190. rocznica beatyfikacji bł. Jolenty, 17.06.2017, Gniezno

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej z okazji 190. rocznicy beatyfikacji bł. Jolenty, 17 czerwca 2017, kościół ojców franciszkanów w Gnieźnie. 

Drodzy Bracia Mniejsi,
Umiłowani Siostry i Bracia w Chrystusie Panu,

Obecność konwentu braci mniejszych, czyli franciszkanów w Gnieźnie, na Wzgórzu Panieńskim, związana jest niewątpliwie z postacią księcia kalisko-gnieźnieńskiego Bolesława Pobożnego i jego żony, dziś błogosławionej Jolenty. Ta pobożna kobieta, córka królewskiego rodu węgierskich Arpadów, nazywana – jak wspomina między innymi Jan Długosz – zarówno już na dworze krakowskim, jak i tutaj w Wielkopolsce, Heleną bezpośrednio przyczyniła się do tego, że jej mąż fundował i hojnie uposażał, i wspierał franciszkańskie konwenty w Kaliszu, w Gnieźnie, w Pyzdrach czy Obornikach, jak i opactwo benedyktyńskie w pobliskim Mogilnie. Dzięki staraniom tej książęcej pary, także tutaj, na Panieńskim Wzgórzu, po Zawichoście, Wrocławiu i Starym Sączu, powstał w Gnieźnie klasztor klarysek. Kronika Wielkopolska odnotowuje, że książę Bolesław Pobożny swą trzecią córkę oddał na służbę Bożą do klasztoru świętej Klary, który sam w Gnieźnie założył i uposażył. Co prawda, zmarły przedwcześnie małżonek błogosławionej Jolenty fundując klasztor gnieźnieński nie zdążył sprowadzić do niego samych klarysek, co uczynił na prośbę Błogosławionej dopiero jej bratanek, książę wielkopolski Przemysław II, niemniej jednak sam dobrze odczytał pragnienia serca swej Błogosławionej małżonki, dla której po latach, właśnie ten gnieźnieński klasztor klarysek stał się miejscem przebywania i życia, miejscem, w którym żyła jedynie dla Boga i w każdej chwili odpowiadała na Jego miłość. Jak czytamy w historycznych dokumentach z tego czasu, księżna w rzeczonym klasztorze, przyjąwszy habit Zakonu Braci Mniejszych, wybrała życie zakonne (…) rzeczona pani Jolenta w habicie świętej Klary z innymi siostrami tegoż zakonu, tamże przebywającymi, pędzi życie zakonne. Panieńskie Wzgórze w piastowskim Gnieźnie stało się więc dla błogosławionej Jolenty częścią Jej bogatego życia i zakonnego powołania, miejscem śmierci i czci oddawanej tutaj Tej dzielnej i odważnej kobiecie, która po swej śmierci, właśnie z tego gnieźnieńskiego wzgórza, upraszała u Boga dla wielu potrzebne łaski. Jej grób, omodlony od samego początku nie tylko przez współsiostry klaryski, ale przez wielu, zasłynął przez wieki licznymi łaskami. Świadectw o otrzymanych łaskach było tak dużo, że już w XVIII wieku podejmowano próby, aby ogłosić Jolentę świętą. Wszystkie te wcześniejsze działania z kolei zaowocowały prośbą oficjalnie skierowaną w następnym wieku do Stolicy Apostolskiej. Wówczas to papież Leon XII 14 czerwca 1827 roku w Rzymie potwierdził odwieczny kult i pozwolił nazywać Jolentę błogosławioną. Dziś więc, po stu dziewięćdziesięciu latach od tego wydarzenia, i my zapragnęliśmy z wdzięcznością stanąć przed Bogiem, aby uwielbić Go w błogosławionych i świętych, a przyzywając właśnie na tym miejscu wstawiennictwa błogosławionej Jolenty, upraszać u Boga dla siebie, dla naszych rodzin, dla tego królewskiego miasta, dla Kościoła gnieźnieńskiego, którego błogosławiona Jolenta jest współpatronką, potrzebne nam łaski i Boże moce. Widzimy w Niej bowiem ową roztropną kobietę, o której przypomniała nam dzisiejsza Ewangelia, która domu swój zbudowała na skale. A skałą jest Jezus Chrystus!

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

Sto dziewięćdziesiąta rocznica beatyfikacji, czyli ogłoszenia błogosławioną, Jolenty jest niewątpliwie najpierw okazją do wdzięczności Bogu za Jej życie i powołanie, za to wszystko, co jako kobieta mężna i roztropna wniosła do życia naszej Ojczyzny i Kościoła. Historia zapamiętała Ją jako nade wszystko czułą matkę i znakomitą wychowawczynię młodych Piastów wielkopolskich, swoich własnych dzieci oraz sierot po bracie męża. Sama osobiście poświęciła się dziełu wychowania i z wielką troską starała się o klimat ładu, spokoju, szczerej pobożności i miłości. Stała przy tym bardzo dzielnie u boku swego męża wspierając go w jego przedsięwzięciach. Uczyła więc – jak wskazuje dziś Apostoł Paweł – pieczołowitości względem własnej rodziny, sama dając przykład dobrego wychowania swych dzieci, gościnności, troski o potrzebujących, pomocy ludziom cierpiącym, rzeczywiście pilnie biorąc udział we wszelkim dobrym dziele. Dobro, które płynęło na innych przez ręce tej świętej kobiety nie ograniczało się bowiem tylko do Jej własnego kręgu rodzinnego. Była małżonką konkretnego władcy. I choć biografowie nadal spierają się o to, czy bardziej poświęciła się w tym czasie trosce o wychowanie swoich dzieci czy też równie odważnie angażowała się w konkretne sprawy księstwa, jedno trzeba Jej przyznać, że na pewno bliski Jej sercu był duchowy i religijny rozwój tych książęcych ziem, związany z ewangelizacyjną misją Kościoła. Błogosławiona Jolenta okazała się prawdziwą i dzielną protektorką Kościoła, zwłaszcza klasztorów, które uważała również za centra kultury i chrześcijańskiej cywilizacji. To właśnie Jej trosce i Jej wstawiennictwu u swojego męża, by je wspomagał, zawdzięczają one w tym czasie swój niebywały rozwój. Wszystko to pozwala widzieć w Nie prawdziwie dzielną kobietę, przepojoną duchem miłości i otwartości, a nade wszystko głęboko zatroskaną o stan życia duchowego. Nie dziwi nas więc również i to, że idąc w ślady swojej siostry, świętej Kingi, na blisko dwadzieścia lat swego życia wybrała bliskie Jej sercu klaryski. Tutaj, w gnieźnieńskim klasztorze, którego była ksienią, starała się o praktykowanie ascezy, życia modlitwy, ale także troski o chorych i ubogich, zwłaszcza tych, którzy niejednokrotnie pukali do klasztornej furty, prosząc o pomoc. Opisując ten etap Jej życia wielu autorów podkreśla dużą pokorę, która Ją cechowała, a także wskazuje na chętne podejmowanie przez Nią różnych najprostszych posług, związanych ze wspólnym życiem, dając w tym przykład do naśladowania. Będąc ksienią, czyli przełożoną wspólnoty sióstr, dbała również o sprawne i godne funkcjonowanie klasztoru. Ktoś , podsumowując Jej bogate i twórcze życie, słusznie zauważył, że Jolenta Helena Arpadówna przez sześćdziesiąt lat na różne sposoby, w zależności od tego, na jakim miejscu została postawiona, pełniła swą rolę znakomicie i zawsze miała w pamięci to, że wszystko czyni dla Boga. A Jej wirtuozeria polegała na tym, że pozbawiona była patosu i umiała przebiec przez życie w nienarzucającym się stylu, z dyskrecją i wdziękiem.

Moi Drodzy!

Trudno w kilku słowach zamknąć bogactwo Jej życia i w pełni oddać duchowy charakter błogosławionej Jolenty. Z pewnością nie była osobą, która bezrefleksyjnie powtarzała w swym życiu: Panie, Panie, ale Tą, która budowała swe życie na Chrystusie. Tak wiele inicjatyw, które podejmowała ta święta kobieta, a nade wszystko styl, w jakim oddawała się powołaniu żony i matki, księżnej i władczyni, a także mniszce i ksieni tutejszego klasztoru, mogą nam wskazać, że dom swój zbudowała na skale. Fundamentem tej budowy było nie tylko zasłuchanie w słowa Pana, ale podejmowanie ich w konkretnym życiu, mówiąc współczesnym językiem, przekładnie ich na konkretne programy wychowawcze i duchowe. Nie była kobietą z głową w chmurach. Przyglądając się Jej życiu, trzeba nam bowiem zauważyć, że była niezwykle twórczą, przewidująca i myślącą kobietą. Budując na skale, widziała, że nieodłączną częścią życia są również ulewne deszcze, wzbierające groźnie potoki i rzeki, gwałtowne wichry i huragany, zdolne zmieść z powierzchni wszystko to, co ma słabe fundamenty. Dlatego budowała na skale, przekonana i ufna w to, że kto buduje na Chrystusie i z Chrystusem, znajdzie również w Nim siłę do wytrwania i przeciwstawienie się wszelkim zagrożeniom i klęskom. W pewnym sensie błogosławiona Jolenta ukazywała swoim życiem – jak to wyraził współcześnie papież Franciszek – że na nic się zda wypełnianie ludźmi miejsca kultu, jeśli nasze serca są ogołocone z bojaźni Bożej i Bożej obecności; na nic się zda modlenie się, jeśli nasza modlitwa skierowana do Boga nie przemienia się w miłość skierowaną do brata; na nic się zda wielka religijność, jeśli nie jest ożywiana wielką wiarą i wielką miłością; na nic zda dbałość o pozory, ponieważ Bóg patrzy na serce i duszę, i nie lubi obłudy (…) Bogu podoba się jedynie wiara wyznawana życiem, bo jedynym ekstremizmem dopuszczalnym dla wierzących jest radykalizm miłości.

Drodzy Siostry i Bracia!

W sto dziewięćdziesiątą rocznicę ogłoszenia Jolentę błogosławioną, wpatrujemy się dziś w Jej radykalizm miłości. Tak można go odczytywać. Tak można też widzieć go w Jej bogatym życiu. Tak też przemawia do nas, z nową mocą i nową siłą. Upomina, że prawdziwa miłość wiąże się z budowaniem na skale. Skałą jest Chrystus. Jest nią Jego słowo, które słyszymy i przyjmujemy. Jest nią nasza odpowiedź, konkretna, mądrą i roztropna, a zarazem jednocześnie odważna i wielkoduszna. Zdolność słuchania i wypełniania tego, czego oczekuje od nas Bóg. Tej postawy, tu na Panieńskim Wzgórzu, przy relikwiach naszej Błogosławionej, można się nadal uczyć. O taką też postawę, za Jej wstawiennictwem, prosić dziś Jezusa. W takiej postawie doskonalić się i wzrastać. Błogosławiona Jolento! Módl się dziś za nami.

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter