61. Ogólnopolska Konferencja Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych, Brenna 3.09.2025
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona w podczas 61. Ogólnopolskiej Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych, 3 września 2025, wspomnienie św. Grzegorza Wielkiego, Brenna.
Drodzy Bracia i Siostry,
Dziś wspominamy w liturgii świętego papieża Grzegorza Wielkiego. Wszyscy wiemy, że jest on Autorem – jak to określa choćby ks. profesor Marek Starowieyski – jednego z najważniejszych utworów dotyczących kapłaństwa powstałych w okresie patrystycznym, a mianowicie Księgi reguły pasterskiej. Choć sama koncepcja tego dzieła – jak utrzymuje m.in. także wspomniany patrolog – powstała prawdopodobnie jeszcze w czasie pobytu Grzegorza w klasztorze, a sama księga została napisana w pierwszych miesiącach jego pontyfikatu, to jednak spotykamy w niej rzeczywiście naukę mądrego nauczyciela i doświadczonego duszpasterza. Księga reguły pasterskiej składa się z czterech części. Pierwsza poświęcona jest przygotowaniu do kapłaństwa i dojściu doń. Druga – świadectwu życia kapłańskiego. Trzecia stanowi odpowiedź na pytanie, jak należy nauczać poszczególne grupy ludzi. Czwarta natomiast jest właśnie swoistym wezwaniem do troski o samego siebie. Naprowadza nas na jej treść już postawione w samym tytule pytanie: w jaki sposób nauczyciel, który wszystko wykonał należycie, ma powrócić do siebie, aby ani jego życie, ani nauczanie nie napełniło go pychą. Czwarta cześć Księgi reguły pasterskiej świętego Grzegorza Wielkiego, choć rzeczywiście najkrótsza, bo zaledwie spisana na kilku stronach, dotyczy więc wprost – mówiąc współczesnym językiem – formacji stałej. Konieczne jest bowiem – jak czytamy – aby nauczyciel sam sobie zadał jakby ukłucie strachem, by uzdrawiając innych i pielęgnując ich rany, sam nie nabrzmiewał pychą, zaniedbując swe zdrowie; by pomagając innym nie opuścił siebie; by podnosząc innych, sam nie upadł (…) Zdarza się, że dusza tego, który dobrze czyni, przestaje pilnie i z obawą uważać na siebie i spoczywa bezpiecznie w swej ufności (…) Dusza wynosi się, ufając swej piękności (…) Ale właśnie ta ufność doprowadza ją do nierządu, gdy bowiem uwiedzioną duszę oszukują własne myśli, to złośliwe duchy ją niszczą, prowadząc przez niezliczone błędy. Trzeba więc powrócić do siebie. Trzeba – mówiąc jeszcze raz Grzegorzem Wielkim – zadbać o swe zdrowie. Trzeba pilnie i z obawą uważać na samego siebie, by podnosząc innych, samemu nie upaść. Trzeba więc pracy nad sobą. Trzeba stałej formacji. Nie pozwól, aby serce twoje unosiło się pychą z powodu tego, co widzisz – przypomina i wskazuje kapłanom, biskupom i prezbiterom święty papież Grzegorz Wielki – zdaj sobie z uwagą sprawę, kim jesteś, abyś przenikając rzeczy najwyższe pamiętał, że jesteś człowiekiem, a ilekroć będziesz porwany ponad siebie, abyś wędzidłem własnej słabości został do siebie przywołany.
Moi Drodzy!
Tegoroczne wasze spotkanie – jak rozumiem – nie tyle poświęcone jest jednak samej formacji stałej, ale poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób w czasie formacji seminaryjnej przygotować kandydatów do kapłaństwa do formacji stałej, a więc w jaki sposób – jak nam to wskazywała ostatnia część grzegorzowej Reguły pasterskiej – przyszły ksiądz już dziś powinien myśleć o sobie i nauczyć się, by dbać o swe zdrowie i pilnie uważać na samego siebie. W czasie naszego marcowego Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski w naszej pracy w grupach i my zastanawialiśmy się m.in. nad tym, jak więc zapewnić ciągłość między formacją seminaryjną i stałą. Co jest tutaj najważniejsze? Co stanowi podstawę naszej troski i takiego działania? Wśród przedstawionych nam wniosków z tej pracy w grupach usłyszeliśmy na forum m.in. taki postulat, aby kształtować w seminarium postawę odpowiedzialności za własny rozwój, szeroko pojętą autoformację. Ukazywać jej konieczność, tworzyć impulsy do rozwoju formacji stałej, wychowywać seminarzystów w przekonaniu, że formacja trwa naprawdę całe życie. Jak to jednak robić? W jaki sposób kształtować taką właśnie postawę w czasie seminaryjnej formacji? Papież Leon XIV podczas minionego jubileuszowego spotkania z klerykami i osobami duchownymi wskazywał, że podstawowym doświadczeniem powinno być tutaj doświadczenie przyjaźni z Jezusem. Jest to doświadczenie – jak mówił wówczas papież – które powinno się nieustannie pogłębiać także po święceniach i obejmować wszystkie aspekty życia. Chodzi bowiem – jak to nazwał dalej papież Leon – o umiejętność rozpoznawania poruszeń serca. Chodzi o głębokie uczucia, które pomagają odkryć kierunek życia. Zdolność poznania swego serca – jak wskazywał – doprowadzi do bycia autentycznym i pozbycia się masek. Wpatrując się w Jezusa nauczycie się także opisywać smutek, strach, niepokój i oburzenie – wszystko to w relacji z Bogiem. Kryzysy, ograniczenia, słabości nie są do ukrywania – mówił papież Leon – są okazją do łaski i paschalnego doświadczenia. Ewangelia, której wysłuchaliśmy, daje i nam dziś okazję wpatrzenia się właśnie w Jezusa. Przed nami – jak to nazwał trafnie jeden z komentatorów tego fragmentu Łukaszowej Ewangelii – dzień z Jezusem w Kafarnaum. Czego i nas może więc dziś nauczyć ten dzień? O czym i nam może przypomnieć? Co może nam ukazać? Jezus przychodzi do domu Szymona i swoim słowem uzdrawia teściową Szymona. W odróżnieniu od Mateusza i Marka, którzy w swych Ewangeliach mówią nam, że Jezus ujął ją za rękę, a wtedy gorączka ją opuściła, Ewangelista Łukasz przedstawia nam, że Jezus stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce i opuściła ją. Nie dotyk więc, lecz słowo uzdrawia. Jezus uzdrawia teściową Szymona słowem. To bardzo szczególna moc Jego słowa. Ludzie, widząc uzdrowienia, byli zdumieni słowem Jezusa. Mówili: co to za słowo z mocą! O jakości więc naszego spotkania z Jezusem decyduje przede wszystkim to, na ile potrafimy Jego słowo przyjąć. Na ile potrafimy temu słowu zawierzyć, na ile otworzyć się na to słowo i na jego uzdrawiającą moc, na ile słowem Jezus żyjemy. Nauczyć więc powracania do słowa Jezusa. Ono ma moc kształtować nas i nasze życie. Słuchamy więc nie kogokolwiek, ale Jezusa. Słuchamy nie czegokolwiek, ale Jezusa. Pamiętamy, jak na spotkaniu z kapłanami, siostrami zakonnymi i klerykami w Krakowie papież Franciszek prosił nas, abyśmy byli żyjącymi pisarzami Ewangelii. Ewangelia bowiem, to przecież, żywa księga Bożego miłosierdzia, którą trzeba nieustanie czytać i odczytywać na nowo, księga otwarta, do której pisania jesteśmy powołani – tym samym stylem, to znaczy wypełniając dzieła miłosierdzia.
Moi Drodzy!
Moc słowa Jezusa ukazana jest – jak widzimy w dzisiejszej Ewangelii – nie tylko na tle licznych uzdrowień, które dokonywał. Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. W ten sposób święty Łukasz mówi nam o modlitwie. Jezus odszedł, aby się modlić. Uprzywilejowaną drogą do wnętrza – mówił na spotkaniu jubileuszowym z kapłanami i klerykami papież Leon XIV – jest modlitwa. W epoce nadmiernego połączenia cyfrowego – wskazywał – coraz trudniej jest doświadczyć ciszy i samotności. Bez spotkania z Nim nie możemy jednak tak naprawdę poznać siebie. Wychowywać do stałej formacji, to wychowywać do modlitwy. W ten sposób – jak nam przypomniał w Krakowie papież Franciszek – poszukuje się Boga w takiej modlitwie, która byłaby przejrzysta i nie zapominała o wyznaniu i zawierzeniu bied, trudów i przeciwieństw. Jezus na modlitwie i nasze wpatrywanie się w Niego, w Jego relację do Ojca, w Jego pełne miłości posłuszeństwo woli Ojca. To jeszcze ostanie przypomnienie dzisiejszej Ewangelii i myślę, że także bardzo konkretna wskazówka, podpowiedź do kształtowania, do przygotowania seminarzystów do stałej formacji. Tłumom, które chciały zatrzymać Jezusa dla siebie, odpowiada: muszę głosić Dobrą Nowinę także innym miastom, bo po to zostałem posłany. Zrozumieć i przyjąć, że jest się posłanym. Z tego rodzić się będzie duch służby i dyspozycyjność. Ten, kto postanowił upodobnić całe swoje życie do Jezusa, nie wybiera swoich własnych miejsc, ale idzie tam, gdzie jest posłany (…) W ten sposób unika sytuacji samozadowolenia, które postawiłyby go w centrum (…) nie marnuje czasu na planowanie bezpiecznej i zasobnej przyszłości. Nie jest to łatwa i prosta postawa, zwłaszcza dziś, w świecie, w którym podstawową zasadą jest realizacji swoich zamierzeń i celów. Miejcie styl i uczcie się stylu gościnności i bliskości, szczerej i bezinteresownej służby – mówił w czasie jubileuszu papież Leon XIV – pozwalając Duchowi Świętemu namaścić wasze człowieczeństwo jeszcze przed święceniami. Bez tego Ducha i bez posłuszeństwa temu Duchowi, który ma prowadzić, trudno będzie nie tylko przekonywać do stałej formacji, ale także widzieć, że wszystkie życiowe doświadczenia są tak naprawdę rzeczywiście okazją do łaski i paschalnego doświadczenia. To piękne – mówił kiedyś papież Leon – że patrząc na nasze powołanie, na powierzone nam rzeczywistości i osoby, na obowiązki, które podejmujemy, na naszą posługę w Kościele, każdy z nas może z ufnością powiedzieć: chociaż jestem kruchy, Pan nie wstydzi się mojego człowieczeństwa, przeciwnie – przychodzi, aby zamieszkać we mnie. Towarzyszy mi swoim Duchem, oświeca mnie i czyni mnie narzędziem swojej miłości wobec innych.











