Msza św. na zakończenie PPAG, 6.08.2026 Jasna Góra
Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka
Msza św. na zakończenie Pieszej Pielgrzymki Archidiecezji Gnieźnieńskiej na Jasną Górę
6 sierpnia 2026, Święto Przemienienia Pańskiego
bazylika jasnogórska
Drodzy Pielgrzymi!
Na zakończenie pielgrzymki jesteśmy tutaj, razem, na Eucharystii, którą sprawujemy w Święto Przemienienia Pańskiego. Możemy więc i my poczuć się trochę tak, jak wspomniani w dzisiejszej Ewangelii uczniowie Jezusa – Piotr, Jakub i Jan – których zabrał ze sobą i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. I wy przecież, po tych dniach drogi, weszliście na ten jasnogórski szczyt do Domu Matki. I tak jak w opisanej nam przez świętego Mateusza scenie z Góry Przemieniania, tak też i tutaj, jesteśmy z Jezusem i Jego Matką. Ona bowiem, obecna w tej cudownej jasnogórskiej ikonie, swą matczyną dłonią wskazuje na siedzącego u Jej boku Jezusa. Wskazuje nam na Niego tak, jak na Górze Przemienienia uczniowie zobaczyli Jezusa w chwale. W podobny też sposób jak wtedy, tam na wysokiej górze, rozlega się i tutaj, na Jasnej Górze nieomal w pewnym sensie dosłownie powtórzony przez Maryję głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Czyńcie wszystko – jak mówi do uczniów w Kanie Galilejskiej – cokolwiek wam powie! A zatem: Jego słuchajcie! Ufam, że te dni rekolekcji w drodze były dla was taką okazją do słuchania Jezusa. Szliście, słuchając. I choć może niekiedy różne zewnętrzne okoliczności, upał czy zmęczenie, nie pozwalały wszystkiego usłyszeć, to jednak szliście, słuchając. Wsłuchiwaliście się więc w słowa Jezusa, wsłuchiwaliście się w to, co w głoszonych homiliach, konferencjach, katechezach i rozważaniach zostało dla was przygotowane, aby poprowadzić was w głąb siebie, aby wam dopomóc, byście idąc w drodze mogli usłyszeć Jezusa, samych siebie i tych, z którymi byliście w drodze. Pielgrzymka jest bowiem zawsze taką okazją, aby pomimo towarzyszącego jej trudu, usłyszeć jak dziś bije nasze serce. Teraz więc jeszcze raz, właśnie tutaj, na Jasnej Górze, w tym wyjątkowym, świętym miejscu, o którym święty Jan Paweł II powiadał, że przychodzi się do niego, aby jeszcze raz usłyszeć, jak biją nasze serca w sercu Matki, dziś, w liturgiczne Święto Przemienienia Pańskiego, i dla nas z otaczającego Jezusa obłoku odzywa się głos: Jego słuchajcie! Tutaj jest wszystko zawarte – powie krótko papież Franciszek – Wszystko bowiem, co jest do zrobienia w życiu chrześcijańskim – tłumaczył – zawiera się w tym słowie: Jego słuchajcie. Trzeba słuchać Jezusa. Na tym polega cały sekret. Wszystko bowiem, co Bóg ludziom nakazał – dopowie jeszcze papież Leon XIV – i czym ich natchnął, w Jezusie znajduje pełne i ostateczne objawienie. A my dziś po tych rekolekcjach w drodze moglibyśmy jeszcze dodać, że właśnie na tym, by to usłyszeć, przyjąć i tym żyć na co dzień, polega nasze chrześcijańskie powołanie, nasze wzrastanie, nasz rozwój i nasz wzrost. Słyszeliście przecież sami wielokrotnie w drodze i przypatrywaliście się temu, że podobne jest to trochę do ziarna, które wsiane w ziemię musi najpierw samo obumrzeć, i że to wymaga czasu i systematyczności, i że wciąż jest dla nas zaproszeniem, wciąż jest przed nami, wciąż daje nam od nowa szansę. Dlatego papież Leon powie nam nawet wprost, że aby to zrozumieć, co uczniowie usłyszeli na górze i co ujrzeli w blasku przemienionego Jezusa, będzie potrzebować teraz czasu: czasu milczenia, aby słuchać Słowa, czasu nawrócenia, aby zasmakować towarzyszenia Pana.
Moi Drodzy!
Kończąc z wdzięcznością pielgrzymkę, za każdym razem powtarzamy sobie, że i my, jak kiedyś obecni z Jezusem na Górze Przemienienia uczniowie, musimy teraz wraz z Nim zejść z tej góry. Tegoroczna pielgrzymka się dziś kończy. Wrócimy z Jasnej Góry do domu. Uczniowie przemienieni słowem Jezusa i oświeceni blaskiem Jego chwały usłyszeli od Niego: nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie. Dlaczego otrzymali ten nakaz? Może dlatego, aby nie popełnić – jak usłyszeliście w ostatniej wczorajszej konferencji – dwóch błędów. Najpierw, aby nie potraktować tego, czego wówczas doświadczyli, a czego my wszyscy jako pielgrzymi za każdym razem doświadczamy, jako czegoś, owszem bardzo pięknego, co się przez ten czas drogi w nas i z nami wydarzyło, co było dla nas przez te dni ważne i piękne, co nas wewnętrznie dotknęło i poruszyło, co sprawiło, że może poczuliśmy się lepiej, że naprawdę doświadczyliśmy czegoś pięknego i wspaniałego od Boga i od spotkanych po drodze ludzi, co jednak – jak słyszeliście w konferencji – jest i będzie teraz oddzielone od zwykłego życia jakąś grubą kreską. Ani bowiem przemienienie Jezusa na Górze Tabor, które dziś w liturgii wspominamy, ani też nasze coroczne pielgrzymowanie na Jasną Górę, nie są żadnym happeningiem, nie są jakimiś wydarzeniami, które mają pobudzić nasze emocje, które mają nas zadziwić i zaskoczyć, wyrwać z codziennej rutyny, a potem – jak to kiedyś trafnie mówił do młodych papież Franciszek – gdy wielkie marzenia i pragnienia przyćmi strach i lęk, że się tych postanowień, także popielgrzymkowych nie zrealizuje. gdy przyjdą sytuacje, w których nie damy rady i napadnie nas pokusa pesymizmu, gdy będziemy kuszeni, żeby się zarazić słabością naszą czy drugich, gdy przyjdą chwile, w których będziemy uważać siebie za tych gorszych, za niezadowolonych z siebie, a ból i cierpienie będziemy próbować zamaskować śmiechem, gdy zapomnimy o tym, że to nie my, ale Bóg daje wzrost, bo – jak tłumaczył Koryntianom Apostoł Paweł – jeden sieje, drugi podlewa, a tylko Ten, który daje wzrost, to Pan Bóg, że o tym po prostu zapomnimy, że – jak to zostało trafnie powiedziane w konferencji – zamkniemy to wydarzenie w szufladzie z pamiątkami, obok zdjęć i wspomnień. Pielgrzymka nie jest po to, aby kolekcjonować wspomnienia. A w przemienieniu Jezusa na Górze Tabor – jak tłumaczył w swych homiliach Święty Leon Wielki i jak dziś, za chwilę powtórzymy to w prefacji mszalnej – chodziło głównie o to, aby usunąć z serca uczniów zgorszenie krzyża, aby oni nie ulegli zgorszeniu krzyża, aby nie zachwiali się w wierze i aby dać całemu Kościołowi silną podstawę do nadziei. Nie o piękne i wzruszające wspomnienia więc chodzi, ale o wzmocnienie wiary i nadziei, którymi będziemy żyć na co dzień. Wspomniana przeze mnie konferencja wskazywała na jeszcze jeden błąd, a mianowicie na przekonanie, że teraz wszystko się zmieni od zaraz, że wracamy innym człowiekiem raz na zawsze, że teraz wszystko już pójdzie inaczej. Zanim uczniowie schodzący z Jezusem z Taboru przyjmą całą prawdę o Nim, zanim Mu uwierzą, będzie jeszcze przecież po drodze zaparcie się Piotra, będzie ich ucieczka spod krzyża, będą zamknięte, zatrzaśnięte z obawy przed Żydami drzwi Wieczernika i będą jakże gorzkie słowa idących do Emaus, że myśmy się przecież spodziewali, że On miał wyzwolić Izraela. Pielgrzymka nie zastępuje życia. Aby to zrozumieć – powiem jeszcze raz słowami papieża Leona – potrzeba czasu, czasu milczenia, aby słuchać Słowa, czasu nawrócenia, aby zasmakować towarzyszenia Pana, czasu, w którym jesteśmy wciąż wszyscy razem w drodze.
Moi Kochani!
Idziemy więc dalej jako Kościół razem i idzie wraz z nami Jezus Chrystus. Dziękuję, że w waszym tegorocznym pielgrzymowaniu na Jasną Górę poprzez katechezy eucharystyczne, właśnie w tym roku, w którym jako Kościół gnieźnieński przeżywamy Kongres Eucharystyczny pogłębialiście również waszą wiarę w obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie, w Jego prawdziwą i rzeczywistą obecność w Eucharystii, w Jego drogę z nami i pośród nas. Ona nas zobowiązuje do tego – jak nam to wskazał papież Franciszek – abyśmy teraz i my, w naszej drodze stawiali się mężczyznami i kobietami eucharystycznymi. A co to znaczy? Oznacza to pozwolenie, aby Chrystus działał w naszych czynach: aby Jego myśli były naszymi myślami, Jego uczucia naszymi uczuciami, Jego wybory także naszymi wyborami. W ten sposób i my, dziś tutaj, przy sercu Matki, słysząc po raz kolejny Jej wezwanie: uczyńcie wszystko, co Syn mój wam powie, odpowiemy na nie całym naszym życiem. Nasze ludzkie ręce właśnie poprzez Eucharystię – jak nam z kolei tłumaczył papież Leon – stają się bowiem rękami Chrystusa Zmartwychwstałego, świadkami Jego obecności, Jego miłosierdzia, Jego pokoju, w znakach pracy, do której powrócimy, poświęcenia, choroby, służby i miłości. To więc ostatnie, co warto dziś zabrać stąd ze sobą do domu: wzrastanie nie kończy się w dniu, w którym dochodzi się do celu, nie kończy się wiec dziś na Jasnej Górze. Zaczyna się już dziś dla każdej i dla każdego z nas od nowa, każdego dnia, który przyjdzie po nim, a zatem – kończę słowami świętego Piotra Apostoła – trwajcie [przy Jezusie i przy Maryi] jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach. Amen.











