Odpust Narodzenia NMP, 3.09.2017, Krajna

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. odpustowej z okazji odpustu Narodzenia NMP, 3 września 2017, Sanktuarium Matki Bożej Królowej Krajny, Byszewo.

Szczęśliwa jesteś, Najświętsza Maryjo Panno, bo z Ciebie się narodziło Słońce sprawiedliwości, Chrystus, który jest naszym Bogiem.

Drodzy Współbracia w Chrystusowym Kapłaństwie,
Biskupie Wiesławie i prezbiterzy,
Drogie osoby życia konsekrowanego,
Umiłowani w Panu Siostry i Bracia,
Kochani Pielgrzymi,

Usłyszany przed chwilą fragment Ewangelii według świętego Mateusza wprowadza nas wszystkich w historię narodzenia Jezusa Chrystusa. Zaczyna się bowiem – jak słyszeliśmy – informacją, że z narodzeniem Jezusa Chrystusa było właśnie tak. Odczytujemy tę Ewangelię jednak nie w Boże Narodzenie, ale właśnie dziś, w tym dniu, gdy co roku przychodzimy, także do tego maryjnego sanktuarium na Krajnie, aby wspólnie obchodzić święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. I choć dobrze wiemy – jak przypomniał nam w encyklice o Maryi w życiu pielgrzymującego Kościoła święty Jan Paweł II – że trudno w tej sprawie ustalić jakiś chronologiczny punkt dla określenia daty narodzin Maryi, to jednak Kościół, także poprzez to dzisiejsze święto, wskazuje nam, że Maryja była przed Chrystusem na horyzoncie dziejów zbawienia. Wówczas, gdy definitywnie przybliżała się pełnia czasu – podkreśla święty Jan Paweł II – gdy zbawczy adwent Emmanuela stał się bliski swego wypełnienia, Ta, która została odwiecznie przeznaczona na Jego Matkę, była już tutaj na ziemi. W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że nosiła pod swym sercem Jezusa i że była to wielka tajemnica nie tylko dla Niej samej, ale też dla Jej przyszłego męża Józefa. On zaś – jak wspomniał o Nim w swej homilii wygłoszonej na początku swego pontyfikatu papież Franciszek – przeżywał swoje powołanie opiekuna Maryi, Jezusa, Kościoła w ciągłym kierowaniu uwagi na Boga, będąc otwartym na Jego znaki, gotowy wypełniać nie własny, lecz Jego plan. Był więc niezwykle podobny do swojej Oblubienicy, Maryi, która przecież tak właśnie żyła na ziemi. I Ona kierowała swą uwagę na Boga, była zawsze otwarta na Jego znaki, całkowicie gotowa wypełniać nie własny, lecz Jego plan. W Maryi – jak mówił na Jasnej Górze papież Franciszek – znajdujemy pełną odpowiedź Panu. Widzimy Jej całkowite oddanie i zawierzenie.

Umiłowani Siostry i Bracia! Kochani Pielgrzymi!

Przeżywany przez nas rok ma szczególny wymiar maryjny. Rozpoczęliśmy go w maju od uroczystych obchodów 100-lecia objawień w Fatimie, a potem, pośród licznych złotych jubileuszy koronacji figur i obrazów maryjnych w Polsce, w paulińskim Leśniowie czy u Księży Marianów w Licheniu, w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej przeżywaliśmy 300-lecie tej pierwszej na polskiej ziemi koronacji Cudownego Jasnogórskiego Wizerunku. Dziś zaś, spotykając się właśnie tutaj w Byszewie, przed obliczem Matki Bożej, Królowej Krajny, w pewien sposób przygotowujemy się już duchowo na zbliżające się i związane ze świętem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny ogólnopolskie uroczystości 140-lecia objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Można więc powiedzieć, że w tym roku, w jakiś szczególny sposób w różnych miejscach naszej Ojczyzny przychodzimy do Maryi, idziemy z Maryją i podążamy za Nią. A wszystkie te maryjne stacje na naszej duchowej drodze, wszystkie te spotkania, jakie przeżywamy z żywą wiarą w tak licznych maryjnych sanktuariach rozsianych na naszej polskiej ziemi, wciąż nam pozwalają dostrzec – jak wyraził to pięknie w swym jasnogórskim przesłaniu z okazji 300-lecia koronacji papież Franciszek – że kocha się jak matkę Tę, którą przecież nazywamy naszą Panią i Królową. Święty bowiem Wizerunek – każdy z Jej świętych cudownych wizerunków, także ten, tak piękny i czczony od wieków przez was tutaj, w Byszewie – ukazuje, że Maryja nie jest jakąś odległą królową, która siedzi na tronie, lecz że jest matką, która obejmuje Syna, a wraz z Nim nas wszystkich, swoje dzieci (…) że jest to prawdziwa Matka (…) która bierze sobie do serca problemy naszego życia. Jest to Matka bliska, która nigdy nie spuszcza nas z oczu. Jest to Matka czuła, która trzyma nas za rękę podczas codziennej wędrówki (…) Nikt więc z nas nie jest sierotą, gdyż każdy ma w pobliżu siebie Matkę – nieprześcignioną w czułości Królową! Ona nas zna i towarzyszy nam, na swój typowo matczyny sposób – pokorny i odważny zarazem, nigdy nie nachalny, a zawsze trwający w dobry, cierpliwy względem zła i aktywny w promowaniu zgody. Ona bowiem tak właśnie jest naszą Matką – jak jeszcze mówił nam w ubiegłym roku tam, przed Jej Jasnogórskim Obliczem papież Franciszek – Ona jest kobietą, która bierze sobie do serca nasze problemy i interweniuje, która potrafi uchwycić trudne chwile oraz dyskretnie, skutecznie i stanowczo się o nie zatroszczyć. Nie jest bowiem władczynią i głównym bohaterem, ale Matką i służebnicą. Ona bowiem – jak uczył z kolei papież Benedykt XVI –  jest Królową w służbie Boga dla ludzkości, jest Królową miłości, która swoje życie czyni darem dla Boga, aby włączyć się w plan zbawienia człowieka (…) jest Królową właśnie przez to, że nas kocha, że nam pomaga w każdej naszej potrzebie, jest naszą siostrą, jest pokorną służebnicą. Jest kobietą, która króluje służąc. Jest królową służącą innym.

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu!

W Maryi, w Matce Bożej, w naszej Pani i Królowej, o czym świadczy także ten Cudowny Wizerunek Byszewski ukoronowany przez waszego biskupa Kazimierza Józefa Kowalskiego już przeszło pięćdziesiąt lat temu, mamy więc naszą matkę i kochamy jak matkę Tę, którą tutaj nazywamy Królową Krajny. Niezależnie bowiem od otaczających początki tego miejsca i tego sanktuarium, i tego Cudownego Wizerunku Pani Byszewskiej licznych legend, wierzymy przecież, że Maryja obrała sobie to właśnie miejsce i że jest tutaj szczególnie pośród nas obecna. Jest obecna – jak przypomina nam Sobór Watykański II – w tajemnicy Chrystusa i w tajemnicy Kościoła. Jest obecna dla wszystkich i dla każdego, kto z taką wiarą, od wielu już stuleci, idąc śladami waszych przodków nawiedza Jej byszewski dom. A przychodzimy tutaj do Niej, do Matki, do naszej Pani i Królowej, wpatrując się w ten matczyny styl Maryi, a powierzając Jej siebie samych, nasze rodziny, nasze społeczności, nasz naród i naszą Ojczyznę, zasłuchani w słowo Boże pragniemy uczyć się od Niej, w jaki sposób wchodzić w Bożą historię, czyli w historię zbawienia i z wiarą przyjmować to, co jest Bożym natchnieniem i Bożym pomysłem, Bożym planem również na nasze ludzkie życie. W dzisiejszym fragmencie Ewangelii według świętego Mateusza Maryja jest wprost niemym świadkiem wewnętrznych zmagań i podejmowanych przez Józefa decyzji. Ona jednak w całym swoim życiu ukazała nam – jak to trafnie streścił kiedyś papież Franciszek – swoją wrażliwość i wyobraźnię w służbie potrzebującym, piękno poświęcenia swojego życia dla innych, bez szukania w życiu pierwszeństwa i dzielenia. Ona bowiem – jak napisał jeszcze papież w swoim tegorocznym orędziu do młodych – nie zamknęła się w domu, nie dała się sparaliżować strachem czy też pychą. Maryja nie jest bowiem typem kobiety, która, by czuć się dobrze, potrzebuje kanapy, gdzie mogłaby usiąść wygodnie i bezpiecznie (…) Jeśli potrzebna jest pomoc (….) nie marudzi i natychmiast wyrusza w drogę. Jakże więc będzie i jest przecież bliska tak wielu, którzy także tutaj, także na Krajeńskiej Ziemi mocno doświadczonej przez ostatnie nawałnice, spontanicznie przyszli i wciąż przychodzą innym na pomoc. Objawia się nasza ludzka wrażliwość, nasza wyobraźnia w służbie potrzebującym, otwartość serca na doznane przez innych nieszczęścia, miłość i solidarność, a także jedność i otwartość na siebie nawzajem. I w ten sposób widzimy – jak głosił nam dziś święty Paweł – że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. Widzimy, że nie jesteśmy porzuceni i osamotnieni, że pośród wielu doświadczeń i problemów nie jesteśmy pozostawieni samym sobie, bo nie jesteśmy sobie nawzajem obojętni, bo, pomimo naszych grzechów i wad, dociera i do nas, także w tym miejscu, świadectwo życia Maryi i uczy nas, i drąży w nas, często jak kropla drąży skałę, i nawraca nas na ten właśnie styl życia, na ten sposób życia, który Ona nam pozostawiła na ziemi.

Moi Kochani!

Wspominałem już, że w dzisiejszym fragmencie Ewangelii Maryja jest niemym świadkiem zmagań Józefa. Ewangelista Mateusz ukazuje nam bowiem noc zwiastowania Józefowi. Stawia w centrum wydarzeń człowieka, który spotkał się z prawdziwie niespodziewaną i nieoczekiwaną sytuacją w swoim życiu. Józef – jak ktoś trafnie zauważył – nie czekał na sen, nie kładł się spać, aby spotkać anioła i usłyszeć, co mu powie. Wiemy natomiast od Mateusza, że kiedy dowiedział się, że jego żona jest brzemienna, sam przemyśliwał, jak postąpić wobec Maryi, która jest w ciąży, jak zareagować na Jej ciążę. Milczał i cierpiał. Cierpiał i rozmyślał. Nie uciekał przed tym, co się wydarzyło i czego kompletnie nie rozumiał; rozważał, co zrobić w tej bolesnej i zagmatwanej sytuacji. I choć nie wiemy, jak długo rozeznawał decyzję, wiemy natomiast, że po jej rozeznaniu, postanowił. Mąż Jej Józef – czytaliśmy przed chwilą – który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Rzeczywiście, zasnął więc wtedy z gotowym planem – rozwiązaniem na tyle sprawiedliwym, na ile po ludzku było go stać. To prawda, że kładł się pewnie z potwornym lękiem (…) po ludzku był przerażony tym, co się stało. Nie był to jednak lęk o siebie, o swoją reputację czy zdanie innych. Milczał, myśląc o Maryi, zastanawiał się, jak wobec Niej postąpić. Milczał, myśląc o Bogu: czy na pewno postępuje tak, jak On chce? I dlatego, gdy we śnie usłyszał Boże wyjaśnienie, potrafił wycofać się ze swoich ludzkich przemyśleń i postanowień. Dał miejsce Bogu i – jak ktoś pięknie to wyraził – przez Bożego anioła nauczył się na nowo odczytywać swoje własne życie. Wraz z Maryją staje więc dziś przed nami, aby uczyć i nas takiej właśnie postawy. Uczy otwarcia na to, czego Bóg od nas wymaga. Pokazuje, że Pana Boga tak naprawdę nie da się zaaresztować we własnych myślach i postanowieniach, że nie wolno nam ubóstwiać swoich własnych racji i wbrew wszystkiemu kurczowo się ich trzymać. Trzeba dać miejsce Bogu, Jego planom, Jego zamierzeniom. Święty Józef od chwili, gdy wstaje rano z maty, czyni tak, jak nakazał mu posłaniec Boga. Wziął Maryję, swoją żonę, do siebie. Wypełnia więc to, czego oczekuje od niego Bóg. Idzie za tym, co mógł poznać.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Modlitwa w tym sanktuarium, u stóp Matki Bożej, Królowej Krajny, może i nam dziś, tutaj zgromadzonym dopomóc w takim właśnie spojrzeniu na nasze życie i na miejsce Boga w nim, i na to, co On teraz od nas oczekuje. Nie możemy kurczowo trzymać się tylko tego, co sami rozeznaliśmy, z czym tutaj przyszliśmy, co stanowi już w nas jakąś gotową odpowiedź. Bądźmy prawdziwie otwarci na Jego obecność i na Jego słowo. Spoglądajmy uważnie w oczy Maryi. Niech Ta, która zaufała Bogu i była otwarta na Jego natchnienia pomaga nam tak spojrzeć na nasze życie i na nasze sytuacje, także te trudne i wymagające uzdrowienia, że odkryjemy w nich Boży zamiar i Boży zamysł i będziemy żyli tak, jak On tego chce. Amen.

 

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter