35-lecia Fundacji „Szansa – Jesteśmy Razem”, 16.06.2026 Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
35-lecia Fundacji „Szansa – Jesteśmy Razem”
Regionalna Konferencja REHA FOR THE BLIND
16 czerwca 2026
katedra gnieźnieńska

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

Człowiek, który kocha niewątpliwie widzi już więcej. Dostrzega bowiem nie tylko to, co jedynie widoczne na zewnątrz, co można jakoś dotknąć i wyczuć, czego można w takim czy innym kontakcie doświadczyć, ale nade wszystko patrzy w serce. W ten sposób – jak uczył nas już w swej encyklice o miłości chrześcijańskiej papież Benedykt XVI – staje się możliwa taka właśnie miłość bliźniego, dzięki której kocham w Bogu i z Bogiem również innego człowieka, którego w danym momencie może nawet nie znam lub do którego nie czuję sympatii. Właśnie wtedy bowiem – jak opisywał nam taką sytuację papież – uczę się patrzeć na inną osobę nie tylko jedynie moimi własnymi oczyma i poprzez moje własne uczucia, ale również z perspektywy Jezusa Chrystusa. Patrzę więc oczyma Chrystusa i mogę dać drugiemu o wiele więcej niż to, czego konieczność widać na zewnątrz: spojrzenie miłości, którego potrzebuje. Widzieć więc więcej, to znaczy dotrzeć do wnętrza, do serca, do tego, co zakryte, czego nie widać na zewnątrz, co nam się tylko w taki czy inny sposób jawi i przedstawia. Słyszymy, że w takim spojrzeniu potrzeba nam jednak samej perspektywy Jezusa Chrystusa, potrzeba, abyśmy patrzyli na drugich nie tylko i nie jedynie przez nasze własne emocje i uczucia, przez to, co sami przeżywamy, ale oczami Chrystusa. I właśnie do takiego patrzenia zachęca nas dzisiejsza Ewangelia, której tutaj wspólnie wysłuchaliśmy. Zachęca nas w tym dniu, w którym jesteśmy tutaj, w naszej Bazylice Prymasowskiej razem, aby dziękować Bogu za 35-lat pracy i posługi Fundacji Szansa – Jesteśmy razem i aby odkrywać, że właśnie bycie razem, a więc konkretna bliskość i obecność osób niewidomych i słabowidzących oraz ich bliskich pomaga nam wszystkim zwracać większą uwagę na cierpienie i potrzeby innych, czyniąc nas – jak nam wskazywał papież Franciszek – wystarczająco silnymi, by uczestniczyć w zbawczym dziele Jezusa Chrystusa, jako narzędzia Jego miłości. Do tego właśnie zaproszeni jesteśmy przecież wszyscy, a w szczególny sposób, w pierwszej linii i w pierwszym rzędzie wszyscy, którzy tworzą środowisko naszej gnieźnieńskiej Wszyscy bowiem – jak nam przypomniał w czasie swej ostatniej podróży do Hiszpanii papież Leon XIV – jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do zadania uobecniania miłości Boga do każdego mężczyzny i każdej kobiety w konkretnej tkance historii. Podejmowane zaś przez nas działania wciąż nam przypominają, że ponad wszystko, co czynimy, zawsze trzeba nam pamiętać i do tego wracać – jak uczy nas Kościół – że to przecież osoba ludzka znajduje się w centrum działania Kościoła oraz że miłość stanowi największe przykazanie społeczne.

Moi Drodzy!

Ten, kto kocha widzi więc już więcej. Dostrzega bowiem, że kochając jedynie tych, którzy nas kochają, którzy odwzajemniają nasze uczucia, z którymi jest nam zawsze przyjemnie i dobrze, z którymi jest nam po drodze, niebezpiecznie jednak zawęża się sam krąg naszych ludzkich relacji. Niekiedy grozi mu wtedy nawet jakaś jałowość i wybiórczość, niekiedy brak należytej uwagi, niekiedy poszukiwanie w życiu tylko tego, co jedynie dla mnie samego dobre i wygodne, co nie powoduje we mnie zbytniego dyskomfortu, co nie rodzi nadmiernych trudności. Łatwo jednak wtedy żyć trochę taką nadzieją, która jest tylko dla mnie, która jednak nie jest prawdziwą nadzieją, bo zapomina i zaniedbuje innych. Łatwo wówczas schować się w jakimś kącie własnego, prywatnego szczęścia. Łatwo odwrócić wzrok, by nie widzieć, by nie patrzeć, by nie dostrzegać, by w konsekwencji nie zaangażować się i nie pomóc. Mówiąc dziś do swych uczniów o trudzie miłości nieprzyjaciół, Jezus nie usprawiedliwia w ten sposób żadnego zła i niesprawiedliwości. Papież Franciszek tłumacząc kiedyś ten fragment dzisiejszej Ewangelii zwracał bowiem uwagę, że w istocie łagodność Jezusa jest silniejszą odpowiedzią niż zadany Mu cios. Pan Jezus nie przyszedł przecież – jak powiedział wtedy trochę w swym stylu papież – aby nas uczyć dobrych manier, manier salonowych. Oczekując od tych, którzy chcą iść za Nim, by miłowali tych, którzy na to nie zasługują, bez wzajemności, oczekuje tego, abyśmy my właśnie w ten sposób wypełnili ten brak miłości, który istnieje w ich sercach, w relacjach międzyludzkich, w rodzinach, we wspólnotach, w świecie. Trud miłości nieprzyjaciół nie jest bowiem nigdy i być nie może jakimś usprawiedliwianiem czy przykrywaniem doznawanej krzywdy i przemocy. Im musimy się przeciwstawiać i je zdecydowanie potępiać. Nie są i nie mogą być nigdy i w żaden sposób przez nas tolerowane, dopuszczane i usprawiedliwiane, a my sami zawsze musimy się przed nimi bronić. Słuszna obrona jednak nie może nigdy wykluczać samego człowieka, nie może zamykać naszego serca, nie może być okazją do budowania murów wzajemnej nieufności i trwającej wciąż nienawiści. Nie jest to taktyka podyktowana kalkulacją, ale miłość. Kto kocha, widzi więc więcej. Kto kocha, ma większą wolność i siłę wewnętrzną. Kto kocha, odrzuca odwet i pragnienie zemsty. Kto kocha – jak podpowiadał nam papież Leon – w świecie wojen i podziałów, w społeczeństwie coraz bardziej rozbitym i indywidualistycznym, w świecie zamkniętych w sobie – będzie świadkiem i prorokiem jedności, gościnności, zgody i pokoju, nawet za cenę wyrzeczeń i ofiar.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Nie jest łatwo kochać nieprzyjaciół, a w zasadzie – jak mówił wspomniany już przez nas papież Franciszek – gdyby to zależało tylko od nas, byłoby to wprost niemożliwe. Jezus wzywając nas do tego, daje nam jednak siłę, która nie jest rzeczą, ale jest Duchem Świętym, Duchem Jezusa. Nie jest też łatwo kochać, gdy jesteśmy sami, gdy samemu musimy stawiać czoła życiowym wyzwaniom. Potrzebujemy Ducha Świętego, Ducha Jezusa, ale potrzebujemy też siebie nawzajem. Kto wierzy, nigdy nie jest sam. Kto kocha, nigdy nie jest sam. Kto ma nadzieję, nie jest sam; żyje nią wraz z innymi i dla innych. Szansą jest więc, gdy jesteśmy razem. Widzi więcej ten, kto idzie wraz z innymi. Dziękujemy więc dziś Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem za te trzydzieści pięć lat wspólnej drogi. Właśnie dlatego, że idziecie po niej nie sami i nie w pojedynkę, ale razem, wasza fundacyjna droga przyciąga też innych, wciąż inspiruje i zaprasza do współpracy. W ten sposób droga, którą sami idziecie, krzyżuje się też i splata z drogami innych. Jej celem jest bowiem – jak wskazujecie – budowanie społeczeństwa dostępnego i prawdziwie otwartego na potrzeby osób z niepełnosprawnością wzroku. Chodzi bowiem o taki wspólny wysiłek, który dopomoże, aby usuwać bariery, aby łączyć i aby przyczyniać się do włączania, a nie do wykluczania osób niewidomych i słabowidzących. Wiemy, że wiele już w tym względzie zrobiono, znosząc czy przynajmniej ograniczając choćby same już tylko przeszkody architektoniczne. Wiele jednak jest jeszcze przed nami. Widzieć już więcej, to także otwierać się na nowe wyzwania i nowe Jesteśmy więc razem, razem się modlimy i razem też chcemy odpowiedzialnie służyć. Ewangelia – jak wskazywał nam papież Franciszek – wciąż nas bowiem uczy i przypomina nam, że osoba chora lub niepełnosprawna, wychodząc od swojej słabości, od swoich ograniczeń, może być w centrum spotkania z Jezusem, które otwiera na życie i wiarę i które może budować relacje braterstwa i solidarności w Kościele i świecie. Chciałbym więc wszystkim życzyć i o to z wami się dziś, tutaj modlę, aby gnieźnieńskie spotkanie osób niewidomych i słabowidzących, ich bliskich, przedstawicieli różnych instytucji i organizacji społecznych, naszego kościelnego środowiska wsparcia i pomocy, jakim jest zwłaszcza codzienna działalność archidiecezjalnej Caritas oraz wszystkich przyjaciół Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem było znakiem i wyrazem tej naszej wspólnej troski o człowieka. Te drogi zaangażowania bowiem – jak przypomniał nam papież Leon – czerpią siłę z modlitwy i ją podtrzymują. Ukazują, że współpraca i współdziałanie są możliwe, a spotkanie z Bogiem budzi nasze, niekiedy już uśpione sumienia. Tak też ostatecznie otwieramy się na nadzieję i stajemy się sługami nadziei wobec innych. A wówczas wszyscy doświadczamy tego, że nasza nadzieja zakorzeniona w Bogu jest zawsze nadzieją prawdziwie ludzką. Amen.