Jubileusz 60-lecia kapłaństwa, 12.06.2017, Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej z okazji 60-lecia święceń kapłańskich księży wyświęconych w 1957 roku, 12 czerwca 2017, katedra gnieźnieńska. 

Beati, qui persecuntionem patiuntur propter iustitiam (…) Gaudete et exultate, quoniam merces vestra copiosa est in caelis (Mt 5,10 i 12).

Ekscelencjo, Księże Arcybiskupie Henryku,
Kochani Współbracia w Chrystusowym Kapłaństwie,
Drodzy Jubilaci, którzy obchodzicie 60-lecie Kapłaństwa,
Siostry i Bracia w Chrystusie Panu!

Kościół Gnieźnieński wspomina dziś w liturgii kapłanów męczenników II wojny światowej. Wśród 108 błogosławionych męczenników Kościoła w Polsce, beatyfikowanych – jak pamiętamy – 13 czerwca 1999 roku podczas Mszy świętej sprawowanej w Warszawie przez świętego Jana Pawła II, wśród tej pierwszej grupy męczenników, którzy ponieśli śmierć w czasie II wojny światowej, znajduje się nasza gnieźnieńska ósemka: ks. Jan Nepomucen Chrzan, ks. Franciszek Dachtera, ks. Władysław Demski, ks. Stanisław Kubski, ks. Władysław Mączkowski, ks. Marian Skrzypczak, ks. Aleksy Sobaszek i ks. Antoni Świadek. Wszyscy oni należeli do grona tych 138 księży archidiecezji gnieźnieńskiej, którzy stracili swe życie w czasie II wojny światowej. Ofiarę kapłańskiego życia wszystkich naszych pomordowanych kapłanów, od szeregu już lat upamiętnia tablica, zawieszona w tutejszej kruchcie prowadzącej do Drzwi Gnieźnieńskich. Dla wszystkich, którzy przekraczają próg tej czcigodnej Bazyliki Prymasowskiej stanowi ona swoiste memento i wezwanie, aby wciąż pamiętać, że nasz Święty Kościół Gnieźnieński, od początków i przez wieki, zbudowany jest na wodzie i krwi. Nie wystarczy woda – przypominał nam tutaj w kwietniu 1957 roku Prymas Tysiąclecia – potrzeba jeszcze i krwi (…) W porządku nadprzyrodzonym – kontynuował kardynał Wyszyński – w którym się schodzi to, co Boskie, z tym, co ludzkie, nie wystarczy woda, musi być woda i krew. Woda życia i męczeńska krew codziennego, wytrwałego i bohaterskiego trudu. Tą męczeńską krwią życia na co dzień jest jego doskonałość. Z tych dwojga bowiem płynie prawdziwa doskonałość – z wody i krwi.

Umiłowani Współbracia w Chrystusowym Kapłaństwie! Drodzy nam Jubilaci!

Jeden z was, w swoich wspomnieniach z seminaryjnych czasów, często wraca do rozmowy, która miała miejsce w momencie przyjęcia go do seminarium. Była to rozmowa z jego ówczesnym rektorem. Ponieważ zgłaszał się do seminarium już pod koniec lipca jako osiemdziesiąty czwarty z wówczas zgłoszonych, usłyszał najpierw pytanie: dlaczego tak późno? Gdy na nie odpowiedział, że nie mógł się zdecydować, niespodziewanie padło następne: Proszę pana, czy pan byłby gotów zostać męczennikiem. Były to czasy stalinowskie. Akurat uderzył w moje najczulsze miejsce – po latach sam przyznaje – ponieważ było to pokolenie męczenników. Ja wiedziałem, że wszyscy profesorowie w Pelplinie w czasie wojny zginęli. Cały mój problem polegał na tym, czy ja miałbym dość siły. Powiedziałem: Mam dobrą wolę, ale czy byłbym gotów zostać…? Tego nie umiem powiedzieć, bo jestem słaby. Jestem ułomny. Myślę, że dziś, po tych sześćdziesięciu latach kapłaństwa tak on, jak i wy wszyscy, którzy – jak to napisał kiedyś w swoich wspomnieniach z pobytu w naszym seminarium drugi z was tutaj dzisiaj obecnych – musieliście dobrze uważać na zatrute owoce czasów stalinowskich – doświadczyliście tej prawdy, że jeśli obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wszelkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy. Życie Kościoła, życie Chrystusowej Owczarni, nie tylko w Gnieźnie, ale i w Pelplinie, i w Poznaniu, i we Włocławku, i w Lublinie, wznosi się na wodzie i na krwi. Woda w swej krystalicznej czystości, która czerpie swą moc wypływając ze źródła, oznacza niewątpliwie również to wszystko, co jest w nas dobrą wolą, gotowością, by odpowiedzieć Bogu na Jego powołanie, by zawierzyć nadziei większej niż nasz ludzki lęk, większej niż cierpienie i śmierć, większej niż słabość i grzech. Krew zaś to nade wszystko życie oddane do końca, aż do dosłownego wylania krwi dla Chrystusa i dla Jego Ewangelii, a więc życie prześladowanych dla sprawiedliwości, a więc życie tych, którym urągają i prześladują ich z Jego powodu, a wiec również życie tych, o których mówił nam w dniu beatyfikacji także naszych kapłanów męczenników święty Jan Paweł II, że w naszym stuleciu oddali życie dla Chrystusa, oddali życie doczesne, by posiąść je na wieki w jego chwale. Albowiem – jak przypomniał nam święty Jan Paweł II – u kresu drugiego tysiąclecia Kościół  znowu stał się Kościołem męczenników. Prześladowania ludzi wierzących – kapłanów, zakonników i świeckich – zaowocowały wielkim posiewem męczenników w różnych częściach świata. Ale krew to przecież także – powtórzę jeszcze raz za Prymasem Tysiąclecia – krew codziennego, wytrwałego, bohaterskiego trudu. Tego zaś, jak sądzę, Kochani Kapłani, nie zabrakło żadnemu z was w ciągu tak długiego i pracowitego życia. Spoglądając wstecz niejeden z was, poprzez różne doświadczenia swojej duszpasterskiej posługi, może dziś niewątpliwie jeszcze raz zobaczyć oblicze Ojca Pana naszego, Jezusa Chrystusa, Ojca miłosierdzia i Boga wszelkiej pociechy, w Którego Imię i Którego sakramentalną mocą, przywracał ludzi do wspólnoty z Bogiem i pomiędzy sobą. Może z radością odkryć, jak wiele otrzymał i wciąż otrzymuje od Boga łask, nie tylko jednak i nie tyle dla samego siebie, ale nade wszystko dla innych, bośmy przecież posłani, byśmy i my wciąż mogli pocieszać tych, co są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą, której sami doznajemy od Boga. Może też wciąż, pomimo, owszem, nieubłaganie idących już lat życia i upływających ludzkich sił, odnaleźć tę właśnie nadzieję, o której mówił nam Apostoł Paweł, że jest silna, bo nadzieja nasza co do was jest silna. Jest mocna i silna jak symbolizująca ją kotwica, dająca naszej życiowej łodzi powołania poczucie stabilności i bezpieczeństwa, zakotwiczenia pośród falowania morza. Kotwica jest przecież tym narzędziem, które marynarze rzucają w dno, aby następnie statek czy łódź mogłaby być bliżej brzegu. Nasza wiara – wyjaśniał nam w swych katechezach o nadziei papież Franciszek – jest zakotwiczona w niebie. Nasze życie jest zakotwiczone w niebie. I to właśnie, i tylko to, daje nam stabilność  i pewność w naszym życiu i kapłańskim powołaniu. Ale nasza nadzieja jest też – jak mówi nam w swych katechezach jeszcze Franciszek – wciąż jak żagiel, który na każdym przecież etapie naszego kapłańskiego życia zbiera wiatr Ducha Świętego i przekształca go w siłę napędową, która popycha naszą łódź, czy to na głębię, czy też do brzegu. By dobrze płynąć potrzeba zarówno kotwicy, jak i żagla. Potrzeba nam mocy wiary i potrzeba wiatru Ducha Świętego. Potrzeba więc wznosić – jak śpiewaliśmy w psalmie – nieustannie oczy nasze ku górom i wierzyć, i ufać Temu, który nigdy nie pozwoli, by potknęła się twa noga. On daje siłę swojemu ludowi. On, namaszczając swoim świętym olejem wasze kapłańskie dłonie, wciąż przypomina, że moc jest z Boga, a nie z nas. Przypomina też, że to święte namaszczenie wciąż nam mówi, że On, Bóg, wziął w swoje dłonie nasze życie, że nim kieruje i doprowadzi nas do końca. Pan będzie czuwał nad twoim wyjściem i powrotem, teraz i po wieczne czasy.

Drodzy Bracia!

Ci z was, którzy przed sześćdziesięciu laty przyjmowali święcenia kapłańskie właśnie w tej katedrze mieli przed oczyma zniszczony wojną prastary gnieźnieński tum, a jednocześnie już wówczas byli świadkami, jak dźwigał się on z wojennej pożogi. Wojna rozpaliła na tych sklepieniach olbrzymie ognie – mówił tutaj, w uroczystość świętego Wojciecha, i to właśnie w roku waszych święceń kapłańskich Prymas Tysiąclecia. Spłonęła głowa tej świątyni – dodawał nasz Pasterz. Dobraliśmy się teraz do jej wnętrza i pracujemy we wnętrzu – mówił jeszcze – bo takiej właśnie pracy potrzeba, żeby się dobrze przygotować na Tysiąclecie. Trzeba pracować w sercu i odnawiać serce. Trzeba pracować myślą i odnawiać myśl. Jak wzmacniane są filary zastrzykami betonowymi, aby utrzymać ciężar wieku – tak trzeba wzmocnić wolę zastrzykami łaski Bożej. Pracować w sercu i odnawiać serce. Pracować myślą i odnawiać myśl. Umacniać się łaską Bożą i upraszać dla siebie potrzebne wciąż siły i moce od Boga. Niech Wam, Dostojni Jubilaci, Bóg w tym wszystkim obficie błogosławi. Niech napełnia serca Wasze radością i pokojem, a Wniebowzięta Patronka tego Wieczernika Waszych Kapłańskich Święceń i święty Wojciech oraz czczeni dziś przez nas nasi współbracia, gnieźnieńscy kapłani męczennicy, Jan Nepomucen Chrzan, prezbiter i towarzysze, uproszą dla Was wszelkie potrzebne łaski i moce na dalsze dni kapłańskiego życia i kapłańskiej posługi. Amen.

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter