Msza św. z okazji 85. rocznicy urodzin abp. H. Muszyńskiego, 17.04.2018, Kościerzyna • Prymas Polski

Msza św. z okazji 85. rocznicy urodzin abp. H. Muszyńskiego, 17.04.2018, Kościerzyna

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej z okazji 85. rocznicy urodzin abp. seniora Henryka Muszyńskiego, otwarcia Izby Pamięci ku czci Prymasa seniora oraz prezentacji najnowszego wywiadu-rzeki „Rozmowy – posługa Słowu”, 17 kwietnia 2018, Kościerzyna.

Drogi Księże Arcybiskupie,
Najdostojniejszy Pasterzu Pelplińskiego Kościoła, Drogi Biskupie Ryszardzie, Współbracia w Kapłaństwie, Osoby Życia   Konsekrowanego,
Umiłowani w Panu Siostry i Bracia,
Drodzy Mieszkańcy Kościerzyny,

Słowa nauczania i opis męczeństwa świętego Szczepana, które przypomniała nam dziś Księga Dziejów Apostolskich, stają się dla nas wszystkich szczególnym przykładem jeszcze jednego świadectwa o zmartwychwstałym Panu. Przecież ten czas wielkanocny, to także szczególny czas naszego spotkania ze świadkami Zmartwychwstałego. Tak, jak wcześniej, zaraz po zmartwychwstaniu Jezusa, Maria Magdalena i uczniowie idący do Emmaus, a po nich wszyscy jedenastu, jak później Piotr i Jan po uzdrowieniu chromego sprzed jerozolimskiej świątyni, tak również i teraz Szczepan, pełen Ducha Świętego, dawał świadectwo i głosił, że Jezus umarł i zmartwychwstał, że Bóg wskrzesił Go z martwych, że On jest tym kamieniem odrzuconym przez budujących, który stał się głowicą węgła, i że w Nim jest nasze zbawienie, nasze odkupienie, nasze zmartwychwstanie i życie. Nie jest On bowiem Bogiem umarłych, ale żywych. A On sam, Zmartwychwstały, przebywa, jak mówił dziś Szczepan, po prawicy Boga. Widzę bowiem niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga. On więc żyje i jest z nami zawsze, aż do skończenia świata. A święty Jan dodawał, że ten, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne. On bowiem daje życie światu. On jest źródłem życia. On sam jest życiem. I On też  pozwala nam przeżywać wraz z Nim – jak to podkreśla papież Franciszek w najnowszej adhortacji apostolskiej o powołaniu do świętości w świecie współczesnym – wszystkie tajemnice naszego życia. Po Jego przyjściu – wyjaśniał nam kiedyś papież Franciszek – trzeba bowiem się nawrócić, zmienić mentalność, zrezygnować z myślenia tak, jak wcześniej. I jako przykład Ojciec Święty podawał, że Szczepan ukazuje nam takiego właśnie człowieka, zakotwiczonego w orędziu Jezusa aż do śmierci. Jego ostatnie modlitwy: „Panie Jezu, przyjmij ducha mego!” i „Panie, nie poczytaj im tego grzechu” (Dz 7,59-60) są przecież wiernym echem słów wypowiedzianych przez Jezusa na krzyżu: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 46) i „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (w.34). Te słowa Szczepana – zauważył jeszcze papież Franciszek – były możliwe jednak tylko dlatego, że Syn Boży przyszedł na ziemię i dla nas umarł i zmartwychwstał. Przed tymi wydarzeniami były to słowa po ludzku nie do pomyślenia.  I możemy jeszcze dopowiedzieć, że nie tylko te, powtórzone przez Szczepana, słowa byłyby wcześniej nie do pomyślenia, ale także cała jego postawa, jego zachowanie, jego konkretne świadectwo dawane w ten sposób Jezusowi, byłoby po ludzku wprost nie do pomyślenia. Tylko bowiem obecność Zmartwychwstałego, tylko nasze z Nim zjednoczenie, tylko Jego w nas obecność, pozwalają pójść za Nim, pójść tak, jak On poszedł w swej miłości aż do końca, aż do przebaczenia oprawcom, aż do zmartwychwstania, przez śmierć do zmartwychwstania.

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

Wyjaśniając w swych katecheza o nadziei istotę tej postawy, papież Franciszek zauważył, że być może dlatego pierwszy Kościół nie określił jej mianem heroizmu czy bohaterstwa. Mówił natomiast o męczeństwie, czyli świadectwie, bo w ten sposób podkreślał i wskazywał, że nosi ona w sobie zapach bycia uczniem Jezusa. W postawie Szczepana, tak jak wcześniej w postawienie Marii Magdaleny i idących do Emmaus dwóch uczniów, w zachowaniu jedenastu, a wśród nich Piotra i Jana, czujemy i my, że w ten sposób roznosi się szczególny zapach bycia Chrystusowym uczniem. Nie jest on wolny od pojawiających się w drodze pytań i wątpliwości, nie jest wolny od konieczności pokonywania osobistych lęków i trudności, nie jest pozbawiony dramatycznych wręcz poszukiwań i wciąż nowych odpowiedzi w starciu z trudną rzeczywistością. Towarzyszy mu jednak zawsze ta pewność, że to Jezus wziął nasz los w swoje ręce, że nas odkupił i zbawił, że On sam uczynił nas swoimi uczniami, że wezwał nas na świadków swojej Ewangelii i posłał, abyśmy nieśli ją naszym słowem i całym naszym życiem. Dziś jesteśmy razem w tym miejscu, w którym głos powołania do bycia Chrystusowym uczniem usłyszał przed laty Ksiądz Arcybiskup Henryk. Wyjaśniając kiedyś, w swej pierwszej książce-rozmowie znaczenie tego właśnie rodzinnego miejsca podkreślał, że było ono, i pewnie wciąż jest i pozostaje nadal we wspomnieniach zapisanych głęboko w sercu – tym jedynym miejscem, gdzie Pan Bóg mnie postawił, gdzie wyznaczył mi konkretne zadania, gdzie uczył bycia człowiekiem. Gdzie uczył bycia chrześcijaninem. A ja gdzie uczyłem się budować relacje międzyludzkie, ucząc się rozróżniać dobro i zło. I to wszystko wyniosłem – mówił jeszcze wtedy Ksiądz Arcybiskup – z tej małej ojczyzny. Widzę w tym znak woli Bożej. A potem także dalsze koleje życia – przynajmniej w naszym wypadku, ludzi Kościoła – nadal kierowane są przez Boga. Wychodzimy z ziemi rodzinnej i idziemy tam, gdzie Bóg nas posyła i wyznacza wciąż nowe zadania. Wychodząc, jednak nie zapominamy, skąd wyszliśmy, gdzie są nasze korzenie. Wychodząc, pamiętamy więc i powracamy. Nie czynimy tego, bo nachodzą nas wspomnienia i wiedzie nas jakaś nostalgia za przeszłością, ale nade wszystko prowadzi nas tutaj wdzięczność. To ona właśnie jest pamięcią serca potrafiącego ocenić i jednocześnie docenić to, co się od Boga i ludzi otrzymał I ona też pozwala nadal dzielić się sobą, nawet wtedy, gdy czas rozluźnia już jakoś naturalne więzy, a – jak to przypomniał nam z kolei w swym najnowszym wywiadzie Ksiądz Arcybiskup – zawierzenie Bogu, zaufanie Jemu i gotowość pozwolenia, by On mnie prowadził, stanowiło i wciąż stanowi od samego początku do dzisiaj główny motyw życiowy. Taka postawa pozwala bowiem samemu odnajdywać wciąż nowe siły do kroczenia za Jezusem i, nawet pomimo  nieubłaganego upływu czasu, wciąż daje nową motywację w dawaniu Mu radosnego świadectwa i do dzielnie się tą radością z innymi.

Drodzy Siostry i Bracia!

W usłyszanym dzisiaj fragmencie Ewangelii Jezus wyraźnie wskazuje na jedyne źródło tej życiowej siły. Ona nie tylko nas motywuje i nie tylko jest powodem prawdziwej radości, ale ostatecznie daje człowiekowi życie. Nie chodzi tu o jakiekolwiek życie, ale o życie wieczne. Taką perspektywę kreśli przed swymi uczniami Jezus, a oni zaskoczeni i zadziwieni wołają: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! W odpowiedzi słyszą: Ja jestem chlebem życia, bo to On jest źródłem naszej siły. Jakże możemy praktykować Ewangelię – pytał w jednej ze swoich środowych katechez papież Franciszek – nie czerpiąc niezbędnej do tego energii, w każdą niedzielę, jedna po drugiej w niewyczerpanym źródle Eucharystii? Nie idziemy na Mszę świętą, aby dać coś Bogu, ale aby otrzymać od Niego to, czego naprawdę potrzebujemy. Dzisiaj tak często jesteśmy i my podobni do owego tłumu, który domagał się od Jezusa nowych znaków, nowego potwierdzenia, domagał się czegoś zupełnie wyjątkowego i spektakularnego, co będzie jak starotestamentalna manna z nieba. Tak często w naszej codzienności pytamy: Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Jezus jednak nie idzie za tą myślą, nie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom rozmówców, nie realizuje ich pragnień, aby w ten sposób uwiarygodnić swoje posłannictwo. Jego posłannictwem jest realizowaniem woli Ojca. Nie Mojżesz, ale Ojciec daje prawdziwy chleb ofiarując własnego Syna za zbawienie świata. Chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. To jest nowa manna z nieba, która nie zaspokaja pragnienia fizycznego głodu, jaki towarzyszył ludowi wybranemu wędrującemu przez pustynię, ale czyni nas nowymi ludźmi i prowadzi do nowej ziemi. Chrześcijanin – jak przypominał nam papież Franciszek – jeśli naprawdę pozwala, by obmył go Chrystus, jeśli naprawdę pozwala, aby ogołocił go ze starego człowieka i kroczył w nowym życiu, chociaż pozostaje grzesznikiem, nie może już być zepsuty. (…) A świat staje się przestrzenią naszego nowego życia, jako zmartwychwstałych. Chrystus jest darem niezmierzonej miłości Ojca, jest darem ofiarowanym każdemu człowiekowi, jest znakiem największego zaufania jakim Bóg obdarzył ludzkość po to, żeby człowiek mógł być szczęśliwy. Pozwólcie,  że jeszcze raz przywołam fragment wypowiedzi Księdza Arcybiskupa Henryka: Buduję życie na zawierzeniu, ponieważ Bóg mi zawierzył, zaufał. Powierzył mi Tego, który jest Jego największym Skarbem – swojego Syna, dzieło zbawienia. To jest ogromne zaufanie, do którego trzeba dorastać do samego końca. Kiedy więc pytamy Jezusa o kolejny znak, kolejny dowód, to On nieustannie wskazując na siebie będzie mówił: Jestem wolą Ojca, jestem wypełnieniem Jego obietnicy, Jestem twoim życiem i prawdziwym szczęściem. Może tak się dziać w naszym życiu, ponieważ – jak mówił nam papież Franciszek – Chrystus wychodzi nam na spotkanie, aby nas upodobnić do siebie. Karmienie się Eucharystią oznacza dać się przemieniać w to, co przyjmujemy. To jest nasza droga do świętości. Taka była droga i świadectwo św. Szczepana. A my patrząc na przykład męczenników – zachęcał nas Jan Paweł II – nie bójmy się dawać świadectwa. Nie lękajmy się świętości. Starajmy się odważnie dążyć do pełnej miary człowieczeństwa. Wówczas jak Szczepan będziemy świadkami Zmartwychwstałego, gdyż On jest chlebem życia. Kto do Niego przychodzi, nie będzie łaknął; a kto w Niego wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Amen.

Udostępnij naShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter