, ale o pomnożenie. Chodzi o ich własne zaangażowanie na rzecz dobra, które otrzymali. Chodzi o świadomą odpowiedź. Chodzi o podjęcie odpowiedzialności za to, co dostali. Dlaczego ten, który zawiódł, nie sprostał tym, dość przecież oczywistym oczekiwaniom? Dlaczego się pomylił? Czy się tylko pomylił? Dlaczego zbłądził? Wydaje się, że i on, podobnie do pozostałych, znał dobrze właściciela. Sam mu o tym przypomina. Brak swej odpowiedzi tłumaczy lękiem i strachem. To one go właśnie sparaliżowały. Schronił się więc w gwarantowanych i bezpiecznych schematach działania. One miały dać mu jakieś poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Nie chciał ryzykować. Czyżby sądził, że być może coś trzeba będzie jednak stracić? Tak więc otrzymany dar stał się dla niego przekleństwem, które doprowadziło go do wyrzucenia na zewnątrz, w ciemności. Rozpoczynający się rok szkolny to nie czas, aby zakopywać swoje talenty. To raczej moment, aby ufnie, w poczuciu odpowiedzialności i obowiązku, służyć swoimi kompetencjami i pomnażać dobro, które mamy w sobie.
Moi Drodzy!
Papież Leon od pierwszych chwil po wyborze na Stolicę Piotrową przekazuje nam orędzie pokoju. Jak sam mówił, jego życzeniem było, by pozdrowienie pokoju najpierw dotarło do naszych serc. To bowiem nasze serca jako pierwsze muszą być na nowo ożywione pokojem. Serce pełne pokoju i nadziei jest gotowe dzielić się ufnością w Panu najpierw ze swoimi najbliższymi, następnie ze współpracownikami i podopiecznymi, a w efekcie ze wszystkimi napotykanymi ludźmi. Co znamienne, papież Leon podkreśla, że pokój płynący od Chrystusa jest rozbrojony i rozbrajający. Rozbrojony, czy może nieuzbrojony, ponieważ nie stoi za nim żaden miecz zmuszający do przyjęcia go. Nie można go nikomu siłą narzucić. Można jednie i trzeba cierpliwie i wytrwale proponować, to znaczy ukazywać szczęście tych, którzy mają serca pełne pokoju. Prawdziwy pokój to coś więcej niż uczucie spokoju. To nie tani optymizm, który zachęcałby do ucieczki od rzeczywistości i realizmu życia. To raczej doświadczenie wewnętrznego światła, które rodzi się z żywej wiary, z obecności Boga, dzięki któremu właśnie można dostrzec sens także pośród przeciwieństw i pojawiających się trudności. Pokój Chrystusowy – jak mówi nam jeszcze papież Leon – jest też rozbrajający, bowiem ma moc przedostania się przez twardą skorupę wzajemnych uprzedzeń, nieufności i chęci odgrodzenia się wysokim murem od tego, co mnie uwiera i co jest mi obce. Jest to więc dar aktywny – jak tłumaczy jeszcze papież Leon – absorbujący, który dotyczy i angażuje każdego z nas i który wymaga przede wszystkim pracy nad sobą. Pokój buduje się w sercu i zaczyna od serca, wykorzeniając pychę i roszczenia oraz ważąc słowa, ponieważ można ranić i zabijać, nie tylko bronią, ale i językiem.
Siostry i Bracia!
W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć dziś również i jeszcze raz was wszystkich jak najserdeczniej zaprosić na rozpoczynający się niebawem, w dniach od 11 do 14 września br. XII Zjazd Gnieźnieński: Odwaga pokoju. Chrześcijanie razem dla przyszłości Europy. Po raz kolejny widzimy, jak przyszłość i odwaga idą ze sobą w parze. To właśnie z nich rodzi się i w nich odradza się nadzieja. Ona nam mówi, że i nasza przyszłość nie musi być znaczona podziałami, nienawiścią i śmiercią, ale ma szansę, by rozkwitać przebaczeniem, pojednaniem i pokojem. Są to życiodajne źródła. Wszystkim Wam, Moi Drodzy, życzę więc i o to się modlę, spokojnego roku pracy i formacji. A jeśli już na początku macie poczucie, że będzie to rok trudny – szczególnie, jeśli macie takie poczucie! – nie bójcie się. Bóg jest naprawdę większy od naszych lęków i niepokojów. Jeszcze więc raz za świętym Pawłem powtarzam: abyście coraz bardziej się doskonalili i starali zachować spokój, spełniając własne obowiązki. Pamiętajmy, że Pan czuwa nad nami, a Duch Święty nieustannie przychodzi z potrzebnymi nam darami! Amen.











