112. rocznica urodzin Jana Karskiego, 24.06.2026 Gniezno
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela
112. rocznica urodzin Jana Karskiego
24 czerwca 2026, katedra gnieźnieńska
Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!
Święty Jan Chrzciciel – jak przypomniał w synagodze w Antiochii Pizydyjskiej święty Paweł Apostoł – był poprzednikiem Jezusa. Przed Jego przyjściem wzywał bowiem ludzi do nawrócenia i udzielał im chrztu w Jordanie. Sam jednak wskazywał, że w ten sposób tylko otwiera drogę Jezusowi Chrystusowi. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia – mówił przychodzącym do niego ludziom – lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie. Po mnie bowiem przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach. Jan Chrzciciel sam miał więc świadomość, że to nie On jest Mesjaszem. Ja nie jestem Mesjaszem – mówił pytającym go ludziom – ale zostałem przed Nim posłany. Miał więc świadomość, że to właśnie za nim, że to po nim idzie, przychodzi do ludzi Ten, który chrzcić będzie Duchem Świętym. Sam Chrystus zaś mówiąc o Janie Chrzcicielu ludziom, że jest właśnie tym, o którym napisano: oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby przygotował Ci drogę, wskazywał zaraz, żeby dobrze zapamiętali, że między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Dziś świętujemy więc dzień jego narodzenia. Świętujemy uroczystość narodzenia świętego Jana Chrzciciela. To jedyna w swoim rodzaju uroczystość. Oprócz bowiem uroczystości Narodzenia Chrystusa Pana, oprócz więc Bożego Narodzenia, tylko dzień narodzenia Najświętszej Maryi Panny i właśnie narodzenie świętego Jana Chrzciciela, są w Kościele tak uroczyście obchodzone. W przypadku innych świętych, wspominamy najczęściej dzień ich śmierci, czyli uroczyście obchodzimy – jak słusznie mówimy – ich dzień narodzin dla nieba. Sam Jezus mówiąc, że między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela, wskazał już w pewnym sensie na wyjątkowość postaci swego poprzednika, na tego, który zapowiadał Jego przyjście, który Go poprzedzał. Jezus mówił więc do tłumów o Janie i pytał ich: coście wyszli obejrzeć na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale co wyszliście zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Po co więc wyszliście? Zobaczyć proroka? Tak, mówię wam, więcej niż proroka! Jan Chrzciciel był bowiem głosem, który zapowiada Słowo, był wysłanym, który poprzedza Przychodzącego, był zwiastunem, aby zapowiadać Słowo Wcielone. Dlatego też – jak zauważył kiedyś papież Benedykt XVI – właśnie wspomnienie jego narodzenia oznacza w rzeczywistości uczczenie samego Jezusa Chrystusa, wypełnienie obietnic wszystkich proroków, z których Jan był największy, był powołany, aby przygotował drogę swemu Panu.
Drodzy Siostry i Bracia!
Wpatrzeni dziś w postać świętego Jana Chrzciciela, wysłuchaliśmy Ewangelii o jego narodzeniu. Słyszeliśmy, jak spełnia się w niej zapowiedź, którą z ust anioła Pańskiego usłyszał kiedyś w przybytku Pańskim jego ojciec Zachariasz: nie bój się, Zachariaszu. Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja, Elżbieta, urodzi ci syna i nadasz mu imię Jan. Tak, Jan będzie mu na imię. Papież Franciszek powiedział w tym kontekście kiedyś, że narodzenie świętego Jana Chrzciciela to wydarzenie, które rzuca światło na życie jego rodziców, Elżbiety i Zachariasza, opromieniając radością i zdumieniem jego krewnych i osoby bliskie, a nawet – jak mówi nam dziś jeszcze sama Ewangelia – dosłownie wszystkich, którzy o tym słyszeli, o tym się dowiedzieli, bo imię Jan dosłownie znaczy, Bóg okazał nam swą łaskę! Skoro narodzenie świętego Jana Chrzciciela rzuca światło na życie nie tylko Elżbiety i Zachariasza, ale nas wszystkich, spójrzmy jeszcze raz, w świetle dzisiejszej Ewangelii, jaką reakcję wywołuje ono w sercach ludzi. W sercu Elżbiety i Zachariasza rodzi niezwykłą i – jak widzimy – przez wielu wprost niezrozumiałą stanowczość. Wbrew temu, co było rodową tradycją, matka i ojciec, upierają się, by nadać dziecku imię Jan: ma otrzymać imię Jan. W ten sposób pokazują, że bardziej trzeba słuchać Boga niż ludzi. Oni bowiem idą prawdziwie za Bożym światłem, za tym, co sam Bóg im wskazał, nawet jeśli to światło prowadziło ich przez jakąś ciemną dolinę niezrozumienia i odrzucenia. Wszystkim zaś, którzy są świadkami tego wydarzenia lub którym o nim – jak zapisuje Ewangelista – opowiadano, towarzyszy – jak podkreśli jeszcze wspomniany papież Franciszek – radosne uczucie zdumienia, zaskoczenia i wdzięczności. Dla papieża reakcja ówczesnych ludzi na wydarzenie narodzenia Jana Chrzciciela, zawiera w sobie jeszcze głębsze przesłanie. Bo to w nim jest także to światło, które wydobywa to, co istotnego w naszym przeżywaniu wiary. Albowiem wierny lud Boży – jak powie papież – jest zdolny do przeżywania wiary z radością, z uczuciem zdumienia, zaskoczenia i wdzięczności. Mamy być świadkami wiary, którą przeżywamy właśnie tak: z radością, ze zdumieniem i z wdzięcznością. I choć to prawda – pisał na innym miejscu ten sam papież – że radości wiary nie przeżywa się w ten sam sposób na wszystkich etapach i w każdych okolicznościach życia, nieraz bardzo trudnych, to jednak trzeba niekiedy sobie i innym przypomnieć, że wciąż są pewnie i tacy, którzy – jak to trafnie wskazał sam papież – zdają się żyć Wielkim Postem bez Wielkanocy. Dlatego może właśnie dziś, może właśnie w tym dniu, w którym wydarzenie narodzenia świętego Jana Chrzciciela rzuca światło i na nasze życie, na życie każdej i każdego z nas, abyśmy jeszcze raz za papieżem zapytali siebie: jaka jest moja wiara? Czy jest to wiara radosna, czy też wiara zawsze taka sama, wiara „płaska”? Czy ogarnia mnie zdumienie, gdy widzę dzieła Pana, kiedy słucham o ewangelizacji lub życiu jakiegoś świętego, albo kiedy widzę tak wielu ludzi dobrych: czy czuję wewnętrzną łaską, czy też nic się w moim sercu nie porusza? Czy potrafię odczuć pociechę Ducha Świętego, czy jestem zamknięty? Jaka jest moja wiara? Czy jest radosna? Czy jest otwarta na niespodzianki Boga? Czy zakosztowałem w mej duszy zdumienia, które budzi obecność Boga, uczucia prawdziwiej wdzięczność?
Moi Drodzy!
I my stajemy dziś, tutaj z tymi pytaniami, wspominając i modląc się w tej Eucharystii, dokładnie w 112. rocznicę urodzin za śp. Jana Karskiego, wybitnego Polaka i patriotę, niezłomnego żołnierza Polskiego Państwa Podziemnego. Trudno nie dostrzec podobieństwa do tej prorockiej misji Jana Chrzciciela, po którym zapewne i On otrzymał swoje imię: Jan było mu na imię. A imię to oznacza, że Bóg okazał swą łaskę. Karski nie był żołnierzem walczącym z bronią w ręku na froncie. Jego orężem była prawda. Kiedy wielu milczało albo nie chciało wiedzieć, on wszedł do warszawskiego getta, by na własne oczy ujrzeć cierpienie ludzi skazanych na zagładę. Ryzykował własnym życiem, aby przekazać światu prawdę o dokonującym się ludobójstwie. Nie kierowała nim nienawiść. Kierowała nim miłość do człowieka i przekonanie, że wobec zła nie wolno pozostawać obojętnym, nie wolno milczeć. W tej historii Jana Karskiego najbardziej przejmujące jest to, że świat nie chciał go słuchać. Powiedział prawdę najważniejszym ludziom Zachodu, jednak ci nie chcieli go słuchać. Ostrzegał i apelował, a mimo to spotykał się z niedowierzaniem, obojętnością i politycznymi kalkulacjami. Być może wówczas, jak kiedyś w historii Jana Chrzciciela, rządzący wybrali wygodną niewiedzę, a posłańca niechcianej prawdy skazali na zapomnienie.
Moi Drodzy!
I właśnie tutaj historia Jana Karskiego przestaje być jedynie opowieścią o przeszłości. Bo czyż także dziś nie słyszymy o cierpieniu ludzi, które wydaje się nam już coraz bardziej odległe? Czyż nie przyzwyczailiśmy się do tego, że wciąż trwa wojna w Ukrainie, codziennie giną żołnierze i cywile. Rodziny tracą swoich bliskich. Miliony ludzi zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów. Ciągle mamy przed oczami cierpienie ludzi w Ziemi Świętej, czy na Bliskim Wschodzie. W wielu miejscach Afryki nadal dochodzi do prześladowań, ludzie cierpią z powodu głodu i przemocy. Informacje o ludzkim cierpieniu docierają do nas każdego dnia, a jednak tak łatwo przyzwyczaić się do nich, zobojętnieć, znieczulić swe sumienie i serce. Największym zwycięstwem zła nie jest bowiem siła oprawców. Największym zwycięstwem zła jest milczenie ludzi dobrych. Wielu bowiem uważa, że pojedynczy człowiek niewiele może zmienić. Tymczasem historia pokazuje coś przeciwnego. Jeden człowiek może uratować ludzkie sumienie. Jeden człowiek może przypomnieć światu o prawdzie. Jeden człowiek może odmówić uczestnictwa w kłamstwie. Jeden człowiek może stanąć po stronie prześladowanych. Nie jesteś jednak tak bezwolny – mówi poeta – a choćbyś był jak kamień polny, lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach. Historia ostatecznie przyznała rację Janowi Karskiemu, został doceniony zarówno w Polsce, poprzez przyznanie mu najwyższych państwowych odznaczeń, jak i w Stanach Zjednoczonych. Prawda zatriumfowała.
Umiłowani!
Dzisiejszy psalm przypomina nam, że każdy człowiek jest stworzony przez Boga i znany Mu od początku. Nie ma ludzi nieważnych. Nie ma narodów, których cierpienie można zlekceważyć. Nie ma ofiar, których łzy nie byłyby dostrzeżone przez Boga. Dlatego modląc się w intencji śp. Jana Karskiego, dziękujemy Bogu za jego życie. Dziękujemy za człowieka, który pozostał wierny prawdzie nawet wtedy, gdy wydawało się, że nikt go nie słucha. Dziękujemy za świadectwo odwagi, które pozostaje aktualne także dzisiaj. A jednocześnie prosimy o taką łaskę dla nas samych, abyśmy nie byli ludźmi obojętnymi. Abyśmy umieli dostrzegać cierpienie bliźnich, abyśmy mieli odwagę mówić prawdę, nawet gdy jest niewygodna. Abyśmy potrafili stawać po stronie godności człowieka niezależnie od jego pochodzenia, narodowości czy religii. Misja Jana Karskiego nie zakończyła się wraz z jego śmiercią, dopóki na świecie są ludzie potrzebujący pomocy, dopóki są prześladowani, dopóki trwają wojny, dopóki człowiek krzywdzi człowieka, dopóty jego przesłanie pozostaje naszym zadaniem.











