Światowy Dzień Chorego, 11.02.2018 Inowrocław

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes, 26. Światowy Dzień Chorego, 11 lutego 2018, w kościele pw. św. Królowej Jadwigi w Inowrocławiu. 

Siostry i Bracia w Chrystusie,

W ostatnie niedziele wsłuchujemy się w liturgii Słowa w początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, według świętego Marka. Ewangelista ukazuje nam działalność Pana Jezusa w Galilei. Tam właśnie, jak mówi nam święty Marek, chodząc brzegiem Jeziora Galilejskiego, a także odwiedzając okoliczne miasta i wioski, jak choćby Kafarnaum, Jezus głosi Ewangelię, wzywa ludzi do nawrócenia i do wiary, a także wyrzuca złe duchy i uzdrawia. Nie dziwi więc, że, gdy się pojawia, Galilejczycy zbiegają się do Niego ze wszystkich stron. Przynoszą Mu również swoich chorych i opętanych, a nawet całe miasto zbiera się u Jego drzwi. On zaś – czytamy dalej u świętego Marka – uzdrowił wówczas wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił. W początkach markowej Ewangelii Pan Jezus ukazuje się bowiem – jak przypomniał nam kiedyś papież Franciszek – jako Ten, który zwalcza i zwycięża zło, gdziekolwiek je spotyka. W tej walce Jezus nie stosuje jednak żadnych magicznych zaklęć. Nie ukazuje się jako jeden z tych, którzy próbują różnych sposobów, by pozbyć się zła z tego świata. Jego działalności nie towarzyszą jakieś specjalne zabiegi czy działania. Nie próbuje zwodzić czy udowadniać, że wszystkie problemy zginą z ludzkiego życia. Sami ludzie, doświadczając wówczas uzdrowienia czy uwolnienia, nade wszystko dostrzegają, że to jakaś nowa nauka z mocą. Widzą bowiem moc słowa, które Jezus wypowiada. Odkrywają więc, że głoszeniu Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny o zbawieniu człowieka, towarzyszą znaki, które potwierdzają to, co Jezus głosi. Wszystkie uzdrowienia czy uwolnienia z mocy złego ducha są bowiem świadectwem tego – jak już na wstępie pisał święty Marek – że czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. W Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, objawia się Bóg, Jego moc, Jego królestwo. W Nim odsłania się także odpowiedź Boga na zło tego świata. Papież Franciszek zauważy, że w ten sposób Ewangelia ukazuje nam, co czyni Bóg w obliczu naszego zła: nie przychodzi – powie papież – by prowadzić „wykład” na temat cierpienia. Nie przychodzi także, aby wyeliminować ze świata cierpienie i śmierć. Przychodzi raczej po to, aby wziąć na siebie ciężar naszej ludzkiej kondycji, aby nieść ją aż do końca, aby uwolnić nas radykalnie i ostatecznie. W ten sposób Chrystus zwycięża zło i cierpienie świata – biorąc je na siebie i przezwyciężając mocą Bożego miłosierdzia.

Drodzy Siostry i Bracia!

Ewangelia o uzdrowieniu trędowatego, którą dziś słuchaliśmy, jeszcze raz ukazuje nam i potwierdza tę prawdę. Mówi nam najpierw o tym, że Bóg nie jest nigdy daleko od ludzkich nieszczęść, od naszego cierpienia czy choroby, od wszystkich trudnych sytuacji, w których się znajdujemy. Jedną ze szczególnie dotkliwych konsekwencji trądu, o którym słyszeliśmy dziś w pierwszym czytaniu z Księgi Kapłańskiej, było osamotnienie i wprost dosłowne wykluczenie z ludzkiej społeczności. Przez cały czas trwania tej choroby – jak czytaliśmy – taki człowiek będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. W ten sposób Żydzi reagowali na zaraźliwą i bezlitosną chorobą. Trędowaty musiał pozostawać z dala od zamieszkałych miejsc i oznajmiać przechodniom o swojej obecności. Był wykluczony ze wspólnoty społecznej i religijnej. Był dosłownie – jak to kiedyś krótko skomentował papież Franciszek – jak chodzący trup. Odpowiedź, jaką daje nam dziś Bóg w Jezusie Chrystusie, owszem, nie wyklucza ostrożności i rozwagi. Nie eliminuje koniecznych ludzkich zabiegów czy starań. Nie zastępuje rozsądku i tego wszystkiego, co wiąże się z konkretną odpowiedzią na ludzkie choroby i doświadczenia. Sami widzimy, że już po uzdrowieniu trędowatego, Jezus odsyła go do kapłanów, aby oficjalni stwierdzili, że jest zdrowy. To jednak, co w szczególny sposób rzuca się dziś w Ewangelii w oczy, to bardzo znamienny sposób Bożego działania. Otóż Jezus, zdjęty litością, mówi nam święty Marek, wyciągnął rękę, dotknął się trędowatego i uzdrowił go. Miłosierdzie Boga – powie nam papież Franciszek – przekracza wszelkie bariery, a dłoń Jezusa dotyka trędowatego. Nie zachowuje On bezpiecznej odległości, nie działa pośrednio, ale naraża się wprost na zarażenie naszym złem, i właśnie nasze zło staje się miejscem spotkania. On, Jezus, bierze od nas nasze chore człowieczeństwo, a my bierzemy od Niego jego człowieczeństwo, zdrowe i uzdrawiające. W Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, w tym prawdziwym Bogu i prawdziwym człowieku, sam Bóg dosłownie bierze na siebie naszą ludzką kondycję, nasze własne słabości i cierpienia, naszą rozpacz i grzech, nasze zwątpienia i zniewolenia, wszystko, co nam się przydarza i czego tak bardzo chcielibyśmy w tym życiu uniknąć, czego się dosłownie boimy i co niekiedy wprowadza nas samych w przygnębienie i izolację, aby nas uzdrawiać, czyniąc wolnymi wobec wszelkiego grzechu i zła, mężnymi i odważnymi wobec codziennych doświadczeń i trudności, otwartymi w zjednoczeniu z Nim, na tych wszystkich, którzy naszej pomocy i uwagi potrzebują.

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!

Odpowiedzią Boga na ludzkie cierpienie, na nasze cierpienie, jest Ten, o którym pisał kiedyś prorok Izajasza, że wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby. Będąc Bogiem nie uczynił tego jednak z jakimś stoickim spokojem czy dystansem. Nie zmienił jak za dotknięciem przysłowiowej czarodziejskiej różdżki dziejów świata i losów człowieka. Mówi nam dziś Ewangelia, że sam stanął wobec trędowatego dosłownie zdjęty litością. Okazał głębokie współczucie dla jego bolesnej sytuacji. Utożsamił się z nią do końca. Sam przeżył ją bowiem, w całym jej ogromnym bólu i cierpieniu, w dramacie rozrywającej wówczas człowieka bezradności, samotności i wykluczenia. Niektórzy tłumacze tego fragmentu markowej Ewangelii mówią wprost, że w postawie Jezusa ujawnia się tutaj nawet dosłownie gniew, na tych wszystkich, którzy traktują dotkniętych chorobą czy cierpieniem ludzi jak wyrzutków, jak niepotrzebny margines czy problem. A przecież miarą człowieczeństwa – przypominał nam kiedyś papież Benedykt XVI – jest odniesienie do cierpienia i cierpiącego człowieka. I przestrzegał, że społeczeństwo, które nie jest w stanie zaakceptować cierpiących ani im pomóc przez współczucie (…) jest społeczeństwem okrutnym i nieludzkim. Jest też takim każdy człowiek, który pozostaje nieczuły i obojętny na cierpienia swoich bliźnich. Dlatego też wszyscy, Siostry i Bracia, usłyszeliśmy przed chwilą powtórzone i nam w drugim czytaniu wezwanie Apostoła Pawła: bądźcie naśladowcami moimi, jak ja jestem naśladowcą Chrystusa. Aby być naśladowcami Chrystusa wobec ubogich i chorych, wobec cierpiących i odrzuconych przez ludzi – mówił kiedyś papież Franciszek – nie powinniśmy się lękać spojrzenia im w oczy i zbliżenia się do nich delikatnie i ze współczuciem. Oczywiście, są różne sposoby i środki pomocy. W różny sposób możemy okazać naszą konkretną solidarność z tymi, którzy cierpią. W tegorocznym orędziu na XXVI Światowy Dzień Chorego papież Franciszek przypomina nam jednak, że szczególnym zadaniem Kościoła, zadaniem nas, duchownych i świeckich, jest obejmować chorych i cierpiących takim samym jak jego Pan spojrzeniem, pełnym czułości i współczucia. Myślenie organizacyjne i miłość – przypomina w swym orędziu papież – wymagają tego, aby zawsze była szanowana godność człowieka chorego i żeby był on zawsze stawiany w centrum procesu leczenia. Sam papież podczas rozważania przed niedzielną modlitwą Anioł Pański, przypominając wszystkim, że każdy gest pomocy jest przecież jednocześnie gestem komunikacji, pytał: czy kiedy pomagacie innym, patrzycie im w oczy? Czy ich akceptujecie, nie obawiając się ich dotknąć? Czy ich akceptujecie delikatnie? Pomyślcie o tym, jak pomagacie? Z dystansem, czy też delikatne, będąc bliskimi? Wieść o uzdrowieniu trędowatego rozeszła się – jak usłyszeliśmy – szerokim echem po całej tamtejszej okolicy. Słuchających jej zastanawiało być może i to, że właśnie tak poważnie choremu i wprost nieodwracalnie cierpiącemu człowiekowi, Bóg okazał jednak swoje miłosierdzie. Może byli zdumieni, że ten nieczysty i wykluczony ze społeczeństwa człowiek, który powinien trzymać się od wszystkich z daleka, zdołał jakoś przyjść do Jezusa. A może też obudziła się wówczas w ich sercach nadzieja, że skoro okazał miłosierdzie takiemu człowiekowi, może i nam pomóc. Dlatego podobnie jak było to już wcześniej, gdy uzdrowił opętanego czy teściową Szymona, tak i teraz ludzie zewsząd schodzili się do Niego. A On mógłby znów usłyszeć z ust swych uczniów: patrz, wszyscy Cię szukają. On jednak nikomu nie dał się zawłaszczyć. Dlatego z pewnością powtórzyłby tylko jeszcze raz: pójdźmy dalej, pójdźmy gdzie indziej do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem. A my wszyscy, którzy usłyszeliśmy dziś Ewangelię i towarzyszyliśmy Jezusowi, gdy On uzdrowił trędowatego, zostaliśmy wezwani – jak przypomniał nam święty Paweł – by wszystko czynić na chwałę Boga (…) szukając nie własnej korzyści, lecz dobra wielu, aby byli zbawieni. Dlatego prosimy: niech nas ogranie Twoja łaska, Panie, według nadziei, którą pokładamy w Tobie. Amen.

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter