Narodowy Kongres Trzeźwości, 18.06.2017, Jasna Góra

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej z okazji Narodowego Kongresu Trzeźwości, 18 czerwca 2017, Jasna Góra. 

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu,
Drodzy Uczestnicy Narodowego Kongresu Trzeźwości,

Ewangelista Mateusz ukazuje nam dziś Jezusa, który obchodzi palestyńskie miasta i wioski, naucza w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię, a także – jak podkreśla – leczy wszystkie ludzkie choroby i wszystkie słabości. Przychodzą więc do Niego ludzie z różnymi problemami. Ciągną do Niego ze swoimi słabościami i chorobami. Dzielą się z Nim swoją troską o siebie samych i swych bliskich. Stają przed Nim z różnymi życiowymi doświadczeniami i trudnościami. Wszyscy oczekują, aby On im pomógł. Wyczuwają bowiem bardzo dobrze, że to w Nim jest moc, która uzdrawia wszystkich. Sam zaś Jezus – jak wprowadza nas w dzisiejszy fragment swojej Ewangelii święty Mateusz – dostrzega ludzkie problemy, nie omija ich, ani nie lekceważy. Widząc ich doświadczenia i zło, nade wszystko jednak spogląda z miłością i ze współczuciem na konkretnych ludzi, którzy zmagają się ze swoimi słabościami, grzechami, chorobami czy uzależnieniami. Widzi też – jak opowiada nam dalej święty Mateusz – że ich stan ogólny jest naprawdę smutny, wręcz tragiczny. Są znękani i porzuceni, podobni do pogubionych owiec, które nie mają swego pasterza. Słuchając dzisiejszej Ewangelii odkrywamy jednak i to, że Jezus nie poprzestaje jedynie na trafnej, choć smutnej diagnozie napotkanej sytuacji. Najpierw On sam, pełen litości nad ludźmi i ich problemami, okazuje się głęboko solidarny z każdym człowiekiem, który cierpi. Nie zamyka i nie odwraca oczu od jego rzeczywistych problemów. Dlatego też – jak przypomniał nam w Roku Miłosierdzia  papież Franciszek – relacje Jezusa z osobami, które Go otaczają, ukazują coś jedynego i niepowtarzalnego. Ukazują, że w Jego sercu jest głębokie współczucie i tak głębokie zrozumienie, dzięki którym – jak to wyraził jeszcze papież – czyta w sercach swoich rozmówców, dając im odpowiedzi, które korespondowały z ich najprawdziwszymi potrzebami. On też – jak to ujął jeszcze w bardzo mocny sposób i nam przedstawił papież – nigdy nie uważa się za zwyciężonego, dopóki nie sprawi, że poprzez współczucie i miłosierdzie zniknie grzech i pokonane zostanie odrzucenie.

Drodzy Siostry i Bracia!

Chrystusowa Ewangelia nie zatrzymuje się jednak na samych znakach i działaniach Jezusa. Dziś wprowadza nas, tak jak kiedyś uczynił to wobec swoich uczniów, w naszą odpowiedź. Nas czyni współuczestnikami swojej misji. Przypomina nam, że On potrzebuje teraz naszych dłoni. Potrzebuje naszych oczu i naszych serc, które nie dadzą się owładnąć zniechęceniu czy obojętności, ale pójdą, jak On, by nieść radosną nowinę o wyzwoleniu naszym siostrom i braciom. Idźcie i głoście: bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Słysząc te słowa, można z pewnością pomyśleć sobie, że ten, kto je na serio przyjmuje jest albo Bogiem, albo szaleńcem. Któż bowiem z ludzi może uzdrawiać, wskrzeszać, oczyszczać czy wypędzać złe duchy, a także darmo rozdawać? Czy jest to w ogóle możliwe? Jak zatem rozumieć te słowa, by nie popaść w egzaltację czy pychę? Zdaje się, że kluczem do zrozumienia tych słów, jest to wszystko, co wpierw usłyszeliśmy w dzisiejszym fragmencie Mateuszowej Ewangelii. Posłanie i działanie poprzedza modlitwa i powołanie uczniów. Modlitwa do Pana żniwa otwiera przestrzeń dla działania w nas samych mocy Bożej. Nikt nie idzie sam, jeśli wpierw go Pan nie wyprawi na swoje żniwo. Kto zaś próbowałby lub wręcz próbuje robić to wciąż na własną rękę jest szarlatanem i uzurpatorem. Jeśli Pan żniwa nie pośle nas na żniwo swoje, na nic się przydadzą ludzkie zabiegi i nawet przemyślnie skonstruowane plany działania. Rozbiją się o mur ludzkiej niewiary, podejrzliwości, że tak działając, mamy w tym jakiś swój własny, ukryty cel i interes. Jedynie Bóg może otworzyć ludzkie serce temu, kogo do niego posyła. Jednie Bóg może zdziałać w nim cud przemiany i odpowiedź na głos tego, który przyjdzie do niego. Jedynie Bóg może przełamać nieufność i wyzwolić człowieka z ograniczenia, zniewolenia czy śmierci. Jeśli wciąż myślimy sobie, że usłyszą nas tylko dlatego, że w nas samych jest słuszne przekonanie i mądrość, której nie mogą się przecież oprzeć ani jej odrzucić, to w najlepszym wypadku sami przeżyjemy zawód i kolejne rozczarowanie. Wszystko zatem zaczyna się tak naprawdę od tego, czy przed naszym, najsłuszniejszym nawet działaniem, dotrze najpierw do nas samych przypomniana nam dziś Chrystusowa zachęta: najpierw proście Pana żniwa. Proście Go, a od Niego otrzymacie siłę. Zwracajcie się do Niego, a znajdziecie pomoc. Módlcie się i pukajcie do Jego drzwi, a otworzą wam, i przed wami otworzą się wówczas również zatwardziałe ludzkie serca. I czyńcie to cierpliwie i natarczywie, wytrwale i z wiarą, nie spodziewając się jednak natychmiastowych efektów. Dobry żniwiarz wie bowiem, że podstawą wzrostu ziarna jest cierpliwość. Zwycięskim zaś sposobem życia – jak wskazywał kiedyś papież Franciszek – jest właśnie sam styl ziarna, pokornej miłości. Nie ma innej drogi – dodawał Ojciec Święty – aby pokonać zło i dać światu nadzieję (…) W istocie logika ziarna, które obumiera, pokornej miłości, jest drogą Boga, i tylko taka logika wydaje owoce. Wybierając wiec i wysyłając swoich uczniów na świat Jezus nie wykorzystuje ich własnej mocy. Nie odwołuje się do ich własnych zdolności czy zasług. Nie spogląda na nich, jako na tych lepszych, już we własnych oczach wybranych i przeznaczonych, usprawiedliwionych, którzy teraz sami z siebie zdolni będą przemieniać świat. Odwołuje się do prostych i słabych ludzi, do swych uczniów, których sam zna aż nadto dobrze, a których teraz On sam obdarza – jak słyszeliśmy w Ewangelii – władzą nad duchami nieczystymi i mocą zdolną leczyć wszystkie choroby i wszelkie słabości. W podobny sposób jak w historii Narodu Wybranego, i oni stają się Ludem Pana, Jego szczególną własnością pośród wszystkich narodów, królestwem kapłanów i ludem świętym. Bóg ich bowiem wybrał. Bóg im okazał swe miłosierdzie, dając im konkretnie odczuć, tak jak kiedyś Izraelitom, że wyprowadził ich samych, jako pierwszych, z niewoli. Dał im również niejednokrotnie już doświadczyć swojej Ojcowskiej troski i opieki, i to tak dalece, że sami mogli poczuć się jak tamci, jak ich przodkowie, jakby dosłownie niósł ich na skrzydłach orlich. Takich więc ludzi posyła do świata. Takich też czyni uczestnikami swojej misji zbawczej. Za takich On sam życie oddaje. Chrystus bowiem – przypomniał nam dziś Apostoł Paweł – umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdy jeszcze byliśmy bezsilni. Do takich też się zwraca z nadzieją, że sami doświadczając pojednania i przebaczenia przez Jego śmierć, usprawiedliwienia przez Jego krew, wyzwolenia z własnej niewoli grzechów, teraz nieść będą innym wyzwalające orędzie Jego Ewangelii i w ten sposób – jak pisał Rzymianom Apostoł Paweł – chlubić się w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie.

Siostry i Bracia! Drodzy Uczestnicy Narodowego Kongresu Trzeźwości!

Przybyliśmy tutaj, na Jasną Górę, aby u Pani Jasnogórskiej upraszać dla siebie i dla podejmowanych przez nas działań potrzebną pomoc i siłę. Nasza obecność i modlitwa, a także przeżywany w ciągu całego tego roku Narodowy Kongres Trzeźwości, dobitnie potwierdzają, że dziś naprawdę konieczna jest mobilizacja całego naszego społeczeństwa do działań trzeźwościowych. Sami dobrze znamy wagę problemu. Potrafimy poznać i ocenić skutki, także te społeczne, uzależnienia od alkoholu oraz wielu innych uzależnień, które dotykają tak wielu spośród naszych sióstr i braci. Na nas więc liczy Chrystus. On nas posyła, abyśmy w Jego imię i Jego mocą, zanieśli innym wyzwalające orędzie i budzili w nich przede wszystkim siłę do walki i powstania z pętających ich uzależnień i nałogów. Posyłając nas, Jezus liczy jednak przy tym, że nie tylko będziemy dobrymi specjalistami, zdolnymi precyzyjnie ocenić współczesne zagrożenia, ale wobec panującej i dominującej kultury użycia i konsumpcji, przejawiającej się również agresywną promocją alkoholu i akceptacją dla pijaństwa, sami zdolni będziemy budować kulturę trzeźwości, wolności od uzależnień, kulturę wolności, miłości i odpowiedzialności. Trzeba – mówił Prymas Tysiąclecia – obudzić sumienia wszystkich, abyśmy nie oglądali się na tych, którzy dają nam zły przykład, lecz sami zobowiązali się do trzeźwości. Trzeba obudzić sumienia, aby zdawać sobie sprawę, jak wielka jest nasza odpowiedzialność za życie własne i rodziny, za życie Narodu i Kościoła. Tak, trzeba więc obudzić i nasze sumienia, abyśmy z odwagą ukazywali innym przekonujące i piękne świadectwo życia w prawdzie i wolności, w miłości i trzeźwości, życia otwartego, twórczego i zaangażowanego, wolnego od lęku i niepewności, życia otwartego na Boga i na drugiego człowieka, życia we wspólnym domu, wolnym od rozdzierających nas kłótni i sporów, owocującego w świadczeniu sobie nawzajem wsparcia i pomocy. Takie życie jest bowiem fundamentem trzeźwości. Na takim życiu można opierać naszą wspólną przyszłość, wolną od uzależnień i zniewolenia. Kto bowiem kocha tylko to, co własne – mówił nam papież Franciszek – i żyje dla swoich interesów, i chełpi się tylko sobą, traci. Kto natomiast przyjmuje, jest dyspozycyjny i służy innym, żyje na sposób Boga: wówczas jest wygrywającym, zbawia siebie samego i innych: staje się ziarnem nadziei dla świata. Amen.

 

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter