Odpust w Sanktuarium Męki Pańskiej, 20.09.2020 Pakość

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. odpustowej w archidiecezjalnym sanktuarium Męki Pańskiej w Pakości (Kalwaria Pakoska) z okazji odpustu ku czci Krzyża Świętego, 20 września 2020, Wzgórze Kalwaryjskie w Pakości. 

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

W Pakości, w naszym archidiecezjalnym sanktuarium Męki Pańskiej, obchodzimy dziś święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Wpatrujemy się w Krzyż Jezusa i z wiarą jeszcze raz powtarzamy: uwielbiamy Cię, Chryste, i błogosławimy Ciebie, bo przez Krzyż Twój święty, świat odkupiłeś. W tym szczególnym miejscu, w którym się dziś gromadzimy, na Kalwarii Pakoskiej, gdzie od 1671 roku przechowywane są relikwie Krzyża Świętego, wyznajmy: oto Drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata. Zbawienie przyszło przez krzyż. Na krzyżu Bóg nas odkupił, wybawił nas od śmierci, darował nam życie. W ten sposób ukazał nam, jak nas kocha. On bowiem – jak usłyszeliśmy przed chwilą w Ewangelii – umiłował świat, a w nim każdą i każdego z nas, bo przecież posłał swego Syna na świat nie po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Krzyż na Kalwarii, święte drzewo naszego zbawienia, jest więc – jak mówił papież Franciszek – wielką księgą miłości Bożej, ikoną Bożej miłości. Ilekroć bowiem patrzymy na krzyż, znajdujemy w nim tę miłość. Widzimy miłość – jak uczył nas święty Jan Paweł II –  większą od grzechu, od słabości, od marności stworzenia, potężniejszą od śmierci – stale gotową dźwigać, przebaczać, stale gotową wychodzić na spotkanie marnotrawnego dziecka, stale szukającą objawienia się synów Bożych, którzy są wezwani do chwały. To objawienie miłości ­– mówił święty Jan Paweł II – nazywa się również miłosierdziem. To objawienie miłości i miłosierdzia ma w dziejach człowieka jedną postać i jedno imię. Nazywa się: Jezus Chrystus. On to bowiem – jak usłyszeliśmy dziś w hymnie zapisanym przez Pawła Apostoła w Liście do Filipian – ogołocił samego siebie, uniżył samego siebie i stał się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Trzeba więc dziś z wiarą spojrzeć na Ukrzyżowanego i powiedzieć sobie w sercu: Bóg mnie miłuje. Bóg mnie kocha. Kocha mnie aż po krzyż, aż po wydanie swego życia za mnie, aż po przebite ręce i nogi na krzyżu, aż po otwarte serce, kocha mnie aż do końca, kocha mnie bardziej niż ja sam siebie. Umiłował mnie przecież ­– jak powie święty Paweł – bo samego siebie wydał za mnie.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Krzyż Jezusa jest księgą miłości Bożej. Jest świętym znakiem Bożej miłości i znakiem ofiary Jezusa. Mamy w nim również – jak wskazywał nam papież Franciszek – do dyspozycji bezpieczny kompas – ukrzyżowanego Pana. Na krzyżu znajdujemy bowiem mądrość – tłumaczył – która może kierować naszym życiem poprzez światło, które pochodzi od Boga. Nie jest to jedynie tylko jakaś ogólna mądrość, mówiąca nam, że prawdziwy sens ludzkiego życia wiąże się przecież z ofiarą. Owszem, krzyż mówi o ofierze, o oddaniu swego życia za drugich, o miłości zdolnej do poświęcenia, o śmierci, z której rodzi się życie. W tym sensie przypomina nam wciąż choćby znaną nam tak dobrze z historii prawdę, że wolność krzyżami się mierzy. Mówi nam bowiem o gotowości oddania swego życia, o poświęceniu swego życia dla innych. Papież Franciszek powie wprost, że krzyż uczy nas ofiarowania swego życia. Ten bowiem – jak mówił Jezus – kto kocha swoje życie, traci je. Jesteś żarłoczny – komentuje słowa Jezusa papież – lubisz mieć wiele rzeczy, ale wszystko kiedyś utracisz, nawet twoje życie, czyli: kto kocha to, co własne i żyje jedynie dla swoich interesów, chełpi się tylko samym sobą, traci. Kto natomiast przyjmuje, jest dyspozycyjny i służy innym, żyje na sposób Boga: wówczas jest wygrywającym, zbawia siebie samego i innych: staje się ziarnem nadziei dla świata. Ale światło, które pochodzi od Boga jest o wiele silniejsze. Światło, które bije z krzyża ma jeszcze większą moc. To światło rozświetla wszystkie nasze sytuacje, także te, a może zwłaszcza te, w których nie odnajdujemy już żadnej ludzkiej motywacji do dalszej drogi czy wręcz nie widzimy sensu, by podejmować kolejne zmagania. Czytaliśmy dziś w pierwszym czytaniu z Księgi Liczb o tym jak podczas drogi lud stracił cierpliwość. Dalsza wędrówka wydawała się wprost niemożliwa. Czy to nie jakiś bezsens? Dokąd to wszystko miało nas prowadzić? Tu na pustyni (…) nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny. Izraelici zaczęli więc pytać o sens swych zmagań, o sens wędrówki przez pustynię. Po co to wszystko? Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu? Gdzie jest Bóg, który nas prowadził? Zostawia nas teraz na pastwę losu. Nie interesuje się nami. Porzucił nas i jesteśmy Mu obojętni. Wyjście z Egiptu i wyzwolenie z niewoli Egipcjan, wolność, którą odzyskali po latach niewoli, po wpływem trudnych doświadczeń w drodze zmienia się w przekleństwo, a sam trud drogi, na której nic innego już nie widzimy, tylko ciągle większe zmagania, zdaje się wręcz nie do wytrzymania. Zdarza się to nam wszystkim – mówił w te wakacje w jednym ze swych sierpniowym rozważań przed modlitwą Anioł Pański papież Franciszek – w chwilach pobożności, zapału, dobrej woli, bliskości bliźniego, mówimy: ach, spójrzmy na Pana Jezusa i idźmy dalej. Ale w chwilach, kiedy napotykamy krzyż, uciekamy. Diabeł kusi nas. To jest bowiem właściwością złego ducha, to jest właściwe dla diabła – oddala nas od krzyża, od krzyża Jezusa. Podpowiada więc nam, że może sami musimy poszukać tylko jakiegoś własnego rozwiązania, skoro to Boże zawodzi. Skoro On zawodzi.

Drodzy w Chrystusie Siostry i Bracia!

Jaką odpowiedź daje Ukrzyżowany? Na co więc wskazuje nam krzyż? Do czego Jezus nas wzywa? Powtarzaliśmy w psalmie wołanie: wielkich dzieł Boga nie zapominajmy. Nie zapominajmy więc o Bogu, który w Jezusie Chrystusie, Ukrzyżowanym, daje nam odpowiedź. Przecież – jak uczył nas święty Jan Paweł II – krzyż Chrystusa rzuca także przenikliwe zbawcze światło na życie człowieka. On jest światłem dla naszego życia. On jest światłem dla wszystkich sytuacji, które przeżywamy. Bóg nie usuwa bowiem w jakiś cudowny czy magiczny sposób prób i trudów z naszego życia. Nie oszczędza nam bolesnych doświadczeń. Jest jednak w nich wciąż blisko nas tak jak wtedy był blisko, gdy ocalał życie ukąszonych przez węża Izraelitów. Co oznacza ten symbol – pytał kiedyś w święto Podwyższenia Krzyża Świętego papież Franciszek. Co oznacza wąż wywyższony na pustyni? I zaraz sam odpowiadał, że owszem Bóg nie usunął węży, ale dał „antidotum”: przez tego miedzianego węża, wykonanego przez Mojżesza, Bóg udziela swojej uzdrawiającej mocy. Jest nią Jego miłosierdzie, mocniejsze niż trucizna kusiciela. A dla nas już nie miedziany wąż i nie przez miedzianego węża, ale przez krzyż i wywyższonego na krzyżu objawia się Boże miłosierdzie, albowiem każdy, kto w Niego wierzy – jak usłyszeliśmy dziś w Ewangelii – ma życie wieczne. Ten, kto powierza się Jezusowi ukrzyżowanemu, otrzymuje Boże miłosierdzie, leczącej ze śmiertelnej trucizny grzechu. Krzyż odwodzi go bowiem od szukania tylko własnych rozwiązań i szukania życia na własną rękę. Jak wielu ludzi, jak wielu chrześcijan – powie nam papież Franciszek – wpatruje się w krzyż (…) i tam znajduje wszystko, bo zrozumieli, że Duch Święty pozwoli im zrozumieć, że tam jest cała wiedza, cała miłość Boga, cała mądrość chrześcijańska. Z krzyża płynie siła i w krzyżu zawarte jest wezwanie. Sam Jezus mówi nam bowiem: jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Jesteśmy wezwani, by iść za Nim drogą krzyża. Często słysząc to Chrystusowe wezwanie rozumiemy je jedynie i przede wszystkim jako cierpliwe znoszenie naszych codziennych udręk. Papież Franciszek wskazywał nam jednak kiedyś, że branie własnego krzyża to nie jest tylko kwestia cierpliwego znoszenia codziennych udręk. Mówił bowiem, że chodzi tu także o dźwiganie z wiarą i odpowiedzialnością tej części znoju i tej części cierpienia, jakie pociąga walka ze złem. Iść drogą krzyża, to podjąć to zmaganie i tę walkę. W ten sposób – jak dodawał – trud brania krzyża staje się naszym uczestnictwem w Chrystusowym zbawieniu świata. Krzyż nie jest orężem do walki ze światem, ale drogą zbawienia świata. Z krzyżem w ręku i w imię krzyża nie mamy pokonywać innych, ale ich zbawiać, a więc ocalać od śmierci. Zbawienie przyszło przez krzyż. Świat – mówi nam dziś z mocą Ewangelia – został przez Niego zbawiony. Świat został zbawiony za cenę śmierci Chrystusa na krzyżu. Święty Jan Paweł II, świadek tej drogi zbawienia świata, włożył kiedyś w usta Jezusa takie wołanie: pójdź za Mną! Pójdź! Weź udział swoim cierpieniem w tym zbawieniu świata, które dokonuje się przez moje cierpienie. Iść więc drogą krzyża i brać swój krzyż, to jednoczyć się z Chrystusem poprzez służbę z miłością naszym siostrom i braciom, zwłaszcza tym najmniejszym i tym najsłabszym. Pomyślmy więc dziś tutaj o tych wszystkich odrzuconych, o ludziach przez innych skrzywdzonych, o osobach wykorzystanych czy zostawionych samym sobie, o cierpiących, także tych z spalonego greckiego obozu Moria. Tak jak wsparliśmy już naszą modlitwą i ofiarą ludzi, którzy ucierpieli w wybuchu w Bejrucie, tak w przyszłą niedzielę chcemy wesprzeć właśnie tych, którzy, po tym straszliwym pożarze, wciąż koczują na ulicach i dosłownie śpią w śmietnikach. Jeśli chcemy być Jego uczniami – przypomni nam jeszcze raz papież Franciszek – to jesteśmy wezwani do naśladowania Go, poświęcając bezwarunkowo nasze życie ze względu na miłość Boga i bliźniego. Bądź uwielbiony więc Panie, przez Krzyż Twój Święty i daj nam odwagę, by iść drogą krzyża. Amen.

Udostępnij naShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter