Wyjście PPAG, 28.07.2025

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka przygotowana na Mszę św. z okazji wyjścia Pieszej Pielgrzymki Archidiecezji Gnieźnieńskiej na Jasną Górę „Pielgrzymi Nadziei”, 28 lipca 2025, katedra gnieźnieńska.

Drodzy Pielgrzymi nadziei!

Pozdrawiam was słowami, które są zarówno hasłem Roku Jubileuszowego, który przeżywamy, jak i rozpoczynającej się dziś kolejnej pieszej pielgrzymki z Gniezna na Jasną Górę. W bulli jubileuszowej papieża Franciszka czytamy, że to właśnie pielgrzymowanie wyraża fundamentalny element każdego wydarzenia jubileuszowego. Nie ma więc roku jubileuszowego bez pielgrzymowania. Co więcej, papież Franciszek mówi wprost, że chodzi tutaj o piesze pielgrzymowanie, bo to właśnie ono – jak napisał jeszcze w swej jubileuszowej bulli – sprzyja na nowo odkrywaniu wartości milczenia, wysiłku i tego, co istotne. Wasze więc tegoroczne piesze pielgrzymowanie z Gniezna na Jasną Górę dobrze się wpisuje w istotę przeżywanego wciąż przez nas w całym Kościele Roku Świętego. A ponieważ to właśnie nadzieja – jak wskazał nam w swej bulli papież Franciszek – jest głównym przesłaniem Jubileuszu, nie może więc też być inaczej, aby właśnie nadzieja była dla was w tym roku głównym motywem waszej pielgrzymkowej drogi i przesłaniem, z którym dziś, tutaj rozpoczynacie wasze pielgrzymowanie do Jasnogórskiej Pani i Królowej.

Moi Kochani!

Nadzieja będzie więc treścią waszego pielgrzymowania. Ona będzie treścią tych rekolekcji w drodze. Warto więc dziś, na początku tej drogi, postawić sobie pytanie: co to znaczy iść przez życie z nadzieją? Co znaczy więc mieć w życiu nadzieję? O jaką nadzieją chodzi? Co jest jej fundamentem? Gdzie ona się rodzi i jak można ją zatrzymać, można ją mieć nadal, także – a może zwłaszcza – wtedy, gdy wiele spraw i wydarzeń zdaje się jej zaprzeczać czy wprost ją niweczyć? Słowo Boże, którego przed chwilą wspólnie wysłuchaliśmy, może – tak sądzę – pomóc nam odpowiedzieć sobie na te pytania. Abraham i Mędrcy ze Wschodu byli niewątpliwie ludźmi nadziei. W Liście do Rzymian Apostoł Paweł napisał o Abrahamie, że ten człowiek wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów (…) I nie zachwiał się w wierze (…) I nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale jeszcze wzmocnił się w wierze (…) Był bowiem przekonany – jak podkreśla święty Paweł – że Bóg jest mocen wypełnić to, co obiecał. Skąd taka pewność? Skąd Abraham czerpał takie przekonanie? Skąd je brał? W jaki sposób się o tym sam przekonał? Dzisiejsze czytanie ukazuje nam, że podstawą wiary Abrahama i jednocześnie ufnej nadziei było przymierze, które Bóg z nim zawarł. Opis tego przymierza, tego paktu czy tej umowy między Bogiem i Abrahamem – mówiąc bardziej współczesnym językiem – który przedstawia nam dziś fragment z Księgi Rodzaju, choć w swej zewnętrznej formie nawiązuje do innych znanych w ówczesnym świecie przymierzy, jest jednak w jednym elemencie oryginalny i niezwykły, a nawet wprost szokujący. Bo kiedy słońce zaszło – jak czytaliśmy – i nastał mrok nieprzenikniony, ukazał się dym jakby wydobywający się z pieca i ogień niby gorejąca pochodnia i przesunęły się między porościnanymi połowami zwierząt. Wtedy to właśnie Pan zawarł przymierze z Abrahamem. To nie Abraham przechodził między tymi połówkami zwierząt na znak, że jeśli w życiu nie dochowa tego paktu, tej umowy, to niech z nim się stanie tak, jak z tymi rozciętymi na pół zwierzętami. Tam szedł, tam przechodził, w symboliczny sposób jako dym i ogień, sam Bóg. To On był gwarantem tej obietnicy. To On za nią stanął do końca. To w Nim była nadzieja, że ona się naprawdę spełni. To On był nadzieją Abrahama. I takiej też nadziei szukali Mędrcy ze Wschodu. Szli do Betlejem, bo szukali nadziei, która nie rozczarowuje i nie zawodzi. Szli więc z nadzieją, że spotkają Tego, który jest jej prawdziwym źródłem. Tak odczytali znak, który ujrzeli na Wschodzie: ujrzeliśmy jego gwiazdę na Wschodzie. I oni, jak kiedyś Abraham, okazali się prawdziwie ludźmi nadziei. Byli więc pielgrzymami nadziei.

Moi Drodzy!

Rozpoczynając wasze pielgrzymowanie i wy wchodzicie dziś w to doświadczenie Abrahama i Mędrców ze Wschodu. Abraham będzie wam wciąż w drodze przypominał, że gwarantem naszej nadziei jest Bóg, a nie człowiek. Dlatego papież Franciszek w swej bulli jubileuszowej napisał, że w istocie nadzieja rodzi się i opera na miłości, która wypływa z Serca Jezusa przebitego na krzyżu. To jest jej prawdziwe i ostateczne źródło. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna – jak napisał wspomniany już Apostoł Paweł w Liście do Rzymian – to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. Naszą nadzieją jest więc Jezus Chrystus, który za nas umarł i zmartwychwstał. Tak jak dla Abrahama nadzieją na spełnienie się jego obietnicy był Bóg, który go wezwał i zapowiedział mu syna i sam – jak słyszeliśmy dzisiaj – siebie uczynił gwarantem tego, co mu obiecał, tak Jezus Chrystus, który oddał za nas swoje życie na krzyżu i zmartwychwstał jest gwarantem naszej nadziei. My więc na mocy tej nadziei, w której zostaliśmy zbawieni – jak napisał w bulli jubileuszowej papież Franciszek – patrząc na upływającym czas, mamy pewność, że dzieje ludzkości i każdego z nas nie biegną w kierunku ślepego zaułku czy ciemnej otchłani, ale są ukierunkowane na spotkanie z Panem chwały. Mędrcy ze Wschodu z kolei będą wam w drodze przypominać, że idąc przez życie, że pielgrzymując, trzeba mieć otwarte oczy i serce na znaki, które nam Bóg daje, a zwłaszcza na Boże Słowo, które nas prowadzi. Kim byli ci ludzie i co to była za gwiazda – pytał kiedyś w jednej ze swych homilii papież Benedykt XVI i sam odpowiedział, że prawdopodobnie byli uczonymi, badającymi niebo, jednak nie po to, aby próbować odczytywać z gwiazd przyszłość, ażeby ewentualnie czerpać z tego korzyści; byli raczej ludźmi poszukującymi czegoś więcej, szukającymi prawdziwego światła, które mogłoby wskazać drogę, jaką należy postępować w życiu. Szukali więc prawdziwej nadziei, która nie zawodzi i nie łudzi, ale która otwiera na przyszłość i która pozwala pewnie iść w życiu. Człowiek bowiem – jak napisał w encyklice o chrześcijańskiej nadziei wspomniany już papież Benedykt XVI – chociaż miałby wielorakie nadzieje, w głębi nie ma nadziei, wielkiej nadziei, która podtrzymuje całe życie. Prawdziwą bowiem, wielką nadzieją człowieka, która przetrwa wszelkie zawody, może być tylko Bóg – Bóg, który nas umiłował i wciąż nas miłuje aż do końca, do ostatecznego „wykonało się” na krzyżu.

Moi Kochani!

Wpatrzeni w Abrahama i w Mędrców ze Wschodu idźcie z nadzieją! Pielgrzymi nadziei nie idą jednak w pojedynkę, ale razem. Nie każdy na własną rękę, ale razem. Dlatego wspierają się w drodze. Razem też odczytują znaki nadziei. A znakiem dla waszego tegorocznego jasnogórskiego pielgrzymowania będzie – jak wiemy – krzyż i kotwica. Polegając na Jezusie, doświadczycie bowiem stabilności i bezpieczeństwa. Zakotwiczeni zaś w nadziei, przejdziecie każdą drogę tak, jak przeszła ją również Ona, Matka nadziei, Matka Niezawodnej Nadziei. Ona uczy nas bowiem – jak nam wyjaśnia w swej katechezie o Maryi matce nadziei papież Franciszek – cnoty oczekiwania, także wówczas, gdy wszystko zdaje się bezsensowne, Ona zawsze ufająca w tajemnicę Boga, nawet wówczas, gdy zdaje się być On przysłonięty z powodu zła świata. Niech Ona więc, Jasnogórska Pani i Królowa, już dziś uprasza wam więc taką nadzieję i sam prowadzi was pewnie i bezpiecznie po pielgrzymich drogach do swego jasnogórskiego domu. Amen.