Wspomnienie św. Rity, 22.05.2017, Bydgoszcz

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej w liturgiczne wspomnienie św. Rity z Casci, 22 maja 2017, w kościele pw. św. Łukasza Ewangelisty w Bydgoszczy.

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu,

Wczoraj, przed południową modlitwą Regina Coeli, papież Franciszek powiedział nam, że jeśli istnieje jakaś postawa, która nigdy nie jest łatwa, nigdy nie jest oczywista nawet dla wspólnoty chrześcijańskiej, to jest to właśnie umiejętność miłowania się nawzajem, postawa życzliwości wzajemnej na wzór Pana i z Jego łaską. Wzajemna miłość jest wymagająca. Ze swej istoty dopomina się bowiem – jak wskazywał papież – aby każdego dnia zaczynać od nowa, aby się ćwiczyć, aby miłość do naszych braci i sióstr, których spotykamy stawała się dojrzalsza i oczyszczona z tych ograniczeń lub grzechów, które czynią ją stronniczą, samolubną, bezowocną i niewierną. W tym codziennym zaczynaniu od nowa, w tym swoistym ćwiczeniu się we wzajemnej miłości, w tym – jak to jeszcze wprost nazwał Ojciec Święty – cierpliwym postępowaniu w szkole Chrystusa, a więc w szkole Jego miłości, każdego dnia trzeba sobie wzajemnie przebaczać i wciąż spoglądać na Jezusa. Zgromadzeni dziś wokół ołtarza Słowa i Eucharystii mamy zatem okazję, aby właśnie tak spojrzeć na Jezusa. A nasze spojrzenie łączy się z tym, co przed chwilą, w odczytanym nam wszystkim, i tak bogato dziś dla nas zastawionym stole Bożego Słowa, mogliśmy jeszcze usłyszeć. To Boże Słowo wprowadziło nas bowiem nie tylko w samo sedno doświadczenia wzajemnej miłości, ale ukazało wprost, że nie ma przed nią, i być nie może żadnych granic, żadnych ograniczeń czy wykluczeń, żadnych barier, które uzasadniałyby i dopuszczały inną niż miłość odpowiedź. Jeśli bowiem ma to być odpowiedź chrześcijanina, odpowiedź ucznia Jezusa, to nie może istnieć w niej – jako zasada – to, co się tej odpowiedzi po prostu sprzeciwia. Nie może być w niej – jak apelował święty Paweł – obłudy czy złorzeczenia, nienawiści czy wzajemnej wrogości. W miłości braterskiej nawzajem bądźcie sobie życzliwi – apelował Apostoł Narodów. I jeszcze dopowiedział: nie daj się więc zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!

Umiłowani Siostry i Bracia!

Dobrze jednak wiemy, że tak często w naszym życiu to Boże wezwanie zderza się z całkiem odmienną rzeczywistością. Być może właśnie dlatego papież Franciszek zaznaczył, że umiejętność miłowania się nawzajem, że wzajemna miłość nie jest w tym życiu ani łatwa ani też oczywista. Przecież naszym wzajemnym relacjom towarzyszą bardzo często różne napięcia. Są wśród nich sytuacje wywołane naszą własną słabością, naszymi grzechami, tym, że – jak to określił papież – jesteśmy pochwyceni przez zło i czasami dajemy się zwieść. Są także sytuacje zgotowane nam przez innych. Są bowiem w naszym życiu – przyznajmy to sami – ci, co do których na ogół łatwo nam być życzliwymi, kochać ich i nawet wiele im wybaczyć. Są jednak i tacy, którzy podnoszą nam ciśnienie, bo – jak dziś w Ewangelii sam Jezus przypomniał swoim uczniom – wprost nas nienawidzą, przeklinają czy oczerniają. Są w tym wszystkim zaborczy, natrętni, zachłanni. Zabierają nam czas i spokój. Powodują, że na samą myśl o nich jesteśmy rozdrażnieni i pobudzeni. Trudno nawet pohamować negatywne uczucia i emocje. Co więcej, mówiąc szczerze i jasno, dobrze wiemy, że mamy przecież do nich prawo i dobrze też, że Apostoł Paweł wzywając nas do wzajemnej miłości dodał również i te rozsądne słowa: jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi. Co bowiem w takich sytuacjach, gdy to my jesteśmy ofiarą ludzkich słabości, gdy doświadczamy złości i nienawiści innych, gdy trudno nam samym schować się czy uchronić przed naszymi nieprzyjaciółmi? A co wtedy – jak mówił wczoraj otwarcie papież Franciszek – gdy czasami spory, pycha, zazdrość, podziały zostawiają swój ślad także na pięknym obliczu Kościoła? Co wtedy, gdy ludzie odchodzą z jakiejś parafii czy wspólnoty z powodu środowiska plotek, zazdrości czy niechęci, które tam znalazły – pytał papież. W jaki więc sposób konkretnie odpowiedzieć na Jezusowe wezwanie: miłujcie waszych nieprzyjaciół? Wiemy, że i ono nie jest łatwe i oczywiste. Trzeba rzeczywiście spojrzenia na Jezusa i Bożej łaski, aby zarówno poprawnie je odczytać i zrozumieć, ale także podjąć próbę, by nim odważnie żyć. Każdego dnia trzeba więc cierpliwie postępować w szkole Chrystusa, każdego dnia trzeba sobie wzajemnie przebaczać i spoglądać na Jezusa. I czynić to – jak jeszcze dodał wczoraj papież Franciszek – z pomocą tego Obrońcy i Pocieszyciela, którego posłał nam Jezus: Jego Ducha. Wzywać więc Bożej pomocy i działać w mocy Ducha Świętego.

Kochani w Panu Siostry i Bracia!

Niewątpliwie wezwanie do miłości nieprzyjaciół niesie w sobie całą rewolucyjną siłę. Apostoł Narodów w czytanym nam fragmencie Listu do Rzymian nawołując nas, byśmy złem na zło nie odpowiadali, wzywał do powstrzymania się od własnego sądu i pozostawienia sprawiedliwości w ręku samego Boga: nie wymierzajcie sobie sami sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście Bożej. Czy chciał nam w ten sposób pokazać, że są i będą w życiu niekiedy tak skomplikowane sytuacje, w których nasze poznanie nie jest wystarczające i pełne, a nasze wzburzenie i emocje mogą wziąć górę nad spokojnym i dokładnym rozeznaniem zaistniałej sytuacji? Czyż nie dopuszczał, że sami potrafimy, oczywiście w granicach prawa i rozsądku, upomnieć się o swoje? A może, nie wykluczając żadnej zwyczajnej drogi, żadnej z tych ludzkich dróg, chciał nas tylko przestrzec, że wszelka walka kończyć się będzie dalszą eskalacją konfliktu, że w ten sposób rozwija się spirala zła, nad którą nikt już nie będzie miał za chwilę żadnej władzy czy kontroli? Czy więc sposób, na jaki powinien się zdobyć chrześcijanin, aby na zło odpowiadać dobrem, nie przyniesie jednak więcej pożytku? Nie chodzi bowiem o zniszczenie kogoś, ale o opamiętanie, o powstrzymanie się od zła, o zatrzymanie krzywd i niesprawiedliwości, o nawrócenie. Nie chodzi więc o potępienie, ale o wyzwolenie. A zatem błogosławcie, a nie złorzeczcie!

Umiłowani w Panu!

Optyka dzisiejszej Ewangelii i tego, czego chce nas w swej szkole nauczyć sam Jezus, idzie jednak jeszcze krok dalej. Nie zatrzymuje się tylko nad przyczynami i nad źródłami konfliktów. Nie opisuje udręk zadawanych sobie nawzajem. Nie szuka też na nie sposobów i rozwiązań czysto ludzkich. Przypomina, że uczeń Jezusa ma odważnie naśladować Tego, który jest miłosierny. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Będziemy pewnie skłonni przyznać, że Chrystus ma rację, gdy mówi, że Bóg jest dobry dla niewdzięcznych i złych, że pod jednym niebem żyją na tej ziemi źli i dobrzy ludzie, sprawiedliwi i niesprawiedliwi, przyjaciele i wrogowie. Ale sama świadomość, że przecież tak jest na tym naszym świecie, automatycznie nie znosi podziałów w naszym sercu, nie leczy zadanych ran, czy doznanych urazów. Nie przemienia się jakby samoczynnie w miłość do nieprzyjaciół. Ale słowa Jezusa nie tylko jednak ukazuje nam nową, a przy tym bardziej wymagającą od nas perspektywę. To On sam jest w nas źródłem mocy do takiej miłości. On, który z wysokości swego krzyża ciągle nas przekonuje, że istnieje miłość zdolna przebaczać, zdolna życie oddać za grzeszników, zdolna otworzyć i nas na wzajemną miłość. Istnieje bowiem miłość – jak ktoś pięknie napisał – nie zostawiająca sobie żadnej otwartej furtki. W świecie spryciarzy jest ona czymś zwariowanym, w zestawieniu z wyrachowaną mądrością ludzi przezornych – niedorzecznym i naiwnym. Wobec mocy świata musi się wydawać śmiesznie słaba, wobec przebogatej oferty tutejszego rynku – uboga, w porównaniu z przemysłem rozrywkowym – rzewna, żałośnie cicha. Z tymi, którzy mają w świecie rozeznanie i nie gubią się w nim, z góry przegrywa wskutek swego nazbyt wrażliwego serca; ciągle się gubi, ginie nam sprzed oczu. A czy naprawdę chcemy ją widzieć? W społeczności ludzi zadowolonych, których dobrze karmi i odziewa ten świat, jest naga i łaknie i pragnie sprawiedliwości; trudno się dziwić, że jest niemile widziana, oczerniana i prześladowana. Z takiej jednak miłości, z tego faktu, wydarzenia, iż Jezus za nas umarł i zmartwychwstał możemy czerpać moc i siłę do wzajemnego przebaczenia i miłowania naszych nieprzyjaciół. Każdego dnia więc musimy uczyć się sztuki miłości, każdego dnia trzeba cierpliwie postępować w szkole Chrystusa, każdego dnia trzeba sobie wzajemnie przebaczać i spoglądać na Jezusa.

Drodzy Siostry i Bracia!

Wspominamy dziś świętą Ritę, od której niewątpliwie możemy uczyć się wzajemnego przebaczenia i pełnego wiary spojrzenia na Jezusa. Gdy w Roku Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa Jej ciało przywieziono do Rzymu, święty Jan Paweł II powiedział o Niej, że była głęboko zakorzenioną w miłości Chrystusa, i dlatego znalazła w Nim moc i siłę, dzięki której w każdej sytuacji była kobietą pojednania i pokoju. Dlatego – jak pisał ten sam papież w 600-lecie urodzin świętej Rity – lekcja tej Świętej koncentruje się na ofiarowaniu przebaczenia i akceptacji cierpienia już nie jako formy biernej rezygnacji lub jako owocu kobiecej słabości, ale miłości ku Chrystusowi. Prośmy więc Ją dzisiaj w szczególny sposób dla nas wszystkich, by uczyła nas dziś także wzajemnej miłości i swoim wstawiennictwem wypraszała u Boga miłość zdolną przebaczać, zdolną otwierać swe serce dla tych, którzy przez przebaczenie i miłość wracać będą do Jezusa i do Kościoła, miłość dojrzalszą i oczyszczoną z wszystkich naszych ograniczeń i grzechów. Amen.

Udostępnij naShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter