405. Zebranie Plenarne KEP, 9.06.2026 Łomża
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. podczas 405. Zebrania Plenarnego KEP
9 czerwca 2026
kościół pw. Krzyża Świętego Łomża
Umiłowani w Chrystusie Panu,
Świętując w tych dniach stulecie diecezji łomżyńskiej przychodzimy dziś do tej świątyni pod wezwaniem Krzyża Świętego, która została pobudowana jako wotum wdzięczności za 1000 lat chrześcijaństwa na tej ziemi. Historia wiary ludzi, którzy tutaj, w tej części Mazowsza i Podlasia, uwierzyli w Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, sięga swymi początkami misji ewangelizacyjnej świętego Brunona z Kwerfurtu. W pamiętnym roku Millenium Chrztu Polski, dziękując za to dziedzictwo wiary, na zakończenie obchodów jubileuszowych, właśnie tutaj, w Łomży, błogosławiony Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Tysiąclecia podkreślał, że to świętemu Brunonowi zawdzięczamy, że ta ziemia już bardzo wcześnie została ogarnięta miłującymi ramionami Kościoła i dochowuje wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, z tak przedziwną stałością i zapałem, iż można o niej w całej Polsce mówić jako o ziemi najbardziej religijnie żywej i gorliwej. Wspominając zaś w Gnieźnie, w czasie swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny początki chrześcijaństwa w Polsce, święty Jan Paweł II wskazywał, że kiedy pierwszy historyczny władca Polski zamierzał wprowadzić do Polski chrześcijaństwo i związać się ze Stolicą Świętego Piotra, zwrócił się przede wszystkim do pobratymców (…) a wraz z tym – jak mówił nam wtedy w Gnieźnie, na Wzgórzu Lecha papież – zaczęli przybywać do Ojczyzny misjonarze pochodzący z różnych narodów Europy (…) jak święty biskup-męczennik Bruno z Kwerfurtu. Apostoł Rusi i Pomorza, Patron Warmii był bowiem – jak wskazują historycy – jednym z tych pierwszych duchownych, którzy włączyli się w dzieło chrystianizacji środkowej i wschodniej Europy, wierząc w siłę ewangelizacji za pomocą Słowa, a nie miecza. W ten sposób jego męczeńska śmierć – wraz z męczeńską śmiercią świętego Wojciecha i Pięciu Braci Męczenników – wpisała się na trwałe w dzieje chrystianizacji Polski. To na jego męczeńskiej krwi wyrastały tutaj, na tej ziemi ziarna wiary w Tego, który – jak głosił nam dziś święty Jan – nie przyszedł na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. On bowiem, wywyższony na krzyżu, wciąż nam wszystkim przypomina, że nikt tak jak męczennicy nie zgłębili tajemnicy Jego krzyża. W ich życiu bowiem – jak uczył nas jeszcze święty Jan Paweł II – tajemnica Krzyża i jego moc objawiły się w sposób szczególnie czytelny dla każdego człowieka.
Drodzy Siostry i Bracia!
Słowo Boże, którego wysłuchaliśmy, przypomina nam z całą mocą w czym zawiera się to objawienie tajemnicy Krzyża i jego mocy. Wiemy, że krzyż Chrystusa jest odpowiedzią Boga na zło i ludzki grzech, na nasz grzech. Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu. To bowiem na tym drzewie – jak nam wyjaśniał papież Franciszek – Jezus dosłownie wziął na siebie nasz grzech i zło świata, i zwyciężył je miłością. Krzyż Chrystusa wciąż nas bowiem przekonuje, że miłość Boga do człowieka jest większa niż nasza ludzka niewierność i nasz grzech. On rzeczywiście – jak przypomniał nam ostatnio papież Leon XIV – ofiaruje się na krzyżu jako ukojenie dla ludzkości, podczas gdy inni chwytają za miecze i kije. Warto może, w obliczu Krzyża, zastanowić się trochę nad samym sposobem odpowiedzi Boga na zło i grzech człowieka i świata. Warto postawić sobie pytanie: dlaczego krzyż? Warto pytać, czemu odpowiedzią Boga na nasz grzech i na zło świata nie jest wyniszczenie i unicestwienie? Dlaczego właśnie w ten sposób objawia się Jego moc i wszechmoc? On bowiem – jak słyszymy – w Jezusie Chrystusie uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej. Bóg nie przyjmuje ludzkich kategorii odpłaty za doznane zło. Nie wchodzi w logikę odwetu. Nie kieruje się za doznaną ze strony człowieka niegodziwość zemstą. Nie chwyta za broń i nie broni siebie. Sam też nie unicestwia, nie unieważnia w jakiś magiczny sposób ludzkiej podłości i zła w świecie. Mówił kiedyś papież Franciszek, że tak wtedy, jak i teraz, w wielkiej walce duchowej, która wpisana jest w nasze ludzkie dzieje (…) jadowite węże nie znikają, one wciąż są obecne, czyhają, zawsze mogą ukąsić. Zła nie da się usunąć z naszego życia, także z życia Kościoła, żadnymi zaklęciami czy zaprzeczając mu. Nie zniknie ono, gdy przestaniemy jedynie o nim mówić, gdy usuniemy je w niepamięć, gdy wyprzemy je z naszej ludzkiej świadomości, gdy o nim zapomnimy i będziemy jedynie milczeć. Obecność Boga w Jezusie Chrystusie, obecność Ukrzyżowanego, Krzyża i Ewangelii, obecność Boga wywyższonego na krzyżu jest dla nas zawsze gwarancją, jest jedyną pewnością, jest jedyną mocą i źródłem prawdziwiej nadziei, że zło zostaje zwyciężone, że nie ma już żadnej mocy nad nami, że możemy żyć. Jezus wyniesiony na palu krzyża – jak wskazywał papież Franciszek – nie pozwala, aby atakujące nas jadowite węże doprowadziły nas do śmierci. Każdy więc, kto na Niego patrzy, zostaje przy życiu. Każdy, kto jak patrzący na Niego wówczas, w godzinie Jego męki i śmierci pod krzyżem setnik, będzie wołał i wyznawał z wiarą, że za ludzki grzech ponosi śmierć, że za grzech umiera nie tylko niewinny i sprawiedliwy człowiek, ale prawdziwie Syn Boży, będzie, mimo ukąszenia złem i grzechem, nadal żył. Spojrzenie na krzyż jest zawsze związane również z przyznaniem się do grzechu. Spojrzenie na krzyż pozwala nam uznać nasz grzech. Człowiek ukąszony przez węża ma bowiem w życiu tak naprawdę zawsze dwie możliwości. Może ukąszony, w samotności powoli umierać, czując jak jego zainfekowany organizm niszczeje, zaczyna tracić życie. Może zatem czekać na nieuchronną śmierć. Nie przyznając się do ukąszenia, do grzechu, lekceważąc i bagatelizując go czy nawet wprost jawnie mu zaprzeczając, po prostu nieuchronnie zginie. I tak było wówczas – jak słyszeliśmy – gdy węże o jadzie palącym kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła, i tak będzie zawsze w historii świata i człowieka. Ale może też po ukąszeniu jak najszybciej szukać ratunku. Gdy bowiem odważnie przyzna się, że został ukąszony, gdy nie zakryje swego zła i grzechu, gdy patrząc na krzyż pojmie – jak mówił nam papież Leon – że Jezus Chrystus był obarczony naszymi cierpieniami i przebity za nasze grzechy, że objawił nam prawdziwe oblicze Boga, który zamiast ocalić samego siebie, pozwolił się przybić do krzyża, wtedy zostanie ocalony, wtedy będzie żył. Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście – mówi nam Autor Księga Powtórzonego Prawa – wybierajcie więc, wybierajcie życie, abyście żyli, miłując Boga, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego, bo tu jest twoje życie.
Umiłowani, Siostry i Bracia!
Przeszło tysiąc lat temu, w przepowiadaniu Ewangelii i w męczeńskiej śmierci świętego Brunona z Kwerfurtu, na tej ziemi objawiła się tajemnica Krzyża i jego moc. Była one źródłem nadziei. Była źródłem nowego życia. Była wezwaniem, by iść z Jezusem ku przyszłości. Wielkich więc dzieł Boga nie zapominajmy! Nie chodzi nam przecież tylko o zwykły optymizm – jak przestrzegał nas niejednokrotnie papież Franciszek – chodzi natomiast o tę mocną nadzieję, o pewność wiary zakorzenioną w Jezusie Chrystusie, Ukrzyżowanym, który umarł i zmartwychwstał. Chodzi o prawdziwą siłę, która podtrzymuje drogę naszego życia, nawet gdy jest ona wciąż tak kręta i męcząca; otwiera przed nami drogi przyszłości, gdy nasz strach, rezygnacja i pesymizm chciałyby nas uczynić więźniami; sprawia, że widzimy możliwe dobro, gdy zło wydaje się przeważać; napełnia nas pogodą ducha, gdy serce jest obciążone lękiem przed porażką i zranione grzechem; sprawia, że marzymy o nowym życiu, że nie zapominamy o życiu wolnym od zła i grzechu i dodaje nam odwagi, gdy się nam wydaje, że nie jest to wszystko warte naszego trudu i zachodu. Wędrówka ocalonych przez Boga przy życiu Izrealitów, rozpoczęła się na nowo. Poszli dalej umocnieni tym, co się zdarzyło. Przekonali się bowiem, że choć ich serce nie było Mu wierne, a oni tak chwiejni i niestali, Bóg odpuszczał im winę i nie zatracał. Być może jednak nauczyli się już trochę, że choć nie raz przyjdzie im w dalszej drodze doświadczać własnych słabości, choć będą jeszcze niejednokrotnie szemrać przeciw Bogu, a nawet wystawiać Go na próbę, to skrucha serca i odważne przyznanie się przed Nim do zła, stanie się źródłem łaski, przebaczenia i mocy, która będzie ich prowadzić dalej. Być może ma więc rację papież Franciszek, gdy w swym komentarzu do tych wydarzeń na zakończenie zachęca i nas, abyśmy teraz my przyjrzeli się bliżej wydarzeniom w naszej osobistej i wspólnotowej historii, kiedy i nam brakowało zaufania do Pana i do siebie nawzajem. Nasza bowiem wspólna droga, także przez te minione tysiąclecie wiary, domaga się nie tylko wdzięczności i dziękczynienia za wszystko, czym Bóg nas w tej drodze obdarzył, ale również ufnego spojrzenia na Chrystusowy Krzyż, z taką odwagą, która pomoże i nam uznać naszą niewierność i grzech, a przyznając się do nich, zobaczyć nadzieję w Tym, który przyszedł pośród nas po to, aby nas zbawić. Amen.











