Msza św. pasterska, Noc Bożego Narodzenia 2017

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. pasterskiej rozpoczynającej obchody uroczystości Bożego Narodzenia, 25 grudnia 2017, bazylika prymasowska w Gnieźnie.

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

Jeszcze raz tej nocy zwiastuję wam radość wielką, dziś narodził się nam Zbawiciel, którym jest Jezus Chrystus. Przyszliśmy o północy, aby tutaj, w naszej katedrze, razem świętować to wydarzenie. Przyszliśmy, aby usłyszeć rozlegające się tej nocy i dla nas wołanie anioła Pańskiego: nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką: dziś w Betlejem, w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. Przyszliśmy, aby ucieszyć się tą wiadomością, tą nowiną i zanieść ją do naszych domów, do naszych bliskich, ale też i do wszystkich, którzy, choć może dalecy i zanurzeni w swoich własnych sprawach, z nadzieją na nią czekają. Za psalmistą więc powtarzamy dziś: niech się radują niebiosa i ziemia weseli. Jest to dla nas wszystkich prawdziwie noc radości, albowiem – jak wyjaśniał nam papież Franciszek – od teraz i na zawsze Bóg, Odwieczny, Nieskończony jest Bogiem z nami: nie jest dalekim, nie musimy Go poszukiwać na orbitach niebiańskich lub w jakiejś mistycznej idei; jest blisko, stał się człowiekiem i nigdy nie odłączy się już od naszego człowieczeństwa, które dosłownie uczynił swoim. Radość wypełnia więc nasze serca. Niech będzie Bóg uwielbiony, niech będzie błogosławiony Bóg, który w Jezusie Chrystusie nawiedził nas i wyzwolił. Jest to bowiem dla nas także prawdziwie noc wyzwolenia. Jest to noc, która zapowiada nam wolność od grzechu i śmierci. Jest to noc, która daje nam nadzieję naszego odrodzenia w Jezusie Chrystusie. Jest to i dla nas, w pewnym sensie, noc naszego narodzenia na nowo. Jest to bowiem – jak mówił przed kilkoma dniami papież Franciszek – święto wiary w tych sercach, które tej nocy zmieniają się w żłóbek, aby Go przyjąć, aby i w nas samych mógł się On prawdziwie narodzić. Narodził się nam przecież Zbawiciel. Dlatego święty Augustyn i nam w tę noc ogłasza: umarłbyś na wieki, gdyby On nie narodził się w czasie. Przenigdy nie byłbyś wyzwolony z ciała grzechu, gdyby On nie przyjął ciała, podobnego do ciała grzechu. Byłbyś skazany na niemiłosierną wieczność, gdyby Bóg nie okazał ci wiecznego miłosierdzia. Nie byłbyś przywrócony życiu, gdyby On nie poddał się dobrowolnie prawu śmierci. Bez Jego pomocy byłbyś zgubiony, zginąłbyś, gdyby nie przyszedł. Ta święta noc mówi nam i potwierdza, że Bóg przyszedł do nas, że jest z nami, że obejmuje nas swoją miłością, że pragnie dać nam swe życie, wieczne życie, życie, które we wszystkim i do końca prawdziwie jest życiem. W Jezusie Chrystusie pragnie nas obdarować życiem, bo – jak głosi święty Jan – w Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. On przecież tej nocy rodzi się do życia – powie nam papież Franciszek – aby dać nam swoje życie; przychodzi w nasz świat, aby nam przynieść swoją miłość. Nie przychodzi, by pożerać i rozkazywać, ale by karmić i służyć. Przychodzi, by nas zbawić, by obdarować nas życiem, by uczynić nas wolnymi od grzechu i śmierci, by przynieść pokój i miłość, by w Duchu Świętym uczynić nas uczestnikami swego życia.

Kochani Siostry i Bracia!

Jak odpowiedzieć na radość tej betlejemskiej nocy? Jak przyjąć przychodzącego do nas Zbawiciela? Co uczynić, by i w nas mógł się On prawdziwie narodzić? Rodzące się Dzieciątko – jak przypomniał nam kiedyś papież Franciszek – jest przecież i dla nas wciąż wyzwaniem. Wszyscy więc jesteśmy tej nocy zaproszeni, aby to wyzwanie podjąć. Nie chodzi bowiem o jakąś magiczną siłę, która nas przyciąga. Nie chodzi też jedynie o niewątpliwy urok i blask, który dziś wokół nas się roztacza. Nie chodzi o odrobinę ciepła i życzliwych uczuć, których jesteśmy w tę noc nawzajem sobie winni. To prawda, że i w tym wszystkim On sam tej nocy do nas przemawia. Stając się człowiekiem, mówi do nas przecież przez to, co na tym świecie i w nas prawdziwie ludzkie. Porusza naszą wyobraźnię. Przypomina o wielkości i pięknie naszego człowieczeństwa. Odwołuje się do tego, co jest w nas wzniosłe i szlachetne. Staje się przecież nam tak bliski, że – jak to trafnie powiedział kiedyś ksiądz Tomasz Halik – nic co ludzkie, nie jest Mu też obce. Chodzi jednak w tym wszystkim o coś więcej. Chodzi o to, by dać sobie poruszyć serce, by obudzić nasze sumienia, by otworzyć nasze życie Dzieciątku z Betlejem. Chodzi – jak to obrazowo ujął papież Franciszek – aby pozwolić Jezusowi, by nas wezwał do siebie, by dotknęła nas Jego miłość i czułość, by zobaczyć – jak nam przypominał dziś Apostoł Paweł – że tak objawia się chwała wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa, który wydał siebie samego za nas, aby nas odkupić i oczyścić lud wybrany sobie na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków. Pozwolić więc Jezusowi, aby w tę świętą noc wezwał nas do siebie i pójść, jak pasterze, z nadzieją i ufnością, z radością w sercu, by Go odnaleźć i spotkać, by w Nim i z Nim spotkać siebie i drugich. Tym, co nam w tym wciąż niewątpliwie przeszkadza, co nas zatrzymuje w drodze, jest nasza pycha i przekonanie, że przecież równie dobrze poradzimy sobie sami. Ci jednak, którzy byli tak właśnie pewni siebie – powie nam papież Franciszek – samowystarczalni, zostawali w domu wśród swoich własnych spraw: natomiast pasterze – jak słyszeliśmy – udali się z pośpiechem. Ci, którzy zostali w domu, którzy nie dali się pociągnąć łasce niosącej zbawienie, zamknęli w swym ludzkim sercu smutek i lęk. Pozostali pełni żalów i bólu, zaskoczeni, że prawda o przyjściu Boga do człowieka, tak bardzo wyblakła i nie ma mocy, by ich dotknąć i przemienić, by im naprawdę pomóc. Jest bowiem w ludzkim sercu – widzimy to również i dziś – wciąż odżywająca pokusa, aby z nikim się nie liczyć, lecz samemu stać się kimś, kto według własnego upodobania decyduje, co jest dobre a co złe, co słuszne i prawe, kto podejmuje się reżyserii swojego życia i innych ludzi – pragnąc być w centrum wszechświata. Często, niestety, ta pokusa okraszona jest nawet jakąś pobożną retoryką, pełnym pustych frazesów i niezwykle nachalnym, a przez to jakże bolesnym, odwoływaniem się do Pana Boga, wyciąganiem Go na świadka swoich własnych planów i projektów. Zatraca ona zdolność do dialogu, do słuchania, do cierpliwego przekonywania do własnego zdania i do własnych racji, do odważnego szukania nie tylko własnego dobra czy dobra własnej grupy, ale też i drugich. Pokusa, która w imię naprawy i reform idzie na skróty, zatraca z pola widzenia dobro wspólne, wyolbrzymia wady i błędy innych, według znanej nam dobrze z Ewangelii zasady, że szybciej widzi się drzazgę w oku brat niż belkę we własnym. Pokusa, która wyklucza i jednocześnie wznosi mur – jak przestrzegał tutaj w Gnieźnie święty Jan Paweł II – zbudowany z lęku i agresji, z braku zrozumienia dla ludzi o innym pochodzeniu i innym kolorze skóry, z egoizmu politycznego i gospodarczego, z osłabienia wrażliwości na wartość życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, z pogardy dla ludzkiej godności.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Dać się dziś pociągnąć Jezusowi, to znaczy uznać, że wszedł On na świat nie w przepychu mocarza i władzy silniejszego, ale w pokorze dziecka i ubóstwie tego, dla którego – jak mówi nam dziś Ewangelia – nie było miejsca w gospodzie. Dać się zaprosić Jezusowi do Betlejem, to dostrzec, że wzywa nas do odważnej miłości i troski o drugich, o słabszych, o potrzebujących pomocy i wsparcia, o uchodźców i ludzi wciąż umierających na naszych oczach w drodze do lepszego świata. Spróbujcie pomyśleć – mówił nam w czasie jednej ze swych katechez o nadziei papież Franciszek – o twarzach dzieci, przerażonych z powodu wojny, o łzach matek, o zawiedzionych marzeniach wielu młodych ludzi, o uchodźcach, którzy podejmują straszliwe podróże, a czasami są wyzyskiwani … Niestety, także i tym jest życie. Czasami chciałoby się powiedzieć, że przede wszystkim tym. Bóg jednak rodzi się właśnie na tej ziemi i na takiej ziemi. Nie rodzi się, by ją wraz ze wszystkimi jej problemami przekląć, ale zbawić i odkupić. Rodzi się, by właśnie nas zbawić i odkupić. Rodzi się, by teraz nas podnieść i podźwignąć, obdarzając nas swym duchem i swą mocą. Rodzi się, by nas zapalić do dobra i miłości. Rodzi się, byśmy uwierzyli, że w Nim jest światło, które nie zna zmierzchu. Papież Franciszek powie nam, że rodząc się człowiekiem, Jezus przekazał nam światło świecące w ciemnościach, świecące jak teraz, tej właśnie nocy. Broń je, chroń je – woła i do nas Ojciec Święty – chroń je, w Tobie i w innych. To wyjątkowe światło jest przecież największym bogactwem, powierzonym Twemu życiu. Boże Narodzenie jest czasem na otwarcie naszego serca na to właśnie światło. W tym dopiero co narodzonym dziecku, potrzebującym wszystkiego, owiniętym w pieluszki i leżącym w żłobie zawarta jest bowiem cała moc Boga, który zbawia. Trzeba nam Siostry i Bracia, w tę świętą noc Narodzenia Pańskiego otworzyć – jak prosi nas papież Franciszek – jeszcze raz nasze serca na tak wielką małość obecną w tym Dzieciątku i tak wielki obecny tam cud. Wobec tej tajemnicy miłości i wobec tego cudu przyjścia Boga w Jezusie Chrystusie, pokornie przyklęknąć. Przyjąć i uwielbić Miłość, a wraz z zastępami niebieskimi zaśpiewać: chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał. Amen.       

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter