83. rocznica męczeństwa bł. Michała Kozala, 26.01.2026 Słupca
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
83. rocznica męczeństwa bł. Michała Kozala
30. rocznica istnienia parafii oraz 20. rocznica konsekracji kościoła parafialnego
26 stycznia 2026
kościół pw. bł. Michała Kozala w Słupcy
Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!
W męczeńskiej drodze naszego błogosławionego biskupa Michała Kozala Słupca ma niewątpliwie również swoje własne miejsce. Rozpoczęta we Włocławku 7 listopada 1939 roku aresztowaniem przez hitlerowców wraz z dwudziestu jeden kapłanami i dwudziestoma dwoma klerykami włocławskiego seminarium duchownego, kilkuletnia kalwaria błogosławionego Biskupa Męczennika wiodła przez więzienia najpierw we Włocławku, a potem w pobliskim Lądzie. To tam, w styczniu 1940 roku biskup Michał Kozal wraz z aresztowanymi alumnami i kapłanami, został przywieziony z Włocławka, a droga do Lądu prowadziła przez Słupcę. Po latach zaś, w 1996 roku, powrócił tutaj już jako błogosławiony Patron waszej parafialnej wspólnoty. Dziś, dokładnie w osiemdziesiątą trzecią rocznicę Jego męczeńskiej śmierci, jeszcze raz pragniecie przyjąć Go niejako ponownie we wprowadzanych uroczyście do tej świątyni relikwiach drugiego stopnia, a więc rzeczach, które miały bezpośredni kontakt z Błogosławionym, aby jeszcze raz przemówił On do nas przez to – jak sam kiedyś nazwał – świadczenie krwią męczeńską. Wskazując w jednym ze swych kazań ludziom młodym, że prześladowanie i męczeństwo są nieodłączną cechą Kościoła, prosił ich wówczas, aby sami pamiętali, że ani Boga, ani ojczyzny, ni ludzi prawdziwie przecież kochać nie można bez ofiar, bez poświęcenia. Dałby Bóg – mówił wówczas młodym biskup Michał – żeby nie było ono krwawe, ale bezkrwawe prześladowanie was na pewno czeka, a może już dziś spotyka. On sam – jak zauważył z kolei w czasie beatyfikacji Jan Paweł II – więziony i zesłany do obozu koncentracyjnego w Dachau. Jeden z tysięcy. Tam umęczony (…) (jest) jeszcze jednym wśród tych, w których okazała się Chrystusowa władza „w niebie i na ziemi”. Władza miłości – przeciw obłędowi przemocy, zniszczenia, pogardy i nienawiści. Władza miłości!
Drodzy Siostry i Bracia!
Wbrew pozorom nie jest dziś łatwo mówić o męczeństwie. Można je bowiem niekiedy tak szybko pomylić z samym bohaterstwem, z odwagą, która nie cofa się przed koniecznymi w życiu ofiarami. Można w nim widzieć jedynie pewną formę protestu przeciw dziejącej się krzywdzie czy niesprawiedliwości. Można, mówiąc o męczeństwie, skupić się jedynie na samych zewnętrznych okolicznościach tego, co się stało, co się wydarzyło i w jego imię próbować jeszcze raz nade wszystko głośno wykrzyczeć i przypomnieć o okrucieństwie tych, którzy wówczas mordowali, którzy dokonywali na niewinnych ludziach tych straszliwych mordów. Warto więc może za papieżem Franciszkiem zauważyć, że to wierność wobec stylu Jezusa – stylu nadziei – aż do śmierci, będzie nazwana przez chrześcijan bardzo pięknie: męczeństwo, co oznacza świadectwo. Było wiele innych możliwości – tłumaczył w jednej ze swych katechez o nadziei papież Franciszek – oferowanych przez słownik: można to było nazwać heroizmem, wyrzeczeniem czy poświęceniem się. Ale już pierwsi chrześcijanie nazwali to imieniem, które ma zapach bycia uczniem. Męczennicy nie żyją dla siebie, nie zmagają się, by potwierdzić swoje idee i godzą się, że trzeba umrzeć jedynie ze względu na wierność Ewangelii. Męczeństwo nie jest nawet najwznioślejszym ideałem życia chrześcijańskiego, ponieważ przewyższa je miłość, to znaczy miłość do Boga i do bliźniego. Czasem, czytając historie wielu męczenników dnia wczorajszego i dzisiejszego, którzy są liczniejsi niż męczennicy pierwszych wieków – jesteśmy zdumieni w obliczu męstwa, z jakim stawali w obliczu próby. To męstwo jest znakiem wielkiej nadziei, jaka ich ożywiała: nadziei pewnej, że nikt i nic nie może ich oddzielić od miłości Boga, danej nam w Jezusie Chrystusie. Nie o żadne idee więc tutaj chodzi. Nie o samą wierność własnym ideałom czy przekonaniom aż do końca. Nie o wytrwałość i bohaterskie znoszenie trudów i cierpień. Chodzi o miłość do Boga i do człowieka. Chodzi o to – jak nam dziś przypomniał święty Paweł – że we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I dlatego – jak napisał Apostoł Narodów – jestem pewien (…), że rzeczywiście nie zdoła nas nic odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!
Męczeństwo ma więc zapach bycia uczniem. Męczeństwo to świadectwo dawane Chrystusowi. Ale piękno Jezusa i tych, którzy żyją tak jak On – uczy nas papież Leon XIV – to jest również piękno odrzucone: właśnie jego przyciągająca siła od samego początku wywołuje reakcję. Jezus w dzisiejszej Ewangelii wskazuje nam wyraźnie i jasno na nienawiść, którą świat żywił względem Niego i którą będzie żywił do Jego uczniów. Świat ma swoje metody działania. Świat ma swoje sposoby przemiany i wpływania na ludzi. Niektóre z nich są takie, o jakich słyszeliśmy – nawet nienawiść i przemoc, nawet prześladowania. Ci bowiem którzy wybrali bezbronną drogę Jezusa i męczenników – mówił papież Leon – są często wyśmiewani, wykluczani z publicznej debaty i nierzadko oskarżani o sprzyjanie przeciwnikom i wrogom. Chrześcijanin nie ma jednak wrogów, ma braci i siostry, którzy pozostają nimi nawet wtedy, gdy się nie rozumieją. Męczeństwo oznacza świadectwo. Nie jest to jednak świadectwo idące po linii tego świata, tego, co ten świat kocha, w czym upatruje swoją własną siłę i swoje zwycięstwo, czym się posługuje dla osiągniecia swych własnych celów. Dlatego gdybyście byli ze świata – jak mówił do swych uczniów Jezus – gdybyście więc posługiwali się tymi samymi metodami, którymi posługuje się ten świat, gdybyście się opowiadali za tym tylko, co jest na tym świecie i na tym świecie się liczy, gdybyście żyli według tego, świat by was niewątpliwie miłował, świat by was kochał jako swoich, a więc jako tych, którzy myślą i żyją zgodnie z jego duchem. Papież Franciszek często przestrzegając nas przed taką właśnie postawą mówił, że z byciem uczniem Jezusa nie jest do pogodzenia światowość. Światowość – tłumaczył – to dziś pewna kultura: to kultura ulotności, kultura pokazywania się, makijażu, kultura, która mówi: dzisiaj tak, jutro nie, jutro tak, a dzisiaj nie. To kultura, która nie zna wierności, ponieważ się zmienia w zależności od okoliczności, wszystko negocjuje. To jest kultura jednorazowego użytku, w zależności od tego, co lepiej się opłaca. To jest kultura bez wierności, nie ma korzeni. Jest ona jak kameleon, zmienia się, przychodzi i znika w zależności od okoliczności. Światowość to pewna propozycja takiego właśnie życia. Męczeństwo, a więc świadectwo uczniów Jezusa jest antidotum na taką propozycję. To ono wyzwala. To ono nie pozwala, by biernie ulec temu, co przychodzi. To ono przypomina, – jak mówił dziś Jezusa – że sługa nie jest większy od swego pana. To ono ukazuje, że ostatecznie zwycięska jest właśnie tylko owa władza miłości – przeciw obłędowi przemocy, zniszczenia, pogardy i nienawiści.
Drodzy Siostry i Bracia!
Mówił kiedyś błogosławiony biskup Michał Kozal, że jak świat nie zwyciężył Chrystusa, bo On zwyciężony być nie może, tak też nie zniszczy również chrześcijaństwa ani też nad żadną prawdziwie chrześcijańską duszą rzeczywistego triumfu nie odniesie. Świadectwo męczenników mówi nam jednak, że tak naprawdę zagrożeniem nie jest dla nas to, co przychodzi z zewnątrz, ale nasza wewnętrzna słabość, a więc to, że tak łatwo ulegamy temu, co przynosi ze sobą świat. Pokusa jest bowiem wciąż wielka. Czyżbyśmy mieli mieć jednak tak mało odwagi – pytał kiedyś Błogosławiony Męczennik – czyżbyśmy byli dziś tak bardzo ospali i gnuśni? Niech więc świadectwo Jego wierności Chrystusowi przywróci dziś i nam tę wewnętrzną siłę, niech nas umocni i doda nam odwagi. Amen.











