50-lecie Studium Muzyki Kościelnej, 5.11.2022 Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej z okazji jubileuszu 50-lecia istnienia Studium Muzyki Kościelnej Archidiecezji Gnieźnieńskiej, 5 listopada 2022, katedra gnieźnieńska.

Błogosławiony ten, kto służy Panu.

 Siostry i Bracia w Chrystusie Panu!

Wśród tych, którzy – jak mówią nam słowa dzisiejszego psalmu – służą Panu, niewątpliwie swoje właściwe miejsce mają również organiści. Kościół przypomina nam bowiem, że organista akompaniuje do śpiewu całego zgromadzenia liturgicznego oraz wykonuje utwory organowe. Dlatego ma obowiązek należycie przygotować muzykę do każdej liturgii. A to z kolei wiąże się zarówno z jego osobistą odpowiedzialnością, jak i domaga się stałej formacji liturgicznej i duchowej oraz doskonalenia umiejętności muzycznych. Profesor Julian Gembalski, muzyk i wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach, a zarazem wizytator organów i organistów w archidiecezji katowickiej w jednym ze swych wywiadów podkreślał, że tej posługi nie mogą pełnić przygodni grajkowie. W Kościele nie może być amatorki – mówił profesor Gembalski i wyjaśniał, że przecież budowy świątyń nie zleca się amatorom, tylko architektom. W podobny więc sposób za oprawę muzyczną w kościele muszą odpowiadać osoby odpowiednio i dobrze do tego przygotowane, a nawet profesjonaliści. Owszem, czasem wystarczy – dodawał – żeby osoba nie mająca wyższego wykształcenia muzycznego grała podczas Mszy świętych, ale wtedy z pomocą przychodzą nam właśnie kursy organistowskie, podczas których przez trzy lata można się wiele nauczyć. Instrukcja Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej po Soborze Watykańskim II wskazuje bowiem, że dlatego przedmiotem specjalnej troski winno być kształcenie organistów. I zaraz podaje konkretne wskazanie, że na terenie każdej diecezji powinno zająć się tą sprawą erygowane przez ordynariusz studium organistowskie. Sam nie umiem dziś powiedzieć, czy nasz ówczesny arcybiskup Stefan Kardynał Wyszyński, metropolita gnieźnieński i warszawski, Prymas Polski, podpisując 8 grudnia 1979 roku wspomnianą Instrukcję Episkopatu Polski, czerpał już z tego niewielkiego wprawdzie jeszcze, ale przecież już jak najbardziej realnego doświadczenia, jakim było powołane przez Niego w 1972 roku, tutaj w Gnieźnie Studium Organistowskie. Wydaje się jednak, że nasz arcypasterz bardzo dobrze rozumiał – i to nie tylko dlatego, że sam przecież wychowywał się w rodzinie organisty – jak jest ważny akompaniament organowy, który podtrzymuje śpiew, ułatwia udział w czynnościach liturgicznych i przyczynia się do głębszego zjednoczenia wiernych. Nie ma bowiem nic bardziej podniosłego w świętych czynnościach niż zgromadzenie liturgiczne, które wyraża swą wiarę przez wspólny śpiew. Dlatego też tak ważne jest, aby osoba odpowiedzialna za śpiew w kościele, a więc organista miał nie tylko ogólne wykształcenie muzyczne, ale posiadał odpowiednie kwalifikacje muzyka kościelnego.

Drodzy Siostry i Bracia!

Zebraliśmy się dziś w bazylice prymasowskiej, aby we wspólnocie absolwentów i wykładowców podziękować Bogu za półwiecze pracy powołanego w Gnieźnie przez Prymasa Wyszyńskiego Studium Organistowskiego, a dziś Studium Muzyki Kościelnej. Jestem wam bardzo wdzięczny za waszą obecność i za ten szczególny znak wspólnoty, który nie tylko odzwierciedla nadal trwający związek z tym miejscem, ze Studium, ale podkreśla, jak jest ono wciąż ważne i istotne, jakże potrzebne dla życia wiary całej wspólnoty Świętowojciechowego Kościoła. Przekazuje muzyczną wiedzę i kształtuje nowych organistów, ale nade wszystko daje wciąż przecież możliwość solidnej formacji liturgicznej i duchowej, ułatwiającej zrozumienie i pełnienie tej kościelnej posługi. Trzeba nam bowiem nadal starać się lepiej rozumieć, że posługa organisty, a wcześniej solidne przygotowanie do niej i odczytanie jej miejsca w bogactwie różnych darów i charyzmatów w Kościele, zawiera w sobie wezwanie do umiłowania liturgii i do takiego w niej osobistego uczestnictwa, które ma rzeczywisty wpływ na całe nasze życie. I tu bowiem sprawdza się przecież to istotne przypomnienie, a mianowicie: se cor non orat, invanum lingua laborat – jeśli nie ma w tym, co czynimy, co odmawiamy czy co śpiewamy naszego serca, jeśli nasze serce się w tym po prostu nie modli, na próżno pracują nasze usta, na próżno wydobywają się z nich nawet najpiękniejsze dźwięki. Zastanówmy się więc – jak wskazywał w odniesieniu do zachowania się podczas śpiewu w swej Regule już święty Benedykt – jak zachować się w obecności Boga i Jego aniołów, i tak przystąpmy do śpiewu, aby myśl nasza była zgodna z naszym głosem – ut mens nostra concordet voci nostrae. Tu nie może być przecież nigdy jakiejś schizofrenii. Nie może być jedynie działania dla samego działania. Nie może być co innego w naszym sercu, a co innego w naszym głosie czy na naszych ustach. Muzyka bowiem i śpiew odpowiadające liturgii ku czci Tego, który stał się człowiekiem i został wywyższony na krzyżu – jak przekonująco wskazywał w swej książce Nowa pieśń dla Pana kardynał Joseph Ratzinger – czerpią soki żywotne z innej, większej i rozległej syntezy ducha, intuicji i oddziałującego na zmysły dźwięku i są zawsze wykwitem wewnętrznego bogactwa tej syntezy (…) muzyka musi bowiem zintegrować zmysły z duchem; musi odpowiadać na wezwanie sursum corda (…) Muzyka wiary poszukuje bowiem w sursum corda integracji człowieka; jednak nie znajduje on tej integracji w sobie samym, lecz dopiero w przekroczeniu siebie samego ku wcielonemu Słowu. Muzyka sakralna staje się więc w ten sposób oczyszczeniem człowieka, jego wzniesieniem się ku Bogu. Niesie i zawiera w sobie wciąż wezwanie, by – jak wskazywał w swej konkluzji przyszły papież, a dziś senior Benedykt XVI – tu i teraz, w tym czasie i w tym miejscu wprowadzać ludzi modlących się w obcowanie z Jezusem Chrystusem. I tym ostatecznie wypełnia się i zawiera właśnie wasze powołanie i wasza kościelna posługa, wasze życie i wasza misja organisty, który prowadzi śpiew ludzi!

Moi Drodzy!

Oto znów w Łukaszowej Ewangelii Jezus mówi – jak słyszeliśmy – do swoich uczniów. Mówi więc do nas, by przestrzec przed niewiernością, przed chciwością i przed obłudą, która zwodzi i udaje, ale Bóg – jak zapewniał – zna nasze serca. Co nas może zwodzić? Jezusowa przestroga przed niewiernością i nieuczciwością w bardzo małej sprawie przypomina nam, jak ważna jest codzienność, jak rozstrzygając jest to, co na co dzień czynimy. Może bowiem wkraść się zmęczenie codziennością, jakieś znużenie prostotą i banalnością zwykłych chwil i monotonnią powtarzających się dni. A jednak trzeba i w tym być po prostu wiernym. Wiernym przyjętym zadaniom i zobowiązaniom. Wiernym temu, co rozpoznaliśmy jako nasze życiowe powołanie i co podjęliśmy dla dobra wspólnoty Kościoła. Okazać się wiernym w zarządzaniu cudzym, bo Bożym dobrem. Pan Jezus przestrzega też nas dziś przed chciwością. Każdy organista za swą pracę powinien być, oczywiście, słusznie i sprawiedliwie wynagradzany. Pogoń za pieniądzem, służba jedynie dla pieniędzy, nie jest jednak nigdy do pogodzenia z tym, co stanowi uczciwe wynagrodzenie i co może być nawet słusznym upominaniem się o nie. Można się bowiem tak jakoś wynaturzyć, tak wykrzywić, że i dla nas pieniądz stanie się jedynym, wszechwładnym i ślepym bożkiem. Jezus przestrzega więc swych uczniów przed pokładaniem ufności w pieniądzach. Zarabiając więc pieniądze, służyć jednak mamy jedynemu Bogu. Niewierność i chciwość może wreszcie być i jest często przykryta obłudą. To zafałszowany obraz. To wykrzywiony obraz. Obrzydliwość w oczach Boga – jak wprost nazwie taką postawę sam Jezus. Od diabła bowiem pochodzą niejasność i kłamstwo: te wszystkie wymówki, udawanie i usprawiedliwienia – mówił kiedyś papież Franciszek – Od Boga zaś pochodzą światło i prawda, przejrzystość i szczerość serca. I to one mają nas zawsze prowadzić.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Każdy jubileusz jest niewątpliwie czasem wdzięczności. Jest też wezwaniem do nawrócenia. Jest szansą, by dostrzec i jeszcze raz docenić wysiłek i ten własny i drugich, który nas ukształtował. Jest też spojrzeniem z nadzieją w przyszłość. Pewnie i nam za papieżem Franciszkiem trzeba dziś powtórzyć, że nadzieja nie jest oparta na liczbach i zawarta w wielkich dziełach. I dla nas jest nią Jezus Chrystus. Życzmy więc sobie na dalsze lata pracy naszego Studium Muzyki Kościelnej, abyśmy jeszcze raz zawierzając Bogu, jak Apostoł Paweł pełni byli tej nadziei, że Bóg według swego bogactwa i swej hojności, zaspokajać będzie wspaniale w Chrystusie Jezusie, także każdą naszą potrzebę, zawsze według swej woli i swego w nas upodobania. Amen.        

Udostępnij naShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter