Msza św. Wieczerzy Pańskiej, 18.04.2019 Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. Wieczerzy Pańskiej celebrowanej w Wielki Czwartek 18 kwietnia 2019 roku w katedrze gnieźnieńskiej. 

Drodzy Współbracia w Chrystusowym Kapłaństwie,
Osoby Życia Konsekrowanego,
Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

Unxit et misit me. Namaścił i posłał mnie. Dwa słowa, które wyrażają, jak usłyszeliśmy przed chwilą w Ewangelii, istotę posłannictwa samego Jezusa Chrystusa i jednocześnie określają naszą kapłańską tożsamość. Jezus – jak ktoś słusznie zauważył – nie tylko wówczas czytał proroka. On mówił jak prorok. A słuchający Go ludzie dobrze wiedzieli i wyczuwali, że są to słowa łaski, słowa zbawienia. W Nim i przez Niego, namaszczonego Duchem Świętym i mocą, działa bowiem zbawcza moc samego Boga. To, co wówczas mówił, swoim życiem wypełni. A my wszyscy, Drodzy Bracia, w sakramencie naszych święceń zostaliśmy przez Niego namaszczeni Duchem Świętym i posłani w mocy Ducha Świętego. W Wielki Czwartek więc powracamy każdego roku do tego momentu i do tego miejsca naszego namaszczenia i posłania. Jesteśmy razem tutaj, u źródła, aby odnowić nasze kapłańskie przyrzeczenia. Wypowiadając jeszcze raz nasze tak, nasze chcę, chcę z Bożą pomocą, potwierdzamy w ten sposób nasz udział w posłannictwie samego Chrystusa Pana. I otwieramy się na moc Ducha Świętego. Bo kiedy Go przyjmujesz – tłumaczy w swej najnowszej adhortacji ludziom młodym papież Franciszek – Duch Święty sprawia, że coraz bardziej wchodzisz w serce Chrystusa, byś był zawsze coraz bardziej napełniony Jego miłością, Jego światłem i Jego mocą. W sakramencie naszych święceń On nas napełnił swoją obecnością, namaścił nas Duchem Świętym i sprawił, że idąc za Nim, w mocy otrzymanego Ducha Świętego i my poszliśmy, by ubogim nieść dobrą nowinę, więźniom głosić wolność, a niewidomym przejrzenie; uciśnionych odsyłać wolnymi, i obwoływać rok łaski Pana. Nasze życie bowiem i nasze powołanie, a konsekwentnie i nasze posługiwanie – jak słusznie podkreślał kiedyś w Wielki Czwartek papież Franciszek – człowieka namszczonego w swojej grzeszności olejem przebaczenia, jest jednocześnie życiem i posługiwaniem człowieka namszczonego w swoim charyzmacie olejem misji, aby z kolei namaścić innych. Krzyżmo święte, olej misji, olej naszego posłania, aby w tym świecie roznosić woń Chrystusowego zbawienia. Kapłanom w Panamie papież Franciszek przypomniał, że uczniowie Jezusa widzieli na własne oczy, co znaczy poświęcenie i gotowość Pana, aby nieść Dobrą Nowinę ubogim, aby opatrywać rany serc złamanych, zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę, pocieszać zasmuconych i obwieszczać rok łaski dla wszystkich. Patrząc na Niego, widzieli, że są to sytuacje, które pochłaniają nasze życie i pochłaniają energię, i nie oszczędzały, obdarzając i nas wieloma ważnymi chwilami w życiu Nauczyciela, w których również nasze człowieczeństwo mogłoby spotkać słowo Życia. Patrząc, mieli zatem świadomość misji, która pochłania całe ludzkie życie, całą energię, która nie oszczędza siebie. Ten bowiem, kto postanowił upodobnić całe swoje życie do Jezusa – wskazywał kapłanom i osobom konsekrowanym w Krakowie papież Franciszek – nie wybiera już swoich własnych miejsc, ale idzie tam, gdzie został posłany; gotów odpowiedzieć Temu, który go wzywa, nie wybiera już nawet czasu dla siebie. Dom, w którym mieszka, nie należy do niego, ponieważ Kościół i świat są otwartymi miejscami jego misji. Jest w nim więc, i musi w nim być, świadomość misji, w której całe życie staje się posłaniem, a posłanie i misja całym naszym życiem.

Umiłowani Bracia!

W sakramencie święceń Jezus Chrystus włączył nas więc w swoją misję w świecie. Zostaliśmy posłani w mocy Ducha Świętego, aby – jak przypominał nam dziś prorok Izajasz – pocieszać wszystkich zasmuconych, rozweselać płaczących, aby im dać wieniec zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast przygnębienia na duchu. Czy zatem pamiętacie jeszcze, Drodzy Bracia, że w dniu naszych święceń biskup w swoim pouczeniu zachęcał nas, abyśmy naszą misję, nasze posłanie, nasze posługiwanie, abyśmy urząd Chrystusa Kapłana, pełnili z nieustanną radością i prawdziwą miłością, mając zawsze przed oczami przykład Dobrego Pasterza, który przyszedł nie po to, aby Mu służono, lecz aby służyć oraz szukać i zbawić to, co zginęło. W takim więc dniu jak dzisiaj, w Wielki Czwartek, gdy razem, kolejny już raz w naszym życiu, dziękujemy Bogu za sakrament kapłaństwa, warto zobaczyć czy jest w nas nadal ta nieustanna radość i ta prawdziwa miłość tego, kto, jak Jezus służy oraz szuka tych, co zaginęli? Czy jest więc w nas, Umiłowani Bracia, nadal po prostu radość bycia księdzem, bo przecież – jak mówił papież Franciszek – kapłan, na równi z Jezusem, czyni nowinę radosną całą swoją osobą. Czyni nowinę radosną, głosi prawdę radosną i miłosierną, a nie abstrakcyjną, smutną czy ponurą, wiążąc innym – jak i nas przecież przestrzega Jezus w Ewangelii – ciężary wielkie i nie do uniesienia. Każdy z nas, Bracia, przepowiada całym sobą i czyni swoje przepowiadanie radosnym całym sobą. Musi mieć więc w sobie upodobanie w czynieniu dobra wszystkim. Nie dzielić ludzi na znajomych i obcych, na tych, którzy mają być ułaskawieni i tych, którzy będą pomszczeni. Jak Jezus mamy iść więc do wszelkiej ludzkiej nędzy, do każdego nędzarza, ubogiego, cierpiącego, do tych, co stracili nadzieję, co się w życiu pogubili, co pytają nas jeszcze o drogę, ale i do tych, co ze zdziwieniem patrzą już na nas wszystkich. Stawać wobec osób skrzywdzonych i oburzonych, wobec wykorzystanych i wzgardzonych, i – jak napisała mi niedawno w anonimowym mailu właśnie jedna z osób wykorzystanych – musicie pamiętać, że krzywda odcisnęła się na mnie bardzo głęboko i wpłynęła na relację z Bogiem i z drugim człowiekiem i nawet po wielu latach nie jestem zdolna, aby w pełni zaufać kapłanowi, przestać się go bać. Więc, jeszcze raz proszę, – pisała – aby kapłan, na nowo odkrył powołanie, którym obdarzył go Bóg. W tym nie powinno być lęku przed wiernymi. Idziemy przecież do naszych sióstr i braci nie własną mocą i nie jedynie swoim własnym pomysłem czy we własnym imieniu, ale w mocy Bożego Ducha. Trzeba więc nam tego Ducha słuchać. Trzeba Go w swoim kapłaństwie wziąć. Trzeba dać się Nim wciąż od nowa napełniać i przez Niego prowadzić. Tchnienie Chrystusa zmartwychwstałego napełnia życiem płuca Kościoła – mówił w jednej ze swych katechez o Duchu Świętym papież Franciszek – i rzeczywiście usta uczniów napełnione Duchem Świętym otwierają się, by głosić wszystkim wielkie dzieła Boże. I dodawał, że Pięćdziesiątnica jest dla Kościoła tym, czym dla Chrystusa było namszczenie Duchem otrzymane w Jordanie, mianowicie bodźcem misyjnym, aby ofiarować swe życie dla uświęcenia ludzi, na chwałę Boga.

Umiłowani Współbracia w kapłańskim posługiwaniu!

Unxit et misit me! Namaścił i posłał mnie! Oto nasza kapłańska tożsamość. Oto nasze powołanie i nasze posłanie. Oto nasza misja. Misja wobec świata w mocy Ducha Świętego, pełniona z radością i miłością. Misja, która zderza się jednak z różnymi sytuacjami, w jakich dziś przychodzi nam ją pełnić. Wiecie o tym sami aż nadto dobrze. Jedne z nich stanowią dla nas wciąż wezwanie do wierności Chrystusowi i Jego drodze, jasno wskazanej nam przez Niego. Inne są niewątpliwie wyzwaniem, i to coraz trudniejszym, w coraz bardziej złożonej i wymagającej rzeczywistości współczesnego świata. Inne wreszcie same w sobie zawierają już pytania, na które musimy mozolnie i cierpliwie szukać najlepszych z możliwych odpowiedzi. Zdarza się jednak, że to wszystko powoduje w nas zmęczenie drogą, po której idziemy. W Panamie, w czasie Światowych Dni Młodzieży, konsekrując na nowo otwartą po latach katedrę, papież Franciszek przemawiając w niej właśnie do kapłanów i osób konsekrowanych zauważył, że różne są rodzaje naszego kapłańskiego zmęczenia. Jest takie, jak podkreślał, które wiąże się ze swoistym trudem serca, ludzi rozerwanych na strzępy z powodu pracy. Ale bardziej niebezpieczne od tego, jest owo zmęczenie paraliżujące, pokusa – jak mówił – którą moglibyśmy nazwać znużeniem nadziei. To właśnie znużenie – opisywał papież – które pojawia się wówczas, gdy – jak w Ewangelii – słońce pada jak ołów, a godziny stają się nie do zniesienia, z taką intensywnością, że nie pozwalają iść naprzód czy też spoglądać w przyszłość. Już samo spojrzenie w przyszłość rodzi w nas jakiś paraliżujący lęk, bo tak naprawdę nie wiemy, jak zareagować na intensywność i niepewność przemian, które przeżywamy (…) Znużenie naszej nadziei rodzi się także ze świadomości Kościoła zranionego swoim grzechem, który wiele razy nie potrafił usłyszeć licznych wołań, w których kryło się wołanie Nauczyciela: Boże mój, czemuś Mnie opuścił. I może jeszcze to jedno, nazwane wprost przez papieża, najgorszą z możliwych herezji naszych czasów, a mianowicie myślenie czy przekonanie, że tak naprawdę Pan i nasze wspólnoty nie mają nic do powiedzenia czy dania temu nowo rodzącemu się światu. W takim razie: po co jeszcze jesteśmy, po co się trudzimy, po co podejmujemy naszą misję? Moi Bracia! Wydaje mi się, że jest to, niestety, bardzo realna pokusa, zwłaszcza dziś, gdy jako Kościół, przeżywamy różne trudności. Utrudzenie drogą się przytrafia i daje się odczuć – mówił papież – istnieje, czy nam się to podoba, czy też nie. Nie jest jednak rozwiązaniem, aby trwać w niej czy przyzwyczaić się do takiego życia, hodując w sobie jakiś – jak mówi Ojciec Święty – szary pragmatyzm. Nie jest on z Ducha Bożego. Z Boga jest moc, by się temu nie poddać, nie ulec znużeniu, nie dać się w życiu zawładnąć tym paraliżującym zmęczeniem. Z Boga jest nadzieja, że postępując w mocy Ducha Świętego zdolni będziemy codziennie dawać siebie, służąc uczciwie i z poświęceniem. Mówiąc o takich właśnie kapłanach, o tych, którzy wypełniają swoją posługę wiernie i hojnie, papież Franciszek wskazał młodzieży, że ich praca jest niczym las, który rośnie, nie czyniąc szumu. I bądźmy pewni, że Pan da nam swego Ducha, Ducha Świętego, gdy prosimy, Ducha, który nieustannie wypływa i wylewa się na nas z przebitego Serca Jezusa, naszego Pana.     

Udostępnij naShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter