125. rocznica Strajku Dzieci Wrzesińskich, 20.05.2026 Września
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. z okazji 125. rocznicy Strajku Dzieci Wrzesińskich
20 maja 2026
kościół pw. Wniebowzięcia NMP i św. Stanisława we Wrześni (fara)
Przypominamy prawa człowieka: prawo do bytu i życia, prawo do Boga, prawo do prawdy, prawo do miłości. – Przypominamy prawa rodziny: prawo do wolności, wyboru stanu, powołania, prawo do pokoju domowego, prawo do własności, prawo do wychowywania dzieci i do wyboru szkoły. Przypominamy prawa narodu: prawo do wolności Ojczyzny, do wierności Ojczyźnie, do miejsca w Ojczyźnie, do dziejów, języka, kultury. Wreszcie synteza i moc obronna tych praw – Kościół, który ugruntował kulturę europejską opartą o zachowanie tych praw wziętych z Chrystusa (Błogosławiony Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Tysiąclecia).
Drodzy Współbracia w Chrystusowym Kapłaństwie,
Przedstawiciele Władz Państwowych, Samorządowych i Miejskich, Panie Ministrze z Kancelarii Prezydenta RP, Panie Burmistrzu i Wysoka Rado Miasta,
Drodzy Mieszkańcy Wrześni i Goście,
Siostry i Bracia w Chrystusie Panu,
Przeżywamy dziś 125. rocznicę Strajku Dzieci Wrzesińskich. W tych właśnie majowych dniach, sto dwadzieścia pięć lat temu, tutaj, we wrzesińskiej Katolickiej Szkole Ludowej dzieci zdecydowanie przeciwstawiły się nauczaniu religii w języku niemieckim. Jestem Polką i nie będę się uczyła religii w języku niemieckim. Owszem, jesteśmy poddanymi Rzeszy niemieckiej, ale jesteśmy Polakami – mówiły odważnie. Dla mieszkających w zaborze pruskim na początku XX wieku Polaków możliwość mówienia w języku przodków, a zwłaszcza modlitwy i nauki religii w języku polskim była fundamentem ich tożsamości. Pomimo trwającej już przeszło sto lat germanizacji, nie udało się wyrwać z serc i duszy naszych rodaków pragnienia bycia Polakiem. Prawda o tym, kim jesteśmy, musiała być tak żywo przekazywana w rodzinnych domach, że to właśnie dzieci – tak w swym działaniu odważne i bezkompromisowe – jako pierwsze podniosły bunt w obronie języka polskiego. Ten choć pozornie tak zwykły, ale jakże odważny gest trzynastoletniej Bronisławy Śmidowiczówny, która niemiecki katechizm zwróciła nauczycielowi trzymając podręcznik przez fartuszek szkolny, a następnie postawa pozostałych dzieci z dwóch najstarszych klas, stała się iskrą, która rozpaliła wielki strajk szkolny. Z czasem swym zasięgiem objął on duży obszar całej Wielkopolski. Dzieci Wrzesińskie swoim protestem pokazały, że patriotyzm – jak przypomniał nam w swej książce Pamięć i tożsamość Jan Paweł II – to właśnie umiłowanie i obrona tego, co ojczyste: historii, tradycji czy języka, to dziedzictwo duchowe, które – jak podkreślał nasz papież – dociera do nas przez ojca i matkę. To postawa, która broni uciskanych, która nie godzi się na niesprawiedliwość i dyskryminację. To wołanie o dostrzeżenie tych, którzy pozbawieni są głosu, którzy są mniejszością, którzy pragną pozostać sobą, w ojczystym kraju, w którym się urodzili. Dzieci Wrzesińskie nie chciały narzucać innym swojej wiary i swojego języka, one po prostu nie zgadzały się na to, by ktoś inny im to siłą narzucał. Występowały w obronie prawa do życia w prawdziwej wolności. Do tego, by można było mówić, jak kto chce, by można się było modlić tak, jak się chce. Wobec ogłoszonej wówczas przez rząd pruski tzw. misji umocnienia niemczyzny i przesunięcia jej na wschód, Dzieci Wrzesińskie stanęły w obronie podstawowego prawa człowieka, jakim jest prawo do własnego języka. Za ten pacierz w własnej mowie, co ją dali nam ojcowie, co go nas uczyły matki – jak pisała i przypominała nam w swym wierszu O Wrześni poetka Maria Konopnicka.
Drodzy Uczestnicy dzisiejszej rocznicy!
W Ewangelii, której słuchaliśmy, Jezus modli się dla nas o to, czego potrzebujemy najbardziej: o życie w prawdzie i o jedność opartą na miłości. Uświęć ich w prawdziwe (…) aby i oni byli uświęceni w prawdzie (…) i aby tak jak My, Ty we Mnie, a Ja w Tobie, Ojcze, oni stanowili jedno. Aby byli jedno. Nie sposób więc dziś, gdy powtarzamy te słowa modlitwy, jaką Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy modlił się również i za nas, nie spojrzeć właśnie na te wrzesińskie wydarzenia sprzed 125. laty również z perspektywy tej niezwykle wciąż aktualnej prośby Jezusa. To przecież jedność i solidarność ówczesnych rodziców, którzy stanęli w tej godzinie próby obok swoich dzieci, za które zresztą zostali w konsekwencji skazani przed gnieźnieńskim sądem, stały się dla wszystkich źródłem siły i ocalenia. Co więcej, Strajk Dzieci Wrzesińskich był impulsem do powszechnej solidarności wśród Polaków rozsianych po całym kontynencie. W ich obronie stawali wybitni pisarze wspomniana już Maria Konopnicka, Henryk Sienkiewicz, ale i dzieci z całego świata, jak chociażby Irlandzcy uczniowie, redagujący specjalną księgę poparcia. Jestem przekonany, że postawa tych młodych bohaterów może być dla nas inspiracją do szukania tego, co łączy, a nie tego co dzieli. Film o Dzieciach Wrzesińskich – uznawany za pierwszy polski film fabularny – nakręcił w 1908 r. polski Żyd Mojżesz Towbim, pokazując tym samym uniwersalizm tych wartości, których broniły dzieci w czasie strajku. Dziś, gdy jak przypominał nam podczas swojego pobytu w Gnieźnie święty Jan Paweł II, tak często wciąż rosną i powstają pośród nas mury, które idą przez nasze ludzkie serca, mury – jak mówił papież – zbudowane z lęku i agresji, z braku zrozumienia dla ludzi o innym pochodzeniu i innym kolorze skóry, przekonaniach religijnych, z egoizmu politycznego i gospodarczego, trzeba nam prosić i trzeba zabiegać o jedność.
Drodzy Siostry i Bracia!
W budowaniu jedności potrzebna jest życzliwa współpraca wszystkich. Nie do przecenienia dla powodzenia wspominanego dziś przez nas strajku wrzesińskich dzieci była postawa ich pasterzy, wśród których na pierwszym miejscu trzeba wskazać wikariusza parafii farnej Jana Laskowskiego. To właśnie on przeszedł do historii jako duchowy przywódca dzieci wrzesińskich i choć władze pruskie nie znalazły jednoznacznych dowodów, by go za to skazać, zmuszony był ostatecznie do opuszczenia Wrześni. W dniu wybuchu strajku, dokładnie 125 lat temu, napisał list do nauczycieli wrzesińskiej szkoły, w którym zawarł dramatyczny apel: (…) wołam z całego serca w imieniu Boga, Kościoła, Państwa, szkoły, rodziców i dzieci: z powrotem! z powrotem! – po czym jednoznacznie dodał, że robi to – Bynajmniej nie w gniewie, lecz pełen współczucia i pasterskiej miłości. To właśnie ks. Laskowski, jak wspominała Leokadia Wojciechowska, jedna z uczestniczek strajku, jak rzadko który gorąco kochał Polskę i o niej z wielkim zapałem uczył słowem i pieśnią. Był on niewątpliwie tym, który dobrze wsłuchał się w pawłowe wołanie, że właśnie tak pracując trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, który powiedział: Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu. W tym samym fragmencie Dziejów Apostolskich Apostoł Narodów kieruje swoje wezwanie również do tych, których – jak wskazuje – Duch Święty ustanowił biskupami, aby kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią. Warto więc jeszcze zwrócić uwagę, że tym, który stał wówczas na czele kościoła gnieźnieńskiego i poznańskiego był dawny proboszcz wrzesińskiej fary, abp Florian Stablewski. Jego rola w obronie Dzieci Wrzesińskich też była niezwykle ważna. Historycy na przestrzeni wieków próbowali dokładniej zrozumieć jego postawę. Wielu uważało nawet, że jego reakcja na brutalne działania zaborcy nie była wystarczająca, a on sam miał bać się ostrej reakcji cesarza Wilhelma. Aby jednak lepiej zrozumieć, czym kierował się abp Stablewski, warto jeszcze raz wsłuchać się w jego własne słowa z listu do diecezjan, w których na kilka tygodni przed śmiercią wyjaśnił swoją postawę. W tekście tym wskazywał, że nie wypowiadał się publicznie zbyt często, właśnie dlatego, że starał się uzyskać u władzy zmianę ich stanowiska, czego jednak – nad czym sam bardzo ubolewał – nie udało się mu osiągnąć. Jednak, jak podkreślał, zawsze ze wszystkich swych sił bronił prawa dzieci do modlitwy i katechezy w języku polskim. Arcybiskup Florian Stablewski, podobnie jak ks. Jan Laskowski oraz większość ówczesnego duchowieństwa, choć działali w konkretnych uwarunkowaniach społecznych i byli obywatelami takiego, a nie innego zaborczego państwa, nie przestawali jednak być Polakami. To pragnienie polskości, tak bardzo obecne w ówczesnej katechezie, rozpaliło w sercach młodych Wrześnian marzenie o wolności. Na pytanie pruskiego nauczyciela, kim są chórem odważnie odpowiadali: Jesteśmy Polakami, a dalej dodawali, że Polska była i będzie!
Umiłowani Siostry i Bracia!
25 lat temu, gdy na wrzesińskim rynku świętowaliśmy stulecie Strajku Dzieci Wrzesińskich, arcybiskup Henryk Muszyński mówił w homilii, że dziś tak łatwo ulec złudzeniu łatwego życia, życia na luzie, które na pozór przyjemne nie daje jednak nigdy wewnętrznej radości i odpowiedzi na sens życia i nurtujące nas pytania. A zwracając się wówczas do wszystkich świętujących wrzesińskie stulecie, a zwłaszcza kierując swoje słowa do obecnych wówczas dzieci i młodzieży powiedział: stajecie raz jeszcze przed nową szansą prawdziwej wielkości na progu nowego wieku. Wykorzystajcie ją! I my, wpatrzeni dziś, po stu dwudziestu pięciu latach jeszcze raz w przykład Dzieci Wrzesińskich, chcemy z nadzieją i odwagą patrzeć w przyszłość. Chcemy, patrząc z nadzieją na współczesne pokolenie dzieci i młodych ludzi, w nich widzieć tych, którzy – gdyby zaszła taka potrzeba – z odwagą staną w obronie swej wiary i naszej ojczyzny. Bo nie rzucim ziemi, skąd nasz ród, nie damy pogrześć mowy! Polski my naród, polski ród! (…) Tak nam dopomóż Bóg! Niech więc pamięć o przeszłości staje się dla nas wszystkich impulsem do twórczego zaangażowania w nasze dzisiaj i do ufnego spoglądania ku przyszłości. Pamiętajmy – jak uczył nas święty Jan Paweł II – że wolna Ojczyzna jest dobrem wspólnym nas wszystkich i jako taka, jest też wielkim obowiązkiem. Bo choć to prawda, że w jej bogate dzieje, dawne i współczesne, jak choćby w te wydarzenia, które dziś, tutaj, wspominamy i z których słusznie jesteśmy dumni, wpisana jest tak wspaniała odwaga naszych przodków, którzy – tak jak tutaj przed stu dwudziestu pięciu laty – w stopniu heroicznym, potrafili wywiązać się z obowiązku obrony ojczystego języka, to jednak wciąż w naszej wspólnej historii były i są niestety nadal takie momenty, w których – jak nas ostrzegał ten Święty Papież – prywata i tradycyjny polski indywidualizm wciąż w naszym życiu biorą górę nad nami. Amen.











