Jubileusz Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Misjonarek, 24.06.2017, Otwock

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. z okazji 100. rocznicy istnienia i posługi Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Misjonarek, 24 czerwca 2017, kościół pw. św. Wincentego a Paulo, Otwock.

Współbracia w Chrystusowym Kapłaństwie,
Droga Matko Generalna,
Czcigodne Siostry Benedyktynki Misjonarki,
Umiłowani Siostry i Bracia,

Nie można było sobie wymarzyć piękniejszego dnia niż uroczystość narodzenia świętego Jana Chrzciciela na dzień narodzenia nowej rodziny zakonnej. Ten bowiem, o którym sam Chrystus Pan mówił, że jest największym między narodzonymi z niewiasty, swym własnym życiem i powołaniem ukazuje nam tak naprawdę, co znaczy iść za Jezusem. Owszem, dobrze wiemy, że On sam nie należał przecież do grona Jego bezpośrednich uczniów. Nie był wśród tych, których sam Jezus powołał do pójścia za Nim. Spotkał Go zaledwie nad Jordanem, gdy Ten przyszedł do Niego. Jan Chrzciciel jednak rozpoznał w tym przychodzącym do niego Człowieku – Mesjasza. Sam – jak wspomina w Księdze Dziejów Apostolskich Paweł Apostoł przedstawiając nam historię Jezusa – jasno przy tym mówił ludziom, że to nie on jest oczekiwanym Mesjaszem, choć tak wielu może nawet chciałoby w Nim właśnie wtedy Go zobaczyć. On był bowiem mocny jak siekiera do pnia przyłożona. Był tak jasny i czytelny, tak przejrzysty, że ciągnęła do niego nad Jordan Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Był tak stały i tak pewny, tak przekonujący, bo nie był – jak kiedyś zauważył Jezus – żadną trzciną kołyszącą się na wietrze. A jednak to właśnie On, Jan Chrzciciel, mówił: po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach. Przyjdzie jednak większy ode Mnie. Przyjdzie potężniejszy. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem. A gdy zobaczył przechodzącego Jezusa – jak zaświadcza Ewangelista Jan – wskazał swoim uczniom jednoznacznie właśnie na Niego: Oto Baranek Boży. Spoglądając na postać świętego Jana Chrzciciela, papież Franciszek zauważył kiedyś, że w zasadzie Jego rola, jako Poprzednika Chrystusa, sprowadzała się do trzech rzeczy: do przygotowania drogi Mesjaszowi, do rozpoznania wśród wielu dobrych ludzi, kim jest Pan i do umniejszania swojej własnej roli i swojego własnego posłannictwa, by On, Pan, mógł wzrastać. Są to – jak wskazywał papież – trzy powołania jednego człowieka: przygotowanie, rozeznanie i pozwolenie, by Pan wzrastał, a on sam się umniejszył. Ojciec Święty odniósł z kolei tę janową postawę do naszego chrześcijańskiego życia i powołania. Bo dobrze jest – mówił papież – tak właśnie spojrzeć na nasze chrześcijańskie powołanie. Chrześcijanin nie głosi przecież siebie samego, głosi Kogoś innego, Komuś innemu przygotowuje drogę: Panu. Chrześcijanin musi potrafić rozeznać, musi wiedzieć, jak rozróżnić prawdę od tego, co się nią tylko wydaje, ale nią nie jest. Człowiek rozeznania. I wreszcie chrześcijanin powinien być człowiekiem potrafiącym się uniżyć, aby Pan wzrastał w sercu i duszy innych. Autor Księgi Proroka Izajasza – jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu – w tym właśnie widzi tego, którego sam Pan swą łaską przygotował, ukształtował od urodzenia na swego sługę, którego wybrał i powołał, powołał już z łona matki i od jej wnętrzności wspomniał na me imię, a także posłał, ustanawiając światłością dla innych, aby Boże zbawienie dotarło aż do krańca ziemi. Uczynił więc i ukształtował, wybrał i powołał, posłał i jeszcze w nim się rozsławił. On zaś przygotował, rozeznał i sam się umniejszył, aby Pan mógł przez niego wzrastać, iść do innych, kochać ich i nieść innym zbawienie.

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

Na początku już wspomniałem, że nie można było wymarzyć sobie chyba piękniejszego dnia, niż ten właśnie, w którym przez świętego Jana Chrzciciela, dociera i do nas, do każdej i każdego z nas, prawda o naszym życiu i powołaniu, o naszym wybraniu i posłaniu, dnia, w którym zrządzeniem Opatrzności Bożej, dokładnie sto lat temu, na dawnych Kresach Rzeczypospolitej, w Białej Cerkwii koło Kijowa powstało Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek Misjonarek. Jeśli bowiem jest prawdą, że w przygotowaniu dróg Jezusowi, w rozeznaniu i pełnym pokory działaniu zawiera się nade wszystko prawda naszego chrześcijańskiego powołania i naszej misji, to Matka Jadwiga Kulesza, mniszka – benedyktynka przy wielkim wsparciu pani Jadwigi Aleksandrowicz, zakładając wówczas ochronkę dla dzieci osieroconych i stając się Matką i założycielką nowej wspólnoty zakonnej, odważnie odpowiedziała na dar i łaskę Bożego powołania. Ta kobieta widziała bowiem dobrze, że Bóg posyła ją do ludzi udręczonych z konkretną pomocą. Widziała, że potrzebuje Jej dłoni i Jej serca. Wiedziała też, że tak konkretne dzieło, domaga się i będzie wymagać wsparcia i współdziałania, że nie można podejmować go samemu i w pojedynkę, że aby przetrwać i autentycznie przynieść pomoc, potrzebuje wspólnego wysiłku, potrzebuje zaproszenia innych i zjednoczenie innych wokół niego. Dlatego 24 czerwca 1917 roku w Białej Cerkwii odbyła się uroczystość obłóczyn pierwszych kandydatek To – jak wspominają dziś same jubilatki Siostry Benedyktynki Misjonarki – historyczny moment narodzin. Myślę, że tak właśnie oddając swoje życie Chrystusowi i osieroconym przez wojnę i pozbawionym normalnego domu i rodziny dzieciom, już te pierwsze odczuwały, że istotnie ręka Pańska była z nimi. I choć znów to prawda, że ręka Pańska, tak jak Jana Chrzciciela, nie uchroniła Sióstr Benedyktynek Misjonarek, od prób i doświadczeń. Bóg jednak trzymając Je w swoim ręku nie tylko pozwolił, że przetrwały wojenną zawieruchę i powojenną tułaczkę, tym przecież trudniejszą, że szły na nią razem z dziećmi, ale On to sprawił, że dziś, po stu latach od narodzin Zgromadzenia, możemy dziękować nie tylko za jego kresowe początki, ale za tak dynamiczny rozwój, który swym zasięgiem obejmuje dziś Polskę, Ukrainę, Brazylię, Ekwador czy Stany Zjednoczone. Niech więc popłynie dziś z serc naszych pieśń dziękczynienia i uwielbienia Boga. Niech każda z Was, Kochane Siostry, powtarza dziś za psalmistą: sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył, godne podziwu są Twoje dzieła, bo duszę moją znasz do głębi, nie tajna Ci moja istota,  i Ty sam znasz wszystkie nasze drogi, a Twoje dzieła rzeczywiście godne są najwyższego podziwu.

Drodzy w Chrystusie Panu, Siostry i Bracia!

W uroczystość narodzenia świętego Jana Chrzciciela i my wszyscy dotykamy, w pewnym sensie, tajemnicy początków. W niej, jak w korzeniach drzewa, zawarta i zapisana jest, w pewnym sensie, przyszłość. Przed chwilą wszyscy usłyszeliśmy, że krewni rodziców świętego Jana Chrzciciela, i ci, którzy o tym słyszeli, rozpoznając poprzez towarzyszące temu właśnie narodzeniu znaki, nadzwyczajny charakter przyjścia Jana na świat, z nieukrywanym zdumieniem pytali: kimże będzie to dziecię? W początkach zapisana jest, w pewnym sensie, nasza przyszłość. To prawda, że one ją nie determinują i nie ograniczają. Inspirują ją jednak i z nadzieją otwierają. Warto więc, zwłaszcza z okazji jubileuszów, powracać do tajemnicy naszych początków, do korzeni charyzmatu i tego wszystkiego, co stanowi zasadnicze przesłanie zakonnych założycieli. W czasie obchodów Roku Życia Konsekrowanego papież Franciszek zachęcał więc Was, Drogie Osoby Życia Konsekrowanego, do takich właśnie powrotów do początków, do źródeł, do tych duchowy inspiracji, do planów, do wartości, które stanowią fundament i punkt wyjścia. Niezbędne jest – wskazywał wprost papież Franciszek – opowiedzenie swojej historii, aby zachować żywą tożsamość, jak również umocnić jedność rodziny zakonnej i poczucie przynależności jej członków. I nie chodzi tutaj – jak to sam nazwał – o robienie wykopalisk i kultywowanie  bezużytecznych nostalgii.  Chodzi raczej o odkrycie na nowo drogi minionych pokoleń, aby uchwycić właśnie w niej inspirującą iskrę, plany, wartości, które ją pobudzały, począwszy od założycieli i założycielek oraz pierwszych wspólnot. A tak właśnie spoglądając na początki istnienia zgromadzenia czy rodziny zakonnej, spoglądając dziś na wasze początki, na początki istnienia Benedyktynek Misjonarek, można również – jeszcze raz odwołam się do papieża Franciszka – uświadomić sobie i z całą ostrością zobaczyć, jak ten szczególny charyzmat służby człowiekowi przeżywano na przestrzeni dziejów, jakie wyzwolił siły i kreatywności, jakim konkretnym trudnościom musiał stawić czoło i je przezwyciężyć. Same dobrze wiecie, jak wiele determinizmu i odwagi potrzeba było, aby Siostry wyrzucone z ich pierwotnego miejsca, mogły w nowy sposób i w nowej, często nieznanej przecież rzeczywistości podjąć dalej swą ewangelizacyjną misję. W tym uroczystym dniu, gdy sięgamy więc do historii powołania waszej wspólnoty zakonnej, gdy wracamy do początków, gdy dziękujemy Bogu za wierność i za wytrwałość w benedyktyńskim charyzmacie, i my za Papieżem Franciszkiem powtarzamy, że w istocie opowiadanie swej historii jest składaniem chwały Bogu i dziękczynieniem Jemu samemu za wszystkie Jego dary.

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia, Kochane Siostry Jubilatki!

Jubileusz jest niewątpliwie dziękczynieniem. Jest też okazją do rachunku sumienia i szansą na odnalezienie w naszej historii początków siły i mocy do dalszej wspólnej drogi. Idziecie nią w tym świecie, który oczekuje szczególnej wyrazistości w dawaniu naszego świadectwa Chrystusowi. Patrzy jednak i na nas, tak jak kiedyś uważnie spoglądał na świętego Jana Chrzciciela, odkrywając nie tylko moc naszych słów, ale pociągającą siłę naszej miłości, troski, serdeczności i czułości, z jaką Jezus, przez życie, powołanie i posłanie, każdej i każdego z nas, pragnie dziś dotrzeć i ogarnąć nią naszych współczesnych. Przygotowaniu drogi Jezusowi do serc ludzkich musi bowiem towarzyszyć dobre rozeznanie i rozpoznanie sytuacji człowieka. Musi też towarzyszyć nasza pokora, czyli serce odważne, zdolne pojąć, że we wszystkim, czym jesteśmy i co czynimy, On sam ma wzrastać. Nasze życie, powołanie i posługiwanie nie jest przecież naszym własnym dziełem. One są Jego misją we współczesnym świecie. To On przez nas staje się obecny. Obecny wobec słabych i bezbronnych, wobec chorych i odrzuconych przez innych, wobec dzieci i dorosłych, wobec tych wszystkich, którzy są zadani naszemu posługiwaniu i naszej misji. I choć nasze siły są słabe – jak przypomniał nam w czasie swej ostatnie środowej katechezy papież Franciszek – to jednak potężna jest siła łaski obecna w życiu chrześcijanina. Wierni więc swemu powołaniu i posłaniu, i wierni – jak mówił papież – tej ziemi, którą Jezus umiłował w każdej chwili swego życia, chcemy i my, wraz z Nim, przez Niego wybrani i posłani, podejmować odważnie te zadania, które nam stawia i chcemy żywić nadzieję w przemianę tego świata, w ostateczne wypełnienie, gdzie w końcu nie będzie łez, niegodziwości i cierpienia. Niech zatem ten jubileusz istnienia Waszej zakonnej wspólnoty ożywia w nas nadzieję i pobudzi nas od odpowiedzi miłości, która w sercu Matki Jadwigi zrodziła pragnienie, by nieść ją tym najbardziej opuszczonym, osieroconym i potrzebującym. Oby Siostry Benedyktynki Misjonarki – jak same wskazują – nadal docierały ze swoją posługą do wszystkich ludzi, szczególnie dzieci i młodzieży, dostrzegając ich opuszczenie fizyczne – a w obecnych czasach – nawet bardziej duchowe, by nieść im pomoc, a nade wszystko zakorzenić ich w miłości Boga i do Niego prowadzić. Oby przeżywany jubileusz 100-lecia istnienia dodał Wam, Kochane Siostry, nowych sił i nowych mocy. Aby każda z Was mogła za psalmistą powtórzyć: wsławiłam się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. Amen.

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter