Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, 31.05.2018 • Prymas Polski

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, 31.05.2018

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej w Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, 31 maja 2018, bazylika prymasowska w Gnieźnie. 

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

Wysłani przez Jezusa uczniowie – jak słyszeliśmy -przygotowali Mu spożywanie Paschy. Uczta paschalna była wówczas dla Jezusa i dla nich wszystkich pamiątką wyprowadzenia narodu z niewoli egipskiej. Nie była jednak tylko samym wspomnieniem tych wielkich dzieł i wydarzeń z przeszłości. Nie była ofiarowana jedynie na pamiątkę tamtych dni. Nie była więc celebracją, czyli świętowaniem jakiejś historycznej rocznicy, o której trzeba pamiętać i którą, by nie zapomnieć, cyklicznie powtarza się co roku. Katechizm Kościoła Katolickiego tłumaczy nam, że za każdym razem, gdy – jak mówi nam Ewangelista – w pierwszy dzień Przaśników, Żydzi, a więc także Jezus ze swymi uczniami, ofiarowywali paschę, a więc zasiadali razem do uczty paschalnej, wydarzenia wyzwolenia z niewoli egipskiej, wyjścia Narodu Wybranego z Egiptu, były uobecniane w ich własnej pamięci, by według nich kształtowali swoje życie. Wydarzenia wyzwolenia z niewoli egipskiej, wyjścia Narodu Wybranego z Egiptu są więc z jednej strony bardzo konkretnie przywoływane, co więcej, są uobecniane, a więc dosłownie żyją w pamięci pokoleń, w pamięci tych ludzi, którzy tutaj i teraz żyją, i według tych wydarzeń kształtują swoje życie. Wiara biblijna – jak nam bowiem podpowie i wyjaśni w swej książce Jezus z Nazaretu papież Benedykt XVI – nie opowiada historii jako symboli prawd ponadhistorycznych, lecz jest osadzona w historii, która wydarzyła się na powierzchni tej ziemi. Wydarzyła się więc w dziejach Narodu Wybranego, a potem także w ziemskim życiu Jezusa i Jego uczniów, i wydarzyła się także i wciąż wydarza w naszym własnym życiu, w życiu nas ludzi wierzących. A więc ona dosłownie żyje w nas i kształtuje teraz nasze życie. A my nią żyjemy, a ona nam towarzyszy i jest w nas i dla nas konkretnie obecna.

My jednak, Siostry i Bracia, nie zasiadamy już do jakiejś starotestamentalnej uczty paschalnej. Nie spożywamy Paschy na pamiątkę wyjścia z Egiptu. Jezus Chrystus bowiem – jak przypomniał nam w swych katechezach o Eucharystii papież Franciszek – swoją męką, swoją śmiercią, swym zmartwychwstaniem i wniebowstąpieniem doprowadził Paschę do pełni. A to znów dla nas konkretnie oznacza, że On teraz nas wyprowadził z niewoli grzechu i śmierci.  Eucharystia jest właśnie pamiątką Jego paschy, Jego męki, śmierci i zmartwychwstania. To właśnie w Niej pozostawił nam pamiątkę swojej ofiary nieskończonej miłości. I ona też, jak tamta Pascha w pierwszy dzień Przaśników, nie jest jednak dla nas tylko jakimś wspomnieniem tego, co się wówczas stało, ale czymś więcej: jest uobecnieniem tego, co wydarzyło się dwadzieścia wieków temu i co się wciąż, tutaj, teraz, dla nas uobecnia, co dla nas się wydarza. A co się tak naprawdę wydarza? Co się dzieje? Tak jak wtedy, tak i dziś: On bierze chleb, odmawia błogosławieństwo, łamie i daje nam mówiąc: Bierzcie, to jest Ciało moje. Potem kielich daje nam, byśmy pili i mówi: To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. I tak jest zawsze, za każdym razem, gdy sprawujemy Eucharystię: ilekroć bowiem spożywacie ten chleb i pijecie kielich – wyjaśni nam święty Paweł – śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie. Tak, głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajmy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale. Dlatego, Siostry i Bracia, rozpoznajcie w tym chlebie Ciało, które wisiało na krzyżu, a w tym kielichu wina Krew, która z boku spłynęła. Przyjmijcie więc i spożywajcie Ciało Chrystusowe, przyjmijcie i pijcie Krew Jego.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Każde wydarzenie odciska w naszym życiu swoje własne piętno. Każde wydarzenie w pewien sposób nas kształtuje, wpływa więc na nas i pozostawia w nas mniejszy czy większy ślad. Im jest mocniejsze i prawdziwsze, im bardziej nam bliskie i dotyka nas samych, im bardziej dociera do naszego wnętrza i wpisuje się w naszą własną historię, tym bardziej nas kształtuje i sprawia, że żyjemy nim na co dzień. Ono jest w nas. Ono w nas żyje. Ono nas przemienia i sprawia, że coś ważnego w nas się dokonuje. Dzieje się coś istotnego w naszym własnym życiu, w życiu naszych najbliższych, w życiu tych, których spotykamy, do których idziemy, z którymi żyjemy. Cykl swych katechez o Eucharystii, które w każdą środę minionego roku, aż do kwietnia, głosił nam papież Franciszek, zakończył On katechezą, w której ukazuje nam i wyjaśnia, że Eucharystia winna owocować w naszym życiu. Po Mszy świętej – mówi papież – rozpoczyna się zaangażowanie świadectwa chrześcijańskiego. Nie przychodzimy przecież na Eucharystię tylko po to, by wypełnić jakiś obowiązek, zachować prawo, nie zgrzeszyć. Chrześcijanie idą na Mszę świętą, chrześcijanie przychodzą na Eucharystię, aby uczestniczyć w męce i zmartwychwstaniu Jezusa, a następnie żyć bardziej jako chrześcijanie. Czy tak jest jednak naprawdę? Czy po to przychodzimy na Eucharystię? Czy tak jest właśnie i w naszym życiu? Czy Msza święta, czy Eucharystia naprawdę nas kształtuje? Czy Ona czyni nas w ten sposób bardziej chrześcijanami? Czy więc stąd, czy z katedry, od tego Chrystusowego ołtarza, wyjdę dziś naprawdę inny? Za chwilę przecież wyjdziemy. Za chwilę razem pójdziemy ulicami naszego świętowojciechowego miasta. Dziś w Boże Ciało, w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej i my wyjdziemy stąd po Eucharystii, i wyjdziemy z Jezusem Chrystusem ukrytym pod postacią chleba. Wyjdziemy z Nim w sercu i w dłoniach niosącego Go kapłana. Wyjdziemy więc – jak to pięknie i zarazem bardzo zobowiązująco nazwał papież Franciszek – jako mężczyźni i kobiety eucharystyczni. Na zewnątrz przecież wciąż tacy sami, wewnątrz jednak chyba nieco już inni, bo właśnie eucharystyczni. Na zewnątrz pewnie wciąż z naszymi troskami i kłopotami, wewnątrz wolni i pełni ufności, bo przecież idzie z nami Pan, Bóg Prawdziwy – jak śpiewamy w eucharystycznej pieśni. Na zewnątrz zanurzeni w życie, w jego trudne problemy i wyzwania, wewnętrznie mocni, bo przecież Eucharystia – jak wskazywał nam papież Franciszek – nie jest nigdy nagrodą dla dobrych, ale jest mocą dla słabych, dla grzeszników. Jest przebaczeniem, jest wiatykiem, który nam pomaga iść, wędrować. Po Mszy świętej, po Eucharystii, a dziś dosłownie z Eucharystią, wyjdziemy więc stąd na ulice naszego miasta jako mężczyźni i kobiety eucharystyczni. Co to jednak tak konkretnie oznacza? Co to znaczy? Papież Franciszek powie wprost, że to znaczy, byśmy pozwolili, byśmy otworzyli nasze umysły i serca, aby Chrystus działał w naszych czynach: aby Jego myśli, były naszymi myślami, Jego uczucia, naszymi uczuciami, Jego wybory, także naszymi wyborami. A to jest świętością. Czynienie tego, co czynił Chrystus, to chrześcijańska świętość. Świętość ludzi zwyczajnych, którzy żyją w tym świecie w chrystusowy sposób, a raczej – jak przypomina nam ostatnia adhortacja apostolska papieża Franciszka Gaudete et exultate, właśnie o powołaniu do świętości w świecie współczesnym – żyją z miłością i dają swe świadectwo w codziennych zajęciach, tam, gdzie każdy się znajduje. Jesteś osobą konsekrowaną? Bądź świętym, żyjąc radośnie swoim darem. Jesteś żonaty albo jesteś mężatką? Bądź świętym, kochając i troszcząc się o męża lub żonę, jak Chrystus o Kościół. Jesteś pracownikiem? Bądź świętym, wypełniając uczciwie i kompetentnie twoją pracę w służbie braciom. Jesteś rodzicem, babcią, dziadkiem? Bądź świętym, cierpliwie ucząc dzieci naśladowania Jezusa. Sprawujesz władzę? Bądź świętym, walcząc o dobro wspólne i wyrzekając się swoich interesów osobistych. Dawać więc świadectwo Chrystusowi wszędzie tam, gdzie żyjemy, pośród naszych codziennych zajęć, w naszym codziennym życiu. Wychodzimy więc po Eucharystii z naszej katedry po to, aby owoce Mszy świętej dojrzewały w naszym życiu codziennym. Wiemy bowiem, że w ten sposób jesteśmy wciąż wzywani, by wnosić Jezusa w nasze życie, we wszystkie jego wymiary, zwłaszcza w te szczególnie trudne i bolesne. Jesteśmy wzywani – jak uczy nas papież Franciszek – aby być Jego oczami, które wypatrują współczesnego Zacheusza i Magdaleny. Jesteśmy wezwani, aby być Jego ręką, która pomaga chorym na ciele i na duchu, dziś zwłaszcza osobom niepełnosprawnym i wszystkim poszukującym wsparcia i otuchy. Jesteśmy wzywani, aby być Jego sercem, które kocha potrzebujących pojednania, miłosierdzia i zrozumienia. A zatem, Kochani Siostry i Bracia, ludzie paschalni, ludzie Eucharystii, mężczyźni i kobiety eucharystyczni, których dusza została poszerzona mocą Ducha Świętego, otrzymawszy Ciało i Krew Chrystusa, żyjmy Eucharystią: aby się nie rozdzielać, jedzcie Ciało, które was jednoczy; aby nie zwątpić o swojej wartości, pijcie Krew, która jest ceną waszego zbawienia.

Udostępnij naShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter