Centralne obchody Święta Służby Więziennej, 30.06.2017 Warszawa

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. rozpoczynającej centralne obchody Święta Służby Więziennej, 30 czerwca 2017, bazylika Świętego Krzyża w Warszawie. 

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu!

W głoszonych w ciągu tego roku, w czasie środowych audiencji generalnych, katechezach o chrześcijańskiej nadziei, papież Franciszek wskazał, że jednym z najstraszliwszych zniewoleń, w jakie możemy popaść jest przekonanie, że na miłość trzeba zasłużyć. Być może wiele niepokoju współczesnego człowieka wynika właśnie z tego, że sądzimy, iż jeśli nie jesteśmy silni, atrakcyjni i piękni, to nikt się nami nie zajmie (…) Ale czy wyobrażacie sobie świat – pyta w tym kontekście papież Franciszek – w którym wszyscy żebrzą o motywy, by wzbudzić uwagę innych, a nikt nie jest natomiast gotowy, aby miłować inną osobę bezinteresownie? Zdaje się, że jest to świat ludzki, ale w istocie to piekło. Nie chcemy jednak żyć w piekle. Nie chcemy też, by inni przeżywali piekło. Nie chcemy, by ktoś zgotował nam piekło. Chcemy przecież i pragniemy świata sprawiedliwego i dobrego, w którym panuje wzajemne zrozumienie i miłość, w którym z ludzkich serc wypływa troska o siebie nawzajem i solidarność, świata, w którym pomimo dzielących nas różnic i trudności, potrafimy się wspierać i wspólnie budować przyszłość. Myślę, że także Wy, Drodzy Pracownicy Służby Więziennej, którzy dziś, tutaj, w Warszawie, przeżywacie razem Centralne Obchody Święta Służby Więziennej, wykonując swoją pracę i posługę wobec osadzonych, nosicie wciąż w sobie, w waszych umysłach i sercach, takie właśnie pragnienia. One bowiem pozwalają wam spoglądać, na obiektywnie przecież trudne sytuacje waszych sióstr i braci, z właściwym zrozumieniem i nadzieją. One też powodują, że podejmowana przez was praca i posługa w aresztach i zakładach karnych nie przyczynia się nigdy do pogłębienia istniejącego już wykluczenia skazanych z życia społecznego, ale do ich nowej, niekiedy trudnej, ale jakże przecież pożądanej reintegracji społecznej.

Umiłowani!

Papież Franciszek odwiedzając osadzonych w różnych częściach świata i broniąc się – jak sam mówi – przed postawą zbyt łatwego osądzania ich i powtarzania, że dla tych i dla takich ludzi jedyną drogą jest więzienie, gdy sam przekracza więzienną bramę sam sobie – jak niejednokrotnie powtarza – stawia pytanie: dlaczego oni, a nie ja? I nie ma w tym pytaniu – tak sądzę – jakiejś fałszywej pokory czy też mentorskiej pozy. Nie ma też próżnego szukania usprawiedliwienia dla siebie i dla swej obojętności. Jest natomiast właśnie to otrzeźwiające spojrzenie, spojrzenie pełne nadziei, które pozwala każdemu, pomimo świadomości wyrządzonego przez skazanych zła i krzywdy, wciąż widzieć w nich te osoby, w których może dokonywać się przemiana życia i nawrócenie. Bo to właśnie często obłuda – jak wskazywał papież w czasie przeżywanego w Roku Miłosierdzia jubileuszu więźniów – sprawia, że nie myśli się o możliwości przemiany życia: zbyt mało ufamy w rehabilitację, w resocjalizację. A przecież to właśnie Wy, Drodzy Siostry i Bracia, Pracownicy Służby Więziennej, macie – jak mówi papież Franciszek – tak ważne zadanie w procesie resocjalizacji – zadanie podnoszenia, a nie poniżania, przywracania godności, a nie upokarzania, dodawania otuchy, a nie dręczenia. Wasza praca domaga się zatem przyjęcia logiki skupionej na pomaganiu osobie. Co więcej – jak wskazywał papież odwiedzając zakład karny w meksykańskim Ciudad Juarez – przez swoją pracę i posługę wy wszyscy możecie być znakami nadziei, znakami uczuć Ojca, znakiem i narzędziem Bożego miłosierdzia, Bożej miłości. I wy zatem, Siostry i Bracia, możecie być, w pewnym sensie, przedłużeniem ręki Jezusa, którą dziś w Ewangelii wyciąga w stronę tego trędowatego człowieka, dotyka Go i swoją mocą oczyszcza i uzdrawia, przywracając go jednocześnie, jak to było w wypadku trądu, który z życia dosłownie przecież wykluczał i izolował od innych, całemu społeczeństwu.

Drodzy Siostry i Bracia!

Uzdrawiająca moc Jezusa nie działa jednak w sposób automatyczny czy magiczny. Domaga się ona, by ten, który przeżywa chorobę czy spowodowane swym życiem wykluczenie, który cierpi w wyniku konsekwencji swoich czynów i złych życiowych wyborów, sam zbliżył się do Niego. Domaga się zatem, mówiąc wprost, uznania swojej sytuacji i prośby, by On pomógł nam ją naprawić i zmienić. Podczas wspomnianego już spotkania papieża Franciszka w meksykańskim zakładzie karnym Ciudad Juarez, Ojciec Święty wskazał, że wciąż jeszcze w świadomości wielu, więzienie postrzegane jest jedynie jako miejsce, które uniemożliwia konkretnym ludziom – skazanym – dalsze popełniania przestępstw. Problemu bezpieczeństwa nie rozwiąże się jednak wyłącznie poprzez słuszną skądinąd procedurę zaostrzania kar. Problemu bezpieczeństwa  – zauważa papież i myślę, że jest to ważne stwierdzenie nie tylko w tamtym meksykańskim kontekście – nie rozwiąże się również wyłącznie przez zamykanie ludzi w więzieniach, ale jest ono apelem o interwencję, aby stawić czoło strukturalnym i kulturowym przyczynom braku bezpieczeństwa, które dotykają całej tkanki społecznej. Czy wśród tych właśnie powodów i przyczyn nie jest na przykład wyraźny dziś wzrost społecznej agresji, który niejednokrotnie staje się powodem lekkomyślnego zachowania, tak wielu złych emocji czy w konsekwencji przestępczych wręcz czynów? Czy ten wzrost agresji można tłumaczyć tylko nawarstwiającymi się emocjami i podziałami społecznymi? Czy nie trzeba nam czynić wszystko, by przerwać toczącą się spiralę zła? A może trzeba nam wszystkim, jeśli wierzymy, właśnie podejść do Jezusa – jak podszedł ów trędowaty – dosłownie upaść przed Nim, jako on, i usilnie Go prosić, aby nas oczyścił? Może potrzeba wpierw nam wszystkim takiego właśnie wewnętrznego ukorzenia, otrzeźwienia i oczyszczenia, przemiany i uzdrowienia, abyśmy my sami, jako pierwsi, byli naprawdę zdolni do budowania bezpiecznej dla wszystkich przyszłości. Jeśli zastanawia nas, czy jest to jeszcze w ogóle możliwe, warto może spojrzeć na przypomnianą nam dziś w pierwszym czytaniu historię Abrahama, jego wiary i zaufania Bogu. Choć sam po ludzku w różnych momentach swego życia, zwłaszcza, gdy upływał czas i nie spełniała się zapowiedź Boga, przeżywał sytuacje niedowierzania czy wręcz zwątpienia, Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się; pomyślał sobie bowiem: czyż człowiekowi stuletniemu może urodzić się syn, to jednak powracał ufnie do Tego, który wierny jest swoim obietnicom. Sam bowiem poznał, że posłuszeństwo Bogu, Jego drodze, Jego wskazaniom otwiera przed nim prawdziwie bezpieczną i wolną przestrzeń życia. Nie jest to świat wolny od zmagania czy pokonywania pojawiających się trudności. Jest to jednak świat, w którym, jak zauważył w czasie ostatniej środowej audiencji papież Franciszek, sam Chrystus chciałby nam pewnie powiedzieć, że żadne ludzkie cierpienia, nawet najmniejsze i ukryte, nie są niewidoczne dla oczu Boga. Bóg widzi i na pewno chroni i obdarza swoim odkupieniem. Jest bowiem pośród nas Ktoś, kto jest silniejszy od zła. Silniejszy od mafii, ciemnych sprawek, ludzi zarabiających na krzywdzie osób zrozpaczonych, miażdżących innych z arogancją (….) Ktoś, kto zawsze słucha wołającego z ziemi głosu krwi Abla. Jest Ten, który bierze nas w ochronę i nam błogosławi. Jest Ten, który słowami Księgi Rodzaju woła dziś i do nas: Ja jestem Bogiem Wszechmogącym. Służ Mi i bądź silny i nieskazitelny.

Umiłowani w Panu!

Centralne Obchody Święta Służby Więziennej są okazją do naszej wspólnej modlitwy. Są też okazją do wdzięczności za Waszą, Panie i Panowie, pełną poświęcenia i oddania, służbę. Tak, Wasza praca, jak już wspomniałem z samej swej istoty domaga się przyjęcia logiki opartej na pomaganiu innym. Jesteście ze skazanymi i dla skazanych. Jesteście uczestnikami ich niełatwego życia, ich cierpienia, ale także ich wysiłków podejmowanych, by wydostać się ze społecznej izolacji. Chciałbym więc i ja, tak jak uczynił to papież Franciszek podczas spotkania z więźniami w Roku Miłosierdzia, dodać Wam właśnie, pracownikom Służby Więziennej, przede wszystkim otuchy. Dziękuję za Wasz wysiłek Wam wszystkim, także kapelanom i wolontariuszom w więzieniach i aresztach śledczych. Dziękuję, że podtrzymujecie w skazanych nadzieję. Papież powiedział jeszcze pod waszym adresem – może nawet dość szokująco – czujcie się uwięzieni z nimi. A ja pragnę Wam dopowiedzieć słowami błogosławieństwa zawartymi w dziś śpiewanym psalmie, że szczęśliwy człowiek, który służy Panu i chodzi Jego drogami. Szczęśliwy więc i błogosławiony, kto na swej drodze, potrafi rozpoznać w drugim oblicze Pana i usłużyć Mu w drugim człowieku, biorąc sobie na serio do serca Jego własne słowa: byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie, bo przecież wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Amen.

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter