Jubileusz 1050-lecia przybycia Jordana, 22.06.2018 Poznań • Prymas Polski

Jubileusz 1050-lecia przybycia Jordana, 22.06.2018 Poznań

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej z okazji rozpoczęcia uroczystości rocznicowych 1050-lecia przybycia do Poznania bp. Jordana oraz 50. rocznicy koronacji cudownego wizerunku Matki Bożej w Cudy Wielmożnej Pani Poznania, 22 czerwca 2018, kościół farny w Poznaniu. 

Najdostojniejszy Pasterzu Kościoła Poznańskiego,
Bracia w Chrystusowym Kapłaństwie,
Biskupi i Prezbiterzy,
Osoby Życia Konsekrowanego,
Przedstawiciele Życia Publicznego,
Siostry i Bracia w Chrystusie.

Pięćdziesiąt lat temu koronując w Poznaniu cudowny wizerunek Matki Bożej w Cudy Wielmożnej, Pani Poznania, Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Polski zauważył, że nie było nic bardziej stosownego, jak rozpocząć uroczystość Tysiąclecia od koronacji Obrazu Matki Bożej. Gdy więc dziś, tą uroczystą Eucharystią, sprawowaną tutaj, w poznańskiej Farze, rozpoczynamy i my obchody, tym razem już tysiąc pięćdziesięciolecia przybycia do Poznania pierwszego w Polsce biskupa Jordana, wydaje się również jak najbardziej stosowne, aby zwrócić się najpierw właśnie ku Tej, która przez wieki patronuje temu miastu, jako Matka Boża w Cudy Wielmożna, Pani Poznania. Jeśli bowiem przybycie pierwszego biskupa wiązało się niewątpliwie z rozpoczęciem dzieła ewangelizacji tych piastowskich ziem, to – jak przypomniał nam kiedyś na Jasnej Górze święty Jan Paweł II – wraz z Chrystusem przybyła do Ojczyzny naszej od razu Matka Jego. Przybyła i była obecna wraz ze swym Synem – tłumaczył nam papież – jak mówią nam o tym liczne świadectwa pierwszych wieków chrześcijaństwa w Polsce, a w szczególności pieśń Bogurodzica. O Jej matczynej obecności świadczy więc już historia początków naszej wiary. Tu, w Poznaniu, zaświadcza również skromna postać owego franciszkańskiego kwestarza, brata Tomasza Dybowskiego, który – jak to przypomniał w swej koronacyjnej homilii Prymas Tysiąclecia – bierze na piersi skromny obraz Matki Bożej, który przedtem przechowywał w swojej celi i wędruje po mieście zniszczonym szwedzkimi najazdami, aby zdobyć jałmużnę dla licznych biedaków. Idzie ulicami tego miasta prosząc o wsparcie dla potrzebujących pomocy Idzie ulicami ówczesnego Poznania, by – jak wskazywał Prymas Tysiąclecia – zespalać i jednoczyć ludzi. Idzie tutejszymi ulicami niosąc pokrzepienie i radość. Kardynał Stefan Wyszyński zauważył, że ten człowiek miał bowiem szczególnie radosną duszę. Był pogodny uśmiechnięty, a nawet – jak podkreślił jeszcze Ksiądz Prymas – mówili o nim, że był bardzo wesoły. I wówczas sam Ksiądz Prymas jeszcze dodał, że może właśnie nam, ludziom tak często zmęczonym, poddanym różnym smutkom, skłonnym do pesymizmów i udręk, trzeba pogodniej, ufniej, spojrzeć dziś w oczy Matki Pięknej Miłości, Poznańskiej Pani, Tej, która spoczywając na piersi zakonnika franciszkańskiego, budziła radość w Jego sercu i w sercach tych, do których Ją właśnie niósł.

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

Rozpoczynając uroczystości jubileuszowe wraz z Maryją, Matką naszego Pana Jezusa Chrystusa, Matką Kościoła, naszą Matką i Królową, spróbujmy więc teraz i my jeszcze raz spojrzeć w Jej matczyne oczy, a słuchając Słowa Bożego, całym sercem przyjąć prawdę o Jej matczynej obecność w naszym życiu i w życiu wspólnoty Chrystusowego Kościoła. Początki wiary związane z tutejszą prima sedes episcopi mówią nam bowiem – jak wskazał nam w liście skierowanym do Kardynała Dominika Duki, metropolity praskiego i swojego specjalnego wysłannika na poznańskie uroczystości papież Franciszek – że naród Polaków, po chrzcie przyjętym przez księcia Mieszka w roku 966, wciąż pragnął coraz bardziej postępować za Chrystusem i gorąco wiarę wyznawać. Wiemy, że z początku było to niewątpliwie pragnienie jedynie tych nielicznych, którzy odkryli już dla siebie i dla swoich najbliższych w głoszonej im Ewangelii prawdziwą nowość życia. Wiemy, że temu odkryciu towarzyszył zaraz bardzo poważny wysiłek ewangelizacyjny i zmaganie o wiarę waszego pierwszego biskupa Jordana. Wiemy, że owoce tego pierwszego biskupiego wysiłku musiały przez lata dojrzewać i nie od razu, i nie we wszystkim ukazały swoją prawdziwą żywotność. Aby się mocniej zakorzenić potrzebowały również męczeńskiej krwi świętego Wojciecha. Aby dojrzewać i wzrastać potrzebowały świadectwa wiary i gorliwości w jej głoszeniu pierwszych polskich braci męczenników. Potrzebowały – jak to pięknie wyraził właśnie tutaj, w Poznaniu, święty Jan Paweł II – nade wszystko tego, by ludzkie serca coraz odważniej otwierały się w stronę nie znanego im przedtem Odkupiciela świata, który jako Syn Boży, współistotny Ojcu, stał się człowiekiem i narodził się z Maryi Dziewicy. A w tym właśnie dziejowym procesie, zapoczątkowanym mieszkowym chrztem i popartym misyjną gorliwością biskupa Jordana, ukazało się, a nawet jeszcze raz dobitnie potwierdziło – jak nam przypomniał w Evangelii gaudium papież Franciszek – że gdy jakaś wspólnota przyjmuje orędzie zbawienia, Duch Święty zapładnia jej kulturę przemieniającą mocą Ewangelii. Ewangelia ma w sobie przemieniającą moc. Ewangelia ma w sobie wyzwalającą moc. Ewangelia ma też inspirującą moc. Sprawia – jak wskazywał papież Franciszek – że jesteśmy oswobodzeni z wyobcowania sumienia i skoncentrowania się na sobie. Ona przecież sprawia, że zostają rozerwane i pękają w nas ludzkie ograniczenia i ludzkie względy. Dokonuje się w sercu przemiana i nawrócenie. Stajemy się w pełni ludzcy, gdy jej mocą przekraczamy nasze ludzkie ograniczenia, gdy pozwalamy Bogu poprowadzić się poza nas samych, aby dotrzeć do naszej prawdziwiej istoty. Ona też powoduje, że prawdziwie poszerza się nam Boża rodzina. Jezus nie zostaje wówczas przez nikogo zawłaszczony jedynie dla siebie i dla swych doraźnych interesów. Wyznacznikiem staje się – jak słyszeliśmy przypomniane nam przez Niego samego – że ten, kto pełni wolę Bożą, ten jest Mu bratem, siostrą i matką. Nie odrzucając i nie niszcząc oczywiście tego, co szlachetne, co dobre, co znajome i rodzinne, nie niszcząc naszych pięknych relacji czy uczuć, otwiera w ten sposób jednak całkowicie nową perspektywę. On bowiem tak naprawdę niczego nam nie zabiera i niczego nas nie pozbawia z tego, co dobre i szlachetne, ale nam wszystko daje. I właśnie w tym – jak podsumuje sam papież Franciszek – tkwi źródło działalności ewangelizacyjnej. Albowiem w ciągu tych dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa, niezliczone ludy otrzymały łaskę wiary, doprowadziły do jej rozkwitu w życiu codziennym i przekazały ją zgodnie ze swoimi własnymi wzorcami kulturowymi.

Drodzy Siostry i Bracia!

Ta, którą spotykamy dziś w Ewangelii, gdy przyszła wraz z innymi, aby odszukać Jezusa, jest także wraz z uczniami w Wieczerniku, gdy po Jego wniebowstąpieniu – jak mówi nam Księga Dziejów Apostolskich – wrócili do Jerozolimy z Góry Oliwnej. Razem oczekują na zesłanie Ducha Świętego. Razem trwają jednomyślnie na modlitwie. Razem też otwierają swe serca, by zstąpiła na nich zapowiedziana przez Jezusa i obiecana uczniom łaska i dar Parakleta – Mówi się, że Ona wtedy podtrzymywała ich wiarę. Wskazuje się, że była u boku rodzącego się w Wieczerniku Kościoła. Od początku ściśle złączona ze wspólnotą uczniów, która, umocniona Duchem Świętym, wyszła z Wieczernika na cały świat: Matka Chrystusa i Matka Kościoła. Odnajdziemy Ją bowiem – przypomni nam jeszcze raz papież Franciszek – w pierwszym dniu Kościoła, matkę nadziei pośród tej wspólnoty uczniów tak bardzo kruchych: jeden się zaparł, wielu uciekło, każdy się bał. Maryja była tam po prostu, w najzwyklejszy sposób, jakby to było coś zupełnie naturalnego: w pierwszym Kościele ogarniętym światłem Zmartwychwstania, ale również wstrząsami pierwszych kroków, jakie musiał podejmować w świecie. Była wiec wtedy, w pierwszym dniu Kościoła, i pozostała z nim i w nim na zawsze. Idzie więc również z nami, idzie z Kościołem, także tym Kościołem, który jest w Poznaniu, tak, jak niesiona przed wiekami na piersi brata Tomasza, wyszła z klasztornej celi do mieszkających w tym mieście ludzi. Idzie więc i uczy nas wciąż tej prawdy, że Kościół – jak to mocno przypomniał nam i to właśnie w Wieczerniku papież Franciszek – tam się narodził, a narodził się wychodząc. Stąd wyszedł on z chlebem łamanym w rękach, mając w oczach rany Jezusa i Ducha miłości w sercu. Wyszedł z Wieczernika do wszystkich. Wyszedł na cały świat. Wyszedł i wciąż idzie, także ulicami tego miasta, aby ofiarować człowiekowi miłość i bliskość Boga, nadzieję życia w Chrystusie. Idzie, aby opowiadać o miłosierdziu Boga objawionym nam i konkretnie doświadczonym w Jezusie Chrystusie, i miłosierdzie czynić, i jak kiedyś brat Tomasz, idzie, by zespalać i jednoczyć ludzi dla wspólnego dobra. Kościół idzie, by nieść człowiekowi wyzwalające orędzie Ewangelii. Nie zatrzymuje się więc przed ludzką słabością i grzechem, ale mocą Bożej łaski i Bożego miłosierdzia, pragnie go z tej sytuacji wyzwalać. Kościół idzie więc pomny na Wieczernik, na dzień Ducha Świętego wierząc – jak mówi nam papież Franciszek – że to Duch Święty obdarza siłą do głoszenia nowości Ewangelii, śmiało, głośno w każdym czasie i miejscu, także pod prąd. Wzywajmy Go więc dziś wszyscy. Wzywajmy Ducha Świętego wraz z Maryją, Oblubienicą Ducha Świętego. Wzywajmy Go w tym dniu uroczystym. Wzywajmy Go dzisiaj, umocnieni na modlitwie, bez której każde działanie narażone jest na ryzyko, że pozostanie puste, i bez której orędzie w końcu zostaje pozbawione duszy. Amen.            

 

Udostępnij naShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter