Msza św. Wieczerzy Pańskiej, Wielki Czwartek 29.03.2018 Gniezno • Prymas Polski

Msza św. Wieczerzy Pańskiej, Wielki Czwartek 29.03.2018 Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. Wieczerzy Pańskiej, Wielki Czwartek 29 marca 2018, katedra gnieźnieńska. 

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu,

Msza święta Wieczerzy Pańskiej rozpoczyna Święte Triduum Paschalne, a więc uroczystą celebrację jednej wielkiej tajemnicy: męki, śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa. Wchodzimy w to szczególne wydarzenie, które – jak przypomniał nam w swej katechezie wygłoszonej w minioną Wielką Środę papież Franciszek – naznacza podstawowe etapy naszej wiary i naszego powołania w świecie. Objawia nam bowiem całą głębię miłości Jezusa do nas wszystkich, który daje nam życie darmo, aby nas uczynić świętymi, aby nas odnowić, aby nam przebaczyć. I to jest właśnie – jak tłumaczył nam papież Franciszek – istotą Triduum Paschalnego. Przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezus daje nam życie, dając nam samego siebie, a raczej dosłownie wydając się za nas, cierpiąc i umierając za nas na krzyżu. W ten sposób ukazuje, że Jego miłość do nas nie kończy się jedynie na jakichś wzniosłych deklaracjach. Nie jest tylko w słowach. Pokazuje, że nie wyczerpuje się więc ona i wcale nie kończy na jakichś uroczystych zapewnieniach, że przecież jesteśmy kochani i naprawdę chciani przez Boga. Nie jest też uwarunkowana naszym własnym działaniem, przez które musielibyśmy, w taki czy inny sposób, na nią sobie po prostu zasłużyć. Nie musimy też jej u Boga sobie wyżebrać czy użebrać. Miłość Boga, prawdziwa miłość, jaką w Jezusie Chrystusie kocha nas wszystkich Pan Bóg, jest przecież bezinteresowna i bezwarunkowa. Jest bezgranicza i jest rzeczywiście – mówiąc słowami usłyszanej przed chwilą janowej Ewangelii – miłością do końca. Tak nas kocha Bóg. Nie cofa się bowiem i nie zatrzymuje przed naszym grzechem. Nie omija nas jakimś szerokim łukiem wtedy, gdy doświadczamy trudności. Nie zawiesza swej miłości, gdy nasza miłość do Niego wydaje się słabnąć i przechodzić różne kryzysy. On jest wierny, bo kocha nas wszystkich aż po oddanie za nas życia; tak, oddanie życia za nas wszystkich, oddanie życia za każdego z nas. I każdy z nas – jak zaznaczył kiedyś podczas swej homilii w czasie Wieczerzy Pańskiej papież Franciszek – może powiedzieć: Oddał za mnie życie. Każdy. Oddał życie za ciebie, za ciebie i za ciebie, za mnie, za niego (…) za każdego, mającego imię i nazwisko. Taka jest Jego miłość: osobowa. On bowiem umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie!

Moi Drodzy!

Msza święta Wieczerzy Pańskiej jest niewątpliwie wydarzeniem miłości. To przecież wtedy, jak zapisał w swej Ewangelii święty Jan, On, Jezus, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. Sam wcześniej wyznał już swoim uczniom: gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał. Dlatego tej nocy, której został wydany – jak poświadcza nam z kolei Apostoł Paweł przywołując chrześcijanom w Koryncie tradycję i jemu samemu przekazaną – Jezus dał swym uczniom swoje Ciało i Krew, jako dowód swej nieskończonej miłości. W tym łamanym chlebie – jak podkreślił w jednej ze swych homilii wygłoszonych w czasie Mszy świętej Wieczerzy Pańskiej papież Benedykt XVI – Pan rozdaje przecież samego siebie. Sam gest łamania nawiązuje w tajemniczy sposób także do Jego śmierci, do miłości po śmierć. On bowiem rozdaje siebie samego, prawdziwy chleb za życie świata. Wydaje się w ludzkie ręce. Jezus rozdaje więc siebie ludziom z miłości. Nic dla siebie nie zatrzymuje. Nic nie ocala. Dosłownie wszystko, kim jest oddaje w ręce ludzi. W podanym zaś uczniom kielichu Krwi obmywa ich i łączy ze sobą. Krew Jezusa to Jego miłość – powie krótko Benedykt XVI – w której Boże i ludzkie życie stały się jedynym. To rzeczywiście Nowe Przymierze, nowy pakt, nowy układ pomiędzy Bogiem i człowiekiem, to ofiarowane nam życie, to miłość, która – jak z kolei wskazywał w swych katechezach o Eucharystii papież Franciszek – uwalnia nas od śmierci i lęku przed śmiercią. Wyzwala nas nie tylko z panowania śmierci fizycznej, ale śmierci duchowej, którą jest zło, grzech, ogarniającej nas za każdym razem, gdy padamy ofiarą naszego grzechu lub grzechu innych. W Wieczerniku Jezus Chrystus daje uczniom swoje Ciało i swoją Krew, czyli samego siebie – całą swą osobę. Daje im siebie, umiłowawszy swoich na świecie. Jednocześnie w tym wydaniu uczniom samego siebie, w tym wydaniu do końca, w objawieniu swojej miłości, pragnie ich zaraz wezwać i zaprosić do odważnej odpowiedzi. Stawia więc swym uczniom pytanie: czy rozumiecie, co wam uczyniłem? I sam zaraz na nie odpowiada: dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Czy jednak my, ludzie, Jego uczniowie, mamy moc, aby na taką właśnie Jego miłość odpowiedzieć miłością? Czy potrafimy tak kochać, jak On kochał, a więc do końca? Czy będziemy zdolni siebie wydać drugim tak, jak On się za nas wydał, dosłownie nic nie ocalając i nie zatrzymując dla siebie? Może pewną podpowiedzią i jednocześnie szansą jest właśnie to, co już usłyszeliśmy, że przez to Jego wydanie, przez wydanie Ciała i Krwi, On sam już zjednoczył nas z sobą, ustanowił z nami komunię pokoju, a wręcz – jak to określił kiedyś wspomniany już przeze mnie niejednokrotnie papież Benedykt XVI – tworzy On „pokrewieństwo” między sobą i nami. I tylko w ten właśnie sposób i tylko dlatego, taka właśnie miłość, zdolna dać siebie do końca, i dla nas staje się możliwa. W czasie jednej ze swych środowych audiencji, wyjaśniając nam tajemnicę Eucharystii, papież Franciszek powiedział więc, że w istocie Chrystus wychodzi tutaj nam naprzeciw, aby nas dosłownie upodobnić do siebie. Chrystus wychodzi nam na spotkanie, aby nas upodobnić do siebie. Karmienie się Eucharystią oznacza dać się przemienić w to, co przyjmujemy. Pomaga nam to zrozumieć – zauważy jeszcze papież – święty Augustyn, gdy mówi o świetle, które jak się jemu zdało pochodzi od Chrystusa: „Ja jestem pokarm dorosłych, dorośnij, a będziesz mnie pożywał i nie wchłoniesz mnie w siebie, jak się wchłania cielesny pokarm, lecz ty się we mnie przemienisz”.

Moi Drodzy!

Ten proces dorastania – jak widzimy w dzisiejszej Ewangelii – wchłaniania Chrystusa w nas, przemieniania nas w Niego, wymaga odwagi i pokory. Wymaga też wiary, że to, co On czyni, ma sens. Papież Franciszek w tym kontekście powie krótko, że gesty przemawiają bardziej niż obrazy i słowa. Gesty. W tym Słowie Bożym, które przeczytaliśmy – zauważy papież – występują dwa gesty – Jezusa, który służy, który obmywa uczniom nogi i Judasza, który nakłoniony przez diabła wydał Jezusa, czyli sprzedał Go za pieniądze. Co mówi nam ten pierwszy gest? Mówi, że człowiek upodobniony do Jezusa, że Jego uczeń, że przemieniony w Niego, będzie jak On służył. Nie zamknie się w sobie. Nie zatroszczy się tylko o własne interesy. Nie będzie patrzył obojętnie na cierpienia innych, ale będzie służył. Będzie wychodził do drugich. Będzie naśladował Tego, którego w Eucharystii przyjmuje. Będzie uczył się postawy służby, nawet jeśli wszystkiego od razu nie rozumie. I będzie odkrywał, że warunkiem jest uznanie siebie za tego, którego sam Chrystus oczyszcza, by mógł służyć, że konieczna jest przemiana serca, a nie tylko dobre chęci czy ochota, by tak w życiu czynić. Kapłanowi, który rozdając Eucharystię mówi tobie: „Ciało Chrystusa” – opisuje w swej katechezie ten proces od jeszcze innej strony papież Franciszek – odpowiadasz „Amen”, to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komunia jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno z Nim. Oto cud Komunii świętej: stajemy się tym, co otrzymujemy. Ale – jak już wspomniałem – Wieczerza Pańska odsłania także jeszcze inny gest – gest Judasza. Brzmi w nim – jak pisał święty Jan – cały dramat tej chwili. W czasie wieczerzy z uczniami Jezus wzruszył się do głębi i tak oświadczył: zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie wyda. Czy jednak tylko jeden? Będzie przecież i następny: życie moje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz. I będą też pozostali, o których Ewangelista napisze, że gdy w Getsemani Jezusa pojmali, wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli. A pewien młodzieniec szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele. Chcieli go chwycić, lecz on zostawił prześcieradło i uciekł od nich nago. Uderzono pasterza i – jak mówił – rozproszyły się owce. Przekonali się boleśnie, że bez Jezusa nic tak naprawdę nie potrafili uczynić. Nie potrafili uwierzyć, kochać, wytrwać czy służyć. Ale przecież w czasie Wieczerzy Pańskiej potrzebny był też ten gest Judasza. Potrzebny był jako przestroga. Potrzebny był jako ostrzeżenie. Potrzebny był, by jeszcze raz przypomnieć, że Jezus mówił uczniom swoim: jeśli nie będziecie pożywali Ciała i Krwi mojej, nie będziecie mieli życia w sobie. Beze Mnie bowiem nic nie możecie uczynić. Wchodząc dziś do Wieczernika, wchodząc teraz w tajemnicę Eucharystii, prośmy – jak zachęcał nas u progu tegorocznego Triduum Sacrum papież Franciszek – abyśmy przez te święte wydarzenia byli coraz bardziej włączeni w tajemnicę Chrystusa, a nasze serca i nasze życie były nimi prawdziwie przekształcone. Amen.             

Udostępnij naShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter