Kościół, który pójdzie za człowiekiem

„Jestem za wizją Kościoła, który nie zadowala się tylko tymi mocnymi, ale towarzyszy wszystkim – czyli za wizją Kościoła ewangelizującego (…) Ostrzegam przed Kościołem odrzucającym, zamykającym przed ludźmi drzwi” – mówi abp Wojciech Polak w najnowszym Tygodniku Powszechnym.

 

Publikujemy fragment wywiadu, pełny tekst dostępny → TUTAJ

Artur Sporniak: Do kogo jest skierowana dość oczywista prawda w przesłaniu niedawnego Zjazdu Gnieźnieńskiego, że „chrześcijaństwo nie jest ideologią i nie może się stać zakładnikiem politycznych korzyści”?

Abp Wojciech Polak: Akcentuje to mocno papież Franciszek w swojej pierwszej programowej adhortacji „Evangelii gaudium”. Tam przypomnienie o istocie chrześcijaństwa jest skierowane do każdego chrześcijanina, a także do ludzi dobrej woli. W przesłaniu ze Zjazdu chodziło o to, aby pokazać, że chrześcijaństwo nie tylko ma moc inspirującą, ale też dlaczego ma taką moc. Na pewno nie dlatego, że jest ideologią czy jakąś nową filozofią, tylko dlatego, że jest odniesione do wiary w Jezusa Chrystusa.

Czy polityków udaje się w Gnieźnie inspirować w sposób bezpieczny dla wiary i Kościoła?

Zjazd nikogo nie wyklucza. Zapraszamy polityków nie tylko chrześcijańskich. Jest miejscem spotkania i wymiany myśli, a nie narzucania konkretnych rozwiązań. Nie sprawdzam, czy politycy wyjeżdżają zainspirowani. Pamiętajmy, że już sama debata ma swoją wartość. Zaproszony w tym roku były minister spraw zagranicznych Słowacji Pavol Demeš mówił mi, że taka publiczna debata o uchodźcach, która wywiązała się w Gnieźnie między bp. Krzysztofem Zadarko a ks. Waldemarem Cisło, w jego kraju byłaby jeszcze niemożliwa.

Polski Episkopat jednak bardzo dba o wrażenie jednomyślności. Czy ukrywanie wewnętrznych sporów to dobry pomysł? Niemieccy biskupi np. spierają się publicznie na temat komunii dla protestanckich małżonków.

Być może rzeczywiście powstaje wyidealizowany obraz Episkopatu, ale jeśli chodzi o fundamenty doktrynalne, nie ma wśród nas sporów. Niemieccy biskupi byli kształtowani w atmosferze uniwersyteckich sporów teologicznych. My nie mamy takich doświadczeń. Na pewno różnimy się między sobą w podchodzeniu do praktycznych konsekwencji duszpasterskich. Natomiast co do interkomunii z protestantami, zawsze jest dla mnie przejmującym momentem, gdy współpracujący z nami inicjator ekumenicznej pielgrzymki z Gniezna do Magdeburga, ewangelicki pastor z Berlina Justus Werdin podchodzi do mnie w trakcie komunii i prosi o błogosławieństwo, wiedząc, że pełna komunia jest jeszcze niemożliwa.

Wytworzony jeszcze w PRL-u odruch skrywania trudnych sytuacji, brak jawności procedur, stwarza warunki do nadużyć. Jak przełamywać w Kościele brak transparentności? Czy możliwy jest np. audyt finansowy diecezji?

Z nowoczesnych narzędzi już korzystamy. Przy takim skomplikowaniu działań, w które Kościół – czy to na poziomie diecezji, czy na poziomie Episkopatu – jest zaangażowany, nie jesteśmy w stanie tego robić przy pomocy tylko własnych sił. Ekonom Episkopatu poddawany jest zewnętrznemu audytowi. Na poziomie diecezji kontrolę sprawuje rada ekonomiczna. Pytanie, czy wyniki takiej kontroli należy publikować. W diecezji gnieźnieńskiej otrzymują je dziekani, którzy informują następnie proboszczów. Diecezja jest utrzymywana przez parafie, zatem to rozliczenie finansowe ostatecznie trafia – czy powinno trafiać – do ekonomicznych rad parafialnych.

Pod warunkiem, że w danej parafii taka rada istnieje.

Jeżeli nie istnieje, jest wtedy łamane prawo kanoniczne. Jako biskup nie podpiszę żadnej alienacji, czyli sprzedaży, którą parafia wnioskuje, bez opinii parafialnej rady ekonomicznej. Z kolei żaden notariusz nie zatwierdzi proboszczowi umowy sprzedaży bez mojego zaświadczenia. Bez niego umowa jest nieważna. To przykład styku prawa państwowego i kanonicznego. Podczas wizytacji parafii zawsze spotykam się z radą ekonomiczną i zadaję konkretne pytania: o zadłużenie, sposoby finansowania, uczestniczenie w finansowaniu działań diecezji itd. Po to, żeby radni mieli świadomość, że finanse są nie tylko w gestii proboszcza. Proboszcz teraz jest, ale za chwilę może go nie być. Przez złe zarządzanie jedna z parafii archidiecezji gnieźnieńskiej popadła w długi – jej administrator zaciągał kredyty bez zgody biskupa. Groziła jej egzekucja komornicza. Mój poprzednik spłacił dług parafii, ale widząc słabość w zarządzie, przejął udziały parafii w zbiorowym gospodarstwie rolnym archidiecezji gnieźnieńskiej, by na przyszłość chronić jego integralność. Sprawdziłem sytuację – wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Ale sytuacja ta spowodowała wielkie rozgoryczenie parafian – sprawa trafiła do prokuratury, oskarżono mnie o kradzież własności parafii. Zaproponowałem konkretne rozwiązanie: po ustanowieniu nowego proboszcza udziały w gospodarstwie wrócą do parafii. I tak się stało. Rada ekonomiczna musi bowiem mieć świadomość, jakie ma możliwości w spłacaniu zaciąganych kredytów.

Co Ksiądz Prymas sądzi o angażowaniu się księży w dzieła pozakościelne? Sprawa ks. Jacka Stryczka pokazała, że jest to dla Kościoła ryzykowne.

Na pewno nie może się ono odbywać kosztem pracy duszpasterskiej. I nawet jeżeli przełożeni kościelni nie mają formalnego nadzoru nad taką działalnością, powinni być świadomi jej mechanizmów. Ale rzeczywiście takie zaangażowanie księży w świeckie działania niesie ze sobą pewne ryzyko wynikające m.in. z braku właściwego przygotowania czy wiedzy.

Zapytam o sytuację świeckich w Kościele, w szczególności kobiet. Uczestnicy Zjazdu Gnieźnieńskiego zwrócili uwagę, że do panelu o patriotyzmie zaproszeni zostali sami mężczyźni, a do panelu o dyskryminacji niepełnosprawnych – same kobiety.

Jestem przekonany, że nie było to zrobione z premedytacją.

Ale ukazało pewien problem.

Tak, problem istniejący nie tylko w Kościele. Zjazd organizuje, razem z Kościołem katolickim, kilkanaście organizacji świeckich. To dla nas sygnał, by na kolejnych zjazdach głos kobiet mógł współbrzmieć z głosem mężczyzn. Żeby nie było takiej „specjalizacji”. Powinniśmy się tego uczyć. Szefową Zjazdu jest kobieta i to ona nadaje główny ton. Ale w wyszukiwaniu panelistów często kierujemy się tym, kto w danej dziedzinie jest specjalistą, i tak to się rozłożyło. Ciekawe jest z kolei to, że wśród trenerów na prowadzonych w trakcie Zjazdu kilkudziesięciu warsztatach przeważały kobiety. W sferze kształcenia to one są specjalistkami.

Czy także w formowaniu kleryków?

Wśród zajęć dominują przedmioty teologiczne, zatem mężczyzn jako wykładowców jest więcej. Ale szefową wydziału katechetycznego w gnieźnieńskiej kurii jest kobieta. Ona też razem z dwiema innymi wykładowczyniami uczy kleryków przedmiotów pedagogiczno-katechetycznych. Są także kobiety prowadzące lektoraty z języków obcych czy psychologii. W ramach Konferencji Episkopatu opracowujemy teraz nowe polskie Ratio fundamentalis, czyli dokument organizujący formację kleryków. Pracujemy „metodą Gowina”, czyli jak najszerszych konsultacji. Poprzednim razem do zredagowania dokumentu utworzony został zespół, który przedłożył biskupom do przegłosowania gotowy tekst. Tym razem organizujemy spotkania otwarte na dane tematy, na które zapraszane są wszystkie środowiska seminaryjne, wydziały teologiczne oraz ośrodki duszpasterstwa powołaniowego. Takich spotkań odbyło się już pięć. W proces dyskusji i redakcji zaangażowany jest mój delegat do spraw ochrony dzieci i młodzieży ks. Wojciech Rzeszowski, który prowadzi cykliczne szkolenia dla formatorów seminaryjnych w temacie seksualności i nadużyć. Trudna okazuje się praca nad Ratio studiorum (dotyczącym studiów przygotowujących do kapłaństwa). Po powstaniu wydziałów teologicznych sytuacja się skomplikowała, bo trzeba ich prace skoordynować z pracą seminariów.

Kiedy dokument powstanie?

Nie chcielibyśmy przeciągnąć tego poza rok 2019. Jednak wymaga to pogłębionej, nowej refleksji nad kształceniem duchowieństwa. W toku studiów przewidujemy m.in. rok propedeutyczny i rok duszpasterski.

Czy Ksiądz Arcybiskup ustanowiłby kobietę swoim wikariuszem?

Wspomniana już przeze mnie przewodnicząca Wydziału Katechetycznego – pani Teresa Kowalczyk – ma władzę wikariusza biskupiego ds. katechizacji. W Gnieźnie nie ma wikariuszy biskupich, są przewodniczący wydziałów kurii, którzy mają władzę przewidzianą przez prawo kanoniczne dla wikariuszy biskupich. Jedynym wyjątkiem jest wikariusz generalny, który ma władzę na równi z biskupem. Dlatego ten urząd powierza się albo biskupom pomocniczym, albo księżom.

Pytam, gdyż komisja powołana przez biskupów australijskich do badania nadużyć seksualnych zarekomendowała właśnie ostatnio, by na biskupich wikariuszy powoływać kobiety. Jedna z diecezji, która robiła to szczególnie często, miała najmniejszy w Australii odsetek przypadków nadużyć wobec nieletnich.

Na pewno potrzebujemy kobiet w strukturach Kościoła. W naszej gnieźnieńskiej kurii funkcję głównego księgowego sprawuje kobieta, poza wspomnianą przewodniczącą Wydziału Katechetycznego również w Wydziale Duszpasterskim, w Trybunale Metropolitalnym, w Seminarium, Archiwum, Muzeum, Caritas pracują także panie.

Czy Ksiądz Prymas wybiera się na film „Kler”?

Nie planuję. Nie jestem wielkim kinomanem – niestety. Przyznaję, że nie widziałem żadnego filmu pana Smarzowskiego. Próbowałem obejrzeć w telewizji „Drogówkę”, ale po kilkunastu minutach zniechęciła mnie brutalność.

A czy ze względu na sytuację nie powinien się Ksiądz jednak wybrać?

Nie wiem. Może. Moja wiedza o sytuacji nie opiera się – i nie może się opierać – na filmie fabularnym.

Tylko w sam weekend otwarcia film obejrzało prawie milion ludzi. Czy Ksiądz Prymas spodziewa się teraz nowej fali antyklerykalizmu?

Przede wszystkim obawiam się, że film może bardzo podzielić Polaków. Znajdą się grupy, które będą głośno protestować, znajdą się i takie, które będą wykorzystywać film do propagowania antyklerykalizmu. Czego bym oczekiwał? Jeżeli nawet jest to – jak napisał ks. Andrzej Luter – „drogówka w sutannach”, ważną rzeczą jest, abyśmy my – biskupi, ale także cały Kościół – zrozumieli, iż jest to wezwanie do nawrócenia. Taki film jest dla mnie okazją do zastanowienia się nad moją rzeczywistością, nad moją drogą. To może być rzeczywistość przerysowana, ukazana w karykaturze, ale nie możemy mówić, że jej nie ma. „Kler” jest dla nas wezwaniem do konkretnej pracy nad sobą, nad zmianami naszych postaw, nad byciem bardziej wrażliwymi. Postacie tragiczne, ukazujące uwikłanie w grzech, są zawsze wezwaniem do nawrócenia.

To film o władzy w Kościele. Każdy biskup ma władzę, która właściwie jest poza kontrolą. Nad Księdzem Arcybiskupem jest tylko papież. Czy jakieś mechanizmy kontrolne nie powinny być jednak wprowadzane?

Nade mną kanonicznie jest papież. Ale to nie znaczy, że nie ma mechanizmów kontrolnych. Pierwszym i nadrzędnym jest moje kapłańskie powołanie i odpowiedzialność, do której się zobowiązałem przed Bogiem. Dalej cały porządek strukturalny diecezji, Rada kapłańska, Rada duszpasterska, diecezjalna Rada ekonomiczna, wobec której przedkładam swoje sprawozdanie, ale również np. dziekani regionalni czy dekanalni, parafialne rady ekonomiczne, o których już wspominałem.

Musi Ksiądz słuchać tych rad?

Muszę i chcę.

Wystarczy, że Ksiądz Arcybiskup wyda dekret, że nie musi.

Gdybym zaczął wydawać dekrety absurdalne, to wymienione wcześniej gremia bardzo szybko zwróciłyby mi uwagę. Jestem zobowiązany przez synod diecezjalny do pewnego działania. Poza tym uważam, że to jest normalny styl działania biskupa. Mechanizmy kontrolujące, przewidziane w prawie kanonicznym i prawie synodalnym, chronią mnie jako biskupa przed sobą samym, przed moimi słabościami, przed pokusą uzurpacji niezgodnej z Ewangelią (…).

 

Fot. B. Kruszyk
Udostępnij naShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter