Kongres Wincentyński, 11.06.2017, Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona na zakończenie Kongresu Wincentyńskiego zorganizowanego w Gnieźnie z okazji 400-lecia charyzmatu św. Wincentego a Paulo, 11 czerwca 2017 bazylika prymasowska w Gnieźnie. 

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia,

Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, Bogu, który jest i który był, i który przychodzi. Świętując dziś Uroczystość Najświętszej Trójcy wspólnie uwielbiamy Trójjedynego Boga, który w Jezusie Chrystusie i przez Jezusa Chrystusa dał nam się poznać jako Ojciec, Syn i Duch Święty. Trójca Przenajświętsza – jak nam kiedyś mocno przypomniał papież Franciszek – nie jest bowiem żadnym wytworem ludzkiego rozumowania. Nie jest owocem zamiłowania człowieka do jakiś abstrakcyjnych konstrukcji. Nie narodziła się w ludzkim umyśle. W Jezusie Chrystusie i przez Jezusa Chrystusa poznajmy – jak tłumaczył nam jeszcze papież – że nasz Bóg nie jest czymś nieokreślonym, jakimś bogiem-sprayem, ale że jest Bogiem konkretnym, nie jest czymś abstrakcyjnym. To Jezus mówił nam o Bogu jako Ojcu; mówił nam o Duchu Świętym; i mówił o sobie samym jako Synu Bożym. On nie tylko jednak nam o tym mówił. Nie tylko nas o tym pouczał. Nie tylko w samych słowach nam tę prawdę wewnętrznego życia Boga objawił. On sam w sobie samym ukazał nam oblicze Trójjedynego Boga. On więc w sobie samym dał nam poznać Jedynego Boga w Trójcy Świętej. Gdy w czasie Ostatniej Wieczerzy jeden z Jego uczniów usilnie Go prosił: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy, usłyszał wówczas od Jezusa: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś (…) Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca, bo Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie, przecież Ja i Ojciec jedno jesteśmy. Piękno Bożego oblicza odbija się bowiem całą swą mocą na obliczu Jezusa Chrystusa. Jaśnieje i przemawia do nas w tym widzialnym obrazie niewidzialnego Boga. Jest ono także widzialne przez Ducha Świętego, którego – jak zapowiadał Jezus – Ojciec posyła Jego uczniom w Jego imię. On bowiem – mówił im jeszcze, gdy był z nimi – będzie prosił Ojca o Ducha Świętego dla nich, aby w nich był na zawsze. Po swoim zaś wniebowstąpieniu zesłał Go na swoich uczniów, zesłał Go na Kościół. Tak więc w Jezusie Chrystusie i przez Jezusa Chrystusa objawił się nam i wciąż objawia Bóg Trójjedynej Miłości, Ojciec, Syn i Duch Święty, a my – jak wskazywał nam jeszcze papież Franciszek – przypominamy sobie o tym choćby za każdym razem, gdy czynimy znak krzyża: w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Przypominamy sobie o tym, gdy, jak dziś, pozdrawiamy się słowami Apostoła Pawła zapisanymi w Drugim Liście do Koryntian: łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi! Przypominamy sobie o tym, gdy jako wspólnota Kościoła gromadzimy się w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, i gdy – jak to pięknie wyraził święty Atanazy – w Kościele głosi się jednego Boga, który jest ponad wszystkim, przez wszystko i we wszystkim. Jest więc ponad wszystkim jako Ojciec, jako początek i źródło, przez wszystko, to jest przez Słowo, i we wszystkim, w Duchu Świętym.

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu!

W uroczystość Trójcy Świętej – jak modliliśmy się już na początku tej Eucharystii – uwielbiamy Jedność Osób Bożych w potędze ich działania. Spójrzmy zatem dziś, Siostry i Bracia, jeszcze raz na to, jak działa nasz Bóg, jak wobec nas objawia się to Boże działanie? Jak Ty i ja możemy rozpoznać w naszym życiu tę właśnie potęgę działania Pana Boga? Co więcej, zastanówmy się, jak powinniśmy to działanie Boże przyjąć, jak się na nie otworzyć i w pewnym sensie również uczynić swoim? Wpatrujemy się więc z wiarą w Tego, który – jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu – objawił się Mojżeszowi jako Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność. Bóg bogaty w miłosierdzie. Potęga działania Boga najpełniej objawia się właśnie w Jego miłosierdziu. Bóg miłosierny – przypominał nam wielokrotnie w Jubileuszowym Roku Miłosierdzia papież Franciszek – jest to imię, poprzez które, objawia nam swoje oblicze i swoje serce. Albowiem Jego pamięć – jak tłumaczył młodym na Campus Misericordiae papież – nie jest jakimś twardym dyskiem, który rejestruje i zapisuje wszystkie nasze dane. Jego pamięć jest czułym, współczującym sercem, które cieszy się, trwale usuwając wszelkie nasze ślady zła. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to aby świat potępił, – jak przypomniała nam dziś fragment z Ewangelii według świętego Jana – ale po to, aby świat został przez Niego zbawiony. W Jezusie Chrystusie Bóg objawił nam swoje miłosierne oblicze. Ukazał nam – jak mówił papież Franciszek – że kocha nas do tego stopnia, iż stał się ciałem, przyszedł na świat, nie po to, aby go osądzić, ale aby świat przez Jezusa był zbawiony. W Jezusie Chrystusie zbawił więc nas i odkupił. W Jezusie Chrystusie wypisał na sercu każdej i każdego z nas niezatarte znamię naszej przynależności do siebie. W Jezusie Chrystusie okazał nam swe miłosierdzie. Jezus nie przyniósł przecież nienawiści, wrogości – tłumaczył nam w jednej ze swych katechez głoszonych w Roku Miłosierdzia papież Franciszek – ale przyniósł miłość, miłość wspaniałą, serce otwarte dla wszystkich, dla nas wszystkich, miłość, która zbawia. On sam stał się bliźnim ludzi ostatnich, przekazując im miłosierdzie Boże, które jest przebaczenie, radością i nowym życiem. Dlatego – jak to ujął jeszcze papież Franciszek – dzisiaj, w dzień Trójcy Świętej, chwalimy Boga nie z powodu jakiejś szczególnej tajemnicy, jakiegoś szczególnego przymiotu Jego własnej wielkości, wspaniałości czy boskości. Chwalimy dziś Trójjedynego Boga dlatego, że objawiając nam właśnie swoje miłosierne oblicze, wzywa nas do wejścia w objęcia Jego komunii. W Trójjedynym Bogu otwiera się dziś na nowo przed nami, przed każdą i każdym z nas, szczególna przestrzeń spotkania, miłości i miłosierdzia, przestrzeń życia. Bóg nie chce byśmy byli samotni, poranieni przez grzech, odrzuceni czy zagubieni. Nawet jeśli dobrze wie, jak mówił Mojżesz, że i my tak często jesteśmy przecież ludźmi o twardym karku, ludźmi obojętnymi, głuchymi, zapatrzonymi w siebie samych, zakręconymi wokół siebie i swoich własnych spraw, to jednak odpowiedzią Boga wobec nas, odpowiedzią potęgi Jego działania, na zawsze pozostaje miłosierdzie i przebaczenie. On naprawdę – jak niestrudzenie powtarzał nam w Roku Miłosierdzia papież Franciszek – nie męczy się przebaczaniem. I to właśnie jest miłością Boga w Jezusie Chrystusie, tą miłością, którą tak trudno pojąć, ale którą przecież odczuwamy za każdym razem, gdy zbliżamy się do Jezusa. Wszyscy odczuwamy.

Moi Drodzy!

W pewien styczniowy dzień, czterysta lat temu, francuski ksiądz Wincenty a Paulo, sam doświadczył tej prawdy, że miłość i miłosierdzie Boże, objawione nam w Jezusie Chrystusie, trudno po ludzku pojąć, ale mocno je odczuwamy, więcej, mocno ich pragniemy i tak konkretnie je otrzymujemy, za każdym razem, gdy zbliżamy się do Jezusa. Jego biografowie mówią nam, że to właśnie ten 1617 rok, a więc czterysta lat temu, stał się naprawdę przełomowym w życiu tego księdza, w Jego posługiwaniu i w Jego pasterzowaniu, które stało się również początkiem zakładania w parafiach Bractwa Miłosierdzia. Rok ten stał się również swoistym początkiem tego szczególnego charyzmatu, za który dzisiaj, tutaj, we wspólnocie Sióstr i Braci Całej Rodziny Wincentyńskiej, przeżywającej w tych dniach właśnie w Gnieźnie, u grobu i relikwii świętego Wojciecha, swój Kongres Wincentyński, dziękujemy. Na to przełomowe wydarzenie w życiu i misji świętego Wincentego a Paulo złożyły się dwa zdarzenia. Pewnie wszyscy żyjący charyzmatem wincentyńskim znają je aż nadto dobrze, ale pragnę o nich tutaj dziś wspomnieć. Pierwsze, to właśnie styczniowe z 1617 roku, kiedy to po wygłoszonym przez świętego Wincentego kazaniu o spowiedzi generalnej, rzesze ludzi zapragnęły się wyspowiadać. Sam po latach wspominał, że liczba penitentów była tak wielka, że spowiadając razem z innym księdzem, nie mogliśmy jej podołać (…) Wszędzie zbiegały się rzesze ludzi, a Bóg udzielał naszej pracy swego błogosławieństwa. I drugie wydarzenie, które miało miejsce w sierpniu 1617 roku, a które – jak piszą jego biografowie – ukierunkowało jego dalszą pracę duszpasterską i drogę osobistego ewangelicznego posłannictwa. Mianowicie wskutek wygłoszenia płomiennego kazania, w którym zachęcał wiernych do opieki nad chorym, opuszczonym biedakiem, leżącym w pewnej stodole na terenie parafii, grupa ponad pięćdziesięciu osób spontanicznie poszła za tym wezwaniem i otoczyła troską chorego. Takie były początki dzieła, początki misji wincentyńskiej, początki charyzmatu Waszego Ojca i Założyciela, za który dzisiaj, po czterystu latach od tych wydarzeń, pragniecie Bogu dziękować. I czynicie to, Drodzy Siostry i Bracia, właśnie w tym miejscu, w Bazylice Prymasowskiej, u grobu i relikwii świętego Wojciecha, w miejscu, gdzie przeszło tysiąc pięćdziesiąt lat temu, wypłynęły ożywcze źródła wodo chrzcielnej, gdzie Jezus Chrystus włączył każdą i każdego z nas w swoją misję miłosierdzia. Dziś Wasza Wspólnota Wincetyńska dziękując Bogu za początki misji, jednocześnie odnawia swoje wezwanie i powołania do odważnego podążania drogą charyzmatu wincentyńskiego. Moc tego wezwania wciąż nam przypomina, że w Jezusie Chrystusie możemy nie tylko sami namacalnie dotknąć miłosierdzia Ojca, ale jesteśmy wciąż pobudzani, abyśmy sami stali się narzędziami miłosierdzia dla naszych sióstr i braci. A zatem i ja pragnę Wam wszystkim, Drodzy Siostry i Bracia, na waszą dalszą drogę realizacji charyzmatu wincentyńskiego dziś za Apostołem Pawłem powtórzyć: radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się wzajemnie na duchu, bądźcie jednomyślni, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju, Ojciec miłosierdzia i Pan wszelkiej pociechy niech będzie z wami. Amen.   

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter