13. rocznica śmierci kard. Józefa Glempa, 18.01.2026 Inowrocław
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. w intencji śp. kard. Józefa Glempa w 13. rocznicę śmierci
18 stycznia 2026
kościół pw. Zwiastowania NMP w Inowrocławiu
Umiłowani Siostry i Bracia,
W pierwszą niedzielę po Chrzcie Pańskim powracamy znów nad Jordan razem z Janem Chrzcicielem. Tym razem jednak Janowa Ewangelia, której wspólnie słuchaliśmy, nie opowiada nam o samym chrzcie Jezusa w Jordanie, ale przywołuje swoiste wspomnienie tego wydarzenia, przywołuje je tak, jak je zapamiętał Jan Chrzciciel. Teraz to właśnie on nam o nim opowiada. Mówi o tym, co się wówczas naprawdę wydarzyło, a raczej o tym, co On w tym wydarzeniu wpierw sam zobaczył, co ujrzał, co odczytał i co zrozumiał i czym teraz się dzieli, co teraz przekazuje nam wszystkim, o czym daje nam świadectwo. Ja to ujrzałem – mówi nam wprost święty Jan Chrzciciel – i daję wam świadectwo. Ewangelia wskazuje, że Jan najpierw po prostu zobaczył Jezusa, który przyszedł do niego, aby przyjąć chrzest w Jordanie, a potem – jak sam dalej jeszcze wyjaśniał – ujrzał Ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Temu, co wówczas widział, co ujrzał tam, wtedy nad Jordanem, gdy Jezus przyszedł do niego, towarzyszyło również szczególne światło, szczególne rozeznanie. Z jednej strony bowiem w Jezusie, który przyszedł do niego nad Jordan, Jan Chrzciciel rozpoznał Baranka Bożego, z drugiej sam pod natchnieniem Bożym wyznał, że właśnie On jest Synem Bożym (…) Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ujrzał więc i przed ludźmi wyznał. Uwierzył i dał świadectwo. Zobaczył i przekazał. Odczytał sens tego, co się wydarzyło. A papież Franciszek zauważył kiedyś jeszcze, że w ten sposób Jan Chrzciciel otworzył drzwi i odchodzi. Jan otworzył więc drzwi Jezusowi, a sam po wypełnieniu swojej misji ustąpił, wycofał się ze sceny, aby uczynić miejsce dla Niego. Bo to nie ja jestem Mesjaszem – jak mówił tym, którzy go o to pytali – po Mnie idzie Ten, który mnie przewyższa godnością, który był wcześniej ode mnie, a ja jestem tu po to, aby to On się objawił. święty Augustyn wyjaśniał kiedyś bardzo pięknie, że w takim razie Jan był głosem, Chrystus zaś Słowem odwiecznym. Czym jest jednak głos bez słowa – pytał święty i odpowiadał, że tylko pustym dźwiękiem, który niczego nie oznacza. Głos bez słowa bowiem dźwięczy w uchu, ale sercu nie przynosi pożytku (…) Dźwięk głosu pozwala ci zrozumieć słowo. Ten dźwięk mija, ale słowo przezeń niesione dotarło do twojego serca. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami.
Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!
Zapisana w Ewangelii historia Jana Chrzciciela i Jezusa, Głosu i Słowa, Poprzednika i Baranka Bożego, Zwiastuna i Syna Bożego, ukazuje nam, kim jest naprawdę Ten, którego Jan Chrzciciel swoim przyjściem zapowiadał, którego zobaczył i ochrzcił w Jordanie, którego pod natchnieniem Ducha Świętego rozpoznał i o którym dał świadectwo, że to to On jest Synem Bożym. Zwiastując więc Jego przyjście, objawienie się Jezusa Izraelowi, Jan Chrzciciel ukazuje nam jednocześnie, w jaki sposób Jezus, Syn Boży, będzie pełnił swą misję pośród ludzi. Nazywa Go Bożym Barankiem. Nie mówi nam więc o władcy i królu, ale właśnie o bezbronnym baranku. Nie wskazuje potęgi i mocy, ale zwycięstwo, którego ceną będzie krew baranka. Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. Specyficzną i wyjątkową misją tego Baranka jest więc wzięcie na siebie grzechu świata. Biorąc na siebie nasz grzech i zło, umierając z nim na krzyżu, w ten sposób ma wyzwolić człowieka z jego grzechu, ze zła, z jego samotności. W Nim więc Bóg tak objawia nam swoje miłosierdzie. Jezus jest Mesjaszem, Królem Izraela, ale nie z mocą tego świata – jak wskazuje nam papież Franciszek – ale jako Baranek Boży, który bierze na siebie i gładzi grzech świata. To prawda – powie nam papież Franciszek – że Jan Chrzciciel mógł być nawet zmieszany, ponieważ On, Jezus, Syn Boży objawił się w sposób tak niewyobrażalny: pośród grzeszników, ochrzczony tak jak oni, a wręcz dla nich. Nie przyszedł jednak, by siłą i mocą zwyciężać zło. Nie przyszedł, by wypalać je i niszczyć swoją boską władzą. Nie przyszedł, by położyć mu kres w jakiś cudowny czy magiczny sposób. On je zgładził, to znaczy dosłownie wziął je na siebie. On przyszedł na świat, aby wyzwolić go z niewoli grzechu, biorąc na siebie winy ludzkości. W jaki sposób – zapyta jeszcze papież Franciszek i sam odpowie: Miłując. Nie ma bowiem innego sposobu zwyciężania zła i grzechu, jak tylko za pomocą miłości, która pobudza do złożenia w darze własnego życia za innych. Biblijny obraz baranka mówi nam więc o odkupieniu, o wyzwoleniu człowieka ze zła i śmierci, o przezwyciężeniu zła i grzechu, o uzdrowieniu. Sposób, w jaki to Bóg w Jezusie Chrystusie uczynił jest więc wpisany w obraz Baranka, Tego, który składa w ofierze swoje życie, który daje siebie: i będzie to odtąd w dziejach człowieka – jak nam jeszcze wskazuje papież Franciszek – potężne antidotum na grzech wprowadzone w krąg życia człowieka, które na zawsze uzdrowi jego źródło. Albowiem to w Jego ranach jest nasze zdrowie.
Drodzy Siostry i Bracia!
Nie ma więc innego sposobu, by zwyciężyć zło. Nie ma innej siły, by zostało ono rzeczywiście pokonane. Nie ma innej mocy na jego realne przezwyciężenie. Dlatego Baranek nie panuje – jak wskaże nam jeszcze papież Franciszek – ale jest pokorny; nie jest agresywny, lecz pokojowy; nie pokazuje szponów ani kłów, lecz poddaje się i jest uległy. W ten sposób zwycięża, okazuje się naprawdę zwycięski. Co więc znaczy dla Kościoła, dla nas, dzisiaj, bycie uczniami Jezusa Baranka Bożego? Niewątpliwie z jednej strony przyjęcie i kierowanie się tą logiką, którą nam wskazuje. Wspominając dziś kardynała Józefa Glempa, prymasa Polski, w trzynastą rocznicę jego śmierci, właśnie tutaj, w kościele, w którym został ochrzczony, i my wszyscy możemy powtórzyć, że przecież on nie tylko sam żył jako wierny uczeń Baranka Bożego, ale nieustannie uczył nas i przypominał o tym, byśmy tak żyli. Wskazując kiedyś, że uczniowie Jezusa muszą przejść szkołę miłości i przebaczenia, mówił, że Kościół, wypełniając posłannictwo Chrystusa poprzez wieki, potrzebuje wciąż takich właśnie uczniów, potrzebuje ludzi napełnionych Ewangelią, którzy wypełnią przykazanie miłości stosownie do nowych wyzwań i nowych czasów (…) Służyć bowiem wspólnocie to znaczy umieć współczuć, nieść miłosierdzie, przebaczenie i pojednanie. Kościół w każdym czasie jest przecież wezwany do tego, aby tak jak Jan Chrzciciel wskazywać ludziom Jezusa, Baranka Bożego i dawać o Nim przekonujące świadectwo. Swoim biskupim zawołaniem Caritati in iustitia prymas Glemp jasno nam przypominał, że Bóg ma niezwykłe poczucie sprawiedliwości i że sprawiedliwość potrafi wypełnić w wymiarach miłości, i to takiej miłości, która nie ma granic. Bóg po prostu z miłością wypełnia sprawiedliwość, a dając na jej wypełnienie życie swojego Syna, przekracza granicę sprawiedliwości i wchodzi na obszar miłości bezgranicznej. A jeśli tak jest u Boga – dodawał jeszcze ksiądz prymas – to człowiek powinien Boga naśladować. Iść więc za Barankiem Bożym i naśladować Baranka Bożego, to znaczy w miejsce podłości postawić niewinność, w miejsce siły – miłość, w miejsce pychy – pokorę, w miejsce prestiżu – służbę. Caritati in iustitia, czyli dosłownie żyjąc miłością w sprawiedliwości, czyli – jak tłumaczył prymas Glemp – podejmować działanie sprawiedliwe w służbie miłości, pamiętając przy tym zawsze, że sprawiedliwości nie da się osiągnąć bez miłości i że nie można także wypełnić sprawiedliwości, bez poświęcenia się, bez oddania się dobrej sprawie, a to także zawsze jest przecież miłość. Warto o tym pamiętać i warto czerpać z tego siłę, zwłaszcza wówczas, gdy trzeba podejmować działania sprawiedliwe w miłości.
Drodzy Siostry i Bracia!
W każdej Eucharystii, w każdej Mszy świętej słyszymy powtarzane nam janowe słowa: Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Łamaniu chleba eucharystycznego – wskazywał nam w swych katechezach o Eucharystii papież Franciszek – towarzyszy bowiem zawsze przyzywanie Baranka Bożego, postaci, przez którą Jan Chrzciciel wskazał w Jezusie Tego, który gładzi grzech świata. W Chlebie eucharystycznym, łamanym za życie świata, rozpoznajemy bowiem prawdziwego Baranka Bożego, to znaczy Chrystusa, naszego Pana i Odkupiciela. Baranek ofiarny – jak wyjaśnia i uczy nasz tegoroczny laureat prymasowskiej statuetki Ku chwale ksiądz profesor Jerzy Stefański – zawsze w Kościele jednoznacznie utożsamiany jest z umęczonym Jezusem Chrystusem – Barankiem wielkanocnym. Zwrot Baranku Boży zastępuje więc imię Jezusa Chrystusa. Jego Boską krwią jesteśmy zbawieni. W Jego Boskiej krwi obmyci z grzechów. W Jego Boskiej krwi prawdziwie ocaleni. Kościół – mówił papież Franciszek – w ten sposób głosi więc Chrystusa; nie głosi samego siebie; w ten sposób przynosi Chrystusa; nie przynosi samego siebie. Ponieważ to On i tylko On zbawia swój lud od grzechów, wyzwala go i prowadzi do ziemi prawdziwiej wolności.











